piątek, 4 września 2015

Miniaturka Orchidee - "Jak mogłaś z tą fretką?"

Witajcie,

Krótko - bo ledwo żyję :)

Dziś przed Wami kolejna miniaturką Orchidee, autorki bloga: Dramione - Safe Haven.
Zapraszamy Was do komentowania i odwiedzenia bloga autorki.
Z moich wyliczeń wynika, że przed nami jeszcze tylko trzy autorskie publikacje, dlatego tym bardziej proszę o wsparcie młodych autorek.
Pozdrawiam!


Venetiia N.

***

-Witaj Ron- pani Weasley patrzyła z naganą w oczach na swojego najmłodszego syna. Widziała go pierwszy raz od 7 lat. Ronald opuściła dom zaraz po ostatnim roku w Hogwarcie, na który wrócił razem z Harrym, Ginny i Hermioną. Z tą ostatnią nawet się zaręczył, ale do ślubu nigdy nie doszło. Mimo tego dziewczyna, a raczej już kobieta była częstym gościem w Norze.
-Mamo, jak dawno się nie widzieliśmy. Tęskniłem- mężczyzna zamknął matkę w niedźwiedzim ucisku.
-Nie dawałeś znaku życia przez ostatnie lata. Ominęło Cię wiele. Ale już trudno. Za chwilę powinna wpaść Ginny razem z mężem. A później Hermiona.
-A co u niej?- młody człowiek wyraźnie ożywił się, słysząc jej imię. W głębi duszy miał nadzieję, że zastanie ją równie w nim zakochaną jak w dniu, w którym wyjechał.
-Jest szczęśliwa. Pewnie wszystko Ci opowie, jak przyjdzie-Molly odwróciła się w stronę okna, i zaczęła się zastanawiać, czy nie powiedzieć mu prawdy. Zdecydowała jednak, że nauczka jest mu potrzebna. Do dziś pamiętała jak haniebnie się zachował.
****
-Ron, tak dawno Cię nie widziałam- Ginny Zabini rzuciła się na swojego brata i mocno do siebie przytuliła. Była na niego zła. Nie pojawił się na jej ślubie, ani kiedy malutka Annie przyszła na świat, ale przecież był jej starszym bratem.
-Ja Ciebie też Wiewiórko. Powiedziałbym, że wyrosłaś, ale zawsze byłaś malutka siostrzyczko.
-Witaj Ron- w tym momencie do pokoju wszedł Zabini razem z córeczką na rękach. Nigdy nie lubił brata swojej żony, ale ze względy na swoją ukochaną obiecał sobie, że będzie miły.
-Wyszłaś za Zabiniego?- rudzielec aż zacisnął szczękę. Czuł jakby świat usunął mu się spod stóp. Nienawidził ludzi z domu węża, a w szczególności pewnej dwójki.
-Tak, czy masz z tym jakiś problem?- ciemnoskóry przyciągnął żonę do siebie. I objął ramieniem.
-Nie denerwuje się. Przecież nie miał zielonego pojęcia o naszych zaręczynach i ślubie-pani Zabini z promiennym uśmiechem chwyciła męża za rękę.
-Dla Ciebie wszystko-odparł zielonooki mężczyzna.
-A może wy powiecie mi coś więcej o Hermionie? Wiem tylko tyle, że wszystko u niej w porządku.
-Akurat o niej nie powinieneś wspominać w mojej obecności. Nie uderzę Cię tylko ze względu na Ginny- były ślizgom naprawdę musiał się bardzo kontrolować, żeby nie uszkodzić parszywca, który zranił jego najlepszą przyjaciółkę.
-Kiedy przyjdzie, wszystkiego się dowiesz- powiedziała tajemniczo Ginevra i więcej nie poruszano tego tematu.
****
-Ron, tak strasznie się cieszę- w pokoju pojawiła się piękna i roześmiana Hermiona. Przez te lata bardzo się zmieniła. Jej znana z czasów szkolnych czupryna, została zastąpiona przez dokładnie ułożone loki, a figura nabrała kobiecych kształtów.
-Ja też Hermiono- mężczyzna mocno uścisnął dawną przyjaciółkę. Dopiero po chwili zorientował się, że obok kobiety stoi chłopczyk. Mógł mieć najwyżej 3 latka i wyglądał dość znajomo. Miał blond włosy i wielkie szare oczy.
-To Twój syn?- pytanie wypowiedziane spokojnym tonem, maskowało wielkie niezadowolenie Rona. Miał nadzieję, że odzyska swoją byłą narzeczoną i to był główny cel jego wizyty.
-Tak, to jest Scorpius, a za chwile będzie jeszcze Rose- była gryfonka wzięła synka na ręce, żeby dziecko mogło zobaczyć nowo poznana osobę.
-Jestem Scorpius, a Pan?- zaciekawiony chłopczyk zaczął wiercić się w ramionach matki.
-To synu jest brat cioci Ginny- jak można się domyślić był to Draco Malfoy we własnej osobie.
-Draco, jak miło Cię widzieć. Czy Hermionka Cię nie karmi? Koniecznie musicie wpaść na kolacje w tym tygodniu- pani Weasley na początku nie mogła się do niego przekonać. Kiedy po raz pierwszy zobaczyła go razem z Mioną nie mogła się z tym pogodzić. Rozmawiała, prosiła i błagała. Dopiero kiedy zobaczyła, jak ją traktuje i jak bardzo mu na niej zależy. Zrozumiała, że oni są sobie pisani.
-Granger świetnie gotuje, ale pani kuchnia jest obłędna- mimo wielkiej zmiany Draco nigdy nie opuściły iście ślizgońskie odżywki. Tak naprawdę uwielbiał potrawy brązowowłosej, ale chciał zobaczyć jak słodko marszczy nosek, kiedy jest zdenerwowana.
-Od dzisiaj śpisz na kanapie- prychnęła Miona i odwróciła się w stronę Blaise, który próbował się nie śmiać. Niebezpiecznie drgały mu usta i zaczął udawać, że kaszle.
-Oj Malfoy, jakim cudem ona jeszcze Cię nie wyklęła?- na środek salonu teleportowali się bliźniacy. Gdy dowiedzieli się o wyborze swojej siostry i jej przyjaciółki, postanowili w niego nie ingerować. Oczywiście od czasu do czasu nie szczędzili ślizgonom odzywek, ale nie było to wrogie. Tak naprawdę już dawno uznawali obiekty swoich dowcipów za przyjaciół.
-No widzicie? Ma się ten urok osobisty- początek nie był prosty, ale Dracon szybko odnalazł się wśród domowników i polubił przechodzenie do Weasleyów. Razem ze swoją żoną traktowali Norę jak drugi dom. Tak samo ich dzieci.
-Co się tutaj dzieje? I dlaczego on do cholery tutaj jest?- zdenerwowanie i dezorientacja Rona rosła. Nie wiedział o co chodzi i dlaczego dwóch jego śmiertelnych wrogów pojawiło się w jego domu i zostało powitanych jak starzy znajomi. O ile Zabiniego jeszcze mógł przeżyć, tak spotkanie Malfoya było ponad jego możliwości.
-Spokojnie Ronuś. Nie denerwuj się braciszku- Fred i George nigdy nie zrozumieli dlaczego tak po prostu wyjechał. I jeszcze zostawił taka dziewczynę. Kiedy widzieli jak bardzo stara się pokazać, że jest dzielna, mieli ochotę ukatrupić swojego brata lub zamienić w coś naprawdę obrzydliwego... Po tych słowach wzięli dziecko z rąk blondyna i oddali się tylko w sobie znanym kierunku. Mała spryciula podbiła serce nie tylko swoich rodziców, ale także przyszywanych wujków i dziadków.
-Swoją drogą dlaczego mówisz do Mionki, Granger?- Zabini postanowił podgrzać atmosferę i jeszcze bardziej wkurzyć swojego szwagra. Każda okazja jest dobra, żeby zobaczyć, jak rude włosy zlewają się z resztą twarzy.
-Bo ona zawsze będzie dla mnie Granger. Nieważne czy minęło 6 lat, czy 20. To będzie moja Granger- Draco przyciągnął żonę i posadził siebie na kolanach. Chwilę wcześniej Scorpius pobiegł gdzieś z Jamesem. Najpewniej szukać dziwnych rzeczy pozostawionych przez bliźniaków.
-Hermiono zejdź z niego. Jak możesz, z tą fretką?- Ron aż nie mógł ukryć gniewu. Jak jego najlepsza przyjaciółka mogła robić mu coś takiego? Zdradzić w tak perfidny sposób.
-Widzisz fretko. Jak ja mogę z tobą wytrzymać?- kobieta pocałowała męża w policzek.
-Nie mam pojęcia, ale bardzo się z tego cieszę Granger- blondyn pogłaskał swoją ukochaną po policzku i ucałował jej dłoń. Nie potrafił się nacieszyć tym, że taka wspaniała osobą go kocha. Nigdy nie wierzył w miłość, ale ona sprawiła, że to co wydawało się nierealne, stało się rzeczywistością.
-Naprawdę? Nie pomyślałeś, że oni mogą być małżeństwem. Jesteś taki tępy czy tylko udajesz?- Ginny nie mogła już słuchać swojego brata. Bacznie obserwowała sytuację bo dość dobrze znała jego charakter. Wiedziała jak może zareagować na podobną nowinę.
-Małżeństwem?- Ron aż usiadł z wrażenia na fotelu. W najgorszych snach nie przypuszczał, że zamiast kochającej kobiety, którą zostawił, zastanie żonę swojego największego wroga z czasów szkolnych.-Naprawdę tak nisko upadłaś, żeby wychodzić za śmierciożercę? Naczelnego tępiciela szlam? Powinno być Ci wstyd. Zdradziłaś nas. Mnie i Harrego. I jeszcze jesteś z tego dumna.
-Licz się ze słowami. Możesz mnie obrażać, ale Mionę zostaw w świętym spokoju-głos Malfoya odbił się echem od ścian. Można było odnieść wrażenie, że wcześniejsza wypowiedź nie zrobiła na nim wrażenia. Jednak to były pozory. Przez wiele lat Draco uczył się jak znosić obelgi w stoickim spokoju. Jednak gdy dotyczyły jego rodziny nie potrafił zachować zimnej krwi. Blaise od razu dostrzegł zmianę w przyjacielu. Przysunął się bliżej, żeby w razie czego zareagować dostatecznie szybko.
-Jesteś zwykłą dziwką. Co najgorsze dziwką śmierciożercy, który nigdy Cię nie szanował. Od dzisiaj już nie jesteśmy przyjaciółmi- na te słowa w oczach Hermiony pojawiły się łzy. Mocno zacisnęła wargi, które drżały z żalu. Wyglądała tak bezbronnie, że zanim ktokolwiek zareagował, wstała i wymierzyła siarczysty policzek swojemu „przyjacielowi”
-Dla Ciebie mogę nią być, ale pamiętaj, że to ty zostawiłeś mnie bez słowa wyjaśnienia. Napisałeś dwa zdania na temat naszego związku. Nawet nie wiesz ile nocy przepłakała, ale kiedy okazało się, że zdradzałeś mnie z Parkinson, dziękowałam Bogu, że odszedłeś. Byłam taką idiotką, że straciłam dwa lata życia z takim gumochłonem. Co do naszej przyjaźni, ona nigdy nie istniała. Zawsze widziałeś tylko czubek własnego nosa.
-Brawo Mionuś. Sam bym nie pogardził takim ciosem, ale ja mam lepszy pomysł. Zostawmy tą marną imitację mężczyzny, weźmy dzieci i pójdźmy na lody- Zabini z pogardą patrzył jak rudy łasic masuję szczękę.
-Tylko, że my z Hermioną chcieliśmy coś ogłosić. Chyba jednak w tych okolicznościach nie ma to sensu- Draco razem z usmarkaną panią Malfoy skierowali się w stronę drzwi.
-Co chcieliście powiedzieć?- pierwszy raz od dawna głos zabrała Molly Weasley. Było jej wstyd. Nigdy w życiu nie przypuszczała, że jej syn zachowa się w tak karygodny sposób. Nie krzyczała, ale podjęła pewne decyzje. Hermiona była jej córką, może jej nie urodziła, ale ona traktowała ją jak rodzone dziecko.
-Jestem w ciąży. Wprawdzie to dopiero dziewiąty tydzień, ale jesteście naszą rodziną i chcieliśmy podzielić się naszym szczęściem- pierwszą reakcją zebranych był szok. Najszybciej zareagowała Ginny, która rzuciła się na swoją przyjaciółkę. Razem zaczęły skakać i piszczeć z radości.
-Gratuluje stary, dobra robota- Blaise był trochę bardziej poważny dlatego uściskał dłoń z Malfoya z największą satysfakcją, a potem zwrócił się w stronę kobiet- Skrzatku rozumiem, że się cieszyć, ale powinnaś uważać na młodego Zabiniego.
-Jesteś w ciąży?- to pytanie padło ze wszystkich stron i zostało skierowane do Ginevry. Tylko Ron niezadowolony siedział w kącie pokoju.
-To dopiero siódmy tydzień. Chciałam wam powiedzieć koło dziewiątego, ale skoro ktoś ma długi język... Tak jestem w ciąży- teraz piską i skakaniu nie było końca. Doszło do tego, że panowie musieli na siłę uspokajać swoje małżonki.
-Bardzo Wam gratuluję i cieszę się, że znowu zostanę babcią- pani Weasley podniosła się z fotela i mocno uściskała całą czwórkę.- W przyszłą środę wydamy kolację z tej okazji, ale teraz zgadzam się z Blaisem powinniście iść na lody. Ja muszę porozmawiać z Ronem.
Państwo Malfoy i państwo Zabini szybko znaleźli swoje pociechy i po długich pożegnaniach opuścili Norę w wyśmienitych nastrojach.
-Powiedz mi Ron, warto było? Straciłeś jedyną osobę, która może nawet Cię kochała. Harry też zerwał z tobą kontakt-kobieta popatrzyła smutno na swojego najmłodszego syna.
-Ale on wyszła za niego! A Ginny za tego, żeby go nie nazwać. Jak mogliście z ojcem do tego dopuścić? Jak wam nie wstyd?- mężczyzna zupełnie nad sobą nie panował. Nawet zapomniał się z kim rozmawia.
-Skoro tak, to nie masz już tutaj czego szukać. Masz się stąd wynieść jak najszybciej. Dopóki nie zrozumiesz swoich błędów, masz się tutaj nie pokazywać. Każdy człowiek zasługuje na drugą szansę. Hermiona dała ją Draconowi i ten dobrze ją wykorzystał. Ty za to ją zmarnowałeś....
****
-Dlaczego nie śpisz? Jest prawie pierwsza w nocy- Draco był zaskoczony, że jego żona jeszcze nie padła. Zawsze była śpiochem, a w szczególności kiedy nosiła pod sercem jego dzieci.
-Pamiętasz dzień, w którym spotkaliśmy się ponownie?- spytała cichutko.
-Jak mógłbym nie pamiętać....
Hermiona Granger właśnie wychodziła z ministerstwa. Przed chwilą dostałą pracę. Może na razie została tylko sekretarką, ale któregoś dnia kto wie? Może kiedyś będzie rządzić magicznym światem. Była tak pochłonięta myślami, że nawet nie zauważyła, że zgubiła swoją apaszkę. Kiedy wróciła do domu i zrozumiała, że jej prezent od rodziców zaginął, miała ochotę płakać. Nie wiedziała tylko, że jej ubraniem zaopiekował się pewien jasnowłosy mężczyzna. Obserwował ją już jakiś czas. Od zawsze mu się podobała, ale nie mógł jej aż tak narażać. Wolał, żeby myślała, że jest zimnym draniem bez serca. Po wojnie jednak wszystko się zmieniło. Jego rodzice zginęli, ciotka gniła w ziemi, a wszyscy śmierciożercy zostali złapani. Jego samego uniewinniono od zarzutów i spokojnie mógł wrócić do Hogwartu dokończyć ostatni rok. Cierpiał okrutnie, gdy widział ją z Weasleyem, ale jeżeli była szczęśliwa to i on poniekąd też. W międzyczasie Diabeł zaczął spotykać się z Wiewiórą. Dzięki temu często wiedział co się dzieję u jego ukochanej gryfonki. Kiedy dowiedział się, że Łasic zerwał z Granger, razem z diabłem upili się tak mocno, że urwał im się film. Miał szampański humor, a od tamtego czasu minęły trzy miesiące, a on wiedział, że nie może być zbyt nachalny. Najpierw musi ją przeprosić...
Następnego dnia z samego rana napisał krótki list.
Droga Granger
Mam coś, co należy do Ciebie.
Jako szczęśliwemu znalazcy przysługuje mi jedno życzenie.
Może w ramach tego napijemy się kawy?
Draco Malfoy
Nie musiał długo czekać na odpowiedź.
Droga Fretko
Czyżby to była moja apaszka?
A co do kawy, dobrze się czujesz?
Może potrzebujesz magomedyka?
Hermiona Granger
Już wiedział, że się zgodzi. Nie było innej opcji. Chwycił pióro i pośpiesznie napisał kilka linijek na pergaminie. Miał nadzieję, że jego gryfoneczka szybko odpisze. Bo ona była jego. Może jeszcze o tym nie wiedziała, ale tak było.
Droga Fretko
Nie mam innej alternatywy.
Muszę przystać na Twoje żądania.
Do zobaczenia o 17
Hermiona
****
Hermiona była przerażona. Zgodziła się na kawę ze swoim największym wrogiem i właśnie ubierała płaszcz i miała zamiar się teleportować się na umówione miejsce. Zrobiła to bez najmniejszej radości. Chociaż włożyła swoją najlepszą sukienkę i buty.....
-Cześć Granger, ślicznie wyglądasz. Proszę, to dla Ciebie- chłopak podał dziewczynie piękną herbacianą różę.
-Cześć, nie trzeba było- Hermiona naprawdę się ucieszyła. Pierwszy raz dostała swoje ulubione kwiaty. Ron zawsze kupował jej paskudne tulipany. Szczerze nienawidziła tych kwiatów. Przypominały jej o przeszłości.- Skąd wiedziałeś, że to moje ulubione kwiaty?
-Tak tylko przypuszczałem. Wchodzimy?-zapytał Draco.
-Jasne....
Tamtego dnia rozmawiali prawie o wszystkim. Pierwszy raz szczerze mogli usłyszeć o rzeczach, o który nie mieli bladego pojęcia. I tym sposobem Hermiona dowiedziała się, że te wszystkie obelgi miały ją chronić. Zrozumiała, że nie może winić Malfoy za coś, do czego praktycznie był zmuszony. Podziwiała go, chociaż nie chciała się do tego przyznać. W życiu z nikim lepiej się nie bawiła, mimo że nie robili niczego nadzwyczajnego. Po prostu byli. Nawet apaszka zeszła na dalszy plan.
Za to Draco tylko upewnił się w tym, że ta niewielka istota będzie kiedyś jego żoną. Nie wiedział czemu, ale był pewny, że to dopiero początek czegoś wielkiego. Był w szoku, że mógł przez tyle lat obejść się bez rozmowy z nią.
****
Spotykali się coraz częściej. Chodzili do kina, na spacery lub odwiedzali Rudą i Diabła. I tak upłynęło im całe osiem miesięcy. Oboje wiedzieli, że to nie tylko przyjaźń. W końcu Draco zachęcony przez Diabełka zebrał się na odwagę. Odwiedził kwiaciarnię i kupił wielki bukiet herbacianych róż. Bez zapowiedzi znalazł się pod drzwiami Granger i z całej siły zapukał. Otworzyła mu zaspana dziewczyna. Miała na sobie piżamę (pandę, swoją drogą bardzo słodką), a jej włosy sterczały na wszystkie strony. Mimo tego była najpiękniejszą osobą na tym świecie.
-Zostań moją dziewczyną-wypalił na jednym wydechu i z zapartym tchem czekał na odpowiedz. Niespodziewanie w oczach Mionki pojawiły się łzy.
-Jeżeli to zbyt wcześnie, albo nie jesteś gotowa, po prostu powiedz. Ja zrozumiem- starał się ukryć ból i rozczarowanie. Całe lata nauczyły go dobrze grać.
-Nie. Po prostu ja... nie wiem co mam powiedzieć. Może tylko tyle, że jestem najszczęśliwszą osobą na ziemi.
-Czekaj, chcesz mi powiedzieć, że się zgadzasz?- w sercu Malfoya zaczęła kiełkować nadzieja. Może w końcu będzie szczęśliwy.
-Tak. Jak mogłeś pomyśleć, że mogłabym odmówić- to przypieczętowało całe te osiem miesięcy. Draco porwał swoją (już oficjalnie) dziewczynę i jak można się domyślić, nie skończyło się tylko na pocałunkach.....
-Skąd wiedziałeś jakie kwiatki mi kupić?- Hermiona odwróciła się w stronę męża, a ten dźwignął się na ręce, żeby móc lepiej ją widzieć.
-Pamiętasz jak na piątym roku, wspomniałaś Wiewiórce, że dostałaś na walentynki paskudny bukiet czerwonych tulipanów. Ona zaczęła się śmiać i powiedziała, że musiał być to straszny ignorant. A ty dodałaś, że nie ma piękniejszych kwiatów niż herbaciane róże. Stąd wiedziałem-odpowiedział Draco. Wydawało mu się to durne, ale dlaczego miałby o tym nie wspomnieć.
-Pamiętałeś przez tyle lat? Ale....
-Zakochałem się w tobie na początku czwartego roku. A może wtedy zrozumiałem, że to nie tylko chęć przekomarzania się z Tobą. Sam nie wiem. Później byli rodzice, Voldemort i ból. Nie chcę tego pamiętać...... Zawsze myślałem o tobie. I do dzisiaj tak zostało- uśmiechnął się i mocno wtulił się w drobne ciało swojej gryfonki...

Każdego dnia dziękował za wszystko co dostał od losu. Za wspaniałą żonę, która nauczyła go miłości i poświęcenia. Czy kiedyś myślał, że będą razem? Zapewne nie. Za cudowne dzieci. Tak podobne do niego i swojej matki. Za kolejne, które dopiero miało przyjść na świat. Za pracę, którą uwielbiał. Za dom, którego nie miał będąc dzieckiem, a który teraz posiadał. Był wielkim dłużnikiem losu. Nie zawsze było kolorowo, ale to wszystko wzmagało tylko poczucie szczęścia. Bo co może być lepsze od spokoju, bo burzy?

sobota, 22 sierpnia 2015

Miniaturka Julii - "Niewysłane listy Draco"

Witajcie,


Z braku czas i dostęp do internetu - miniaturka/publikacja z drobnym opóźnieniem.
Autorka: Julia

Proszę o komentarze!

V.


***

Chłopczyk otworzył pudełko po butach, leżące w kącie na strychu domu jego dziadka.
Odłożył wieko na podłogę, a ze środka wyciągnął kilka kopert. Otworzył jedną z nich i
przeczytał:

Londyn, 15 lipca 2017 rok.

Drogi Harry Potterze!

To ja, Draco Malfoy. Piszę do Ciebie ten list, ponieważ mam ogromne wyrzuty
sumienia. Naprawdę nie wiem, co trafiło mnie po tych siedemnastu latach. To chyba
przez Astorię. Ta kobieta strasznie mnie zmieniła.
Na początku chciałbym przeprosić Cię za odzywki obrażające Twoich rodziców.
Naprawdę współczuję Ci, że nie miałeś ich przez całe Swoje życie i musiałeś mieszkać z
tymi mugolami. Nie wiem, co ja bym zrobił, gdybym nie miał matki i ojca.
Przepraszam też za wszystkie przezwiska, którymi Cię obraziłem. Chociaż
,,Bliznowaty” było naprawdę genialne. Kiedyś nazywałem Ciebie też Chłopcem-Który-
Przeżył-By-Przeszkadzać. To było okropne, ale Crabbe i Goyle śmiali się z niego do łez.
Zresztą oni śmiali się z wszystkiego.
Przepraszam też za to, że na piątym roku nie mogłeś grać w Quidditcha. Po części była
to moja wina, że Umbridge zakazała wam w niego grać. Jednak miny Weasleyów były
bezcenne.
Wracając do moich win, przepraszam za to, że dostałeś szlaban na pierwszym roku, bo
naskarżyłem McGonagall. To był błąd, bo potem musiałem iść z Tobą, Granger i
Longbottomem. To była okropna noc.
Dobra, przepraszam za wszystko, czym Cię obraziłem. Jest tego sporo, a mam jeszcze
dwa listy do napisania. Dziękuję Ci, Potter za to, że wstawiłeś się za mną i moimi
rodzicami. To był czyn warty samego Godryka Gryffindora.
Chyba nie mam nic więcej do dodania. Życzę Ci udanego życia. Bądź dumny ze swoich
dzieci i żony.

Pozdrawiam

Draco Malfoy.



Odłożył list i kopertę na bok. Bez namysłu otworzył kolejną. W liście było napisane:

Londyn, 15 lipca 2017 rok.

Drogi Ronie Wesleyu!

To ja, Draco Malfoy. Pewnie nie spodziewałeś się, że do Ciebie napiszę. Zresztą sam się
nie spodziewałem. Astoria robi ze mną okropne rzeczy. Nie wiem co we mnie wstąpiło po
tych siedemnastu latach. Naprawdę. Jednak muszę to napisać, bo trafi mnie szlag.
Chciałbym Cię przeprosić. Najpierw za brzydkie wyrażanie się o twojej rodzinie.
Okazało się, że Twoja mama jest naprawdę równą babką, a ojciec nie gada tylko o
mugolach. Twoi bracia są naprawdę w porządku. Składam Ci szczere kondolencje z
powodu śmierci Freda. Szkoda mi tego rudzielca.
Przepraszam za nazywanie cię ,,Wieprzlejem”. To przezwisko było żałosne. Zresztą
wszystkie były żałosne. Przepraszam Cię też za tą głupią piosenkę. Nie nadaję się do
pisania tekstów.
Przepraszam Cię za ślimaki na drugim roku, chociaż to była wina Twojej różdżki, więc
wycofuję te słowa.
Wszystkie nasze kłótnie były bez sensu. Chcę pokoju i myślę, że Ty również. Wiem, że
dalej mnie nienawidzisz. W końcu przez siedem lat okrutnie Ci dokuczałem. Nie
przedłużając. Życzę Ci szczęśliwego życia z Granger i Twoimi dziećmi.

Pozdrawiam

Draco Malfoy.



W następnej kopercie znajdował się troszkę dłuższy list:

Londyn, 15 lipca 2017 rok.

Droga Hermiono Granger Weasley!

To ja, Draco. Pewnie domyśliłaś się już po nagłówku. Nigdy się nie przyzwyczaję. Dla
mnie zawsze będziesz Granger. Piszę ten list, ponieważ ruszyło mnie sumienie. Dziwnie
się czuję, w końcu nie rozmawialiśmy przez siedemnaście lat.
Przepraszam Cię za wszystkie ,,szlamy”, które do Ciebie skierowałem. To paskudne
określenie już nie wyjdzie nigdy z moich ust. Przysięgam.
Przepraszam za naśmiewanie się z Ciebie i obrażanie Cię na każdym kroku. Wszystko,
co robiłem było żałosne. Chociaż nie, wydarzenia na szóstym roku wcale nie były żałosne.
Dzięki Tobie szósty rok był najlepszym rokiem w całym moim życiu. Nadal pamiętam
ten dzień, kiedy po raz pierwszy spotkaliśmy się i porozmawialiśmy bez kłótni. Dokładnie
piętnaście dni później zaczęliśmy zwracać się do siebie po imieniu. Tydzień po tym
wydarzeniu po raz pierwszy się całowaliśmy. To był cudowny pocałunek. Później nie
spotykaliśmy się przez kilka dni, a ja obawiałem się o Ciebie. Tak bardzo byłem
zazdrosny, gdy widziałem Cię z Potterem czy Weasleyem. Chciałem znowu Cię całować,
obejmować i wymówić twoje imię. Hermiona. To nadal brzmi tak obco. Nawet nie wiesz,
jak wielka była moja radość, kiedy spotkaliśmy się w czasie przerwy świątecznej. To był
najlepszy dzień w moim życiu. Mogę powiedzieć, że ta ,,randka” w Pokoju Życzeń była
najlepszą randką, na której kiedykolwiek byłem. Całujesz nieziemsko. Zazdroszczę
Weasleyowi po raz pierwszy w życiu.
Potem, kiedy musieliśmy się rozstać. To było coś okropnego. Kiedy nie widziałem Cię
przez taki szmat czasu, czułem się okropnie. Dopiero w Malfoy Manor, kiedy Bella Cię
torturowała, chciałem się na nią rzucić i Cię uratować. Jednak nie miałem odwagi. Tak
bardzo się bałem, że Cię zabiją.
Tak bardzo żałuję, że nasze drogi nie skrzyżowały się po całej bitwie. Może wtedy
wszystko potoczyłoby się inaczej? Jednak najwyraźniej tak musiało być.
Nadal pamiętam ten ból na trzecim roku, kiedy mnie uderzyłaś. Ty, jako jedyna
odważyłaś się to zrobić. Szczerze mówiąc dobrze postąpiłaś. Należało mi się. Teraz to Ty
powinnaś mnie przeprosić. Czekam na oficjalne przeprosiny.
Chyba tyle wystarczy, co? Mam nadzieję, że się jakoś trzymasz, Granger. Chyba nie
płaczesz za mną po nocach?
Pamiętaj, że dla mnie pozostaniesz Hermioną Granger, dopóki nie staniesz się
Hermioną Malfoy. Ja się nigdy nie poddaję.
Całkiem poważny

Draco Malfoy.

PS. No dobra, poddałem się.

piątek, 14 sierpnia 2015

Miniaturka Cassie - "Będę"

Witam,


Gorący piątek nadszedł, a to oznacza nową porcję świeżutkiej twórczości początkującej autorki.
Cassie pragnie zaprezentować Wam swoją miniaturkę pt:"Będę". Bardzo proszę w imieniu swoim i autorki o komentarze. 

Cassie ma ochotę zająć się większym formatem niż miniaturki, ale tylko jeśli znajdą się osoby chętnie do czytania jej twórczości - Zostawcie jej swoje opinie i pomóżcie zdecydować czy podjąć się wyzwania, jakim jest napisanie dużego opowiadania.

Pozdrowienia,

V.

PS. Rozdział 11 "Rubinu..." już dziś :)

***


Słońce już dawno schowało się za czubkami drzew Zakazanego Lasu, ustępując
miejsca srebrzystej łunie księżyca. Na atramentowym niebie świeciło jasno miliony
maleńkich punkcików, walcząc zaciekle z ciężkimi, deszczowymi chmurami. W
cieniu wysokiej wieży na ogromnym dziedzińcu majestatycznego zamku stał
młodzieniec. Szare, przenikliwe oczy wpatrywały się w niebo z nieodgadnionym
wyrazem twarzy. Jego płowe kosmyki włosów tańczyły w niesłyszalny rytm z
chłodnym wiatrem. Delikatny uśmiech na wąskich wargach dodawał blondowi
anielskiego widoku, jak gdyby jakaś boska istota zechciała zstąpić tam, na ziemskie
padole.
Draco mimowolnie syknął, kiedy jego Mroczny Znak zapiekł. Błysk czystej
nienawiści pojawił się w jego oczach, by równie szybko zniknąć. Blondyn, zaciskając
mocno szczękę, podciągnął lewy rękaw białej koszuli. Szkaradny, czarny tatuaż,
przedstawiający ludzką czaszkę z wężem, pulsował bólem na jego przedramieniu.
Piętno, które przekreślało szanse na szczęśliwe życie, wolne życie. Draco z odrazą
odwrócił wzrok, chcąc chociaż na chwilę o nim zapomnieć.
Nagle coś błysnęło pomiędzy źdźbłami wiosennej trawy. Draco przyklęknął i
wytężył wzrok. Drobna, srebrna brożka w kształcie feniksa leżała nieruchomo na
lodowatej ziemi. Blondyn powoli wyciągnął dłoń i chwycił w palce ten niezwykle
piękny kawałek metalu. Rubinowe oczy feniksa skrzyły się pod wpływem światła
księżyca, hipnotyzując.
Młodzieniec delikatnie przesunął opuszkami palców po powierzchni brożki. Nagle,
jakby coś postanowił, zacisnął na niej dłoń i wstał z trawy, ozdobionej kropelkami
wieczornej rosy. Z jego twarzy zniknęły wszelkie emocje. Szare oczy straciły swój
chłopięcy blask, stając się zimne niczym stal.
Draco poprawił jedwabne mankiety rękawów. Ze znudzonym wyrazem twarzy
podniósł wysoko podbródek, jakby zwyczajni śmiertelnicy nie byli godni nawet jego
splunięcia. Blondyn poszedł w stronę ogromnych, drewnianych drzwi, nie oglądając
się za siebie. W dłoni zalśniła srebrna brożka. Ciemne, burzowe chmury przysłoniły
sierp księżyca, pogrążając świat w mroku.

*****

- Powstanie goblinów w drugiej połowie osiemnastego wieku było jednym z
ostatnich. Zapisało się jako... - Cichy, monotonny głos profesora Binnsa rozchodził
się echem po dość dużej sali, pełnej przysypiających uczniów. Walcząc z
opadającymi powiekami, nikt nie zwrócił uwagi na małą, złożoną kartkę papieru,
która przeleciała spokojnie pod sufitem.
Szarooki blondyn rozejrzał się dyskretnie, chowając różdżkę do kieszeni. Po chwili
zwrócił swój wzrok na szatynkę, siedzącą w pierwszej ławce.
Brązowowłosa dziewczyna o niezwykłych, miodowych oczach robiła notatki z
lekcji. Jako jedyna potrafiła oprzeć się usypiającej mocy głosu profesora. Nagle na
drewnianym blacie jej ławki pojawiła się mała karteczka. Szatynka rozejrzała się.
Kiedy napotkała natarczywe spojrzenie srebrnych tęczówek, uniosła delikatnie kąciki
ust. Blondyn w odpowiedzi jedynie ledwie zauważalnie kiwnął głową i odwrócił się
w stronę okna.
Hermiona rozłożyła charakterystycznie pożółkły pergamin i przebiegła oczami po
wykaligrafowanej wiadomości. Uśmiechnęła się smutno. A więc jednak...
Szatynka wyciągnęła różdżkę i machnęła ją, sprawiając, że pergamin rozpadł się na
dziesiątki, zwęglonych kawałków.
*****
Hermiona mijała stare, drewniane regały hogwarckiej biblioteki, uciekając przed
surowym wzrokiem pani Pince. Zakurzone księgi stały dumnie na półkach, nie
przejmując się swoimi podniszczonymi okładkami czy pożółkłymi stronami.
Miodowe oczy rozglądały się wokoło, chcąc wchłonąć tą niezwykłą magię biblioteki.
- Jesteś w Hogwarcie już szósty rok. Zdaje się, że powinnaś przyzwyczaić się do tej
biblioteki, a nie zachwycać się nią jak jakaś pierwszoroczna. - Szatynka podskoczyła
na dźwięk cichego, kpiącego głosu. Zza regału wyłoniła się blada dłoń.
- Czy mogę panią prosić?
Hermiona z uśmiechem na malinowych ustach chwyciła za dłoń, dając się
poprowadzić do małego stolika, schowanego przed obcymi spojrzeniami. Draco
kurtuazyjnie odsunął szatynce krzesło. Ukłonił się i powiedział przesadnie uniżonym
głosem:
- Czy panna Granger jest usatysfakcjonowana?
- No nie wiem... - przerwała Hermiona na moment, delektując się chwilą. - Czy ten
ukłon nie jest dla pana zbyt dużym wysiłkiem?
- Dla mojej pani jestem gotów na wiele - odpowiedział Draco, jeszcze bardziej
pochylając głowę.
- Ach tak? - zakwestionowała Hermiona. - I to nie ma nic wspólnego z pańskim
męskim ego? Tym, że zarzuciłam, iż nie potrafi pan wykrzesać z siebie nawet nutki
romantyzmu?
- I zniszczyłaś tę chwilę. Brawo - stwierdził Draco, siadając na krześle z
westchnieniem. - I co na to odpowie Panna Doskonała?
- To, że zaraz ktoś bardzo się zdziwi, widząc Gryfonkę i Ślizgona, którzy siedzą przy
jednym stoliku i jeszcze żyją - przerwała, przez co teraz był dobrze słyszalny stukot
obcasów, zbliżającej się pani Pince. - Muffliato.
Szatynka uśmiechnęła się z wyższością, chowając różdżkę, na co Draco przewrócił
tylko oczami. Hermiona utkwiła wzrok gdzieś pomiędzy książkami. Ciszę po chwili
przerwało ledwie słyszalne pytanie, przez które wesołe ogniki w miodowych oczach
przygasły.
- Wiesz, że to koniec?
- Widzę, że przechodzisz od razu do konkretów. - Szatynka zaśmiała się nerwowo.
Kiedy Draco nadal patrzył się na nią natarczywie, nie reagując, Hermiona westchnęła
cicho.
- Nie jestem głupia. Wiedziałam to, odkąd postanowiliśmy, że będziemy się spotykać
potajemnie. W sumie jestem zdziwiona, że trwało to aż tak długo.
- No tak... Panna Doskonała - powiedział blondyn z lekkim uśmiechem.
- Mam reputację do utrzymania, wybacz.
- Mam jedną prośbę - zaczął z nagłą powagą w głosie, patrząc na liczne słoje,
widoczne na blacie. - Kiedy wygracie wojnę... Nie pozwól, bym spędził całe życie w
Azkabanie.
- Nie proś. - Draco szybko spojrzał na Hermionę. - Zrobiłabym to i bez tego. -
Zignorowała ciche westchnienie ulgi. - Żałuję tylko, że to musi się tak skończyć.
Będzie mi brakować naszych dyskusji... i tego dreszczyku emocji, że ktoś nas
przyłapie - dodała po chwili z psotnym błyskiem w oku.
Draco roześmiał się, kręcąc głową. Zapadła cisza. Blondyn spojrzał na Hermionę.
- Wiem, że to trochę za późno, ale przepraszam. Za wszystko, co było... - i będzie -
przepraszam.
- Nie musisz...
- Muszę. Dzięki tym paru spotkaniom, nie zwariowałem. Wiem, że twój plan
obejmował uratowanie mnie...
- ... nie miałam żadnego planu... - mruknęła bez przekonania Hermiona.
- ... ale było już dla mnie za późno. Nie jesteś wszechmocna. Dumbledore też –
dodał, kiedy zobaczył już-już otwierające się usta szatynki.
- I pomyśleć, że stało się to za sprawą jednej głupiej książki. - Uśmiechnęła się
smutno. - Trzeba już iść. Harry i Ron zaraz zaczną mnie szukać.
- Tak szybko chcesz się mnie pozbyć? Przecież to potrwa zanim cię tutaj znajdą! -
jęknął Draco. Hermiona spojrzała tylko przepraszająco. Blondyn z westchnięciem
wstał i przeczesał palcami włosy. Po chwili włożył dłoń do kieszeni i wyjął srebrną
brożkę. Z głuchym brzdękiem położył ją na drewnianym stoliku.
- Uważaj na nią - powiedział. Spojrzał ostatni raz w oczy szatynki, po czym odwrócił
się i wyszedł. Hermiona wzięła delikatnie do ręki brożkę, jakby była najcenniejszą
rzeczą na świecie.
- Będę.

piątek, 7 sierpnia 2015

Drabble/Dialog Nanetty - "Częstuj się mała"

Witajcie,

Dziś krótka forma prezentacji autorskiej - Drabble w formie dialogu :)
Autorka, która je napisała nie ma zamiaru zakładać bloga, ani się udzielać - tak po prostu miała ochotę pokazać swój mały - jak to określiła - wygłup literacki, który wrzucam tutaj z nadzieją, ze być może poprawi komuś humorek :)

Apel do wszystkich autorek, które maja zarezerwowane terminy publikacji: Kochane, wysłałam do Was maile z zapytaniem czy utrzymujecie chęć dodania tu swoich dzieł - osoby, które mi jeszcze nie odpisały proszę o potwierdzenie takiej chęci, bo jak zapewne wiecie powoli kończymy i z moich wyliczeń wychodzi, że będzie jeszcze tylko 6-7 publikacji :)
Z góry dziękuje za odzew (venetiia.noks@gmail.com).
Pozdrawiam Wszystkich!

V.

***

- No dalej, nie żałuj sobie.
- Nie!
- No weź, proszę...
- Zwariowałeś? Jeszcze ktoś zobaczy!
- Hermiono, przecież to nic takiego, każdy to robi.
- Ale to jest niedopuszczalne!
- Nie bądź uparta, zobacz jakie jest twarde i różowe.
- Draco, to jest obrzydliwe!
- Włóż, a za chwilę będzie miękkie i lśniące.
- Nie zrobię tego!
- Jesteś wręcz przesadnie grzeczna.
- Nie wezmę tego od ciebie i koniec!
- Przestań, przecież wiem, że chcesz.
- Nie mam zamiaru łamać zasad!
- Serio? Nie wiedziałem, że rzucie gumy balonowej na lekcji Historii Magii to taka wielka zbrodnia.

piątek, 31 lipca 2015

Miniaturka Kingi i Leny - "Gdy nagle twój świat wywraca się do góry nogami" (cz.I)

Witajcie,
Dziś oto przed Wami miniaturka dwóch znanych autorek: Kingi M. i Leny. Dziewczyny zgodziły się, bym mogła zaprezentować Wam cz. I ich miniaturki. Mam nadzieję, że zostawicie dla nich swoje opinie w postaci komentarzy, zwłaszcza, że jak już wspominałam - to jedna z ostatnich publikacji na blogu DŚ :) Zachęcam Was do tego. Podziękowania dla Ani M, która miniaturkę betowała (podobni w pocie czoła:)). Miłej lektury! Pozdrowionka...

Venetiia & Autorki :)
PS. Druga część miniaturki pojawi się pod adresem: http://milosc-dopadnie-cie-i-tak.blogspot.com/
**
- Proszę wstać, Naczelny Mag Wizengamotu idzie - powiedział strażnik, wpuszczając na salę kobietę w todze i podążających za nią sędziów. Hermiona wstała, oddychając głęboko. Zacisnęła palce na teczce i spojrzała na Narcyzę Malfoy, która była bardzo blada. Stała koło niej, a w jej oczach można było dostrzec nadzieję na to, że w końcu będzie mogła rozpocząć życie na własny rachunek. Gdy ława i sędzia zajęli swoje miejsca, pozostali również mogli usiąść. Proces został utajniony dla mediów na prośbę Dracona. Mężczyzna doszedł do wniosku, że wystarczającym upokorzeniem dla ich rodziny był proces ojca, który za zbrodnie wojenne został skazany na dożywocie w Azkabanie.
- Decyzją Naczelnego Maga Wizengamotu, jak i ławy przysięgłych, rozwód pomiędzy Narcyzą Malfoy, z domu Black, a Lucjuszem Malfoy’em zostaje uznany. Ze względu na fakt, iż wyżej wymieniony obywatel został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności, od dziś całym majątkiem rodzinnym będzie zarządzała pani Malfoy - stwierdziła Amelia Bones z lekkim znudzeniem w głosie. Fakt, iż przeprowadzała rozprawę rozwodową byłego już małżeństwa Malfoy’ow i występowała w imieniu jednej z najważniejszych osób w świecie czarodziejów, nie robiło na niej żadnego wrażenia. Dzień jak co dzień, rozprawa jak rozprawa. Nic niezwykłego. Marzyła już tylko o tym, żeby znaleźć się w domu i odpocząć.
Narcyza uśmiechnęła się, oddychając z ulga. Nareszcie była wolna. Odwróciła się do Hermiony.
- Dziękuję - powiedziała, wyciągając do niej dłoń. - Mój syn miał rację, mówiąc, że jesteś najlepsza. Na zawsze będę twoją dłużniczką.
- To moja praca - powiedziała brunetka, z przyjemnością ściskając dłoń kobiety, której sprawy z powodzeniem broniła przez ostatnie trzy miesiące. - Cieszę się, że w końcu będzie miała pani spokój. - Nie zauważyła, że w tej samej chwili podszedł do nich Dracon i dotknął lekko jej ramienia. Odwróciła się z zaskoczeniem.
- Dzięki, Granger - stwierdził.
- Jak mówiłam, nie ma za co - odpowiedziała. - A teraz przepraszam, umówiłam się na wieczór z przyjaciółmi.
- Idź, idź - uśmiechnęła się blondynka. - Dużo ostatnio pracowałaś, należy ci się odpoczynek. - Hermiona ostatnie tygodnie spędziła na żmudnych poszukiwaniach dowodów na liczne zdrady jej męża i musiała przyznać, że bardzo skutecznie umiała wykorzystać nie tylko te argumenty, ale i zeznania świadków, którzy dużo wiedzieli o zakazanych praktykach Lucjusza. Doprowadziła również do osadzenia go w Azkabanie i zablokowała możliwość wypuszczenia go, czyniąc z niego tym samym jednego z najbardziej strzeżonych więźniów. Narcyza wiele jej zawdzięczała. Granger wcale nie musiała podejmować się jej sprawy, a mimo własnych uprzedzeń zrobiła to i doprowadziła ją do wymarzonego finału.




***




Trzy lata później
- Panno Granger, ma pani klienta. - Hermiona poderwała głowę znad dokumentów i potarła oczy. Lisa uśmiechnęła się do niej i wyjęła zza pleców filiżankę kawy, po czym postawiła ja na biurku. - To dla ciebie. - Brunetka uśmiechnęła się z wdzięcznością. Naprawdę potrzebowała kawy, jednak w ferworze pracy nie miała czasu nawet zadzwonić po sekretarkę, a co dopiero wstać i zrobić sobie coś do picia.
- Kto to? - zapytała.
- Myślę, że powinna pani sama zobaczyć - powiedziała i wpuściła do pokoju pewnego blondwłosego mężczyznę, zamykając za sobą drzwi.
- Dzień dobry, Granger - powiedział Draco Malfoy. Ubrany w szary, skrojony na miarę garnitur i białą koszulę na pierwszy rzut oka wyglądał naprawdę dobrze. Gdy jednak przyjrzała mu się dokładniej, dojrzała szare cienie pod oczami i lekko opadnięte kąciki ust, które jej zdaniem świadczyły o jego przemęczeniu. Coś musiało być nie tak, skoro do niej przyszedł. Wstała i przez biurko podała mu dłoń.
- Usiądź - wskazała mu fotel, gdy już oddał już odwzajemnił powitanie. - W czym mogę ci pomóc? - zapytała, podczas gdy on milczał przez chwilę, wyraźnie szukając sposobu, by ubrać w słowa to, co leżało mu na duszy.
- Potrzebuję adwokata. - Przezornie nie powiedziała, że wie o tym. Widziała, że jest mu ciężko. - Trzy lata temu urodziło się moje dziecko. Nie pytaj, jak, gdzie ani kiedy. Na razie musi ci wystarczyć informacja, że jego matka jest prostytutka. Dowiedziałem się o tym tydzień temu i chcę go od niej zabrać.
- Dlaczego przyszedłeś z tym do mnie? - zapytała, pocierając skronie. Już kilka pierwszych jego zdań wystarczyło jej, żeby domyśleć się, że nie będzie to łatwa sprawa. Musiała przyznać, że była skłonna mu pomóc. Od razu ujął ją tym, że chciał wyrwać dziecko z toksycznego środowiska, ale chciała również dowiedzieć się, dlaczego wybrał ją. Nie była przecież jedynym prawnikiem.
- Dobrze wiesz, dlaczego. Jesteś najlepsza - powiedział, po raz pierwszy patrząc jej w oczy. - Jeśli ty nie dasz rady, nikt nie da. - Naprawdę wiele kosztowało go przyznanie, że tylko ona może coś zdziałać. - Poza tym doprowadziłaś do rozwodu mojej matki. Wszyscy powiedzieli, że to niemożliwe, a ty wywalczyłaś dla niej cały majątek. Czy to ci wystarczy? - Ton jego głosu nie był napastliwy, ale pod całą pewnością siebie wyczuła nutkę desperacji. Matka jego syna naprawdę musiała być idiotką, skoro aż tak bardzo zależało mu na odebraniu jej praw rodzicielskich.
- Tak - powiedziała cicho.
- Co tak? - zapytał, patrząc na nią ze zdziwieniem.
- Tak, rozumiem. I tak, pomogę ci. Podejmę się tej sprawy.
- Naprawdę? - zapytał, jakby z niedowierzaniem. Na jego twarzy pojawił się delikatny, niemalże niewidoczny uśmiech, który na chwilę zamaskował przemęczenie.
- Tak. - Sięgnęła do szuflady po wieczne pióro i notes. - Jak ona się nazywa?
- Elaine Craven. - W oku Hermiony pojawił się błysk zrozumienia. W pewnych kręgach ta kobieta była dość popularna. Poznała ją podczas jednej ze spraw, które prowadziła. Nie chciała wypytywać go o jego związki. Wiedziała jednak, że prędzej czy później będzie musiał wyjaśnić, co ich łączyło i w jakich okolicznościach zaszła w ciążę. W tej sprawie będą liczyły się najdrobniejsze szczegóły. - Na razie wiem o niej tyle - rzucił na stół powiększoną zaklęciem teczkę. Przejrzała ją pobieżnie.
- To nie za wiele - powiedziała, trzymając w ręku kartkę z życiorysem kobiety.
- Granger. - Po raz pierwszy w tej rozmowie pozwolił sobie na podniesienie głosu. - O tym, że mam syna, dowiedziałem się tydzień temu. Ty masz mi pomóc go odzyskać. Zapłacę ci, ile trzeba, żeby zabrać go od tej dziwki, rozumiesz?
- Okay - odparła, choć pieniądze nie grały dla niej żadnej roli. Nie w tej sytuacji, choć jeszcze nie do końca rozumiała, dlaczego tak było.
- Chce być codziennie informowany o postępach - wysunął pierwsze zadanie, zakładając ręce na piersi.
- Nie ma mowy - zaprotestowała.
- Płacę ci - zauważył.
- Albo gramy na moich zasadach, albo sam walczysz o dziecko - postawiła ultimatum, dobrze wiedząc, że musi się na nie zgodzić.
- Dobrze więc, będzie po twojemu. Kiedy mam złożyć pozew? - zapytał, wstając.
- Najlepiej jutro - powiedziała.
- Jest niedziela - przypomniał.
- Więc w poniedziałek. Im szybciej zaczniemy, tym lepiej. Najpierw zaczniemy od faktu, że poza prostytucją ta kobieta jest narkomanką i alkoholiczką.
- Skąd to wiesz? - zdziwił się, trzymając rękę na klamce. Tego nie było w jego raporcie. Dziwka musiała się nieźle pilnować.
- Mam swoje źródła. Nie mogę ci powiedzieć. - Naprawdę nie chciała wchodzić w szczegóły spraw, których się podejmowała. Nie musiał wiedzieć wszystkiego. To, co powiedział, zamykając za sobą drzwi, spowodowało, że nie mogła myśleć o niczym innym do końca dnia. Głos przepełniony ostrożną nadzieją wciąż rozbrzmiewał w jej głowie, a gdy tylko przymykała powieki, oczami wyobraźni wciąż widziała jego zmęczoną twarz.
- Ja w ciebie wierzę, Granger - powiedział to tak cicho, że na początku miała wrażenie, że się przesłyszała i tylko poważne spojrzenie jego stalowoszarych oczu upewniło ją w tym, że było inaczej. Nacisnęła przycisk interkomu, który został zainstalowany na jej życzenie i nachyliła się do niego.
- Liso, przyślij do mnie Artura. Przejmie wszystkie sprawy, którymi zajmowałam się do tej pory.




***




Codziennie przychodził w miejsce, gdzie ona mieszka, mając nadzieję, że i tym razem zobaczy swojego syna. Przetarł dłonią zmęczone oczy. Skierował się na ławkę, naprzeciw wejścia do kamienicy, w której znajdowało się jej mieszkanie, o ile tak można było nazwać norę, którą zajmowała.
Zamknął na chwilę oczy. Od razu pojawił się obraz małego blondwłosego chłopca. Miał jego oczy, szare, duże i ciekawe świata. Od tygodnia myślał o nim cały czas. Przy śniadaniu, w pracy i przed snem.
Znowu miał to dziwne uczucie, które towarzyszyło mu niemalże non stop. Myślał o chłopcu, chciałby go poznać… Nie umiał tego nazwać, czuł to po raz pierwszy. Tęsknił? Nie, nie mógł tęsknić, skoro w ogóle go nie znał. Wiedział jedynie, że zrobi wszystko, żeby go jej odebrać. Nikt nie powinien mieszkać w takich warunkach, zwłaszcza jeśli miał w sobie jego krew. Spojrzał na zegarek. Północ. Ostatni raz zerknął na obskurną kamienicę i teleportował się do swojej ogromnego apartamentu, w którym czuł się bardzo samotny, nawet jeśli nie chciał się do tego przyznać.




***




Ja, Dracon Lucjusz Malfoy, wnoszę pozew o uznanie ojcostwa oraz przyznanie pełnej opieki nad niepełnoletnim Allanem Craven. Na uwadze mam dobro syna, o którym dowiedziałem się parę tygodni temu. Sądzę, że jestem w stanie zapewnić mu lepsze warunki życia niż matka, Elaine Craven. Proszę o jak najszybszy termin rozprawy ze względu na sytuację, w której znajduje się Allan.
Skreślił to, co napisał. Na dobrą sprawę nie wiedział, co powinien zawrzeć w tym dokumencie. Nalał sobie do szklanki whisky i wychylił ją jednym haustem. Chyba będzie musiał pogadać z Granger i poprosić ją o pomoc nawet w czymś tak pozornie prostym. Napisał kilka słów na kartce papieru, złapał do ręki różdżkę i machnął nią nad kartką, a ona zniknęła, pojawiając się w jej gabinecie. Znów nalał sobie do szklanki whisky i od razu wypił, obiecując sobie, że to ostatnia w jego życiu. Teraz liczyły się inne rzeczy. Allen.




***




- Proszę wstać, sąd idzie - powiedział niski, gruby mężczyzna. Starsza kobieta w todze zasiadła na wielkim eleganckim krześle i wszyscy inni poszli w jej ślady. - W rozprawie przeciwko Elaine Craven przewodniczy sędzia Amelia Bones. Obrońcą przydzielonym z urzędu pani Craven został Stephen Hawkins. Pana Dracona Malfoy’a reprezentuje mecenas Hermiona Granger. Zebraliśmy się dziś w tej Sali, aby zadecydować o losie Allena Craven. - Sędzia mówiła znudzonym głosem, choć w jej oczach widać było iskierki ciekawości. Nie często miała okazję prowadzić sprawę bogatego arystokraty przeciw prostytutce, a tym bardziej z jego inicjatywy o prawa nad dzieckiem. Hermiona pozwoliła sobie wyłączyć się na chwilę, dobrze wiedząc, co powie sędzia. Gratulowała sobie w duchu, że udało się jej doprowadzić do utajnienia rozprawy. Była stanowcza i nie pozwoliła na odmowę, odwołując się do dobra dziecka. Nagle zauważyła, że coś się zmieniło w zachowaniu obecnych. Nadszedł czas na jej przemowę. Wzięła głęboki oddech i wstała. Musiała być spokojna i nie dać się pokonać w tej bitwie na słowa.
- Wysoki Sądzie, przed sobą mam badania, potwierdzające, że mój klient jest ojcem dziecka pozwanej. - Wskazała na trzymane w dłoni dokumenty. - Jako, że pani Craven nie poinformowała o ciąży ani dziecku pana Malfoy'a, dowiedział się on o swoim ojcostwie przypadkiem, spotykając pozwaną na ulicy z dzieckiem, które jest zaskakująco podobne do niego. Nasuwa się zatem kilka pytań. Dlaczego Elaine Craven ukryła chłopca? Dlaczego zachowała w tajemnicy fakt jego istnienia? Jak może pozwalać, żeby jej dziecko obracało się w środowisku narkomanów, w którym ona przebywa na co dzień? Moim zdaniem od początku była świadoma, że mój klient będzie walczył o dziecko i że to on otrzyma prawo do opieki. Dlatego chciałabym wnioskować o przyznanie prawa do opieki nad Allanem na czas rozprawy mojemu klientowi. - Hermiona przez całą swoją przemowę stała wyprostowana, patrząc na sędziego. Kątem oka dostrzegła dziwne zachowanie Elaine, która wraz z upływem czasu była coraz bardziej niespokojna. Przeczucie mówiło jej, że niedługo wydarzy się coś, co będzie miało wpływ na przebieg całej rozprawy. Kobieta na początku siedziała sztywno i patrzyła w jeden punkt. Hermiona była świadoma, że to taktyka jej adwokata. Chcieli pokazać, że kobieta jest odpowiedzialna, pewna siebie i opanowana. Na początku im się to udawało, coś jednak w jej zachowaniu zaalarmowało Hermionę, która nieznacznie odchyliła się do tyłu i wyszeptała parę słów do praktykanta, którego ostatnio zatrudniła. Mężczyzna podniósł się i opuścił salę sądową, wymawiając się złym samopoczuciem. Dracon siedział na krześle, a jedynym przejawem jego zdenerwowania było poruszanie nerwowo nogą. Na szczęście, jedyną osobą, która to widziała, była Hermiona. Obrońca Elaine wstał.
- Udzielam głosu - powiedziała sędzia.
- Wnoszę o pięć minut przerwy ze względu na złe samopoczucie mojej klientki - powiedział bez śladu zdenerwowania adwokat kobiety. Hermiona zauważyła coś, co umknęło sędzi. Grdyka mecenasa poruszała się, jakby był mocno zirytowany. Miała nadzieję, że dobrze odczytała zachowanie matki chłopca.
- Przychylam się do wniosku - stwierdziła kobieta. Elaine wstała i szybko opuściła pomieszczenie.
- Idź za nią - syknął Dracon do ucha Hermiony, która siedziała spokojnie na swoim krześle. - Chodzi o narkotyki. - Brunetka nie odezwała się ani słowem, prostując plecy. - Zrób coś! - podniósł w końcu głos, nie rozumiejąc, jak może być tak opanowana.
- Zamknij się - zirytowała się w końcu. - Sama wiem, co mam robić. Wysłałam Jasona. A teraz wstań i idź do łazienki, choćby po to, żeby umyć ręce. Ja wyjdę chwilę po tobie i przespaceruję się po piętrze. Jeśli ktoś będzie pytał, poszłam rozprostować kości, rozumiesz?
- Jasne - burknął i zrobił wszystko, co mu kazała. Hermiona również opuściła salę rozpraw i ruszyła w stronę miejsca, gdzie podejrzewała, że ma przydzielone miejsce adwokat Craven. Zauważyła niedomknięte drzwi i uklękła, dziękując Merlinowi za to, że ubrała adidasy. Mogła udać, że musi zawiązać buty. Kawałek dalej zauważyła Jasona. Wszystko potoczyło się tak, jak się tego spodziewała. Tuż przed tym, jak wzburzony adwokat i jego klientka opuścili pomieszczenie, dała znak praktykantowi, który szybko wrócił na salę. Sama również podniosła się z klęczek i podążyła ku pomieszczeniu. Dracon już siedział na swoim miejscu. Spojrzenie miał jasne i klarowne, był uosobieniem spokoju. Trochę mu tego zazdrościła. Zaczynała się lekko denerwować, co się stanie, jeśli jej plan nie wypali. Ręce lekko jej się pociły. Siadając, wytarła je szybkim ruchem w szatę. Nikt nie mógł wiedzieć, że czuje niepokój. Po chwili rozprawa została wznowiona. Nagle Hermiona usłyszała coś, co w jej mniemaniu było nieprawdą. Reakcja prowadzącej rozprawę była taka, jak się spodziewała.
- Udzielam głosu mecenas Granger - powiedziała. Brunetka wzięła głęboki oddech.
- Ostatnia deklaracja mecenasa Hawkinsa jest nieprawdziwa - stwierdziła.
- Sprzeciw. Jakim prawem tak twierdzisz? - zdenerwował się mężczyzna, podrywając się na równe nogi.
- Oddalam wniosek - zadecydowała prowadząca rozprawę. - Proszę kontynuować - zwróciła się do Hermiony.
- Jego klientka nie przeszła na odwyk. - Już wcześniej zauważyła, że oczy kobiety wyglądają nienaturalnie i są szklane, jak po zażyciu sporej porcji narkotyków, zapitych alkoholem, które w chwili rozpoczęcia rozprawy przestawały działać. Elaine pobladła. Sędzia spojrzała na nią uważnie i odwróciła się z powrotem do Hermiony. - Mam dowód na to, że pani Craven wciąż zażywa narkotyki. Dlatego tym bardziej uważam, że małoletni Allan powinien na czas trwania procesu trafić pod opiekę mojego klienta.
- To niemożliwe - wykrztusił zdumiony Hawkins.
- Proszę pokazać - zażądała kobieta, a Jason podszedł do niej i podał jej na szybko wywołane zdjęcia. Sędzia oglądała je przez dłuższą chwilę i oddaliła wniosek, kiedy Hawkins chciał zabrać głos. Następnie zarządziła przerwę. Nikt poza nią i ławą przysięgłych nie opuścił sali. Wszyscy czekali na werdykt. Elaine rzucała Draconowi wściekłe spojrzenia, ale on nic sobie z tego nie robił. Był spokojny. Wiedział, że te zdjęcia zmieniły wszystko.
- Decyzją Wizengamotu, opieka na czas rozprawy zostaje przyznana Draconowi Malfoy’owi,. Zarządzam koniec rozprawy. O terminie następnego zostaniecie państwo poinformowani listownie. - Wszyscy wstali, a sala po chwili opustoszała. Została na niej tylko Hermiona i Dracon. Po chwili Elaine wprowadziła chłopca, rzucając mu wściekłe spojrzenie. Uśmiechnął się wyrozumiale, nic sobie nie robiąc z jej złości.

- To jeszcze nie koniec - rzuciła, trzaskając drzwiami.

piątek, 24 lipca 2015

Miniaturka Pix. - "Obliviate"

Witajcie,


Piąteczek = praca młodej autorki :)
Dziś miniaturka autorstwa Pix., która chciała bym przekazała Wam od niej kilka słów poniżej.
Bardzo prosimy o wasze komentarze, zwłaszcza, że to jedna z ostatnich kilku publikacji młodych autorek, które jeszcze się tu pojawią :)
Pozdrawiam i do zobaczenia za tydzień!


Venetiia

Od autorki:

Była wena, a potem odeszła. 
Był pomysł, a potem się ulotnił. 
Szczerze to nie mam czasu, a nie ochoty poprawiać literówek i czytać to po raz setny.
Jest jak jest, lepiej już nie będzie. 
Czekam na opinie ;)  

***

Wojna wpłynęła na ludzi w dwojaki sposób, jedni stali się twardsi, zdecydowanie bardziej odporni na wszechobecny ból i cierpienie – albo takich udawali, drudzy nie potrafiąc pogodzić się ze złem załamywali się, a depresja i słabość dawały im o sobie znać każdego dnia.
Wydawałoby się, że wraz ze śmiercią Voldemorta życie chodź trochę stanie się prostsze… Nic bardziej mylnego, śmierć przywódcy śmierciożerców dla wielu okazała się początkiem prawdziwego piekła.
Cisza. Kilka głębokich wdechów. Nareszcie cisza. Pusty wzrok utkwiony w sufit. Cisza. Nareszcie. Rozdzierający krzyk. Płacz. Koniec spokoju. Koniec ciszy.
Podniosła się do pozycji siedzącej, zacisnęła dłonie w pięści. Parvati właśnie dowiedziała się o śmierci Padmy. Siostra opłakuje siostrę. Przymknęła powieki próbując nieco uspokoić nerwy. Była wściekła, poirytowana, sfrustrowana, zawiedziona. Mieszanka tak wielu uczuć powoli stawała się codziennością, bo codziennie ktoś płakał, ktoś się załamywał, ktoś umierał. Nic już nie było takie samo jak jeszcze kilka miesięcy temu, zawierano nowe sojusze, układano nowe plany działania, każdego dnia walczono o wolność, o życie. Dobro zaczęło mieszać się ze złem, nic nie było już czarne albo białe, szarość zdominowała świat czarodziejów.
Wstała z łóżka po to by stanąć przed lustrem. Patrzyła na siebie, a na jej twarzy pojawił się ironiczny półuśmiech. Czarne spodnie miały rozdarcia na kolanach, jeszcze niedawno całkiem biała bokserka teraz przypominała ścierę do podłogi, pokrytą tak samo jak twarz i włosy mieszanką potu, brudu i krwi. Krwi dziewczyny, Padmy i tego pieprzonego śmierciożercy, który zabił hinduskę. Z rany na obojczyku nadal sączyła się krew.
- Nie jest źle – mruknęła sama do siebie – ostatnim razem wyglądałaś gorzej.
Zza paska od spodni wyjęła różdżkę, jednym zaklęciem zasklepiła ranę, drugim naprawiła spodnie, a gdy miała wypowiadać trzecie zawahała się. Spojrzała na bluzkę, po chwili zdjęła ją i złożoną w kostkę położyła na komodzie.
-*-

Wpatrywała się w parę wydobywającą się z kubka, który obejmowała obiema rękoma.
- Hermiona – usłyszała cichy głos, ale nie podniosła wzroku. Dobrze wiedziała kto stoi w drzwiach małej kuchni.
- Co tu robisz Harry? – zapytała, chociaż znała odpowiedź
- Przyszedłem sprawdzić…
- Przyszedłeś sprawdzić, kto zginął tym razem, prawda? – dopiero teraz na niego spojrzała – Czy przypadkiem teraz to nie ja oberwałam Avadą. Żyję, Padma nie.
- Herm…
- Parvati jakoś się trzyma, myślałam, że się załamie, ale nie. To chyba ją nieco wzmocniło, dało siłę, żeby wybić tych popaprańców. Chęć zemsty ją napędza, na żałobę przyjdzie czas jak to wszystko nareszcie się skończy.
- Herm… - znów nie dała dojść mu do słowa, tak jakby w ogóle go nie było.
- Została nas szóstka Harry. Sześć osób z dwunastu przetrwało. Ja, Parvati, Neville, Dominic, Lee i Katie. Powinniśmy zmienić nazwę z grupy do zadań specjalnych na grupę samobójców.
- Herm…
- Wiesz, co jest najgorsze? Analizowanie, myślenie, przywoływanie w myślach tych wydarzeń. A co gdybym sekundę wcześniej wyjęła różdżkę, może powinnam użyć innego zaklęcia, albo skierować…
- Hermiona do jasnej cholery! – krzyknął Harry. Dziewczyna zamrugała dwa razy jakby wyrwana z jakiegoś dziwnego transu. – Teraz ty mnie posłuchaj. Sześć osób martwych po naszej stronie to o sześć za dużo, ale zabiliście prawie setkę śmierciożerców!
- I co? – zapytała gorzko – Zbliżyło nas to, chociaż trochę do zwycięstwa? Nas tylko ubywa, a na ich stronę przechodzi coraz więcej ludzi! Godryku – jęknęła - przepraszam Harry, nie chciałam krzyczeć. – wzięła głęboki wdech – Jestem dziś trochę rozdrażniona. Wybacz. Powiedz mi jak przebiegło spotkanie?
Popatrzył na nią zdziwiony, a ona pierwszy raz od dawna szczerze się uśmiechnęła.
- Masz na sobie ten okropny, czarny płaszcz. Kiedy go zakładasz i tu przychodzisz to po krótkiej rozmowie ze mną zwołujesz zebranie, potem dajesz namiary na kolejny cel. Informacje za każdym razem są bardzo precyzyjne. Ilu ich będzie, gdzie, w jakim budynku, dostajemy nawet rozkład pomieszczeń. Dlatego zapytam jeszcze raz, jak przebiegło spotkanie?
- Dobrze… - zaczął ostrożnie bacznie jej się przyglądając – więcej nie mogę…
- Wiem. Poproszę pozostałych. – powiedziała wstając.
-*-
- Granger, nie zasypiaj,Granger! Hermiona do jasnej cholery, nie zamykaj oczu!
- Miało jej tam nie być! –w głosie dało usłyszeć się zdenerwowanie– Potter, do jasnej cholery, obiecałeś mi to!
- Wiem – warknął Wybraniec – ale zmienili plany tuż przed akcją. Oni są indywidualną jednostką, nie konsultują ze mną…
- Gówno mnie to obchodzi! Miała się nie narażać, na jakiś czas odpuścić…
- Spróbuj ją do tego przekonać – warknął chłopak – Trzeba było nie rzucać na nią tego pieprzonego Obliv… - nie dokończył, bo właśnie leżał na podłodze z krwawiącą wargą i bolącą szczęką.
- Nie miałem wyboru! A ty dobrze o tym wiesz, więc teraz nie wyskakuj mi z takimi tekstami.
- Wiem – mruknął Harry podnosząc się z podłogi – przegiąłem. A teraz, co zamierzasz zrobić?
-Ponowne rzucenie obliviate byłoby zbyt ryzykowne – powiedział patrząc na dziewczynę – Prawie cały czas była nieprzytomna, powiesz jej, że Ty ją uratowałeś. – podszedł do łóżka, na którym spała i spojrzał na nią czule powstrzymując się by jej nie dotknąć – Opiekuj się nią – szepnął tylko.
- Malfoy…
- Do zobaczenia za miesiąc Potter – powiedział, po czym teleportował się z cichym trzaskiem.

Usiadła na łóżku, twarz ukrywając w dłoniach. Po raz kolejny nie mogła spać. Znów nie widziała twarzy, ale głosy były takie wyraźne. Rozmowa Harrego z Malfoyem. Trzeci raz, trzeci raz o tym śniła i zaczynała mieć wątpliwości czy to, aby na pewno nie była jawa, jakieś mgliste wspomnienie. Zacisnęła dłonie w pięści, nie myśląc wiele chwyciła za różdżkę i teleportowała się wprost do pokoju Harrego Pottera.
Nie spał. Siedział za biurkiem notując coś.
- Co Cię do mnie sprowadza o tej porze? Stało się coś? – zapytał znad sterty papierów.
- Ja wiem Harry, znam prawdę. – postanowiła zablefować. Obserwowała przyjaciela. Jego mięśnie napięły się delikatnie, stał się czujny.
- Nie wiem, o czym mówisz. Wyjaśnisz? – zapytał nonszalancko zapisując coś na pergaminie.
- Malfoy. – powiedziała, jakby to nazwisko miało wszystko wyjaśnić. Ale wyjaśnić, co? Sama nie wiedziała. Wiedziała jedynie, że we śnie to jego głos słyszała, że był tam razem z Harrym, że… Że to nie wcale nie musiał być sen.
- Ale… - westchnął – Co wiesz?
- Obliviate. – po raz kolejny monosylaba – Powiedz mi, o czym zapomniałam.
Widziała, że Harry walczy sam ze sobą, że jest rozdarty. W końcu wziął głęboki wdech i mruknął:
- Nie mogę, bo sam do końca nie wiem – potarł dłonią czoło – Kilka miesięcy temu miałaś wraz z Leo udać się do Malfoy Manor, pamiętasz to? – kiwnęła tylko głową, a on kontynuował. - Coś poszło nie tak, Leo zginął, ty też miałaś.
- I ty mnie uratowałeś. Potem dłuższy czas byłam nieprzytomna, ale nie rozumiem, co to ma wspólnego…
- To nie ja Cię uratowałem – przerwał jej – To był Malfoy i wcale nie byłaś nieprzytomna, ten czas – kolejny głęboki wdech i wydech – Ten czas, spędziłaś z nim, dlatego nie umiem odpowiedzieć Ci, czego nie pamiętasz.
- Jak to z Malfoyem?! – krzyknęła – Na litość boską, dlaczego ten pierdolony śmierciożerca mnie uratował, a potem wyczyścił pamięć!? O co chodzi!?
-*-
- Ona wie – powiedział Harry, gdy przed nim pojawił się blondyn – Trochę się domyśliła, trochę sam jej powiedziałem. Przepraszam, nie miałem wyjścia.
- Od kiedy?
- Minął prawie miesiąc. Zaraz po tym jak przywiozłeś ją po kolejnej próbie wdarcia się do siedziby Twojego ojca. – Brunet patrzył Draconowi prosto w oczy – Idź do niej, przywróć wspomnienia, zasługuje na to.
Malfoy zacisnął pięści. To nie tak miało być. Miał zapomnieć, nigdy nie przypomnieć sobie tego, co ich połączyło. Miała nie cierpieć, przestać namawiać go by porzucił szpiegostwo.
- Gdzie jest?
- U siebie.

Wszedł do jej pokoju. Siedziała na łóżku. Kiedy tylko go zobaczyła chciała coś powiedzieć, zapytać się, ale on uciszył ją jednym ruchem ręki.
- Jeśli mam to zrobić lepiej byś nic nie mówiła, oczyść umysł. – Wyjął różdżkę i zbliżył się do brązowookiej. Kiedy przykładał jej magiczny patyk do skroni szepnął tylko „Przepraszam”.
-*-
Kiedy się obudziła przy jej łóżku siedział Harry.
- Pamiętasz? – zapytał, a ona ponownie zamknęła powieki. Pamiętała. Oddał jej wszystkie wspomnienia. Samotna łza potoczyła się po jej policzku.
- Gdzie on jest?
- Nie wiem. Powiedział tylko, że jeśli będziesz chciała go znaleźć to teraz będziesz już wiedziała gdzie.
Wiedziała. Teraz już to wiedziała, ale nie była pewna czy chce to zrobić. Z jednej strony pragnęłaby wyjaśnił jej, dlaczego zabrał jej wspomnienia najlepszych chwil, jakie kiedykolwiek przeżyła, z drugiej strony bała się poznania tej prawdy. Bała się spotkania z nim.
Bała się, że znów zapragnie go pocałować, a on ją odepchnie.
Bała się, że gdy go zobaczy powie, że go kocha, a on nie odwzajemni jej uczucia. Bała się, że się nią zabawił, że już kogoś ma.
Bała się, że… Bała się, że nie będzie chciała od niego odejść.