czwartek, 22 sierpnia 2013

Miniaturka IX - Siła charakteru

Hej.
Miałam wątpliwości czy opublikować dla Was tę miniaturkę, bo wyszła chyba dość przeciętnie, ale dziewczyny na asku mnie namówiły do tego :) Jest z perspektywy Dracona, więc mam nadzieję, że to nikogo nie zrazi. Wyszedł może trochę za słodki, ale dałam się ponieść wenie i oto efekt :) Mam nadzieję, że ktoś znajdzie w niej coś wartościowego :) Wkrótce wyjeżdżam i długo niczego tu nie będzie, ale obiecuje, że pod koniec września również tutaj coś dla Was opublikuje :) 
Buźki i pozdrowienia dla Wszystkich - Cieszcie się końcówką Wakacji, bo ja mam jeszcze miesiąc :D 
Venetiia.

PS. Miniatura bez bety, bo Neska wciąż na wakacjach :)

***

--Pokrój mi korzonki – padło polecenie.
Salazarze! Jak ja nie znosiłem tego pretensjonalnego, rozkazującego tonu Rudego Dzieciaka Gryffindoru. Temu śmierdzącemu Łasicowi od zwycięstwa nad Voldziem zupełnie się w tym ryżym łbie poprzewracało. Kątem oka widziałem, jak Hermiona ze zrezygnowaną miną bierze się do krojenia korzonków swojego ukochanego chłopaka. Spojrzałem na jej zaczerwienione policzki, lekko szkliste oczy i czułem wielką ochotę, by wrzucić w tego popaprańca swoim kociołkiem, pełnym eliksiru żywej śmierci. Weasley zdecydowanie nadawał się tylko do tego, by świecić głupotą i odgrywać rolę najlepszego przyjaciela bliznowatego Wybrańca. Wojna zmieniła go w propagandową maszynkę do zbierania pochlebstw i spijania śmietanki, a zupełnie znieczuliła na potrzeby innych. To on tu był najważniejszy, on zawsze dostawał wszystko czego chciał... Ciekawe jak to się złożyło, że zaraz po wojnie zapragnął Granger...? Najwidoczniej nie interesowało go to, że jej rodzice nie żyją, a ona została bezdomną sierotą. Nie. Dla niego liczył się tylko poklask i sława. A dwója pomocników Pottera razem była idealnym obrazkiem, na którym można było zarobić góry galeonów, co rodzina Weasley'ów skrzętnie wykorzystała. Ona została jego dziewczyną i wydaje mi się, że mało kogo obchodziło, czy ona naprawdę tego chce, czy robi to tylko po to, by znów poczuć się częścią rodziny. Gdyby Potter musiał wybierać, pewnie poszedłby za tym piegusem, zresztą od dawna podejrzewałem go o to, że woli chłopców, ale Granger... Co ta rozsądna dziewczyna robi z tym rudym głupkiem? Czemu sama pozwala się tak poniżać i traktować jak dodatek do garderoby...? Każdego dnia mam wrażenie, że coraz bardziej gaśnie na moich oczach. Gdzie zniknęła jej radość? Kiedy odeszły te wesołe iskierki w jej spojrzeniu? Od jak dawna nie pojawiała się już jej promienny uśmiech..? Widziałem, jak śmiała się tylko z przymusu, najczęściej z głupich i bezsensownych żartów Łasica i pewnie tylko dlatego, że on tego oczekiwał. Nie wiedziałem czemu sama sprawia sobie te tortury, wiedziałem jednak, że ona długo już tego nie wytrzyma. I ja też nie... i pewnego dnia po prostu przyłożę Weasley'owi tak, że mnie popamięta!


***

Dlaczego tak się tym przejmowałem? Może dlatego, że byłem blisko i widziałem wszystkie te niewielkie urazy i rany, które powoli ją niszczyły. Bycie prefektem naczelnym miało być przywilejem, a ja szybko znienawidziłem ten przywilej prawie tak mocno jak nienawidziłem chłopaka z blizną i jego rudego przyjaciela, którym podobno zawdzięczaliśmy wolność. Wspólne mieszkanie z prefektem Gryffindoru nie byłoby takie złe, gdyby nie to, że Hermiona często gościła u siebie tego nadętego dupka. Już pierwszego dnia nie omieszkał mi wypomnieć, że tylko dzięki bohaterskiej postawie mojej matki w czasie wojny, Potter nie wtrącił mnie do więzienia, gdzie powinienem teraz gnić. Potem za każdym razem przypominał mi, że jestem prefektem naczelnym, bo byłem za słaby, by zostać kapitanem drużyny – nie to co on, wspaniały przywódca i przyszły zdobywca pucharu Qudditcha. Gdy wreszcie opuszczał nasz wspólny salon, Hermiona zawsze szeptała ciche przeprosiny, jakby chcąc mi podziękować za to, że nie reagowałem. Nie wybuchałem złością, nie rzucałem klątwami, tylko siedziałem cicho, znosząc obelgi od kogoś kto nie rozumiał co przeżywałem każdego dnia i nocy od kiedy zostałem Śmierciożercą. Jednak czego się spodziewać? Zrozumienia od Weasley'a? Nie. Tego na pewno nie. W końcu musiałby być istotą rozumną, a ktoś, kto tak traktował swoją dziewczynę nie mógł nią być.

***

Kiedy coś we mnie pękło? Chyba wtedy, gdy zobaczyłem pierwszego siniaka na jej przedramieniu. Mimo, ze Hermiona szybko zsunęła rękaw swojej bluzki, ja wyraźnie widziałem ten ślad. Pamiętam, że wtedy chyba godzinę kopałem i waliłem w worek treningowy w Pokoju Życzeń. Worek treningowy z podobizną  pana W. Nie wiedziałem co zrobić, nie wiedziałem co dalej, ale wiedziałem, że nie mogę na to pozwolić. Jej zlękniony wzrok, gdy zauważyłem siniaka był tak podobny do wyrazu twarzy mojej matki, gdy ukrywała przede mną swoje ślady i rany. Dobrze ci ojczulku, że twoje zwłoki gniją gdzieś w Azkabanie... Gdybym tylko mógł, to szczątki Weasleya szybko, by do Ciebie dołączyły. 
Od kiedy pierwszy raz domyśliłem się, że Łasic ją bije, zacząłem uważnie obserwować. Przysiągłem sobie, że zrobię co w mojej mocy, bo pożałował jeśli jeszcze raz ją tknie. Długo nie musiałem czekać...


***

Bal świąteczny był pełen przepychu i akcentów przypominających, że dziś bawić możemy się tylko dlatego, że szanowny pan Potter i jego kumpel damski-bokser nas wszystkich uratowali z łap Voldemorta. Czasem zastanawiałem się, czy Dumbledore i Potter nie przenieśli swojej relacji na wyższy level bo, aż nazbyt widocznie wchodzili sobie wzajemnie w cztery litery prześcigając się w wyrazach wdzięczności i wzajemnych pochlebstwach. To było irytujące i żałosne.
Astoria uwiesiła się mojego ramienia jak rzep psiego ogona, a na dodatek nieustannie coś do mnie gadała, ja jednak byłym zainteresowany czymś innym. Hermiona, w prostej błękitnej sukni, wyglądała zjawiskowo. Jednak jej facet najwyraźniej tego nie zauważał, skoro zajęty był raz po raz opowiadaniem o tym jak walczenie zwyciężył z siłami zła i ilu Śmierciożerców własnoręcznie zabił... To byłaby prawda jeśli tylko umarliby ze śmiechu na widok jego włosów i piegów. 
Hermiona nie miała zbyt wiele zabawy na tym balu, gdyż Weasley nie miał chyba zamiaru z nią tańczyć. Ja byłem prefektem naczelnym, ona drugim... wypadało nam zatańczyć razem i muszę przyznać, że poprosiłem ją o to z prawdziwą przyjemnością. Pozbyłem się tej idiotki Astorii i podszedłem do Granger. Zgodziła się od razu, gdy zapytałem czy ze mną zatańczy. Na krótką chwilę, gdy łapała moją dłoń w jej oczach zabłysnęła ta znajoma iskierka, jednak szybko zgasła, zastąpiona czymś ponurym i smutnym. Dlaczego choć na chwilę nie mogła znów być tą wesołą, spontaniczna dziewczyną, która kiedyś znałem?
Wiedziałem, że cała Wielka Sala gapi się na nas, ale mało mnie to obchodziło. My patrzyliśmy na siebie. Miałem wtedy wrażenie, że tylko ja wiem, jak bardzo ona cierpi. Miałem wrażenie, że tylko ona rozumie co ja przeżywam. Tylko może mi pomóc i tylko ja będę w stanie pomóc jej. Nie wiedziałem jeszcze tylko jak...
Piosenka skończyła się szybciej niż mógłbym sobie tego życzyć, jednak my staliśmy jeszcze chwilę patrząc sobie w oczy, jakby wciąż szukając wzajemnego zrozumienia, które było nam obojgu niezwykle potrzebne.
--Odbijany! - usłyszałem groźne warknięcie za swoimi plecami. Nie musiałem się odwracać, by wiedzieć, że to Weasley. Brudny, głupi i pijany rudzielec z przerostami ambicji... Poczułem jak Hermiona zadrżała ze strachu i zawahałem się, nie chcąc jej puścić, chcą ją jakoś ochronić...
--W porządku, zatańczę z tobą Ronald – wyszeptała, sama odsuwając się ode mnie i podchodząc do swojego faceta, który złapał ją w swoje obleśne ramiona i brutalnie, bez uczucia wycisnął na jej ustach pocałunek.

Zebranie resztek samokontroli sporo mnie kosztowało. Duża w tym zasługa Astorii, która poprosiła bym z nią zatańczył. To jakoś mnie powstrzymało przed dokonaniem brutalnego morderstwa na samym środku Wielkiej Sali.


***

Wracałem do pokoju wciąż myśląc o tym, jak ona na mnie patrzyła. Jakbym był jedyną osobą potrafiącą dostrzec w niej kogoś wartościowego. Przecież taka była! Mądra, ładna, dzielna... Jak ktoś mógłby tego nie docenić? Wszedłem do naszego dormitorium zastanawiając się, czy ona już wróciła? Czy Weasley nic jej nie zrobił? Czy nie wypłakuje się teraz w poduszkę?
Jednak nie zdążyłem nawet zdjąć swojej szaty, gdy usłyszałem krzyk dobiegający z jej pokoju. 
Znalazłem się tam najszybciej jak mogłem.

Weasley był akurat w trakcie rozpinania spodni, a jej suknia była podarta...
--Wypierdalaj Śmierciożerco! - warknął na mnie.
W mgnieniu oka oceniłem sytuację i wyjąłem różdżkę petryfikując rudzielca, choć miałem ogromną ochotę go zabić...
--Nic Ci nie jest? - zapytałem przyklękając przy zapłakanej Hermionie. 
Pokręciła głową, niezdolna do wymówienia chociaż słowa.
--Nie płacz, on już cie nie skrzywdzi – pewnie brzmiało to jak pusty frazes, ale chyba jej pomogło, bo, gdy wyciągnąłem do niej dłoń, złapała ją z ufnością.

Pomogłem jej się podnieść i zaprowadziłem ją do swojego pokoju. Dałem jej swój podkoszulek i poleciłem by skorzystała z mojej łazienki, a sam zaplanowałem, jak zająć się tym śmieciem. Co z nim zrobić? Jak go ukarać? Na następny dzień wszyscy mieli wyjechać na ferie zimowe... Tak, to nie był zły pomysł.
Za pomocą zaklęcia wyniosłem rudego z naszych komnat i wrzuciłem go do pierwszego, lepszego schowka na miotły. Nie znajdą go, aż do odjazdu pociągu. I dobrze, niech tu pognije kilka godzin, zasłużył na to! 
--Tkniesz ją jeszcze raz, a przysięgam, że cię zabije, nie będziesz tego pamiętał, ale przysięga i tak mnie obowiązuje – wyszeptałem pochylając się nad nim, po czym na pożegnanie kopnąłem go mocno, łamiąc mu nos. Wtedy poczułem prawdziwą przyjemność z powodu tego, że wreszcie miałem taką okazję. Rzuciłem na niego zaklęcie zapomnienia, bo wiedziałem, że po czymś takim zrobiłby wszystko, by wtrącić mnie do więzienia. Chciałem oszczędzić tego mojej matce.


***

Wróciłem do swojego pokoju, a Hermiona cicho szlochała w moją własną poduszkę. Była taka zrozpaczona... Zawahałem się chwilę nim położyłem dłoń na jej ramieniu, a ona wzdrygnęła się od tego dotyku, jakby sądząc, że ktoś znów spróbuje ją skrzywdzić. 
Nie spróbuje. Nie pozwolę na to!
--Chcesz eliksiru nasennego? - zapytałem, siadając obok niej.
--Nie, lepiej trucizny... - wyszeptała odwracając się w moją stronę. 
--Nigdy więcej tak nie mów! - zabrzmiało to nieco za ostro, ale musiało tak być. Ona nie mogła myśleć o czymś tak głupim jak samobójstwo, przecież kiedyś była taka dzielna, odważna, wesoła...
--Nie musisz się mną przejmować i tak nigdy ci się nie odwdzięczę... - zapłakała.
--Nikt nie twierdzi, że muszę. Może ja po prostu chcę? - odpowiedziałem, czując wyraźnie, że to co mówię, jest prawdą. Chciałem jej pomóc, uratować ją z łap tego bydlaka i znów zobaczyć ten jej uśmiech...
--Dziękuje... - nie wiem jak to się stało, że znalazła się w moich ramionach, a jej łzy moczyły moją elegancką szatę wyjściową.
Mało mnie to obchodziło. Czułem się nad wyraz spokojny, jakbym od zawsze wiedział, że moją rolą będzie wspieranie Hermiony. Podjąłem się tego zadania i wiedziałem, że nie będę tego żałował. Po kilku , a może kilkunastu minutach, zasnęła wreszcie, wtulona w moją klatę. Ułożyłem ją wygodnie na poduszkach i przykryłem szczelnie własną kołdrą. Spała spokojnie, nie dręczona niczym złym. To był poruszający widok. 
Musiałem na chwilę wyjść, by załatwić to o czym myślałem od czasu jak zamknąłem Weasley'a w schowku na miotły. 
Nad ranem otrzymałem odpowiedź. Uśmiechnąłem się do tego znajomego pisma na pergaminie. Miałem poczucie, że wszystko powoli zaczyna się układać po mojej myśli.


***

Spakowane walizki czekały już w naszym wspólnym salonie, a Snape, na którego zawsze mogłem liczyć, lada chwila miał się pojawić, by podłączyć nasz kominek. Tak, trochę mnie to kosztowało, ale udało mi się to załatwić. Podróż pociągiem była długa i nudna. Kominkiem raz, dwa znajdziemy się w domu. Hermiona wyszła ze swojego pokoju, umyta i przebrana, ale wciąż blada i zaczerwionymi oczami.
--Nie musiałeś przynosić mojej walizki, zostanę w zamku. Nie chce jechać do Rona... - łzy znów błysnęły w jej oczach. ?
--I nie jedziesz. Zabieram cie ze sobą – uśmiechnąłem się do niej pokrzepiająco.
--Mam jechać z tobą? Nie żartuj Malfoy... twoja matka...
--Bardzo się cieszy na dodatkowego gościa. Nie lubi jeździć na nartach, a ja za to bardzo lubię, więc cieszy się, że znalazłem sobie towarzystwo. Pamiętam, że opowiadałaś, że umiesz jeździć. Zobaczymy czy to prawda – mówiłem to nonszalanckim tonem, choć tak naprawdę denerwowałem się co będzie jeśli mi odmówi.
--Co ludzie powiedzą? Co pomyślą twoi znajomi, jak zabierzesz szlamę do domu na święta? - zapytała cicho.
--A kogo to obchodzi, co oni powiedzą? Przeżyliśmy wojnę, przeżyjemy i kilka plotek. Chodź tutaj, bo zaraz przyjdzie Snape, by połączyć kominek z moim domem w Alpach – wyciągnąłem do niej dłoń, cicho licząc, że ją przekonałem.
Zawahała się... ale tylko przez chwilę. Potem jednak podeszła i ujęła moją dłoń, uśmiechając się lekko. Ten uśmiech na zawsze pozostanie wryty w moje serce. Już wtedy wiedziałem, że ona będzie kiedyś moja. Tylko moja.


***

Dwa tygodnie w górach przeleciało bardzo szybko, ale pozwoliło mi poczuć się znów szczęśliwym człowiekiem. Z początku nieco nieufna Hermiona przekonała się, że ja i moja matka mamy wobec niej szczere intencje. Wkrótce znów zobaczyłem jej uśmiech, wesołe iskierki w jej oczach, słyszałem jak żartuje i wiedziałem, że i ona jest teraz szczęśliwa. To było niesamowite. Zbliżyliśmy się do siebie, bardziej niż sądziłem, że to będzie możliwe. Noce, w trakcie których trzymałem ją w ramionach były nie do porównania z żadnym innym doznaniem. Moja mama szybko zorientowała się, co się święci, dlatego podarowała Hermionie na święta naszyjnik mojej babci. Chciała dać nam sygnał, że akceptuje nasz związek, a Miona nie musi już czuć się sierotą, bo jeśli tylko zechce... może mieć nową rodzinę. Nas.

***

Powrót do szkoły był dla mnie dziwnie bolesny. Stając w naszym pokoju wspólny, po tych dwóch wspaniałych tygodniach, bałem się, że coś się bezpowrotnie skończy, że znów będzie tak jak przedtem... Te obawy jednak szybko rozwiała sama Hermiona, która stanęła za moimi plecami i przytuliła się do mnie. Zamknąłem oczy, czując jak poczucie szczęścia i bezpieczeństwa do mnie wraca.
--Wiesz, że to nie będzie łatwe? Wiesz, że będą plotki, a ludzi nie dają nam żyć? - zapytała mnie cicho.
--Nie obchodzi mnie to. Nie pozwolę byś znów stała się taka jak przed feriami. Nie pozwolę, by ktoś traktował się tak jak Weasley wcześniej, ani tak jak Potter albo siostra rudego, którzy doskonale wiedzieli co się dzieje, a nic z tym nie robili! - odwróciłem się i przytuliłem ją mocno.
--Dzięki tobie odzyskałam siebie, nie chcę byś teraz ty przeze mnie coś stracił – wyszeptała prosto w moje usta.
--Żadna strata mnie nie zaboli, jeśli ty będziesz ze mną – wiedziałem, że takie słowa do mnie nie pasują, ale były szczere i płynęły z głębi mego serca, kiedyś skutego lodem, teraz bijącego dla niej.


***


Siedziałem przy stole Slytherinu czujnie ją obserwując. Widziałem jak nerwowo zerka na drzwi. Byłem gotowy w każdej chwili do niej podejść, jeśli Weasley w jakikolwiek sposób spróbuje ją skrzywdzić. Pierwszy do sali wszedł Potter, dumny jak zawsze, a zaraz za nim równie wyniosły Weasley. Moja dłoń odruchowo zacisnęła się na nożu do masła. 
--Gdzieś ty była?! - wydarł się na nią Łasic.
--Na nartach w górach – odpowiedziała równie głośno, tak by wszyscy słyszeli.
--Na nartach? A kto chciałby wziąć ciebie z sobą na narty! Przecież nie masz nikogo! Jesteś sama i sama zostaniesz, bo ja i moja rodzina mamy cię dość szlamo! - krzyczał.
Podniosłem się z miejsca, przysięgając sobie, że złamie mu za to szczękę. Jednak Hermiona również wstała i hardo popatrzyła temu szmaciarzowi w oczy.
-- Nie potrzebuję twojej rodziny Ronaldzie Weasley'u, bo kiedyś założę własną i zrobię wszystko, by moje dzieci wyrosły na porządniejszych ludzi niż jesteś ty! 
W całej Wielkiej Sali zapadła cisza, a wszyscy ze zdumnieniem patrzyli na Hermionę. Chyba tak jak i ja dostrzegali w niej teraz te dawną Granger. Dumną, odważną, dzielną...
--Pożałujesz tego! - syknął Ron.
--To się okażę! Pamiętaj, że znam kilka brudnych sekretów twoich i twojej rodziny. I nie groź mi więcej Weasley, to już na mnie nie działa. Jesteś zwykłą świnią i na dodatek impotentem! - Hermiona z satysfakcją wymalowaną na twarzy odwróciła się plecami do Rudego i skierowała się do drzwi wyjściowych. Ja też tam podszedłem z uśmiechem patrząc, jak prawie wszystkie dziewczyny w Wielkiej Sali kpią sobie z Weasley'a.
--Teraz wszystko już będzie dobrze – szepnęła Hermiona, łapiąc moją dłoń.
--Na pewno będzie, obiecuje – odpowiedziałem, pochylając się, by ją pocałować.
Wiedziałem, że mam rację. Jestem Malfoy'em, a my zawsze dostajemy to co chcemy. A ja chcę tylko szczęścia z ukochaną kobietą przy moim boku. Nic więcej nie jest mi potrzebne. 

niedziela, 18 sierpnia 2013

Urodzinowa Miniaturka Makosi - Autorstwa Marty M.


Makosiu Sto Lat!
Wiesz już czym jest Mr.Shadow, teraz pora na twoje pierwsze MakMione - Makosia i Draco :)
Z okazji urodzin dla Ciebie napisała ją twoja kumpela Marta :) Ja dołączam się do życzeń publikując ją u siebie na moim blogu, tak by mogło ją przeczytać kilka osób i przyłączyć się razem z nami do życzenia Ci Wszystkiego NAJ NAJ NAJ Dracowatego :) Sto lat!
Venik i Marta M.


***

Pansy chwiejnym krokiem weszła do pokoju. Jej nogi drżały na 16 centymetrowych obcasach. Wzrok ślizgona zatrzymał się na skąpym i stanowczo zbyt obcisłym skrawku materiału, który widocznie miał pełnić rolę sukienki. 
Spojrzał na twarz dziewczyny, zastanawiając się, co tak właściwie trzyma go, przy tej wytapetowanej lalce…

- Pansy… Ty wiesz na pewno gdzie dzisiaj idziemy?
- Oczywiście Dracusiu! Do mugolskiej fildramoni moich rodziców!
- Do filharmonii. – Smok wydawał się coraz bardziej poddenerwowany.
- Co za różnica i tak wymyśliły to szlamy! Ale powiedz mi kochanie, czy nie wyglądam pięknie ?
I właśnie wtedy to się stało… Parkinson pełna empatii podskoczyła ku sufitowi, a jej lewa pierś wydostała się poza czerwoną sukienkę.

- Tak. Wyglądasz dziś wspaniale. - Draco prychnął z pogardą , kierując się w stronę drzwi.
***
- Draco, Pansy! Nie zajęliście jeszcze miejsc?
Tego Malfoy obawiał się najbardziej. Mopsica zamiast udzielić prostej i konkretnej odpowiedzi wolała zanudzić rodziców monologiem, jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu.
- Muszę iść do toalety. – rzucił.
Nie czekając na reakcję przyszłych teściów i swojej „ukochanej” wszedł do ciemnego korytarza, którego oświetleniem była jedna, wątła żarówka. 
Tam właśnie zobaczył ją. Stała przy ścianie w białej, koronkowej sukience. Ciemne loki opadały jej na bladą twarz, a w dłoniach trzymała coś na wzór jakiegoś instrumentu. Wyglądał na saksofon, lecz brak światła uniemożliwiał dokładne określenie, czym jest ten przedmiot. Wiedział jedno. Na pewno jest bardzo piękna. Zdecydował się podejść bliżej do nieznajomej, lecz głos jego kroków przerwał odgłos upadającego instrumentu.

- Kto tu jest ?! – Delikatnie ochrypły głos sprawił, że mężczyznę przeszedł dreszcz podniecenia.
- Spokojnie. Mam na imię Draco. – Wypowiadając te słowa przysunął się na odległość kilku centymetrów, a następnie szeroko uśmiechnął. 
Teraz był już pewien, że ta kobieta jest idealna. Na jej bladej twarzy błąkało się jakby przerażenie, a zarazem uśmiech. Była ona bowiem oczarowana urodą wysokiego blondyna. Kiedy jej duże, brązowe oczy napotkały szare tęczówki schyliła się, by podnieść instrument. On odruchowo naśladował jej ruchy i wtedy ich palce splotły się na saksofonie. Ponownie spojrzeli sobie w oczy, a niewinne uśmiechy wkradły się na ich twarze.

- KOCHANIE! Chyba już czas żebyśmy poszli na salę. Nie sądzisz ?
Parkinson stała nad nimi z rządzą mordu w oczach. Nie wiedzieli, jak długo byli obserwowani…
- Poczekam na Ciebie za drzwiami KOCHANIE. – Dodała swoim przesłodzonym głosem.
Zanim arystokrata zdążył wydusić z siebie słowo w ramach usprawiedliwienia pięknej nieznajomej już nie było. Jego myśli błądziły tylko między nienawiścią do tej wytapetowanej małpy, a gorącym uczuciem do brązowowłosej saksofonistki. 
Nie zastanawiając się długo ruszył do drzwi, przy których leżał pogięty skrawek papieru. Z pewnością były to jej nuty. Nuty do utworu „ I love you”. Schował kawałek papieru do kieszeni jeansów i ruszył w stronę drzwi, przy których donośnie wzdychała jego „ukochana mopsica”


Sala była ogromna. Rzędy pozłacanych krzeseł, diamentowe girlandy i wyjątkowy przepych.
Dla niego nie liczyło się nic. Miliony myśli w jego głowie kierowało się ku nieznajomej mugolce. Uważnie przyglądał się scenie z nadzieją, że zaraz ujrzy jej idealną sylwetkę.

- O czym tak myślisz mój słodki, pluszowy misiaczku? – Ten słodki szczebiot był dla niego, niczym pobudka z cudownego snu.
- To naprawdę ładne miejsce.
- Oh tak! Chociaż w sumie nie wiem dlaczego moi rodzice wydali tyle pieniędzy, na te nędzne szlamy! (…)
Znów to samo. Nawet nie wie, w którym momencie przestał jej słuchać a jego wzrok przeniósł się na kurtynę, która była coraz wyżej.
***
Koncert trwał już godzinę. Za kilka minut miał być jej pierwszy solowy występ. Czuła jak jej serce z każdą sekundą przyśpiesza rytm…
Utwór znała na pamięć. Wiedziała, że zagra dobrze, ale obawiała się, że będzie tam on. Jego szare oczy, jego platynowe włosy, rozbrajający uśmiech i aksamitna skóra. Wiedziała, że jeśli na nią spojrzy, a ona poczuje jego wzrok, to będzie jej oficjalny koniec. Nie przed ludźmi, którzy na nią patrzyli. To będzie koniec przed nim…

- Teraz przed państwem wystąpi Natalia! Nasza najmłodsza, piętnastoletnia saksofonistka!
***
Zamarł. Na scenie pojawiła się prawdziwa bogini. W tym świetle widział ją idealnie. Burza brązowych loków, swobodnie opadających na ramiona. Biała koronkowa sukienka, która idealnie ukazywała jej wdzięki. Ogromne brązowe oczy, które przepełniał strach. I ten uśmiech, który powaliłby na kolana każdego mężczyznę. 
Teraz przestało się już liczyć wszystko inne…Nie słyszał jak gra.. Nawet nie zauważył, kiedy zeszła ze sceny. Nie rozumiał jakim cudem koncert zakończył się tak szybko. Przed oczami miał tylko ją…

***
Nie wiedziała, jak serce może bić, aż tak szybko. Spojrzała na niego raz, gdy schodziła ze sceny. Był doskonały. Nadal nie docierało do niej, że koncert skończył się kilka minut temu. W jej głowie gościł tylko on…
***
- Smoczku rusz się! Chyba nie chcesz spóźnić się na bankiet?
- Co? Gdzie? Jaki bankiet?
- Przecież po koncercie jest bankiet skarbie… Mówiłam Ci o nim.
Ruszył w stronę sali z nadzieją na spotkanie nastolatki. Przerzucał wzrokiem, po wszystkich osobach, by znaleźć ją. 
Stała z wysoką brunetką, przy jednym ze stołów. Była szeroko roześmiana, a jej delikatne usta kosztowały czerwonego wina. Musi do niej podejść. Porozmawiać. Choć na krótką chwilę.

-Teraz albo nigdy – pomyślał.
***
- Pięknie grałaś Natalio.
- Dziękuję. Naprawdę miło mi to słyszeć. – Co innego mogła powiedzieć? Że ma dość tych wszystkich gratulacji? 
Nie chciała już tego słuchać. Jedyne słowa, które sprawiłyby jej radość mogły wybrzmieć tylko z jego ust. Błądziła oczami po sali poszukując nieznajomego, lecz niestety nigdzie nie mogła go ujrzeć. Zrezygnowana chwyciła za kolejny kieliszek wina, gdy nagle usłyszała ten idealny aksamitny głos…

- Pozwoli Pani, że potowarzyszę?
- Więc za co się napijemy? - odrzekła nie wierząc, że to on przed nią stoi.
- Może za rzeczy zaginione?
- Za co? – Natalia parsknęła śmiechem. Patrząc blondynowi głęboko w oczy.
- Za to. 
Ślizgon wysunął pognieciony skrawek papieru z kieszeni i podał go dziewczynie. Ona tylko spojrzała i ponownie szeroko się uśmiechnęła.

- Dziękuję Ci Draco, ale mam w domu kilka kopi . Możesz je zachować.
- Przynajmniej nauczę się czegoś nowego. Nadają się też na fortepian?
- Tak. Grasz? Rzadko spotykam takich mężczyzn. Przepraszam Cię, ale muszę iść do toalety.
- Poczekam…
***
Szum wody i uśmiechnięte odbicie w lustrze. Później tylko silny ból i ten piskliwy przesłodzony głos…
- Jeszcze raz go tknij szmato, a Cię załatwię. On jest tylko mój.
***
- Natalia proszę nie zamykaj oczu patrz na mnie.
Ten głos podziałał na nią jak lodowaty prysznic. Leżała w objęciach chłopaka, przez którego znalazła się w tej sytuacji.
- Draco… przepraszam, ale ja muszę… - Odepchnęła go od siebie i uciekła…
***
Nieobecnie leżał na łóżku. Od kilku tygodni w jego głowie wszystkie myśli błądziły wokół Natalii, z którą od ostatniego spotkania nie miał żadnego kontaktu.
- Pansy… To nie ma sensu.
- O czym Ty mówisz?! – uśmiech dziewczyny w jednej chwili zamienił się, we wzrok wygłodniałego bazyliszka.
- Po prostu… zakochałem się. To koniec.
- Jeśli chodzi Ci o tę brązowowłosą szmatę to daj sobie z nią spokój! Ona na teraz Ciebie nie spojrzy!
- O czym Ty mówisz?
- Pokazałam jej tylko, do kogo należysz kochanie…
- Wynoś się stąd natychmiast.
- Ale Dracusiu…
-WYNOŚ SIĘ!
***
Nie pamiętał kiedy biegł tak szybko . Wiedział że ona tam będzie. Wiedział że nie odezwie się do niego. Wiedział, że musi wyznać jej swoje uczucie…
***
Grała. Nuty były lekarstwem na łzy, które obficie płynęły po jej policzkach. Lekiem na strach, i lekiem na tęsknotę za nim… Ale nie, na to nie było leku. Zbyt mocno go kochała, by teraz o nim zapomnieć. Przygryzła ustnik i wydobyła pierwsze dźwięki utworu „ I love you” . Pamiątki, która, po nim została…
***
Ślizgon wpatrywał się w dziewczynę stojąc kilka centymetrów za nią. Grała pięknie, że nie mógł jej przerwać. Automatycznie złapał się za kieszeń spodni i wyciągnął z nich pognieciony skrawek papieru.
- Musi się udać… – szepnął do siebie siadając przy fortepianie i wybijając pierwsze takty „ I love you”.
Saksofon ucichł. Zamknęła oczy i wyłapywała otaczające ją dźwięki. Muzyka pochłonęła tak bardzo, że nie zauważyła kiedy nastała cisza. Poczuła ciepły oddech przy uchu, a już po chwili ten sam, aksamitny głos…
- Tak bardzo Cię kocham Natalio…
Pocałował ją. Jego chłodne wargi delikatnie pieściły jej usta. Z każdą chwilą przybliżali się do siebie a ich języki łączyły się w tańcu.
To wszystko przerwał huk spadającego saksofonu.
- Widocznie historia lubi się powtarzać. – Dziewczyna wybuchła szczerym śmiechem
- To może my ją troszkę zmienimy?

Delikatny uśmiech zagościł na ustach Malfoy’a,  po czym ponownie pocałował prawdziwą ukochaną…

Autor: Marta M.

piątek, 16 sierpnia 2013

VIII - Psia Miniaturka



***

Brakowało mu Qudditcha. Ta gra zawsze pozwalała mu na naładowanie akumulatorów pozytywną energią i na zachowanie dobrej kondycji fizycznej, a poza tym, była to gra drużynowa... miał towarzystwo. 
Teraz poza pracą i własnym sarkazmem nie pozostało mu już nic godnego uwagi. Kobiety na jedną noc nie były odpowiednimi towarzyszkami do rozmów, gdyż zazwyczaj posiadały inteligencje chusteczek do nosa. Wszystko to sprowadzało się do tego, że Draco Malfoy był znudzony, frustrowany, samotny i w złej kondycji. 
To ostatnie postanowił jak najszybciej zmienić, każdego wieczoru wybierając się na mały trening do pobliskiego parku.

Zakładał swój dres w barwach Slytherinu, zabierał magic-playera z najlepszymi kawałkami Fatalnych Jędz i biegał tak długo, aż w jego krwi pojawiał się potężny zastrzyk endorfin spowodowanych wysiłkiem. Później siadał na ławce, w ciemności gapiąc się na obraz księżyca odbijający się w gładkiej tafli jeziora. To wszystko pozwalało mu jakoś skumulować energię na kolejny, nudny dzień pracy w Ministerstwie Magi.

Tego dnia musiał biegać nieco dłużej, by osiągnąć zamierzony efekt. To wszystko przez złość. Wkurzyło go to zamieszanie w biurze aurorów z powodu zaręczyn i rychłego ślubu tego szmaciarza Weasley'a. Wszyscy gratulowali rudzielcowi i udawali, że cieszą się jego szczęście, gdyż znalazł on miłość życia w postaci jakiejś głupiej francuski, co dwóch zdań nie potrafi poprawnie sklecić po angielsku. Nic dziwnego, że Granger już dawno rzuciła tego żałosnego typka! Do niego pasowały tylko i wyłącznie takie plastikowe lalki bez rozumu. Jednak tym co naprawdę złościło Dracona był fakt, że nawet taki rudowłosy piegus znalazł żonę... a on? Już na zawsze pozostanie samotny i zgorzkniały. 
Usiadł na ławce i wyłączył muzykę, chcąc chwilę odpocząć zanim wróci do domu. Wiedział, że to nie jego wina, że nie potrafi się zaangażować w żaden związek, po prostu wciąż czekał na coś wyjątkowego... 
Nagle jego uwagę odwróciło coś jakby cichy pisk, skonsternowany rozejrzał się dookoła, by stwierdzić, że dochodzi on z krzaków nieopodal. Podszedł tam powoli, by sprawdzić co się dzieje.
Rozsunął ostrożnie chaszcze i zamarł pod wpływem wpatrujących się w niego czekoladowych oczu...* najsłodszych oczek jakie w życiu widział.
--Hej, jak się tu znalazłeś? - zapytał, ostrożnie podchodząc do pieska, który wyglądał na przestraszonego – Jesteś ranny? Albo może ranna? Chyba jesteś suczką... - Draco przyklęknął przy pięknej, czarnej labradorce i pogłaskał ją ostrożnie. Psinka wyglądała na zmęczoną i głodną. Blondyn nie za bardzo wiedział co powinien teraz zrobić. Zgłosić to komuś? Zabrać psa do domu? Czy może to weterynarza? Wiedział, jednak, że jej tu nie zostawi! 
Szybko zdjął swoją bluzę i wziął suczkę na ręce, chcąc ich teleportować. Przypomniało mu się właśnie, że na Pokątnej otwarto nowy, prywatny gabinet MagoVet, więc postanowił udać się tam, by ktoś ją zbadał.
W myślach przeklinał tego, kto porzucił to bezbronne, śliczne stworzenie w pustym parku. Jak można było zrobić to z tak słodkim i grzecznym pieskiem? To naprawdę nie mieściło mu się w głowie.


***

W gabinecie paliły się światła, więc Draco stwierdził, że pomimo późnej pory, ktoś jeszcze tam jest. Bez ceregieli, kopniakiem otworzył drzwi do lecznicy i wniósł labradorkę do środka.
--Co się stało? - za kontuaru poderwała się niewysoka, czarnowłosa czarownica.
--Znalazłem tego psa w parku, chciałbym, by ktoś go zbadał – wyjaśnił szybko.
--Oczywiście! Ma pan szczęście, gdyż doktor Granger nie poszła jeszcze do domu... - kobieta podeszła do białych drzwi i otworzyła je szeroko, gestem zapraszając Dracona do środka.
Blondyn ruszył za nią mając cichą nadzieję, że się przesłyszał, a kobieta wcale nie powiedziała tego nazwiska na "g". Wkrótce jednak jego nadzieje zostały rozwiane...
--Hermiono pilny pacjent do ciebie
--Dzięki Susie – Hermiona uniosła głowę z nad jakimś dokumentów, które leżały na biurko i natrafiła prosto na zdziwione spojrzenie Malfoy'a.
Ona też się zdziwiła... Co ten dumny arystokrata robi w jej gabinecie, o tak później porze, na dodatek z śliczną labradorką w ramionach?
--Na Godryka Malfoy! Coś ty zrobił temu biednemu stworzeniu? - zawołała, szybko podchodząc do niego.
--Na Salazara Granger, też się cieszę, że Cię widzę – odpowiedział w równie nieuprzejmym tonie, po czym odłożył suczkę na stojący w gabinecie stół.
--Hej malutka, co ci dolega? - Hermiona od razu zaczęła badać pieska.
--Myślisz, że ona ci to powie Granger? - sarknął – Znalazłem ją w parku, jest wyziębiona i pewnie głodna, a na dodatek piszczała – wyjaśnił, z troską patrząc na sunie.
--Znalazłeś ją w parku i przyniosłeś do mnie? Bo zacznę myśleć, że masz coś takiego jak serce Malfoy. 
Draco prychnął zirytowany pod nosem. Co też ta wstrętna baba sobie wyobrażała? Przecież on nigdy nie skrzywdziłby żadnego zwierzątka! Popatrzył na pochyloną nad psem Granger i w duchu zaklął cicho. Był poirytowany własnymi wnioskami. Hermiona wyładniała i to bardzo... Nie było co temu zaprzeczać, choć on z pewnością byłby bardziej zadowolony, gdyby teraz była grubą, podstarzałą brzydulą. Mógłby przynajmniej jej podokuczać! Postanowił oderwać swoją uwagę od pani weterynarz i skupić ją na suczce, która wpatrywała się prosto w swojego wybawiciela pełnymi wdzięczności oczętami.
--Nic jej nie będzie? - zapytał z troską.
--Ma zwichniętą łapkę, ale to szybko się zagoi, a tak miałeś racje, jest wyziębiona i głodna, ale to też da się naprawić. Wiesz jak się wabi?
--Nie. Nie miała obroży – odpowiedział.
--Jej rasa to Labrador Retriever, szybko znajdzie dom jeśli odwieziesz ją do schroniska. Jest przeurocza – Hermiona z czułością pogłaskała pieska, który zamerdał ogonem.
--Do schroniska? Nie... ja... nie sądzę, bym ją tam odesłał – Draco sam się zdziwił swoim słowom.
--Naprawdę? Chcesz ją zatrzymać? Pies to nie sowa Malfoy, wymaga o wiele więcej uwagi.
--Wiem o tym! Mam w domu służbę, więc będzie miał ją kto wyprowadzać – blondyn wiedział, że decyzja już zapadła.
Suczka chyba widziała, że właśnie znalazła dom, bo szczęknęła wesoło i zamerdała ogonem. Nie mógł postąpić inaczej. Te czekoladowe oczy od razu zdobyły jego sympatię. Zmieszał się lekko, gdy uniósł głowę i dostrzegł, że oczy Hermiony mają podobną barwę, tak samo ciepłą i tak samo sprawiającą, że coś niebezpiecznie drga w jego klatce piersiowej...

--No to jak ją nazwiesz? - zapytała.
--Lori – zdecydował. To imię pasowało do niej, a suczka znów zamerdała ogonem, gdy tylko je wypowiedział.
--Lori Malfoy – Hermiona uśmiechnęła się czule, machając różdżką, by zgromadzić wszystko co mogło się mu przydać do opieki nad pieskiem.
--Nie mam ze sobą portfela – wyznał, po raz pierwszy w życiu czując zażenowanie. Nigdy nie zabierał pieniędzy na wieczorne biegi.
--Nie martw się tym i tak będziesz musiał przyjść z Lori na kontrolę w przyszłym tygodniu – Hermiona uśmiechnęła się do niego, a on nieświadomie odwzajemnił ten uśmiech. 
--Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale niech będzie... Dzięki Granger – Draco odesłał wyprawkę Lori do domu za pomocą zaklęcia, a sam znów wziął suczkę na ręce.
--Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale nie jesteś taki zły Malfoy. Ktoś, kto przygarnia porzucone zwierzę, nie może być zły... - Hermiona z uśmiechem odprowadziła go do drzwi. 
Draco nieco zawstydził się jej słowami, ale postanowił odłożyć choć na chwilę maskę zimnego drania i nie odpowiedział jej niczego wrednego. 
--W taki razie... do przyszłego tygodnia – burknął pod nosem.
--Tak, do zobaczenia Lori – Hermiona ostatni raz pogłaskała suczkę, nim ona i jej pan opuścili gabinet.


***

Widział ją. Szła do niego, powoli, jakby wiedząc, że ta odległość go torturuje. Uśmiechała się, nieco drapieżnie, ale wciąż niesamowicie to na niego działało.
--Jesteś dobrym człowiekiem Malfoy... - wyszeptała stojąc przed nim.
--Taa, jestem cholernie dobry... - wymruczał, przyciągając ją do siebie i oczekując tego cudownego pocałunku, o którym marzył od kilku tygodni...
I wtedy to się stało. Długi, mokry język przejechał po jego policzku, a on się obudził.
--Lori! Miałaś nie lizać mnie po twarzy! - zganił niesforną suczkę, która obudziła swojego pana w swój ulubiony sposób. 
Wstał pocierając policzek i patrząc krzywo na powód jego pobudki. Chętnie zostałby jeszcze chwilę w tym śnie i dowiedział się jak całuje Granger...
Lori wesoło merdała ogonem i wzięła swoją piłeczkę, by zachęcić pana do zabawy. Draco nie mógł jej odmówić. W życiu, by się do tego nie przyznał ale ta suczka podporządkowała sobie wszystkich w jego domu, a jemu samemu skradła serce. Była jego przyjacielem i towarzyszem i nie mógł jej naprawdę niczego odmówić, ani długo się na nią złościć. Uśmiechnął się i rzucił labradorce jej zabawkę, po czym czmychnął do łazienki, nim Lori zdążyła zająć mu cały poranek psimi figlami. Dziś kolejna wizyta u pani weterynarz... Musiał przecież jakoś wyglądać.


***

Od trzech miesięcy, w każda sobotę, Draco i Lori odwiedzali gabinet Hermiony, by suczka mogła przejść kontrolę. Była zdrowa i pełna wigoru, ale Draco tłumaczył, że woli dmuchać na zimne, a Hermiona nie miała nic przeciwko wizytą swojej ulubionej pacjentki i jej pana, choć Lori powinna się nazywać "Energia", bo po jej wizytach gabinet wyglądał jakby odwiedziły go rozszalałe Hipogryfy, a nie jedna, słodka suczka. Jednak tym słodkim, czekoladowym oczkom wszystko można było wybaczyć... tak jak tym niebieskim, którymi hipnotyzował jej właściciel...

--Wszystko z nią w porządku, jest zdrowa i wesoła – Hermiona uśmiechnęła się do biegającej za piłeczką Lori.
--To dobrze, staram się przestrzegać twoich zaleceń – Draco również musiał się uśmiechnąć, patrząc na Hermionę, bawiącą się z jego pupilką. 
--Pani doktor, ostatni pacjent odwołał wizytę. Jego magic-piranie pozagryzały się nawzajem – powiedziała Susie wchodząc do gabinetu.
--Wiedziałam, że to się tak skończy. Przynajmniej mam wolne.
--Idziemy z Lori do parku, może pójdziesz z nami? - wypalił Malfoy, zanim się zastanowił nad tym co robi. Jednak bardzo chciał żeby się zgodziła... to była jego szansa...
--W sumie czemu nie i tak nie mam nic do roboty – Hermiona uśmiechnęła się promiennie, szczęśliwa, że Draco wreszcie się zdobył na to, by gdzieś ją zaprosić. Po cichu od dawna na to liczyła. Dzięki wspólnej opiece nad Lori zbliżyli się do siebie i poprawili swoje relacje, teraz nadarzyła się okazja, by jeszcze je pogłębić...


***

Spacerowali po parku na zmianę rzucają patyki radośnie biegającej Lori i rozmawiając beztrosko o swoim życiu. Oboje byli zaskoczeni jak swobodnie przebiega ta rozmowa. Było naprawdę miło... Stanęli nieopodal jeziorka, przy którym Draco znalazł suczkę i z lekkimi uśmiechami patrzyli na pływające w wodzie kaczuszki.
--Jestem ci naprawdę wdzięczny za pomoc... bez ciebie opieka nad Lori nie byłaby taka łatwa – Draco odwrócił się w jej stronę i popatrzył jej w oczy.
--To była dla mnie sama przyjemność – Hermiona również popatrzyła w jego śliczne tęczówki. 
Stali tak nie mogą oderwać od siebie wzroku, obydwoje myśląc o tym samym, ale żadne z nich nie potrafiło się odważyć na ten krok.
Mieli jednak po swojej stronie czworonożnego sprzymierzeńca...
Lori z rozpędu wskoczyła na plecy swojego pana, popychając go wprost na Hermionę, z taką siłą że oboje upadli na miękką trawę.
--Przepraszam... nie wiem co ją napadło... - wydyszał Draco, a jego nos prawie stykał się z nosem Miony.
--Nic się nie stało – wyszeptała prosto w jego usta, które już po sekundzie spoczęły na jej malinowych wargach całując je zachłannie.


Lori usiadł nieopodal i wesoło zamerdała ogonem. Kochała swojego pana, za to, że uratował jej życie, dbał o nią i lubił się z nią bawić. Czuła, że pan lubi jej towarzystwo i wspólne zabawy, ale wiedziała też, że lubi panią Hermionę. Ona też ją lubiła. Chciała żeby ta dwójka razem była szczęśliwa, bo wiedziała, że o niej nie zapomną... A kto wie, może nawet sprawią jej więcej towarzyszy zabaw? Lori przecież lubiła dzieci... :)





wtorek, 13 sierpnia 2013

Miniaturka VII - Rekompensata - cz.II - Korepetycje 18+

Ta dam!
Przepraszam, za 15 minut spóźnienia - małe zagapienie :)
Miniaturka cz.II zgodnie z obietnicą zawiera scenę 18+ - nieprzeznaczoną do odbioru dla osób poniżej osiemnastego roku życia! Zostaliście ostrzeżeni :) 
Pozdrawiam Wszystkich czytelników, a zwłaszcza Devonne, która była pomysłodawcą głównego wątku :)
Miniatura niezabetowana, błędów jak mrówek... Mogę powiedzieć tylko - sorry :P
Dobrej zabawy... 
Venetiia

PS. Niektórzy mogą być oburzeni brakiem kanoniczności niektórych wątków i postaci - to taki mój zamysł, mam nadzieję, że Was to nie zrazi, po prostu lubię eksperymentować z charakterami postaci :)

***

Harry się na to nigdy nie zgodzi... Ale wtedy straci reputację. Przestanie być bożyszczem nastolatek, pożądanym numer jeden, sławą magicznego świata... a przecież tak to kocha! Ale nie ma szans. Nie zgodzi się, by ona spędza większość swojego wolnego czasu w towarzystwie Malfoy'a. Który facet by się zgodził, by jego dziewczyna przebywała sam na sam z takim przystojniakiem?
Hermionie było poniekąd przykro, że nie może mu pomóc, a poza tym, że... Nie o tym myśleć nie powinna. Już tak miała wielkie wyrzuty sumienia z powodu tych dzikich pocałunków i pieszczot na kanapie Ślizgona. Zachowała się fatalnie... Doprawdy nie wiedziała jak może spojrzeć teraz ukochanemu w oczy. Chociaż to było takie fantastyczne...
--Zgodził się?! - zapytał rozgorączkowany Potter, ledwie weszła do pokoju wspólnego.
Hermiona w odpowiedzi jedynie przecząco pokręciła głową, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak strasznie jej chłopak będzie teraz zawiedziony.
--Jak to nie?! Przecież puchar to jedyne o czym ta fretka marzy! - wściekał się Harry.
--Poprosił o coś innego... - wtrąciła łagodnie.
--O co? Dam mu wszystko! Nie mogę stracić dobrego imienia! Zbyt wiele przeszedłem, by to wszystko osiągnąć Miona! Jestem Wybrańcem!
--A poza tym egocentrycznym, narcystycznym palantem, który w łóżku zachowuje się jak fajtłapa – pomyślała rozgoryczona.
--Czego chce Malfoy? - wtrąciła Ginny, uśmiechając się jakoś chytrze.
--Korepetycji z transmutacji... - odpowiedziała Hermiona.
--Korepetycji?! Czy on upadł na ten blond łeb? Jak ja mam mu pomóc z transmutacji jak sam ledwie wyciągam Zadowalającego i to z twoją pomocą! - Harry nerwowo krążył po pokoju.
--Stary, myślę, że on ich nie chce od Ciebie... - Ron uważnie przyjrzał się zarumienionym policzkom Hermiony.
Harry chyba to zauważył, bo również spojrzał na swoją dziewczynę i chyba powoli pojmował o czym mówi jego przyjaciel. Wszyscy spodziewali się, że Potter zaraz wybuchnie jeszcze większą złością, a zaraz później zabroni Hermionie zbliżać się do Dracona na odległość 100 mil... Jednak tak się nie stało. Bliznowaty podskoczył z radości jak małe dziecko i wesoło klasnął w dłonie.
--Tak! Ty mu dasz korepetycje! Godryku! Dzięki Ci, że wolał to, od wygranej w Qudditcha! - Harry uśmiechał się jak głupi do serca.
--Serio masz zamiar jej pozwolić...? - Ron i Ginny patrzyli na Wybrańca w szoku.
--No jasne! To tylko korepetycje. Zrobisz to dla mnie, prawda Mionko? - Potter objął swoją dziewczynę i soczyście ucałował jej policzek, a ona wciąż patrzyła na niego z niedowierzaniem.
Nigdy, by się nie spodziewała, że jej facet tak zareaguje...
--On chce żebym uczyła go w jego pokoju, sama – tłumaczyła, chcąc dać mu jasno do zrozumienia, o co tak naprawdę może chodzić blondynowi.
--Jasne, jasne... żaden problem, kilka lekcji i po sprawie. Ja uniknę oskarżenia, a on podciągnie swój blady tyłek z transmuty. Wszyscy będą zadowoleni – planował Harry.
--A ja?! Pomyślałeś choć przez chwilę o mnie?! - wściekła się Hermiona, wyplątując się z jego uścisku i mierząc go wrogim spojrzeniem.
--Ty chyba będzie najbardziej zadowolona – docięła jej Ginny, uśmiechając się wrednie.
--Oczywiście kochanie, że pomyślałem – Harry uśmiechnął się lekko i znów ją objął, nie zaważając na jej wściekłą minę – Zaraz jak ten koszmarny semestr się skończy, zafunduje Ci wspaniałe wakacje. Zobaczysz będzie cudownie. Pojedziemy w jakieś fantastyczne miejsce – bajerował.
--Zgódź się Herm, słyszałaś... będzie wspaniale! - prowokowała Ginny, a Hermiona znów poczuła ten dziwny niepokój, który nawiedzał ją już kilkakrotnie.
Miała wrażenie, że Ginny na siłę chce ją odciągnąć od Harry'ego, chyba pomimo gorących zapewnień, rudowłosa jeszcze nie pozbyła się wszystkich swoich uczuć względem Wybrańca.
Hermiona spojrzała na sztucznie uśmiechniętego Pottera i poczuła wielką ochotę, by dać mu w twarz. Skoro jednak sam chciał, by uczyła Malfoy'a... Już ona mu pokażę! Koniec z grzeczną Hermionką! Pora na Hermionę ognistą lwicę...
--To jak skarbie, zgoda? - zapytał Harry, całując ją w policzek.
--Skoro ty dajesz mi wolną rękę w kwestii lekcji z Malfoy'em, to zgoda – ona również uśmiechnęła się z przymusem, po czym wymigując się nieskończonym esejem z zaklęć ruszyła w stronę schodów prowadzących do jej dormitorium.
Przystanęła jednak na chwilę nasłuchując o czym rozmawia pozostała trójka po jej wyjściu...
--Nie wiem czy to dobry pomysł, Malfoy może coś kombinować – pierwszy odezwał się Ron.
--To doskonały pomysł! Puchar mamy w kieszeni, a Hermiona i tak się dużo uczy, to nic złego, że pouczy się z Malfoy'em – zapewniała ich gorąco Ginny.
--Właśnie! Jakoś go zniesie, jest cierpliwa. Napisze za niego kilka esejów i po sprawie! - cieszył się Potter.
--Serio wierzycie, że on tylko będzie chciał żeby za niego coś pisała? Widzieliście jak on się na nią gapi? - pytał Ron.
--Co ty sugerujesz stary? Hermiona to sz.... Mugolaczka. Malfoy nawet kijem, by jej nie dotknął, przecież znasz te jego teorie czystej krwi. Po prostu jest słaby z transmutacji i ktoś musi mu pomóc, a Herm jest najlepsza – stwierdził Harry, a jego dziewczyna podsłuchująca na schodach, nerwowo zacisnęła pięści i zmrużyła oczy.
--Ja bym się bał ją z nim zostawiać sam na sam...
--Przecież Hermiona mnie kocha! Nigdy nie dałaby się nawet dotknąć temu szczurowi! - roześmiał się Harry, a Ginny przyłączyła się do niego ze swoim głupiutkim chichotem.
Hermiona w tym momencie obiecała sobie, że Potter jeszcze ją popamięta. Dopiero teraz dotarło do niej, jak bardzo on się zmienił. Z czułego, kochanego chłopaka stał się kompletnie zapatrzonym w sobie dupkiem. Nie wiedziała jak to się stało, ale wiedziała, że jeszcze pożałuje tego, że tak lekkomyślnie wpycha ją w łapy Malfoy'a!


***

Tego samego dnia przy kolacji powiedziała arystokracie, że Harry się zgodził na ich korepetycje. Uśmiech jaki otrzymała w zamian za tę informację w pełni ją uświadomił, że Draco poza samą nauką ma względem niej jeszcze inne plany. Dobrze... może przy okazji uda jej się dokonać małej zemsty.

***

Następnego dnia idąc do jego pokoju doskonale wiedziała co się stanie. Chciała tego. Poświęciła całą noc na przemyślenie wszystkiego co ją spotkało i stwierdziła, że pora nieco się zabawić. Zawsze była tą grzeczną, poukładaną, skrupulatną i co jej z tego przyszło? Związek z chłopakiem, który traktował ją jak dodatek do swojej sławy, nie dbając o to co czuje ani czego potrzebuje. Jeśli tak miała wyglądając jej młodość, to ona dziękuje bardzo. Należała jej się przynajmniej odrobina przyjemności, a była pewna, że kto jak kto, ale Draco M. wie jak dać przyjemność kobiecie. Na to liczyła...
Blondyn czekał na nią w swoim pokoju, znów leżąc na kanapie i czytając gazetę. Drzwi otworzył jej Blaise, który uśmiechnął się szeroko na jej widok, a zaraz później wyszedł z pokoju zostawiając ich samych. Hermiona postawiła na podłodze ciężką torbę z książkami i spojrzała wyzywająco na Dracona.
--Nieźle... - mruknął, wstając z kanapy i lustrując jej dość krótką spódnicę i biała obcisłą bluzkę.
--Od czego zaczniemy? - zapytała, wyjmując z torby podręcznik transmutacji. 
--Może najpierw się czegoś napijemy? - zapytał zbliżając się do niej.
--Może... - odszepnęła, gdyż staną już bardzo blisko, wciąż patrząc jej w oczy.
Ich spojrzenia były takie same. Tak samo głodne i pełne pożądania.
Draco wyjął książkę z jej ręki i uśmiechnął się do niej uroczo, po czym ku jej wielkiemu rozczarowaniu odwrócił się i podszedł do biurka, kładąc na nim książkę. 
--Siadaj, tu będzie twoje miejsce pracy na dziś – wskazał jej krzesło przy biurku, a sam podszedł do ukrytego barku po drinki.
Hermiona starała się ukryć jak bardzo jest zawiedziona i rzuciła ostatnie tęskne spojrzenie na łóżka z zielonymi baldachimami.
--Co mam robić? Zapytała, gdy podał jej kieliszek wina i oparł się biodrem o biurko tuż obok niej, jednak i tak zbyt daleko...
--Esej z transmutacji na poniedziałek. Mam nadzieję, że dobrze ci dojdzie... znaczy wyjdzie, chce dostać wybitnego za to dzieło – uśmiechnął się do niej tak, że podziękowała w duchu za to, że siedziała. 
Od tego uśmiechu większości żeńskiej populacji zmiękłyby kolana...
--To wszystko? - zapytała cicho, przysuwając sobie pergamin i w myślach klnąc na własną naiwność.
Harry miał jak widać rację. Ślizgon nie zamierzał się z nią zabawiać, tylko wykorzystać ją do odrabiania swoich prac domowych. Co ona sobie do cholery wyobrażała? 
--Na razie wszystko – odpowiedział Draco odchodząc z powrotem w stronę kanapy.


Usiadł wygodnie i przyjrzał jej się uważnie. Była śliczna, taka uroczo słodka i dziewczęca i choć lubił ostre kobiety, to właśnie taka niewinna słodycz działała na niego najmocniej. Z przyjemnością patrzył na to jak Hermiona zadziornie marszczy nosek, zapamiętale skrobiąc po pergaminie. Jej krótka spódnica, podwinęła się, gdy dziewczyna usiadła i teraz miał doskonały widok na jej śliczne, gładkie uda. Do teraz pamiętał pod palcami ich dotyk... Ciekawy był, jakby zareagowała, gdyby podszedł do niej i znów położył na niej swoje chętne ręce. Wiedział, że nie zaśnie dziś spokojnie, jeśli nie sprawdzi... Choć jeśli ona go odtrąci, tym bardziej nie pójdzie spać zrelaksowany...
Wypił swoją whisky i wstał, by sobie dolać. Nie wrócił jednak na kanapę, tylko ponownie podszedł do biurka, niby po to, by sprawdzić jak Hermiona sobie radzi. Odstawił whisky na blat i pochylił się nad nią z rozkoszą wdychając przyjemny zapach jej włosów. 
--Powiedź mi Granger... Potter nie miał żadnych obiekcji co do naszych spotkań? - zamruczał, z uśmiechem obserwując, jak Hermiona się rumieni i spina od jego bliskości.
--Żadnych – odpowiedziała burkliwie, powracając do pisania.
--To ciekawe... - spojrzał w jej dość spory dekolt i poczuł jak jego spodnie powoli stają się za ciasne.

Musiał ją mieć. To w tej chwili było jedyne o czym potrafił myśleć. Najpierw jednak trochę ją oswoi...
--Pokaż ten esej Granger, może ci pomogę – pochylił się nad nią mocniej, tak, że wystarczyło by odwróciła głowę, a spotkałaby jego namiętne usta. 
--Ty? Nie dzięki, poradzę sobie – odpowiedziała, odsuwając się nieco.
Wiedziała doskonale co on kombinuje i nie miała zamiaru mi niczego ułatwiać, choć podniecenie zalewa ją przyjemną falą, a jej napięte sutki wyraźnie zarysowały się pod białą bluzką.
--Naprawdę chcę ci pomóc – kokietował, delikatnie dotykając dłonią jej spiętych pleców i przesuwając nią po jej kręgosłupie.
--Skoro nalegasz – Hermiona zgrabnie podniosła się z krzesła i wskazała mu swoje miejsce, przysuwając pergamin, by mógł przeczytać co już napisała.
Draco uśmiechnął się lekko, czując, że pora już zakończyć grzeczne gierki z tą małą wydra, usiadł na krześle, po czym od razu złapał ją za rękę i pociągnął na swoje kolana.
Hermiona gwałtownie wciągnęła powietrze, gdy jej pośladki opadły na twarde uda blondyna... ale to coś innego sprawiło, że tak zareagowała. Inna twarda część, którą wyraźnie poczuła. Pożądanie eksplodowało w jej ciele jak fajerwerk i wiedziała, że jeśli Draco szybko nie skończy tych słodkich tortur to może się na niego rzucić...
Poczuła jego dłonie na swoich udach, powoli sunące w górę i jednocześnie pieszczące jej skórę sprowadzając ją na granic obłędu. Dotyk Harry'ego nigdy tak na nią nie działał... Malfoy był po prostu niesamowity...
--No więc pani prefekt co tam już napisałaś? - zamruczał, wsuwając swoje dłonie pod jej krótką spódnicę, coraz wyżej i wyżej...
--Może sam przeczytasz? - zapytała, lekko poruszając biodrami, co sprawiło, że Draco nie mógł opanować jęku. 
Ta dziewczyna była naprawdę gorąca, a on naprawdę miał ochotę na więcej. Najpierw jednak chciał się o nią nieco zatroszczyć. Dać jej przyjemność tak wielką, że na długo go zapamięta... a może nie zapomnij już nigdy.

--Ty tu jesteś od korepetycji Granger. Pamiętaj o tym. Pisz dalej, mój esej ma być wybitny – zamruczał jej do ucha, muskając je lekko ustami, a jego dłoń w tym czasie dotarła do brzegu koronkowych majtek jakie miała na sobie.
--Ja nie... nie... - jej oddech przyśpieszył i wiedziała, że nie skoncentruje się w tej chwili na niczym innym, jak tylko na jego dotyku w tym najbardziej pożądanym miejscu.
--Pisz esej – nakazał jej, jednocześnie wsuwając palce pod majtki i dotykając lekko jej rozpalonej kobiecości.
Hermiona przygryzła wargę, by zdusić jęk rozkoszy i drżącą dłonią sięgnęła po pióro. Nie miała pojęcia co mogłaby napisać na tym pergaminie chyba, że słowa błagania, by nie przerywał, by dotknął jej mocniej... Napisała jedną literę oddychając coraz szybciej, a Draco z uśmiechem sadysty ledwo muskając palcami jej łechtaczkę.
--Pisz dalej skarbie, nie rozpraszaj się – mówił, lekko wsuwając palec w jej gorące i wilgotne wnętrze. 
Hermiona jęknęła cichutko zdając sobie sprawę z tego, że chyba jeszcze nigdy nie była tak napalona i chętna na seks jak w tej chwili. Marzyła już tylko o tym, by blondyn rzucił ją na te biurko i pokazał jej, że nie na marne wszystkie dziewczyny przyznają mu tytuł doskonałego kochanka. W tej chwili miała w nosie Harry'ego, ich związek, a nawet swoją reputację. Chciała tylko, by Draco nie zaprzestawał tych niesamowitych pieszczot. Jego chłodne palce raz powoli, raz szybciej wsuwały się w nią, a ona z opuszczoną głową i dłonią zaciśniętą na piórze marzyła już tylko o słodkim spełnieniu... To co z nią robił było perwersyjne, niegrzeczne, niedozwolone, ale wciąż cudowne i chciała więcej i mocniej.
--Dalej maleńka, pokaż jaką świetną uczennicą jesteś i ładnie napisz esej... do końca – mruczał jej do ucha.
Drugą dłonią złapał jej udo i uniósł je lekko tak, by pokazać jej, że ma mocniej rozsunąć nogi i oprzeć kolana o blat biurka. Jego dłoń pieściła ją zapamiętale, a usta i zęby z rozkoszą wbijały się w jej szyję. Hermiona rzuciła pióro, odchylając się do tyłu i mocniej napierając pośladkami na jego pulsująca pod jeansami męskość. Oparła głowę o jego ramię i jęczała perwersyjnie, wiedząc, że koniec jest już blisko... Jednak nigdy nie spodziewała się, że orgazm może być tak intensywnym i wspaniałym przeżyciem. Dopiero teraz zrozumiała, że te epizody, które przytrafiały jej się z Harrym były jedynie czymś co go przypominało. Draco jednocześnie przygryzł jej szyję, wbił swe długie palce w głąb jej ciała i sięgnął pod bluzkę, by złapać mocno za jej pierś, a ona doszła z głośnym jękiem, zaciskając się na palcach w swoim wnętrzu i wierzgając na jego kolanach jak w napadzie padaczki. To było naprawdę niesamowite... 
--Za esej otrzymuje pani wybitny, panno Granger – wymruczał, delikatnie gładząc jej pierś palcami, wciąż mokrymi od jej soków.
Hermionie kilka minut zajęło uspokojenie oddechu. To przeżycie było dla niej jak objawienie. Wiedziała już dlaczego każda dziewczyna, która raz wylądowała w jego sypialni, szybko chciała tam wrócić. Draco nie był egoistą. Nie zepchnął jej ze swoich kolan i nie domagał się natychmiastowego zaspokojenia swoich potrzeb, choć na pewno je miał, czuła to przecież wyraźnie. Przeciwnie, on tulił ją do siebie i uspokajał łagodnie jej rozdygotane ciało, pozwalając jej jak najdłużej cieszyć się spełnieniem. 
--Może teraz ty zaczniesz pisać esej? - zamruczała, znów poruszając lekko biodrami.
Nie chciała by to był koniec ich wspólnej lekcji, bowiem bardzo miała ochotę sprawić mu tak wielką przyjemność jak on jej przed chwilą. Widok tego dumnego arystokraty drżącego z pożądania to na pewno niezapomniane zjawisko. 
--A może napiszemy go razem? - zapytał, nagle obcesowo wsuwając dłonie pod jej bluzkę i łapiąc ją za piersi.
Hermiona jęknęła przeciągle, czując jak fala pożądania zbliża się z kolejnym przypływem. Draco mocno pieścił jej piersi, znów wbijając swoje zęby i ssąc zachłannie jej szyję. 
--Gdzie go napiszemy? - wyjąkała Hermiona, czując, że powoli odchodzi od zmysłów.
--Wstęp na biurku – odpowiedział Draco, szybko ją podnosząc i obracają twarzą do siebie. 
Pocałował ją zachłannie i mocno, jakby chciał pokazać jej tym pocałunkiem kto tu rządzi, po czym szybkim ruchem posadził ją na biurku i rozsunął jej nogi, by móc się znaleźć jak najbliżej niej.
--Musisz mi wybaczyć tę niedbałość o estetykę, trochę mi się spieszy z tym pisaniem – wydyszał, zrywając z siebie koszulę, a zaraz potem jej bluzkę.
--Estetyka nie wpłynie na pana ocenę, panie Malfoy – wyjęczała, sięgając dłonią do zapięcia jego jeansów, by jak najszybciej pozbyć się tego denerwującego ją skrawka odzieży.
--To świetnie panie profesor – mruknął, zdejmując jej stanik i zaraz pochylając się, by złapać w usta jej sutek. 
Ssał go zachłannie, jednocześnie próbując pozbyć się jej majtek, a ona w tym czasie wreszcie dostała się do tego co interesowało ją najbardziej. Jego męskość była twarda i zdecydowanie gotowa do akcji, a także... imponująca. Hermiona zamruczała jak zadowolony kot, wyobrażając sobie jak to będzie, gdy wreszcie w nią wejdzie. 
Draco uporał się wreszcie z jej majtkami i szybko zsunął swoje jeansy, by zaraz potem znaleźć się tuż przy jej płonącej pożądaniem kobiecości, gotowej na ostrą zabawę z jego imponującym sprzętem.
--Jesteś pewna, że mam ci pokazać jak piszę? - wyszeptał, całując ją namiętnie.
Hermiona prychnęła z oburzeniem, zła że ją torturuje w ten sposób. Przecież był już tak blisko. Chciała go poczuć w sobie natychmiast.
--Pokaż mi jaki jesteś wybitny – zażądała, przygryzając jego wargę.
--Poproś, powiedź, że sama tego chcesz... - odpowiedział, dalej się z nią drażniąc. 
Czuła go tuż przy swoim wejściu, ledwie kilka milimetrów od rozkoszy...
--Chcę tego, proszę pokaż mi swoje pióro – objęła go udami, tak, by nigdzie jej nie uciekł, a Draco położył dłonie w dole jej pleców, przytrzymując ją blisko siebie, jednak jeszcze w nią nie wchodząc. Delikatnie pocałował jej zadziorny, zmarszczony z niecierpliwości nosek.
--A co z Potterem? - miał ochotę samego siebie przekląć za to głupie pytanie już w momencie, gdy zaczął je zadawać. 
Nie chciał jednak, by żałowała. Nie chciał być przyczyną jej smutku, czy nieszczęścia...
--Chrzanię Pottera! Cholera Malfoy zacznij mnie wreszcie bzykać, bo zaraz ci wlepię nędzną ocenę, za ten twój esej – ugryzła go w ucho i poruszyła biodrami, tak by wsunął się w nią choć odrobinę dalej. Draco nie miał zamiaru dłużej czekać. Szybkim ruchem wbił się w nią po nasadę, sapiąc i jęcząc zaskoczony tym jak niesamowicie ciasna, a jednocześnie wilgotna była. Nie miał już wątpliwości, że naprawdę tego chciała. On zresztą też, jak jeszcze nigdy, z żadną inną kobietą. 
Wiedział, że Granger kręci go tak bardzo, że długo nie wytrzyma, dlatego najpierw poruszał się w niej powoli i spokojnie, wiedząc, że nie może się skompromitować... Jednak jej głośne jęki i błaganie o więcej sprawiły, że nie mógł się opanować. Położył ją płasko na blacie biurka i uniósł jej nogi, kładąc je na swoich barkach, po czym zaczął ją posuwać mocno i szybko. Patrzył na jej rozchylone z rozkoszy usta i zamknięte powieki, na pot, który pojawił się na jej czole i na cudownie podskakujące w rytm jego ruchów piersi. Wiedział już, że nie dopuści do tego, by to był ich ostatni raz. Było mu zbyt wspaniale... Czuł już jak spełnienie zbliża się do niego wielkimi krokami, przeczuwał jednak, że ona też jest blisko, dlatego sięgnął palcami do jej łechtaczki, by przyśpieszyć jej orgazm. Już po chwili czuł jak jej mięśnie zaczynają się zaciskać w okół niego.
--Otwórz oczy mała, chcę w nie patrzeć, gdy dojdziesz – poprosił chrapliwie, poruszając biodrami coraz szybciej i szybciej.
Hermiona spełniła jego prośbę i już po chwili widział jak jej oczy zachodzą mgiełką rozkoszy, a ciało zaczyna drżeć. Wiedział, że nie wytrzyma siły jej orgazmu... i tak się stało. Szczytowali razem, w tej samej chwili krzycząc i jęcząc na przemian, a Draco w ostatniej świadomej myśli, podziękował za bariery wyciszające rzucone na jego dormitorium... inaczej pół Hogwartu usłyszałoby jak wspaniale było im dzisiaj na wspólnych korepetycjach.
Pomógł jej się podnieść do pozycji siedzącej i pocałował jej czerwone usta, w ramach podziękowań za ten cudowny akt. Później podniósł jej stanik i spódnice i podał jej, by mogła się ubrać. Sam założył swoje bokserki i jeansy.
--I jak ocena? - zapytał, gdy dziewczyna zapinała stanik.
--A jak myślisz? - odpowiedziała z zalotnym uśmieszkiem.
--Nie wiem, starałem się spełnić twoje oczekiwania – on również się uśmiechnął.
--Zdał pan, panie Malfoy. Śpiewająco – wymruczała podchodząc do niego.
Draco szybko przyciągnął ją do siebie i znów pocałował jej śliczne usta. 
--Jutro kolejna lekcja? - zapytał z nadzieją. 
Nie chciał, żeby to był jeden jedyny raz, gdy będzie miał okazję sprawić jej przyjemność... i sobie przy okazji.
--Zdecydowanie tak, te korepetycje wiele wnoszą do naszej wzajemnej edukacji – Hermiona mrugnęła do niego, zakładając swoją bluzkę i szukając majtek, które Draco już dawno schował do kieszeni swoich jeansów, jako pamiątkę po tym biurkowym bzykanku...
--To przynieś jutro te magiczne cytrynki, chętnie ich skosztuję... bliżej – odprowadził ją do drzwi, żałując trochę, że to już koniec.
--Przyniosę, jeśli ty przyniesiesz lukrową pałeczkę, też jej chętnie spróbuje – Hermiona zalotnie oblizała usta, a Draco ledwo opanował się, by nie wcisnąć jej w drzwi i nie wziąć jej od razu po raz drugi.
Opanował się jednak, całując ją namiętnie i długo na pożegnanie. Obydwoje uśmiechnęli się do siebie ciepło, nim Hermiona wyszła. Wiedzieli, że żadne z nich nie żałuje tej wspólnej nauki...


***

Kolejnego dnia nie zdążyła nawet rozpakować torby, gdy Draco rzucił ją na dywan i doprowadził do dwóch orgazmów z rzędu. 
Następny zaczęli od seksu w jego łóżku, a później wzięli razem prysznic, wygłupiając się i myjąc wzajemnie.
Nauka transmutacji wkrótce stała się ostatnim o czym myśleli w czasie swoich spotkań, a jej związek z Harrym był ostatnim tematem na jaki którekolwiek z nich chciałoby rozmawiać. Zachowywali się tak, jak gdyby świat po drugiej stronie drzwi jego dormitorium nie istniał. Dawali sobie nieopisaną rozkosz i rozrywkę, ale wkrótce przerodziło się to również w wsparcie, przywiązanie, a nawet przyjaźń. Mogli rozmawiać o wszystkim, leżąc nago, wtuleni w swoje ramiona. Harry zajęty treningami do meczu Qudditcha nie miał czasu dla swojej dziewczyny, co pierwszy raz wcale jej nie przeszkadzało, gdyż i tak wolała go spędzać z Draconem, który pomimo pozycji kapitana i równie częstych treningów, zawsze go dla niej znajdował. O ich gorącym romansie wiedział tylko Zabini, który wielokrotnie sugerował im obojgu, że to nie zwykłe, przyjemne bzykanko, ale coś więcej. Oboje jednak bali się tych rodzących się w nich uczuć... Nie wiedzieli, czy mogą sobie na nie pozwolić.


***

--Przyjedziesz na mecz? - zapytał, głaszcząc jej miękkie loki, gdy leżała zrelaksowana w jego ramionach. 
--To już w tę sobotę? - upewniła się, oddychając lekko i gładząc dłonią jego świetnie zbudowany tors.
--Taa, w tę sobotę skopię bliznowaty tyłek twojego faceta – warknął, a Hermiona spięła się nieco.
Draco pierwszy raz wspomniał o Harrym, od tej pamiętnej pierwszej lekcji, która rozpoczęła tę niemoralną relację pomiędzy nimi.
--Chyba już pójdę – postanowiła, niechętnie wyplątując się z jego ramion.
--Jak chcesz – burknął, nieco zawiedziony.
--Jutro pewnie masz trening, więc pewnie dopiero po meczu...
--Nasz układ kończy się jutro, jutro mija miesiąc od naszej umowy – przypomniał jej Draco, siadając na brzegu łóżka i sięgając po swoje bokserki.
--Zupełnie zapomniałam – wyszeptała, czując jak łzy napływają jej do oczu.
Nie sądziła, że to co ich połączyło może się skończyć... Draco jednak nie powiedział tego bez powodu. Pewnie tego właśnie chciał... Może już mu się znudziła? Przełknęła gorzkie łzy i ubrała się szybko, obawiając się, że jeśli zostanie dłużej wyzna mu coś głupiego... 
Głupią miłość, która nieproszona i niepotrzebna nikomu pojawił się w jej samotnym sercu. Na początku myślała, że jej ciepłe uczucia względem blondyna to tylko odwet za nudę, która od dawna dławiła jej związek z Harrym. Teraz jednak wiedziała, że to coś o wiele silniejszego. Coś czego nie chciała, coś czego na pewno on nie chciał od niej. Wiedziała jednak, że już nic na to nie poradzi. Zakochała się w nim... nie było sensu temu zaprzeczać.

--Zapomniałaś torby – przypomniał jej Draco, gdy już stała z ręką na klamce.
--A tak – mruknęła, czując, że zaraz się rozbeczy. 
Szybko złapała za swoją własność i znów się złapała za klamkę, chcąc uciec jak najszybciej, gdy poczuła jego dłoń na swoim ramieniu. Zaraz później odwrócił ją twarzą do siebie i pocałował namiętnie na pożegnanie. Hermiona z ledwością zdusiła szloch, uświadamiając sobie, że to może być ich ostatni pocałunek...
--Komu będziesz kibicowała w sobotę? - zapytał, odrywając się o niej i patrząc w jej śliczne, błyszczące oczy.
--Temu, dla którego bije moje serce – szepnęła w odpowiedzi, po czym uciekła z jego pokoju.
Draco zacisnął dłonie w pięści i podszedł do barku po sporą dawkę whisky. Nie mógł uwierzyć, że to mógłby być koniec najwspanialszego przeżycia w jego życiu. Niejednoznaczna odpowiedź Hermiony sprawiła, że miał ochoty rwać włosy z głowy. Czy istniała możliwość, że to właśnie on był tym dla którego biło serce w cudownej piersi, cudownej dziewczyny... Tak bardzo, by tego chciał! Bał się jednak co będzie jeśli dziewczyna miała na myśli Pottera... Wtedy chyba jego serce rozpadnie się na miliony maleńkich - jak piegi na jej słodkim noski – kawałeczków.


***


--Ten mecz to hit sezonu! Obie drużyny walczą zajadle i zdaje się, że szala zwycięstwa nie przechyla się na żadną ze stron! O wszystkim zdecyduje złapanie złotego znicza! - krzyczał komentator, a trybuny wyły w dopingu dla zawodników na miotłach. 
Hermiona nerwowo przygryzała wargę obserwując grę obu drużyn. Kilka chwil przed rozpoczęciem meczu życzyła powodzenia swojemu chłopakowi, który porwał ją w ramiona i wycisnął na jej ustach niedbały, wręcz nieprzyjemny pocałunek. Herm wiedziała, że koniec jest bliski. Nie mogła dłużej być z Harrym, nie czuła już do niego nic poza irytacją jego zachowaniem. Zerwie z nim i ustąpi drogi napalonej na Wybrańca Ginny, niechaj będą razem szczęśliwi. A jej pozostanie wspominanie w samotności, cudownych chwil jakie spędziła w ramionach kapitana Ślizgonów, którzy teraz szybował na swojej miotle w pogoni za zniczem. Wszystkie fanki Dracona wykrzykiwały hymny pochwalne na jego cześć, a ona mogła jedynie podziwiać go z daleka, ciesząc się, że choć przez krótki czas należał do niej. Dał jej cały miesiąc swojego zainteresowania... to więcej niż dostała jakakolwiek inna dziewczyna w tej szkole. Powinna być zadowolona... ale nie była. 
Nagle trybuny zawyły z radości, gdyż Draco z Harrym zrównali się w wyścigu o złotą piłeczkę. Każdy z nich wyciągał już rękę w stronę zwycięstwa...
--Tak! Draco Malfoy złapał znicza! Zwycięża Slytherin.
Herm uśmiechnęła się lekko pod nosem, zadowolona, że Draco zwyciężył. Życzyła mu tego. Wygrał uczciwie, choć mógł dostać to zwycięstwo podane na srebrnej tacy. On zamiast tego wybrał ją... To też powinno jej imponować, choć trochę.
Zeszła z trybun w towarzystwie wyraźnie załamanych Gryfonów. Cała drużyna stała nieopodal ich szatni z grobowymi minami. 
--Cholerna fretka – pieklił się Ron, a Ginny pocieszająco głaskała Pottera po ramieniu.
--Trudno, stało się – stwierdził elokwentnie Wybraniec.
--Przykro mi... - Hermiona wiedziała, że żadne słowa i tak ich nie pocieszą.
--Chodź Miona, pójdziemy do Pokoju Życzeń, może to mi poprawi humor – Harry przyciągnął ją do siebie, ignorując łaszącą się do niego Ginny.
--Mówisz poważnie? - Hermiona nie mogła uwierzyć w jego bezczelność.
Przez ostatni miesiąc nie zwracał na nią kompletnie uwagi, nawet nie zauważając, że praktycznie się nie widują, a ona znika na całe popołudnia, a teraz jak gdyby nigdy nic proponuje jej seks? Kretyn!
--No chodź, potrzebuje tego – Harry złapał ją za dłoń.
--Mogę wiedzieć Potter gdzie chcesz zaciągnąć moją dziewczynę? 
Cała drużyna Gryfonów plus Hermiona zamarli słysząc ten głos. Harry odwrócił się, mierząc Malfoy'a nienawistnym wzrokiem.
--Chyba się przesłyszałem Malfoy. Zdaje się, że pomyliłeś z kim Hermionę... - Potter syczał ze złości.
--Mówiłem o mojej dziewczynie, która najwyraźniej nie ma ochoty nigdzie z tobą pójść – Draco spojrzał Hermionie prosto w oczy, a ona uśmiechnęła się do niego promiennie, nie dowierzając, że właśnie powiedział, że są parą.
Szybko wyrwała dłoń z uścisku Pottera i podeszła do Dracona, który nie zważając na to, że obserwuje ich pół szkoły, przyciągnął ją do siebie i pocałował namiętnie.
--Ładnie mi kibicowałaś, skoro wygrałem – wyszeptał tuż przy jej ustach.
--Starałam się – odpowiedziała, obejmując go mocno, szczęśliwa jak nigdy wcześniej.
--Co tu się do cholery dzieje! - wrzasnął zdruzgotany Harry.
--Mówiłem ci żebyś nie pozwalał jej go uczyć za wycofanie oskarżeń – stwierdził triumfująco Ron.
--Gdzieś ty miał mózg Potter... a nie sorry, głupie pytanie – zakpił Blaise – Lepiej zapytam czy jesteś, aż tak kompletnym idiotą, by się nie domyślić, że Draco i Hermiona od dawna są razem? Serio myślałeś, że zostanie z tobą? Chyba tylko takie desperatki jak ta napalona, ruda wiewióra mogą lecieć na takie wybrakowane egzemplarze jak ty – Diabeł wyszczerzył się do czerwonej ze wściekłości Ginny. 
--Miona wyjaśnij mi to! - zażądał Harry.
--Sam powiedziałeś, że jestem tylko mugolaczką, której Malfoy nie dotknie nawet kijem. Jak widać się pomyliłeś – Hermiona hardo spojrzała mu w oczy, mocniej wtulając się w bok Dracona.
--Wiedziałam, że wskoczysz mu do łóżka w ramach rekompensaty. Jesteś tylko kolejną zabawką nadętego arystokraty! - zaatakowała ją Ginny.
--A ty jesteś żałosna Weasley. Szczerzysz się do Pottera jak idiotka, tylko po to, by zostać imitacją tej, którą on kocha. Teraz będziesz miała okazję, bo Hermiona odchodzi ze Smokiem. Dalej, pociesz tego żałosnego chłopaczka, tylko do tego się nadajesz – Diabeł spojrzał na nią ze szczerą pogarda.
--Hermiona nie jest żadną rzeczą bym mógł ją odebrać Potterowi. Jest wyjątkową dziewczyną, której ten egoistyczny dupek nie potrafił docenić. Ja nie popełnię tego błędu... - Draco spojrzał w brązowe oczy swojej ukochanej i uśmiechnął się do niej czule. 
--Hermiona powiedź coś. To niemożliwe, żebyś mnie dla niego zostawiła! - wściekał się Potter, nie mogąc uwierzyć, że jednego dnia traci i zwycięski puchar i ukochaną dziewczynę...
--Sam do tego doprowadziłeś Harry. To koniec – odpowiedziała Miona.
--Właśnie. Koniec tych beznadziejnych pierdół. Pora na imprezę! - zawołał Zabini.
--Chodź kochanie, mojej dziewczyny nie może przecież zabraknąć na mojej zwycięskiej imprezie – Draco uśmiechnął się do niej czule, prowadząc ją z dala od jej byłego chłopaka i dawnych przyjaciół. 
Obiecał sobie, że zrobi wszystko, by nie musiała żałować tego, że wybrała jego, a nie sławnego Harry'ego Pottera. Hermiona jednak już wtedy wiedziała, że nie będzie. Nic bowiem nie zastąpi prawdziwej miłości, a wierzyła, że to co połączyła ją i Dracona właśnie tym było...