piątek, 20 marca 2015

Miniaturka Yasmin - "Wciąż ją kocham"

Witajcie!

Na początek dziękuje za słowa wsparcia, osobom, które dowiedziały się, że przeżywam obecnie trudne chwile w związku ze śmiercią ukochanej babci. Z tego też powodu, przez kilka najbliższych tygodni nie pojawi się kolejna część DraczKotka - Przepraszam Was za to, ale nie mam ani nastroju ani ochoty na publikowanie zabawnych historyjek. Rozdział Rubinu i Stali pojawi się tak jak zaplanowano - 01.04 i nic tego nie zmieni, a premiera autorskiego opowiadania przewidziana jest na 01.05 i również mam nadzieję, że to mi się uda.

Co do dzisiejszej publikacji  - Oto przed Wami miniaturka autorstwa Yasmin, współautorki bloga: http://hidden-in-the-sun.blogspot.com 

W imieniu autorki proszę Was o komentarze!
Pozdrowienia dla Wszystkich.
Venetiia Noks.



Autorka radzi:

- Dzisiejszego wieczoru odłożyłem telefon. Nie z przymusu, tak po prostu. Wtedy po raz pierwszy coś się wydarzyło. Głęboko w środku, wewnątrz pokiereszowanego serca, tknęło się niezidentyfikowane uczucie. I nagle, w ciągu ułamku ulotnej sekundy, coś we mnie pękło. Poruszyło mnie. W końcu zdałem sobie tę cholernie bolesną sprawę. Możliwość, że kiedyś poczujesz do mnie to, co ja do ciebie... To za dużo, zwyczajnie zbyt wiele. 

- Nie potrafię wyjaśnić, czemu przez cały ten czas uciekałem od prawdy. Wciąż myślę o tobie. To takie żałosne, prawda? Jestem taki beznadziejny. Zahipnotyzowałaś mnie, oczarowałaś, uwiodłaś, a potem... zostawiłaś. Ale po prostu ja muszę wiedzieć...

Draco przesunął delikatnie dłonią po skrawku kołdry, dokładnie poznając jej szorstką i nierównomierną fakturę. W tym właśnie miejscu zwykł widzieć jej wątłe, ale piękne i zmysłowe ciało, rozwalone bezczelnie, bez cienia skrępowania. Wydawało mi się, że zdążyła już zwyczajnie do tego przywyknąć... Oswoić się. Jakim musiał być głupcem, że pozwolił temu wspaniałemu stworzeniu odejść? Nie, to wcale nie tak. Jak wielkim odznaczał się szaleństwem, sądząc naiwnie, że to wszystko było prawdziwe? Cud, którego pragnął, gdy patrzył na niego przez okno, jeszcze nigdy nie wydawał się mu być tak odległy i nieuchwytny. 

- Taki rodzaj fantazji nie może, po prostu nie może przejąć moich marzeń, koniec, kropka - wyartykułował spokojnie, osowiale drapiąc się po piekącej go skroni. - Boże najświętszy, ja jej chyba nienawidzę. 

W głowie majaczył mu się zamazany obraz Hermiony, gdy ta stanowczym, ubranym w obojętność głosem oznajmiła mu, że ma natychmiast, wręcz bezceremonialnie, zwrócić wszystkie listy, które do niej pisał. Natomiast one były świadectwem jego człowieczeństwa. Więc jak mogła oczekiwać, że odda je bez żadnego, jakiegokolwiek większego sprzeciwu? Przecież nie mógł na to pozwolić, bowiem to właśnie one sprawiły, że ze zwycięską ręką zdołał wywinąć się nicości.

Tak bardzo pragnął, by z jego, zazwyczaj suchych oczu, nie popłynęły żadne łzy. Chciał, by pozostały one jeszcze przez chwilę w jego sercu. Chryste, jakim on był idiotą, myśląc, że mogłaby go pokochać. Jego, tego zepsutego niczym przeterminowany owoc drania. Cechował go chłód, to prawda, i rzadko okazywał swoje prawdziwe uczucia, często nad sobą nie panował. Czuł się sam w sobie zagubiony, z trudem przychodziło mu okazywanie nawet najmniejszych ciepłych gestów. Był zamknięty w sobie, przez co nie potrafił jasno i przejrzyście przedstawiać swoich aktualnych myśli. Nie wiedział też, jak ma to zmienić. I kiedy już zaczął przełamywać całą tę powstrzymującą go barierę, ona postanowiła wszystko to zniszczyć. Wszystko, na co tyle czasu pracował. Wszystko, co przez cały ten czas budował. Cała jego psychiczna ewolucja, zdawała się być już tylko nic nie wartym wspomnieniem. 

Wiedział jedno. Od początku to on powinien był ją odrzucić, a mimo to pragnął pozostać w jej myślach do ostatniej chwili. Obojętnie w jakiej postaci. 

- Nie mogę uwierzyć, że mimo wszystko wierzyłem w tę miłość - westchnął zażenowany. 

Telefon znajdował się na wyciągnięcie ręki, czekając, aż ktoś w końcu go użyje, wystukując na klawiaturze magiczne cyferki. Nie chciał z niego korzystać, a właściwie wręcz nie znosił. Uważał, że takie sprawy powinno załatwiać się na żywo - twarzą w twarz, jak na faceta przystało. Niemęskie dla niego było nocne wydzwanianie i wylewanie swoich żalów przez blaszane urządzenie, mimo to nie miał on innego wyboru.

Wstał.

Z szybko bijącym sercem podszedł do nocnej półki, która nie wiedzieć czemu, nie znajdowała się bezpośrednio przy jego łóżku, po czym sięgnął po słuchawkę, lecz nie zadzwonił od razu. Znieruchomiał i stał tak może z pięć-dziesięć minut, zanim ostatecznie zdecydował się wybić określoną sekwencję numerów. 

Odpowiedział mu głuchy, przytłumiony i pociągły sygnał. Sekundy mijały, a wraz z nimi szyba okna pokrywała się coraz większą ilością nieregularnych kropli wody. Pogoda była przygnębiająca, a z nieba lało się jak z konewki. Normalnie cieszyłby się z takiej nieprzystępnej pogody, jednak tej nocy odbierała mu ona jedynie resztki cennego opanowania.

Wciąż nic. Nikt nie odbierał. 

- Upierdliwa dziewucha - mruknął, pragnąc rzucić nowiutkim telefonem o ścianę. Czemu jednak nie miałby spróbować jeszcze raz? O nie, nie da jej spokoju. Nie zasłużyła na niego.

Sfrustrowany Draco począł wciskać zieloną słuchawkę na umór, nie robiąc ani jednej przerwy pomiędzy poszczególnymi odezwaniami irytującej go sekretarki. Miał zamiar zmusić ją w ten sposób do odebrania. Może wyciszyć telefon, godził się z taką opcją, ale z pewnością nie potrafiłaby zignorować tak natarczywego dzwonienia. W końcu prędzej czy później zdenerwowałby się, że nie daje jej świętego spokoju.

Kolejny sygnał.
Kiedy zastanawiał się już, czy tak naprawdę istnieje sens w tym ciągłym, wręcz natrętnym i namolnym wydzwanianiu, dźwięki ucichły, a w słuchawce usłyszał, jak ktoś przeciągle i nerwowo oddycha. 

Odebrała. I co teraz? 

Milczeli, oboje milczeli, jednak żadne z nich nie miało odwagi rozłączyć się jako pierwsze. To śmieszne, tak bardzo go unikała, a teraz nie potrafiła nacisnąć tej cholernej czerwonej słuchawki. Powinien był powiedzieć jej wszystkie te słowa, które kotłowały mu się od samego rana. Zamierzał wyrzucić je na jednym tchu, lecz z tą chwilą przestały być już one dla niego takie oczywiste jak zwykły na początku. W ostateczności nie wiedział, co ma jej powiedzieć. A czas płynął. 

I hate everything about you
Why do I love you?

- Czy... Czy kiedykolwiek myślisz, gdy jesteś całkiem sama, o tym kim moglibyśmy być dla siebie, jeśli nasze drogi nie rozeszłyby się w ten sposób..? Gdybyś mnie nie pożegnała...
Nie odpowiedziała, a mimo to wciąż się nie rozłączała. 

- Czujesz się otępiała, doznajesz różnych uczuć, których pojąć nie jesteś w stanie?

Drgnęła, czuł to. Był niemalże pewien, że Hermiona tak jak on ściska kurczowo obudowę telefonu bojąc się, że nagle wyślizgnie się on z jej drobnej dłoni, przerywając tym samym zaskakujący monolog blondyna. 

- Milczysz... Ciągle milczysz, jesteś tchórzem, Granger. Zwykłym tchórzem. Powiedz mi tylko - kontynuował. - Zwariowałem, czy się zakochałem? A może to tylko zauroczenie? Krótkie i nic znaczące zauroczenie? Proszę, wyznaj mi szczerze. Łapiesz oddech, gdy na ciebie spoglądam? A może się powstrzymujesz, tak jak ja, tłumiąc go w sobie? 

- Dlaczego to robisz? - wyszeptała.

Właśnie, czemu on to robił? Czy naprawdę pragnął on tylko jej skruchy, pokuty? 

~ Nasz czas stanął w miejscu, czuję, jakbyś nadal był obok mnie.

Only when I stop to think
About you, I know
Only when you stop to think
About me, do you know

- Robię to ponieważ próbuję i próbuję odejść, lecz to potworne zauroczenie nie przemija. Rozumiesz?

- Obawiam się, że nie. 

- Kłamiesz - zaśmiał się. - Nie potrafisz kłamać. Gdybyś mówiła prawdę, twój głos by tak nie drżał, natomiast ty, już dawno byś się rozłączyła, a nie uważnie słuchała mojej zdesperowanej paplaniny. Spotkajmy się. Jeżeli faktycznie nie jesteś w stanie pojąć moich uczuć, bez wahania powiesz mi to prosto w twarz. Wtedy cię zostawię i w końcu o sobie zapomnimy. Już nie będzie nas ze sobą łączyło poza przetartymi i wyblakłymi wspomnieniami. To chyba uczciwa propozycja, więc zgódź się. W końcu będziesz mogła się ode mnie uwolnić, czyż nie tego pragniesz?

- Gdzie? Powiedz mi, gdzie chcesz się spotkać? 

- W opuszczonym parku obok twojego domu. Tam, gdzie zwykliśmy przesiadywać wieczorami i sunąć palcami po roziskrzonej mapie nieba. Myślę, że wciąż pamiętasz, jak tam dotrzeć. Widzimy się za piętnaście minut.

- Chwileczkę. Draco, poczekaj chwilę...

- Nie, długo już czekałem.

Po czym obrócił się zamaszyście o 90 stopni, rzucając wciąż jeszcze walczącym o powietrze telefonem o ziemię. Na ekranie w dalszym ciągu były widoczne słowa: Hermiona Granger


***

Dziewczyny takie jak ty, są jak zestaw mylących pytań i odpowiedzi, więc zamknę usta, a w nich schowam miłość, ukrytą w słowach pożegnania. 

Za oknem ponownie zaczął padać zapomniany deszcz, jednak lejąc się jak gdyby z przekąsem, dodał mu otuchy. Późno w nocy, spacerując pomiędzy opustoszałymi uliczkami zatęchłych dzielnic okręgu Sunnyhill, słyszał w wietrze znajome dźwięki. Magiczne zakamarki znane były już mu na pamięć, natomiast odgłosy te, czasami zdawały się niemalże nawiedzać go w snach, kłopocząc jego i tak zszarganą już do reszty biedną świadomość. Mimo to słuchał, słuchał ich uważnie, bowiem...

- Doskonale komponują się one z myślami o tobie.

Samotnie przemierzał brudne ulice, a wyznaczony przez niego cel, zdawał się być już tylko westchnieniem. 

- Zatrzasnąłem się we wspomnieniach, czyżby ty też? Ta pogoda, temperatura, obejmujący nas wiatr, czy zapamiętam to? Jestem pewien, że niebawem, osoba zapominana niczym biało-czarny film, ożyje. A ja ciągle będę za tobą tęsknić, przymierzając się do snu. W tę deszczową noc, nie potrafiłem zmrużyć oka.

***

Nie spodziewał się, że ich konfrontacja nadejdzie tak szybko, a przecież spieszył się na to spotkanie bardziej niż do kasy rezerwacyjnej, by móc zakupić przed czasem bilety na ukochane sobotnie koncerty. Natomiast ona stała teraz przed nim, cała przemoczona, bezbronna i drążąca. Ten obraz... Pragnął, by utrwalił się na zawsze. Jej ciało, oblepione cienkim materiałem, który prawdopodobnie narzuciła na siebie w biegu, tylko po to, by, jak zresztą wcześniej przewidywał, zdążyć na wyznaczone przez niego spotkanie, emanowało łabędzim wdziękiem. Jednak jego łabędzica była smutna. Po jej twarzy spływały strugami pozostałości tuszu do rzęs, a mimo to wciąż biło od niej piękno. Czy to były łzy, czy krople deszczu?


- Patrzę i głęboko zaglądam Ci w oczy
Z każdym razem mój dotyk sięga coraz dalej
Gdy odchodzisz, błagam byś został

- Wołam Cię po 2, 3 razy z rzędu.
Tak zabawną rzec usiłuję wytłumaczyć Ci,
Jak się czuję i tylko dumę mogę za to winić,
Nadal nie pojmuję jak twoja miłość,
robi ze mną to, czego nie dokonał nikt inny.

- Czy twój głos znajduje się w melodii deszczu? Czy ten dźwięk woła mnie? Czy deszcz ten załagodzi moje smutki? Wiesz, jak się teraz czuję? Niczym zapomniana dziecięca kołysanka.

- Jesteś, wiedziałem, że przyjdziesz - rzucił bezceremonialnie, nonszalancko wkładając ręce w przesiąknięte wilgocią kieszenie.

- Dlaczego mi to robisz, Draco? Pozostawiałeś tylko zapach swoich uczyć, nigdy nie było cię stać na więcej, więc dlaczego wciąż mnie prześladujesz?

- Prześladuję? Czy dobrze zrozumiałem? Tym dla ciebie jestem, prześladowcą? W takim razie już od samego początku, mogłaś uwolnić się od toksycznych relacji, które nas łączyły. Nie musiałaś tak długo z tym zwlekać, fałszywie sącząc mój rękaw zapachem rzekomych uczuć - warknął dotknięty chłopak. Jego jabłko Adama jeszcze nigdy nie było tak bardzo napięte.

Hermiona stała oniemiała, a jej ciało poczęło drżeć jeszcze bardziej. Draco zląkł się, nie zwykł jej widzieć w tak otępiałym na swój sposób, roztrzęsionym i histerycznym stanie. Nie był pewien, czy było to spowodowane ciężkimi słowami, które spadły nią nią niczym siekiera, czy też chłodem tej deszczowej nocy. Pragnął zarzucić na nią swoją kurtkę, ale przecież i ona była już do reszty przemoczona, a pod drzewem nie było nawet sensu się wtedy chować. Jego kruszyna, rozpadała się w oczach niczym domek z kart. Tylko dlaczego? Czyżby faktycznie jej słowa potwierdziły właśnie to, co przeczuwał już od dawna?

- Nie, nie, nie, to nie tak - jąkała się. - Nie chciałam tego powiedzieć. Jak płatki kwiatów, które spadły na ziemię, ty zdawałeś się być ciągle daleko, a ja pragnęłam być bliżej. Jeszcze bliżej. Prześladowały mnie wyłącznie moje własne uczucia, z którymi nie potrafiłam odnaleźć się w tej sytuacji, natomiast nasze przytłaczały. Tak, chciałam cię... wymazać. A mimo to twoje spojrzenie pozostało na mnie do teraz niczym zapach perfum, którego za wszelką cenę próbowałam się pozbyć. Ale prawda jest taka, że po prostu nie jestem w stanie. Słysząc twój głos przez telefon... Straciłam samokontrolę.

Puść to: Muzyka

- Dlatego celowo postanowiłaś mnie tak zimno potraktować, rzucając o ziemię niczym szmacianą kukłę, którą jeszcze niegdyś zdawałem się być? Człowieczeństwo, odzyskane dzięki tobie. Postanowiłaś je poprowadzić w zapomnienie, bo nie mogłaś sobie już z nami poradzić? Nie byłaś w stanie wytrwać do końca, czekając na moje całkowite powstanie z popiołów. 

Granger spuściła ze wstydem głowę, łapiąc się tym samym za poróżowiały od niskiej temperatury policzek. Do ostudzonych uszu Malfora, dotarł dźwięk cichego pociągnięcia zapchanym nosem.

Ruszył, zbliżał się do niej co raz bardziej, łamiąc dzielącą ich odległość. Bicie jego serca przyspieszało z każdym krokiem. Domagało się bliskości dziewczyny, tylko ona mogła je zaspokoić. Draco złapał za drobną dłoń Hermiony, po czym stanowczym ruchem oderwał ją od jej twarzy. Będąc pod wpływem jakiegoś nie do końca znanego sobie uczucia, pochylił nad nią swą twarz, po czym powolnym ruchem warg, skosztował jej aksamitnego policzka. Żołądek palił go, jednak nie na nim chciał się w tym momencie skupić. I chociaż nie chciała ona, by ich oczy spotkały się, wiedział już, że płakała. Teraz to on zapragnął zadać jej pytanie.

- Dlaczego płaczesz?

- W deszczowy dzień zakochałam się w tobie. Zwykłam cię kochać z całych sił, ale nie wygląda na to, żeby było nam to pisane, więc moje serce cierpi - powiedziała cicho, wciąż nie patrząc mu w oczy.

Hermiona wciągnęła go w wir uczuć.

- Od początku miałem cię w swoim sercu, tam też zostałaś. Teraz tkwi w nim już tylko kawałek szkła.

- Naszkicuję cię ołówkiem, a potem zamażę kroplami deszczu... Dziś ponownie cię naszkicowałem. Jednak, czy aby na pewno zdołam zamazać obraz twych szarości na białej kartce papieru?

- Myślę, że skłamałem mówiąc, że nie mogę bez ciebie żyć. - Draco ponownie pozbywał się swoich uczuć. - Masz rację, to uczucie nie jest nam pisane. Dotrzymam danej ci wcześniej obietnicy, odchodzę. Raz na zawsze zniknę z twojego życia. Przysługa ma została spełniona. Przepraszam, za wszystko. 

- Odpowiedz tylko na jedno pytanie, dlaczego to robiłeś? - wołała przerażona Hermiona widząc, jak ptak, którego skrzydła niegdyś uleczyła, zdawał się od niej odlatywać, powtarzając wyrządzoną mu przez nią krzywdę, której teraz sama zdawała się doświadczać ze zdwojoną siłą. Zbyt wiele urwanych, niedopowiedzianych słów... Nie wiedziała, czy ma prawo go zatrzymywać. Przecież wiedziała, jak wiele znaczyło dla niego człowieczeństwo, którego kiedyś praktycznie nie potrafił w sobie odnaleźć.

- Chcesz wiedzieć? Odpowiem ci, ale wiedz, że to nie zmieni już niczego. Dni, w które byłaś moim światłem, torturowały mnie. Dlaczego więc postanowiłem jednak nie dać ci spokoju, gdy twoje serce prawie się już ze mnie wyleczyło podczas naszej rozłąki? Bo cię kocham, Hermiono. Kocham cię, ale to naprawdę nie ma już znaczenia - powiedział nieobecnie, rzucając na wiatr pogiętą kartkę. Zdawał się być w transie.

Hermiona podniosła ją, a widząc na niej własne, lecz zamazane już od kropel deszczu oblicze, zrozumiała, że odzwierciedla ono to, jak się teraz czuje, stojąc w ich ukochanym miejscu i tęskniąc za ich wzajemnym dotykiem. Jej zraniony ptak, którego uleczyła, a później ponownie zamknęła w klatce...
Zaczęła biec.

- Nie zostawiaj mnie, nie zostawiaj, proszę. Robiąc to, tylko zranisz moje serce. Nie sprawiaj, bym płakała, po prostu do mnie wróć - wołała.

Lecz Draco nie obrócił się. Jedynym, co po nim pozostało, był odgłos deszczu, a także pomięty w dłoni dziewczyny zamazany szkic. Hermiona przytknęła go do miejsca, w którym znajdowało się jej serce, po czym ponownie gorzko zapłakała. Czy ona naprawdę była skłonna pozwolić mu teraz odejść? Wyciągnęła telefon i wcisnęła zieloną słuchawkę, jednak nic się nie stało. Znane jej dobrze dźwięki oznajmiające trwanie połączenia, zniknęły.

- Przecież ja wciąż go kocham.

*** 

Za oknem rozbrzmiewa odgłos deszczu, mam przed oczami nasze wspomnienia, a ja nie mogę bez ciebie żyć, dziewczyno. Nadal tęsknię za tobą, przymierzając się do snu. Więc w deszczowe dni, zawsze będę biegł ci na spotkanie. Wciąż powtarzające się, to samo spotkanie. Wciąż ta sama, przygnębiająca miłość.

- Wciąż ją kocham.

piątek, 13 marca 2015

Rozdział I - Miaa Carpe

Witajcie.

Dziś dla Was rozdział pierwszy opowiadania Mii Carpe z bloga http://dramione-miaa.blogspot.com/.
Przepraszam, że tak krótko.
Pozdrawiam.
V.


PS. Z tego co zauważyłam, miniaturka niezabetowana. Przepraszam Was w imieniu autorki.

***

Dzień chylił się ku końcowi. Śmierciożercy wracali do swoich domów- tylko nieliczni dostępowali zaszczytu mieszkania w Malfoy Manor. Tom wraz z Alice już od godziny przemieżał korytarze, odprawiając przy tym zbędnych ludzi. Gdy był już pewny , iż żaden nieproszony gość im nie przeszkodzi wszedł do salonu w którym byli Malfoyowie. 

-Już czas. Znacie plan, prawda? Radze wam, nie zawiedźcie mnie, nie w tej sprawie. - wysyczał pierwszy raz od paru miesięcy.

Pokiwali więc tylko głowami nie chcąc ujawniać swoich wątpliwości. Co mogli poradzić...? Musieli się dostosować i już. Voldemort może im to wytłumaczył, lecz zrobił to ogólnie. Nie znali szczegółów, więc dziwne jest, że nie chcieli w tym brać udziału? Gdyby któryś z nich przez przypadek, zwykłe zagapienie, przyzwyczajenie, zdenerwowanie nazwał Hermionę Granger, nie Riddle , najpewniej już by się nie obudzili. Dostali ultimatum; albo się dostosują, albo będzie źle. 

-Chodźcie za mną. 

Nadal nic nie mówiąc, lecz kiwając głową ruszyli w stronę wyjścia z salonu, znajdując się na korytarzu. W dość krótkim czasie, zaraz po odnalezieniu Alice Malfoy Manor przeszło niewyobrażalną metamorfoze- zniknął wszechobecny czerń,a zastąpił go szmaragd, czerwień, ciemny fiolet, granat. Musieli przyznać, że dawało to dużo lepszy efekt, szczególnie z srebnymi lub złotymi dodatkami wszechobecnymi w domu. Odsłonięto też zasłony, wpuszczając przy tym światło do ciemnych od wieków komnat. Idąc jednym z korytarzy doszli do pokoju panny Riddle. Byli w nim wcześniej- zanim jeszcze Gryfonka przekroczyła progi posiadłości. Pokój wówczas nie różnił się niczym od innych- czarne ściany pozasuwane zasłony, a jedynym źródłem światła był kominek. . Zdziwili się więc, gdy zobaczyli szaro- fioletowy pokój. Pierwszym, co się rzucało w oczy było duże łóżko z poduszkami. Pokój był sporych rozmiarów, a wydawał się być jeszcze większy z powodu dużego lustra oprawionego srebrną ramą. Na jednej z ścian mieściły się dwoje drzwi prowadzące do łazienki i garderoby. Dużo słonka wpuszczał także balkon z pięknymi fiołkami i hryzantemami. Pomimo balkonu było także zaczarowane okno, które zamiast wskazywać pogode obecną na dworze pokazywało nastrój właścicielki pokoju- śpiącej na łóżku Hermiony. 

-Severusie, zaczynajmy. 
Jedno polecenie wystarczyło, by zgromadzonym w pokoju przebiegł dreszcz po plecach. Mimowolnie cofneli się niezauważalnie do tyłu. Jednynie Snape zachował zimną krew- wyszedł, gdy usłyszał swoje imie. Wyszeptał do Toma kilka słów poczym kiwając głową wyjął różdżkę, po czym zaczął szepatć zaklęcia: "Innaminitus Conjurus", "Obliviate", "Priori Incantatem", "Waddiwasi","Sesam Materio" *. Malfoyowie stali w osłupieniu.Nigdy nie słyszeli tak złożonych zaklęćwypowiadanych z takim akcentem. Tylko na Draconie nie robiło to większego wrażenia. Jego chrzestny był miłośniekiem wszystkiego, co normalnych ludzi denerwowało, więc już niejednokrotnie uczył swojego chrześniaka takich zaklęć o czym państwo Malfoy nie miało pojęcia. Po 10 minutach podobnego działania zaklęć Snape opuścił różdżkę, cofając się w stonę Lucjusza i Narcyzy. 


-Powinna się obudzić za jakieś trzy minuty. Nie mogłem jej wstrzepić pełnych wspomnień, jest za mądra i poznałaby iż nie są one prawdziwe. - wyszeptał Snape. Powoga sytuacji była namacalna; Malfoyowie ciszej oddychali, Severus szeptał. Jedynie Tom i Alice nie zmienili swojego zachowania od wejścia do pokoju. 

-Uwierzy? - zapytał Tom, patrząc przenikliwie na Hermione. Po jego głowie błąkała się tylko jedna myśl; tak bardzo się zmieniła..

-Będzie miała niejasne przebłyski waszej przeszłości. Ale to wszystko zależy od niej. - odpowiedział nadal szepcząc Snape. 

Po chwili usłyszeli ruch z strony łóżka. Voldemort zdążył posłać tylko ostrzegające spojrzenie gością, nim nie podszedł bliżej. 

-Co się stało? - zapytała półprzytomnym głosem Hermiona. Jedno pytanie z ust osiemnastolatki wprawiło w niemałe zakłopotanie znajdujących się w pokoju. Ustalali jak się zachować przez cztery dni, więc ktoś mógłby pomyśleć, że wszystko mają poukładne. Szkoda, że tak nie było. Tom, Alice i Severus ustalali najbardziej prawdopodobne wersje wydarzeń przez które Hermiona mogła stracić pamięć. Wtedy wydawało się to takie proste... oni jednak mają uczucia i nie pomyśleli o tym, jak będzie im trudno powiedzieć to w oczy dziewczynie. Jako pierwsza oprzytomniała Alice odpowiadając na pytanie. 

-Ktoś rzucił na ciebie silną klątwe. Myśleliśmy, że już się nie wybudzisz . - powiedziała, a w jej oczach zalśniły łzy. Malfoyowie pomyśleli, że w mugolskim świecie byłaby świetną aktorką. Wyjaśnianie jej pochodzenia odbyło się w małym gronie a zajeło niemal trzy godziny. Jedyne, co Riddle'owie mogli powiedzieć to to, że Severus dobrze się spisał. Wczepił w jej umysł zamglone wspomnienia Toma i Alice. Tymsamym "unicestwił" wspomnienia z Ronem i Harrym, ich przyjaźń i przynależność do Gryffindoru. Zostawił jednak wielką wiedze i ufność w stosunku do ludzi. 

-Miona, odśwież się , za godzinę zaczynamy kolacje. - powiedział Tom, uśmiechając się szczerze. Był naprawdę szczęśliwy; miał wszystko, czego pragnął. Wie, że musi zadbać o swoje i swojej rodziny szczęście i to tym miał zamiar się zająć. 

- Jeśli mój pokój jest takich rozmiarów, to boje sie pomyśleć jakich jest dom. Myślicie, że trafie..? - powiedziała młoda Riddle lekko się uśmiechając. Jej pokój był piękny, lecz nie chciał wyobrażać sobie siebie błądzącej po tym ogromnym pałacu.

-Draco po ciebie przyjdzie, to żaden problem. - powiedzieli, wychodząc. 

Hermiona wstała z łóżka na którym wspólnie siedzieli i poszła do pierwszych drzwi. Pokój okazał się być obszernie zaopatrzoną garderobą. Na wieszakach znajdowały się przeróżne ubrania; od wyszczępionych spodenek po długie suknie wieczorowe. Chciała przyjść ładnie, fakt. Ale nie będzie odrazu w jakieś sukni bankietowej chodzić. Po wybraniu ubrań skierowała się do łazienki, napełniła wannę wodą nalewając truskawkowy płyn. Leżąc w gorącej wodzie próbowała sobie przypomnieć co stało się zanim oberwała zaklęciem, jednak nie udało jej się to. Wszystko widziała jakby przez mgłę... rodzice wyjaśnili jej, że tak może być . A ona im uwierzyła. Po pewnym czasie wyszła z łazienki już ubrana. Na makijaż zostało jej 10 minut. Po dziewięciu usłyszała pukanie do drzwi. 

-Proszę

-Nieźle wyglądasz. Widać, że się ogarnęłaś , Riddle. 


Spojrzała na niego. Pierwsze co jej przyszło na myśl to to, że jest seksowny. Nawet przez ubrania było widać jego mięśnie. Platynowe włosy, szaro-niebieskie oczy, elegancki granatowy garnitur... Draco Malfoy. Nie wiedziała dlaczego, ale jakoś nie była w stosunku do niego przyjacielsko nastawiona. No bo co? Przychodzi i zamiast się przedstawić, lub po prostu przywitać to mówi do niej po nazwisku. Reszta wypowiedzi... nie wiedziała czy to komplement, obelga czy kpina. 

-Dlaczego mam przeczucie, że cie nie polubie, Malfoy..? - jej dobry humor prysł.

-Bo jesteś za mądra na życie marzeniami, Riddle. - odpowiedział, patrząc na nią z zainteresowaniem. 

-Marzeniami ? Chyba twoimi. - odpyskowała. Jeszcze niecałą godzine temu była w świetnym nastroju, rozmawiając i śmiejąc się z rodzicami, pełna zaufania do świata i zamieszkujących go ludzi. A teraz..? Miała ochote po prostu się z nim kłócić. To było silniejsze od niej. 

-Wyszczekana jak zawsze- mruknął, lecz Hermiona to usłyszała. Zawsze to słowo odbijało się echem od jej głowy. On musiał znać ją wcześniej dość blisko, skoro się kłócili. - Chodź, bo zaraz przyślą po nas kogoś. 

Korytarze przemierzali w spokoju. Hermiona miała w głowie tysiące pytań, na które chciała uzyskać odpowiedź, ale nie czuła się komfortowo w towarzystwie Malfoya. Liczyła na jakieś cieplejsze powitanie, jakąś ulgę, że się obudziła- jakiekolwiek pozytywne uczucie. W połowie drogi, gdy zorientowała się, że nic już od niego nie usłyszy zaczeła obserwować korytarze. Malfoy Manor faktycznie wydawało się być ogromnym budynkiem o ich milionie , które niezbyt zachęcały do zwiedzania gości. 

-Jesteśmy na miejscu. - powiedział, przystając.- Nie zrażaj się do nich. Wejdź dumnie, z uniesioną głową i przywitaj się grzecznie z wszystkimi. Masz być dumna, pamiętaj. - poinformował, zanim weszli. Chciał przepuścić ją w drzwiach, ale Hermiona nadal stała wpatrując się w niego. 


-Dlaczego mi pomagasz? Przecież widzę, że się nie lubiliśmy i nie że nie chcesz tego zmienić. 

-Nie wszystko jest czarno- białe. Są też inne kolory, tak samo jak w każdej sprawie jest drugie dno Riddle. - powiedział tajemniczo i spojrzał na nią. Hermiona nie wiedząc co mogłaby mu odpowiedzieć po prostu weszła przed nim do salonu. Nie było tak źle- dostosowała się do tego co mówił Draco, poznała kilku ludzi, usiadła i zjadła kolacje. 

-Hermiono.. zanim wyjdziesz chcielibyśmy ci powiedzieć, że juto idziesz z Draconem na Pokątną. 

I tak oto panna Riddle spędziła pierwszy dzień pod nowym nazwiskiem. 

niedziela, 8 marca 2015

DraczKotek cz. II/III

Witajcie!

Oto przed Wami drugą część DraczKotka..., ale żeby nie było za wesoło dodam tylko część II, a część III z roboczym tytułem "Zemsta" pojawi się przy najbliższej okazji wolnego terminy lub terminu, który zarezerwowany jest dla mnie :)
Wciąż leżę z wysoką gorączką i ciężką grypą, dlatego nie odwiedzam ostatnio waszych blogów i rzadko odpisuje na gg. Wybaczcie, nadrobię wszystko, jak poczuje się lepiej.
Pozdrowionka!
V.
PS. Miniaturka bez bety, bo dziewczyna, która miała to zrobić, jednak nie znalazła czasu.

PS. Ostrzegam, że miniaturka, jest napisana bardzo groteskowo, w formie parodii i żartu. Nie doszukujcie się w niej kanonicznego charakteru postaci czy jakiejś głębi. Ostrzegam również, że to dość specyficzny humor, który na pewno nie każdemu przypadnie do gustu, jednak napisałam ją pod wpływem dobrego humoru i dlatego chce się nią z wami podzielić 
:-)

***

- Maaa... maa... mal... malfo..yyy. Jaa jeestem Draacoon. L. Maalfooy... - przekonywał samego siebie, drżąc na całym ciele. - Przecież ja jestem... po pierwsze:
1.Najprzystojniejszym facetem w Hogwarcie - według klubu DZIAD (Draco Zajebisty i Absolutnie Doskonały).
2.Najlepszym kapitanem Qudditcha - według klubu FUCK (Fanki Ultraprzystojnych Cudownych Kapitanów).
3.Najszlachetniej urodzonym arystokratą – według moich starych.
4.Najgrzeczniejszym i najbardziej kulturalnym i słodkim i ślicznym i uroczym i grzecznym chłopcem na świecie – według mojej babci.
5.Najprzystojniejszy mężczyzna w tym stuleciu – według mnie samego i wszystkich dziewczyn jakie mnie poznały(i tych, które mnie jeszcze poznają, drogie panie - czekam na Was!).
6.Najsprytniejszym kanciarzem w magicpokera - według tych, którzy ze mną zawsze przegrywają (Ha! Masz za swoje Zabini!).
7.Najlepszy we wszystkim! - według wszystkich (No przecież Gryfoni się nie liczą, oni są niczym, a nie wszystkim).
- Wiec jak? JAK!? No pytam jak, to mogło się stać, że jestem teraz obrzydliwym, rudym sierściuchem... Nie! Na szczęście nie Wealsyem... ale wcale nie jest o wiele lepiej. Jestem Kotem. Kotem Granger! Jest źle. Traaaagicznie źle!

***

Przeciągłe miauknięcie wydobyło się z kociego pyszczka, a Hermiona z troską pochyliła się, by zajrzeć pod jeden z wysłużonych foteli w pokoju wspólnym Gryffindoru.
- Coś mu chyba dolega – zmartwiła się – Pierwszy raz widziałam, żeby uciekł od Harry'ego. 
- Nie martw się Hermionko, może to tylko chwilowe – próbował pocieszyć ją Potter.
- A jeśli nie? Może jest chory? - zamartwiała się dziewczyna.
- Pewnie pogryzł się z jakimś kotem z Slytherinu i przez to stał się jeszcze wredniejszy - zarechotał Ron.
- Goń się rudy szczurze! Ciebie żaden kot z Slytherinu, by nie tknął, bo wyglądasz, jakbyś się nie mył od ostatniej gwiazdki – mruczał i to dosłownie Draco.
- Może lepiej zabiorę go do dormitorium, chodź Krzywołapku – Hermiona ponownie się pochyliła i gestem przywołała kota.
- Nigdzie z tobą nie idę Granger. Wiesz, jak ucierpiałaby moja reputacja, gdyby ktoś dowiedział się, że gdzieś z tobą chodzę? - prychnął.
- Coś mu jest. Chyba zabiorę go do Hagrida – Hermiona była szczerze przejęta.
- Dobra Granger! Ten argument trochę mnie przekonał. Już wole iść gdzieś z tobą, niż pozwolić się obmacać temu pół-olbrzymowi, włochatemu jak nogi ciotki Belli po powrocie z Azkabanu.
Draco ledwie panując nad swoim kocim ciałem, wyczołgał się z pod fotela, plącząc się o własne łapki.
- Chodź malutki, dam ci coś do jedzenia, może wtedy ci się poprawi – Hermiona wzięła kota na ręce i przytulając go czule, ruszyła z nim w stronę swojego dormitorium.
- Nie pozwalaj sobie Granger! Malutki to może jest twój Weasley. Ja jestem bardzooo okazały, jeśli wiesz co mam na myśli... 

***

Hermiona weszła do dormitorium i postawiła go przy miseczkach z wodą i czymś co pachniało, jak składzik na trucizny wuja Tłustowłosa. Draco z niesmakiem spojrzał na brązową breję i pierwszy raz w życiu pożałował nieszczęścia kogoś innego, niż on sam. Merlinie! Ależ to cuchnęło.
- No dalej, zjedź troszkę. To twoja ulubiona karma z oposa. - Próbowała go przekonać Hermiona.
- Odbiło ci kobieto? Ja jestem Malofyem! M.A.L.F.O.Y.E.M! My jadamy kawior, trufle, owoce morza i ostrygi, te ostatnie zwłaszcza w trakcie gorącej randki. Do tego szampan i tiramisu. Za kawę podziękuję. W twoim towarzystwie, tej nocy sen pewnie będzie najlepszą i jedyną rozrywką. 
- Jedź Krzywołapku, to ci pomoże - nalegała Hermiona.
- Jedyne co mi pomoże to szybka ewakuacja. Za dużo tu szkarłatu i smrodu lakieru do włosów.  - Draco starając się jakoś panować nad kończynami, ruszył niepewnie w stronę drzwi. Ledwo jednak znalazł się pod nimi, te nagle otworzyły się i o mało co nie zmiażdżyły mu kociego pyszczka.
Odskoczył w tył i prychnął oburzony, na takie traktowanie arystokraty, ale wchodzące do środka dziewczyny zdawały się nie zwrócić na to uwagi. Bezczelne!
Prawdę mówiąc, zdażyło mu się to pierwszy raz w życiu. Zwykle zawsze był w centrum uwagi wszystkich dziewczyn.
- Hej Herm, wybierasz się gdzieś? - zapytała Lavender Brown.
- Myślę czy nie iść z Krzywołapem do Hagrida, dziwnie się zachowuje.
- Pójdziesz jutro. Dziś mamy sobotnie, babskie popołudnie! Zaraz przyjdzie Ginny z piwem kremowym – zawołała entuzjastycznie Parvati Patil.
- Babskie popołudnie? Yah! To gorsze niż Goyle śpiewający "Kociołek Pełen Gorącej Miłości" pod prysznicem! O nie! Na pewno tu nie zostanę, mowy nie ma – zdecydował Draco, ponownie ruszając do drzwi.
- Znów macie zamiar robić ranking najprzystojniejszych chłopaków w szkole? - zapytała Hermiona, wywracając oczami i siadając na jednym z łóżek.
- No jasne! - zawołała Lavender.
- Się wie! Przecież to tradycja! - potwierdziła Patil.
- Ranking? Po co wam ranking? Jam jest naj! - To wszyscy wiedzą, ale dla potwierdzenia... No dobrze, zostanę jeszcze chwilę, posuń się Granger – szybko zdecydował Draco i dość niepewnie wskoczył na łóżko.
- Od pięciu lat, co sobotę obgadujecie wszystkich chłopaków w tej szkole, aż dziw, że nic im jeszcze od tego nie powyrastało na twarzy – zaśmiała się Hermiona.
- Za to niektórym urosły rogi. Słyszeliście o Boocie? Podobno Susan Bones nieźle się zabawiła z przystojnym ścigającym ślizgonów. - Opowiadała Parvati.
- Z Higgsem! - Szybko dodała Lavender.
- To ten, który został ścigającym po tym, jak Malfoy wkupił się do drużyny, żeby zostać szukającym? - upewniła się Hermiona.
- Że niby co? Jak śmiesz Granger! Nigdzie się nie wkupiłem! Po prostu moja genialna gra była tak...Niestety Hermiona nie zrozumiała niczego ze wściekłego prychania swojego kota i tym sposobem długi monolog Dracona o jego genialności przepadł na zawsze.
- To ten wysoki blondyn, z cudownymi oczami i mięśniami niczym mityczny adonis... - rozmarzyła się Lavender.
- A co to Lav? Czyżby twoja odwieczna miłość do pewnego blondyna, nagle zniknęła? - zapytała Ginny, wchodząc do pokoju z torbą łakoci i czterema butelkami kremowego piwa.
- Nie, oczywiście, że nie, on nadal jest dla mnie boooskiii – zapiszczała Brown, czerwieniąc się przy tym z ekscytacji.
- O nie! Tylko znów nie zaczynaj kolejnego wykładu o tym głupku, niedawno zjadłam obiad... – poprosiła Hermiona.
- On jest niezaprzeczalnie... - zaczęła Lav.
- Bezsprzecznie... - wyszeptała Ginny, siadając obok Hermiony.
- Bezsprzecznie... - dodała Lavender rozmarzonym głosem.
- I absolutnie – szepnęła Hermiona, nie mogąc powstrzymać chichotu.
- I absolutnie! - wykrzyknęła Brown.
- Najprzystojniejszym facetem w tej szkole. – Powiedziały równocześnie wszystkie cztery dziewczyny, po czym od razu wybuchnęły głośnym śmiechem, poza Lavender, która wyglądała na trochę obrażoną.
- To o mnie? O mnie, prawda? O mnie czy nie?! - Draco zaczynał się denerwować.
- Wybacz Lavender, ale już od tak dawna powtarzasz to samo, może wreszcie coś z tym zrób – zaproponowała Hermiona.
- No powiedzcie wreszcie czy mówicie o mnie! - zażądał miałczliwie DraczKotek.
- Niby co? Nie mogę od tak podejść i z nim pogadać. On sam też nigdy się do mnie nie odezwie, nie mam tyle szczęścia co tym Herm – Lavender wyglądała na zasmuconą.
- Szczęścia? Rozmowa z tym oślizłym gadem, ma coś wspólnego ze szczęściem? - zdenerwowała się Hermiona.
- Granger, powiedź wreszcie o kim ona mówi! Zwariuje jeśli się nie dowiem czy to na pewno ja! - narzekał Draco.
- Nie mniej, nie przepuszczacie żadnej okazji, żeby trochę sobie pogawędzić przy każdym spotkaniu – stwierdziła rozbawiona Parvati.
- Pogawędzić? Na Godryka! Przecież my się kłócimy, skacząc sobie do gardeł – Hermiona ze złości, aż podniosła się z miejsca.
- Szczęściara z ciebie... - westchnęła tęsknie Lav.
- Jeśli chcesz, to od następnej lekcji transmutacji możesz się w zastępstwie za mnie kłócić z Malfoyem – sarknęła Hermiona.
TAK! Wiedziałem! Wiedziałem, że chodzi o mnie! - Draco podskoczył w miejscu tak entuzjastycznie, że zrobił efektownego pół-fikołka i sturlał się z łóżka.
- Krzywołap, a tobie co? - zaśmiała się Ginny.
- Mówię wam, że on jest dziś jakiś dziwny. Chyba jednak pójdziemy do Hagrida... - Hermiona powoli zaczęła podnosić się z miejsca.
- Zwariowałaś kobieto? Siadaj, one będą teraz mówić o tym, jaki jestem wspaniały! 
- O nie! Tym razem nam nie uciekniesz! Dziś twoja kolej, by powiedzieć nam, kto według ciebie jest najprzystojniejszym mężczyzną w tej szkole! - zawołała Parvati.
- Naprawdę, nie wiem po co... - zaczęła Hermiona.
- Ale my wiemy, po co nam to wiedzieć, więc nie wykręcaj się znowu tylko mów! - ponagliła ją Ginny.
- No dobrze. Chcecie, bym wymieniła najprzystojniejszego chłopaka z każdego domu, tak? - upewniła się Hermiona.
- Ooo tak Granger! Bardzo chcemy... Najlepiej zacznij od Slyterinu! No już! Wyznaj, to co wszyscy  już wiedzą!  Podobam ci się! - Draco czuł się dziwnie podekscytowany.
- Zacznij od Gryffindoru – poradziła jej Ginny.
- Dlaczego ci cholerni Weasleyowie zawsze wszytko psują!?- No dobrze. W Gryffindorze będzie to...
- McLaggen! - wyrwała się Lavender, a pozostały dziewczyny znów zaczęły się z niej śmiać -Przepraszam, myślałam, że go wymienisz, chodziliście kiedyś ze sobą – Lav lekko się zaczerwieniła.
- Serio Granger? McLaPryszczen? Myślałem, że masz lepszy gust! No tak, ale w końcu czego wymagać, skoro przyjaźnisz się z Chłopcem - Nie Znam Grzebienia i Ubogim w urodę, jak wuj Opijus w zapasy whisky. Brak ci odpowiednich, męskich wzorców, takich jak ja!- Przestań, on jest okropnie tępy – odpowiedziała Hermiona.
- I na pewno nie jest najprzystojniejszym facetem w naszym domu! – wtrąciła Ginny.
- Pewnie, że nie. Wy tu w ogóle nie znacie znaczenia tego słowa. Wszystkie gryfiaki są paskudne! – Draco miał nadzieje, że jego kocia mina wyraża takie obrzydzenie, jakie właśnie teraz czuł.
- Oliver Wood. Wiem, że odszedł dwa lata temu, ale zawsze on najbardziej podobał mi się z naszego domu – wyjawiła Hermiona.
- No nie, Granger! Ten facet był, jak skrzyżowanie trolla z langustnikiem ladaco... I kiepsko grał...- Więc to prawda, że Hermionę zwykle kręcą świetni gracze w Qudditcha – wtrąciła rozbawiona Parvati.
- Wood i świetny? Chyba tylko w odbijaniu się od obręczy, których usiłował bronić. Świetnym graczem to jestem ja, a to oznacza, że...- No to teraz Slytherin! Mów kto ci się podoba z Slytherinu! - zażądała Ginny.
- Trudny wybór, bo przecież tam jest tylu przystojniaków. Nott, Ress, Higgs, Zabini...- wymieniała Parvati.
- I Malfoy!
- Wiemy Lav! - zawołał chórem Ginny i Patil.
- Spokojnie dziewczyny, autografów starczy dla wszystkich, nawet dla fanek taniego lakieru do włosów – mruczał zadowolony Draco.
- Wcześniej pocałowałabym Snapea w nos niż przyznała, że Malfoy jest przystojny – prychnęła Hermiona.
Dziewczyny wybuchnęły śmiechem, a Draco niebezpiecznie zmrużył swe kocie oczy i cicho syknął. Tylko strach przed wizytą u gajowego - włochatego Yetii, powstrzymywał go od rzucenia się na swoją domniemaną panią i udowodnieniu jej, że Draco L. Malfoy zasługuje na miano najprzystojniejszego mężczyzny w tym stuleciu (pieprzony wujek Sekstant! Musiał być tak przystojny, że nimfy wodne układały o tym pieśni? Przez niego Draco, nie mógł mówić o sobie, jako o najprzystojniejszym facecie w historii!).
- To, że tego nie powiesz, nie znaczy, że tak nie myślisz – wtrąciła łagodnie Ginny, z wrednym uśmieszkiem.
- Zabini! - wypaliła Hermiona.
- Co? - krzyknęli wszyscy w pokoju, łącznie ze zdruzgotanym Draconem.
- Zabini jest najprzystojniejszym Ślizgonem. Chciałyście mojej opinii? Oto ona – Granger uśmiechnęła się przebiegle.
- To fakt, jest ciachem... - mruknęła Ginny przybierając podobnie rozmarzoną minę, jak Lav, gdy ta mówiła o Draconie.
- No nie! Jeszcze ty ruda wiewióro? Tobie też się podoba ten anonimowy alkoholik i kolekcjoner zboczonych plakatów z...- Jest też inteligentny, świetnie się z nim dyskutuje o eliksirach wzbogacających – dodała Hermiona.
- Hej Granger! Ja też jestem inteligentny! Przecież dyskutowałem ostatnio z tobą o transmutacji międzygatunkowej...Co prawda proponowałem żebyś transmutowała się w bobra, bo wtedy może znajdziesz sobie chłopaka, ale poniekąd była to dyskusja!- To dlaczego się z nim nie umówisz? - zagadnęła Lav.
- Bo to erotoman! Poza tym dużo pije i oszukuje w karty. I... i... pali! Cygara! Sam widziałem! I raz... w piątej klasie, pocałował Bulstrode! W policzek, ale zawsze! W ogóle o czym wy mówicie? Oni w ogóle do siebie nie pasują! Nie... absolutnie nie! - dywagował Draco.
- No dalej Hermiona, powiedz im! - nalegała Ginny, praktycznie podskakując w miejscu.
- W zasadzie, to już się umówiliśmy... w przyszłą sobotę. Idziemy do kawiarni na lody... - wyznała Hermiona, płoniąc się lekko.
Słysząc te nowinę, Draco... zemdlał. 










piątek, 27 lutego 2015

Prolog autorskiej historii Victorii Potter


Witajcie!

Dziś dość wyjątkowy piątek, bo oto bowiem na Dwóch Światach pojawia się prolog autorskiej historii Victorii Potter. "Powierzy życie nieznajomym", to historia, z którą od soboty będziecie mogli spotkać się na blogu: http://powierzyc-zycie-nieznajomym.blogspot.com/. Jak już wspomniała - To Nie Jest Dramione! - ale naprawdę zachęcam wszystkich do przeczytania (oraz przysyłania do publikacji) również takich prologów i opowiadań. Sama wielokrotnie byłam pytana, o to czy kiedyś opublikuje coś w 100% własnego... I już się zdecydowałam... :-) 01.05 przewiduje premierę mojej autorskiej historii, ale dokładnie poinformuje Was o tym, gdy przyjdzie odpowiedni czas .
Jak zwykle ja i autorka prosimy Was o komentarze :)
Pozdrawiam!
Venetiia Noks

PS. Informacja dla osób odwiedzających Rubin i Stal. Rozdział będzie w niedziele (01.03) o godzinie 22.00 (sytuacja rodzinna spowodowała, że nie będę miała możliwości dodania go wcześniej). Buźki dla Wszystkich.


***

Zostaliście ostrzeżeni, jednak wciąż jeszcze tu jesteście? Podziwiam za odwagę.. albo wrodzoną głupotę. Przepraszam, mam dość ciężki charakter, zapomniałam o tym wspomnieć. Człowiek zapomina o ważnych sprawach.. ale.. nieważne. Ostatni moment na zmianę decyzji.

~

Nikt nie boi się ciemności. Jedynie tego, co możemy w niej zobaczyć. Nie wiesz, co kryje się za tą cienką osłoną nocy. Czasami blask dogasających Gwiazd, oraz starego Księżyca przypomina nam, jak wielu rzeczy jeszcze nie widzieliśmy; ile musimy się dowiedzieć.
Od dawna nikt nie jest bezpieczny, szczególnie tutaj; na Ziemi. Chociaż wy tego nie dostrzegacie, w końcu ludzkie ciało ma ograniczone możliwości, to istnieje pewna grupa osób, która wie wszystko. Sprawiali oni nad wami wielką opiekę, chociaż wy nie mogliście ich dostrzec. Działali w ukryciu - przystosowani na wszystkie warunki atmosferyczne. Skąd więc o nich wiem? Sama brałam w tym udział; byłam główną przewodniczącą. Każdą poważniejszą decyzję podejmowałam ja. 
Nie mogę wam powiedzieć wprost czym dokładnie się zajmowaliśmy. Dawno temu składałam obietnic, chociaż wiedziałam, że jest to na całe życie. Dzisiaj tego bardzo żałuje.. 
Gdybym jednak powiedziała o słowo za dużo, to możecie mieć poważne konsekwencje (łącznie ze mną), których doświadczycie.. a to nie będzie przyjemne odkrycie. Mówię tutaj o tym wszystkim mroku i ogromnym niebezpieczeństwie, które na was gdzieś czeka. Może więc jednak lepiej, jak się nigdy nie dowiecie?

~

Kiedy zamykam oczy, od razu w mojej głowie pojawia się obraz mojego dawnego, rodzinnego domu, a w nim czekających na mnie rodziców. I wtedy po moim śpiącym ciele rozchodzi się fala bezpieczeństwa, zmieszanego z dość dużą dawką smutku. Bo już nigdy nie będzie tak, jak dawniej. Nie obudzę się z płaczem, tłumacząc mamie, że w mojej szafie jest potwór. Nie pobiegnę do taty prosząc, żeby nauczył mnie jeździć na rowerze. Naszych wspólnych wycieczek po za miasto już nie będzie.
Kiedy ktoś zadałby mi pytanie: czy jesteś szczęśliwa? Nie odpowiedziałabym. Może nie nazwałabym tego szczęściem, o nie - to zbyt duże słowo. Jednak niczego mi nie brakuje, posiadam prowizoryczne mieszkanie, mam dość dobrą prace.. jakby to było teraz najważniejsze. Nic bardziej mylnego. Zresztą to nie czas na moje prywatne żale. Nawet się jeszcze nie przedstawiłam. 
Chociaż wołają na mnie różnie, a ja nie mam stałego imienia; zwracajcie się do mnie Qetsiyah. Dlaczego akurat tak? Przecież to imię najzdolniejszej czarownicy! Jedynej w swoim rodzaju.. a teraz miałaby nazywać się tak zwykła śmiertelniczka? Zdaje sobie sprawę, że kiedyś poniosę za to konsekwencje, ale nie zamierzam się tym martwić, a przynajmniej nie w najbliższym czasie.. Robiłam w życiu dość gorsze rzeczy. 

~

- Mamo! - pięcioletnia dziewczynka trzymając w ręku jasnobrązowego misia z dużą, czerwoną kokardą na szyi pociągnęła mnie za nogawkę ciemnych spodni. Ukucnęłam w jej kierunku, troskliwym gestem poprawiając jej kosmyk włosów. To jest moje małe, własne szczęście. I to właśnie z powodu Mii - mojego aniołka, zdecydowałam na opuszczenie własnej grupy. 
- Tak, skarbie?
- Jak byłam w przedszkolu.. - zaczęła swoją opowieść, a ja w jej oczach dostrzegłam strach. Spojrzałam się na nią uważnie, słuchając każdego jej słowa - pani powiedziała, że nie wolno rozmawiać z obcym. Ty też mi to powtarzałaś!
- Pamiętam. Co chcesz mi powiedzieć?
- Kiedy czekałam na ciebie w szatni, to taki pan przyszedł. Podszedł do mnie i powiedział, że czekasz na mnie na dworze. Chciałam z nim pójść, bo zostałam sama. Nawet mama Samanty, która się ciągle spóźnia po nią przyszła. Ale wtedy zobaczyłam panią przedszkolankę, która kazała mi zostać.
- Mia, jak ten pan wyglądał? - starałam się opanować drżenie głosu. Doskonale wiedziałam kto to był, jednak wolałam usłyszeć to od córki, zanim zdecyduje się na kolejny krok.
- Miał czarną brodę - odpowiedziała szeptem, tuląc misia - i niebieską bluzę. Tylko tyle pamiętam. Przepraszam.
- Nie masz za co - uspokoiłam ją, po czym wstając wzięłam ją na ręce.
- Dzisiaj musimy się spakować. Wyjeżdżamy jutro rano.


Przeszłość nigdy nie da o sobie zapomnieć, szczególnie w moim przypadku. Nie da się jej również naprawić. Jednak możemy szczęśliwie przeżyć teraźniejszość i mieć najlepsze marzenia na przyszłość. 

piątek, 20 lutego 2015

Miniaturka Avis Malfoy

Witajcie Kochani!

Kolejny piątek i kolejna odsłona twórczości. Tym razem trochę bardziej znanej autorki, która mimo to miała ochotę dodać tutaj swoją miniaturkę. Avis Malfoy - bo o niej tu mowa, pragnie zadedykować swoją prace innej znanej wszystkim autorce o pseudonimie Nox.
Z twórczością Avis możecie się spotkać na jej blogu: http://skryte-dramione.blogspot.com/
Oraz oczywiście w poniższej miniaturce :)
Prosimy o komentarze!
A ja zapraszam Was również na bloga Dramione - Gdy jesteśmy sami..., gdzie można zgłosić się na betę lub uzyskać pomoc w znalezieniu takowej :)
Pozdrawiam i zapraszam za tydzień!
V.


***

03.11.2003r.
Moment, kiedy traci się szczęście, gdy prawie je miałeś nazywam upadkiem. Każdy ma chwile słabości i prawo do błędów. Bóg nie zostawia nas bez wsparcia i otuchy. On zawsze z nami jest, trzeba tylko wyciągnąć do niego rękę. Czym byłby świat bez miłości i radości, smutku i niedoli? Wszystko opiera się na kontraście. Dobro i zło, piękno i brzydota. Nie ma idealnych rzeczy, zawsze będą jakieś usterki, w końcu wszystko zostało stworzone na przeciwieństwach. Każdy z nas, bez wyjątku zasługuje na szczęście, niezależnie od tego jakim jest. Grunt to być sobą, ponieważ to czyni nas cudownymi istotami żywymi. Ja chyba będę wyjątkiem od tej reguły. Nigdy nie byłam w pełni sobą, nawet nie wiem jak to jest. Zawsze zakładałam maskę na twarz i udawałam, że nic mi nie jest, nic mnie nie trapi, że dobrze się trzymam i kocham książki. Wiedziałam, iż źle robię, ale nie potrafiłam powiedzieć „nie”. Bałam się, że przyjaciele przestaną mnie akceptować... i został jeszcze on. Na samą myśl, że może coś się zmienić w naszych relacjach słabłam, czułam, że blednę. Kochałam go, tak... sama nie wiedziałam dlaczego, ale tak było. Zdawałam sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś dowiedziałby się o tym, uznaliby mnie za wariatkę. Kochać swojego wroga?! To niedorzeczne!
Moje szczęście odeszło wraz z końcem szkoły. W czerwcu uświadomiłam sobie, że widzę go ostatnie dni... że więcej się nie zobaczymy. Wiedziałam i to chciałam wykorzystać, niestety on też to zrobił, nie tak... nie tak jak to sobie wyobrażałam. Co czuje teraz? Czuję nieopisany wstręt do samej siebie. Brzydzę się tego, co zrobiłam. To przez ten czyn tak teraz cierpię. Merlinie, dlaczego byłam taka głupia? Przecież mogłam powiedzieć „nie”! Zawsze mu mówiłam „nie”, kiedy coś ode mnie chciał. Ale wtedy? Jedna chwila, jedno oczarowanie i byłam na każde jego skinienie. Próbowałam zmyć z siebie tą całą hańbę, ale na nic... dalej czuję wstręt. Nie mogę o tym zapomnieć, a może nie chcę? Co mam zrobić? Przecież to nie była jego wina, ale głównie moja, ponieważ byłam głupia, naiwna i bardzo, ale to bardzo zakochana! Teraz wiem, że nie powinnam tak postąpić, ale co innego miałam zrobić? Widziałam go ostatni raz w życiu, chciałam jakoś to zapamiętać, uwiecznić w pamięci, w głowie, że istnieje taka osoba jak Draco Malfoy, i że chociaż raz mogłam z nim pogadać jak równy z równym. Żałuję, chciałabym to zmienić, ale... ale jak?

23.03.2004r.
Nie, nie jestem zła na siebie... po prostu czuję żal... żal do niego, do siebie, do przyjaciół. Mogli mnie powstrzymać, a on... mógł pokazać, że nie jest draniem i też powiedzieć to pieprzone „nie”. Kochany pamiętniku, nie wiem co mam zrobić... dalej go kocham, tęsknie za jego oczami, uśmiechem, uszczypliwymi uwagami, jednak boję się, że jeśli go znajdę, to nic nie będzie jak dawniej. Minęło w końcu pięć lat od ukończenia szkoły. Znając Draco ma piękną żonę, dziecko, jak nie dzieci.
06.06.2004r.
Pamiętniku.. widziałam go. Ja naprawdę go widziałam. Nie był z żoną, nie widziałam też dzieci, ale zaniepokoiło mnie jedno. Jego twarz nie była pełna blasku, nie gościł na niej kpiący uśmiech. Był raczej poważny, z lekkim grymasem. Nie zauważył mnie, bardzo dobrze. Nie chciałam, by mnie widział. Stałam w cieniu , cicho jak mysz pod miotłą. Pragnęłam tylko patrzeć i patrzeć... ale odszedł... szybciej niż myślałam. Kupował białe róże. Dla kogo? Nie mam zielonego pojęcia, Merlinie... nie chcę by kogoś miał. Tamtej nocy, gdy uprawialiśmy seks obiecał mi, że poczeka aż się znów zobaczymy, że nie będzie miał nikogo... mówił, że będzie cierpliwie czekał, aż zrozumiem, że może być szansa dla nas. Ale nie brałam tych słów na serio, szczególnie, iż następnego dnia obudziłam się w pustym łóżku, a go już nigdy więcej nie widziałam aż do dnia dzisiejszego.
Czuję szczęście, może nie takie, jak wtedy, gdy zabrał mnie na tą noc do siebie, ale jakieś na pewno. Mam teraz siłę na walkę przez następne dni. Mam nadzieję, że wygram i znów go spotkam.

17.11.2005r.
Nie wiem co się dzieje, czuję, że tracę zmysły. Ponad rok go nie widziałam i chyba go już więcej nie ujrzę. Sześć lat minęło od ukończenia szkoły. Sześć... a ja dalej go kocham. Wiem, jestem naiwna. Uważam go za osobę idealną, mimo iż nie ma ideałów! Nikt nie jest bez wad. Gdy dorastamy kształtujemy w sobie dobre i złe cechy. Każdy z nas je posiada, każdy z nas jest człowiekiem i popełnia błędy... dlaczego, więc myślę, że jest idealny? Merlinie, daj mi siłę na kolejne lata. Nie mogę znieść myśli, że może dotykać teraz innej, mieć z nią rodzinę, być szczęśliwy... Jeśli jest tam z nią, to... Pamiętniku, wiesz jaki to byłby dla mnie cios? On, Draco Malfoy z inną, być może panią Malfoy. To miałam być ja. Każdej nocy śniłam o białej sukni i długim welonie. O bladej twarzy, pokrytej różem, o bukiecie z fiołków i... i przy ołtarzu on. Czekał na mnie.
Wtedy, gdy kupował białe róże... wtedy, gdy widziałam go w sklepie mój świat nagle się ożywił, ale też i umarł. Cieszyłam się, iż go widzę, że wiem, iż żyje, że ma się dobrze. Niestety martwiłam się i smuciłam, bo wiedziałam, że może mieć inną, kochać ją, całować, obsypywać podarunkami, obiecywać wiele! Och, pamiętniku! Czuję się taka bezsilna. To okropne uczucie, chcę od niego uciec, schować się pod ziemią, zapomnieć... ale nie mogę. Zostaje mi ból i cierpienie w miłości, w sumie nic nowego. Od tylu lat to mi towarzyszy, że już nawet się przyzwyczaiłam.

19.01.2006r.
Kochany pamiętniku, dostałam list... i to chyba od Draco. Zaprosił mnie na spotkanie. Boję się. Po tylu latach spotkam go, porozmawiam z nim, nawet jeśli wyzwie mnie od najgorszych, powie, jaka to ja nie jestem, ale usłyszę jego głos, a to najważniejsze. Głos, za którym tęsknię każdego dnia i każdej nocy. Może nawet poczuję jego dotyk, który śni mi się codziennie. Dotyk, dotyk tak delikatny jak jedwab, a zarazem mocny jak stal. Dotyk, który doprowadza mnie do obłędu. Przez tyle lat marzyłam, że jeszcze go spotkam, ale nie wierzyłam w to, bo w końcu z jakiej okazji sam Merlin miałby się nade mną zlitować i znów podarować mi tego mężczyznę? Trzymając w rękach list od niego zrozumiałam, że nigdy nie przestałam go kochać, a teraz gdy pojawił się na krawędziach mojego życia kocham go jeszcze bardziej, a tęsknota jest nie do zniesienia... Tak bardzo jej nie mogę znieść, że pozwalam sobie na strach. Co jeśli chce oznajmić mi, że koniec z obietnicą, chce przedstawić mi dzieci i żonę? Co jeśli chce coś mi zrobić? Boję się, strasznie się boję. Ale wiesz co, pamiętniku? Obiecuję ci, że nie stchórzę, pójdę tam i zobaczę co ode mnie chce, nawet jeśli potem będę tego żałowała, płakała jak małe dziecko do poduszki i znów żaliła ci się przez kolejne lata. Co z tego, że będę cierpiała, że to będzie kolejny, bolesny i mocny cios w moje małe, poranione i zakrwawione serce? Draco zawsze był zimnym draniem, ale mimo to potrafił kochać, dać ciepło. Szlag by to trafił! Kochać? Dawać ciepło? Malfoy? Gdyby tak było, nie pozwoliłby na to, bym myślała, że może żyć z inną kobietą, nie bałabym się teraz. Boję się, cholernie się boję, że to nie będzie miłe spotkanie. Po nim mogę spodziewać się dosłownie wszystkiego. Nie wiem, czy jestem na to gotowa. Dał mi za mało czasu na nastawienie się psychiczne. Z drugiej strony może chcieć wznowić kontakty, znów mnie ujrzeć i dać mi szansę? Jeśli tak, to obiecuję, że tej szansy nie spieprzę. Muszę być tak silna, jak przez te kilka lat. W końcu go kocham.

Stałam na przejściu i z nerwów mocno ściskałam torebkę w ręku. To właśnie dziś, w luksusowej restauracji miałam spotkać się z moją dawną miłością... może nie do końca dawną, bądź co bądź nigdy nie byliśmy razem, nawet o tym nie myśleliśmy... no, może tylko on nie myślał. Ani razu nie wyznał mi, że coś do mnie czuje w cztery oczy, a ja dalej go kochałam i byłam mu wierna. Nie ukrywałam strachu, nie miałam ku temu powodów. Przechodząc przez jezdnię zawracałam sobie głowę po raz setny tym, co może ode mnie chcieć Draco. Wiedziałam, że muszę się nastawić na najgorszy scenariusz, ale łapałam się nadziei, że chce dać mi szansę, zbudować nasze relację od nowa.
Weszłam do restauracji i od razu powitał mnie kelner, który wskazał mi stolik. Był pusty. Dracona jeszcze nie było. Odetchnęłam z ulgą. Miałam jeszcze czas na zawrócenie, spanikowanie i pogrążenie się we wstydzie. Usiadłam na czerwonym, miękkim oraz bardzo wygodnym krześle i zawiesiłam torebkę na oparciu krzesła. Nigdy w życiu nie byłam w drogiej restauracji i byłam pod wrażeniem. Cała dekoracja była prześliczna, zamiast lamp wisiały zapalone świeczki. Podobnie jak w Hogwarcie. Rozejrzałam się potajemnie po pomieszczeniu. Moją uwagę przykuło duże okno, z którego był piękny widok na Londyn oraz zakochana para, która siedziała w kącie sali.
Odwróciłam wzrok nie chcąc na to patrzeć i wtedy ujrzałam go... siedział niecały metr ode mnie, patrzył się gdzieś w bok... czułam jego ciepło, zapach... czułam też, że duchowo nie jest z nim dobrze. Coś go trapiło, nie dawało mu spokoju. Nieśmiało dotknęłam jego dłoni. Była taka sama jak za czasów szkolnych. Ciepła, delikatna, blada skóra, paznokcie równo obcięte. Przymknęłam oczy napawając się tą chwilą. Poczułam jak moje serce przyspieszyło, a oddech stał się nieregularny. Musiał to wyczuć, bo zabrał dłoń i spojrzał na mnie badawczym wzrokiem. Spojrzałam w jego błękitno-stalowe oczy i miałam wrażenie, że zaraz zacznę topnieć. Nie patrzał pusto, ale z iskierką radości, mimo iż jego oczy wyrażały żal i smutek.
- Cześć – uśmiechnął się blado do mnie i wręczył mi małą paczuszkę. Zdziwiłam się, ale wzięłam ją. - Otwórz w domu, nie chcę, byś mi to oddała – mówił cicho, lekko zachrypniętym głosem. Miałam wrażenie, że płakał zanim tu przyszedł. Schowałam podarunek i spojrzałam na niego chcąc znów zapamiętać jego twarz. Był idealny, prawie nic się nie zmienił. Teraz wiedziałam na sto procent, że go kocham bardzo mocno i nie chcę rozstawać się z nim na kolejne kilka lat.
- Hej – odwzajemniłam uśmiech i poprawiłam się na krześle. Czekałam aż coś powie, jednak nic nie wydobyło się z jego ust. Miałam wrażenie, że chce powiedzieć coś ciszą, jednak albo byłam za głucha, albo za tępa, bo nic nie rozumiałam z niej. - Chciałeś się spotkać, więc jestem. O coś konkretnego ci chodziło? - szepnęłam nie chcąc wydać, że mój głos nie jest naturalny i drży ze strachu przed jego „sprawą” do mnie.
Jego twarz błyskawicznie rozpromieniała. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko pokazując szereg białych i prostych zębów. Miałam wrażenie, że się zarumieniłam, ale na całe szczęście, to nie było prawdą. Przyjrzałam się mu z zaciekawieniem i zaśmiałam się cicho pod nosem.
- Chciałem cię znów zobaczyć. Po siedmiu latach tyle się zmieniło – westchnął. - Oboje dojrzeliśmy do pewnych spraw, zmieniliśmy swój tok myślenia... - przerwał. Słuchałam go uważnie chcąc zapamiętać każde jego słowo. Czułam, że zaraz zemdleję z wrażenia. Osoba, którą kochałam od czasów szkoły chciała się ze mną spotkać... przypomniała sobie, że istnieje taki ktoś jak Hermiona Granger i chciała się spotkać.
- To miłe z twojej strony Draco – uśmiechnęłam się nieśmiało i przygryzłam wargę. - Dlaczego... znaczy się, jakim cudem przypomniałeś sobie, iż istnieje taka osoba jak ja? - uniosłam brew ciekawa odpowiedzi. Napiłam się wody ze szklanki i wyjęłam chusteczkę, by wytrzeć usta. Spojrzałam na niego czekając na odpowiedź.
- Dwa lata temu widziałem cię... nie pamiętam już gdzie. Przypomniałem sobie o naszej obietnicy. O mojej obietnicy. Cieszyłem się w duchu, że jeszcze nikogo nie znalazłem, nie zakochałem się. Nie jestem typem co łamie dane słowo – puścił oczko i zaśmiał się. Zmrużyłam oczy. Przypomniał sobie o mnie, bo kilka lat temu mnie widział? To było dla mnie bardzo dziwne. No i do tego to stwierdzenie, że nie miał do tej pory nikogo ze względu na obietnicę. Poczułam się wyjątkowo zadowolona i nawet szczęśliwa. Może w końcu los się do mnie uśmiechnął?
- Bardzo ciekawe, Malfoy – uśmiechnęłam się lekko. Ledwo powstrzymywałam się od skakania z radości. Byłam cała w skowronkach, radość rozpierała mnie od środka. To było wspaniałe uczucie. Chciałam mu powiedzieć, co czuję, ale bałam się, że zacznie się wycofywać, dystansować, że zabierze mi prezent i najzwyczajniej w świecie wyjdzie i zniknie już na zawsze.
Poczułam panikę. Myśl, że zaraz wyjdzie i zniknie przerażała mnie gorzej niż śmierć. Kolejne lata bez Draco, kolejne samotne wieczory, noce... to było coś strasznego. Sama nie wiem jak ja wytrzymywałam tyle lat bez niego.
- Zaiste Granger, zaiste – poprosił kelnera o obiad dla dwojga i znów spojrzał w moje oczy. Chciałam zakopać się pod ziemie, ale nie byłam strusiem... miałam wrażenie, że moja miłość do niego jest wyczuwalna, widoczna. Starałam się na niego nie patrzeć, ponieważ wiedziałam, iż wtedy nie mogłabym się powstrzymać i rzuciłabym się na niego i wycałowała całą twarz szepcząc jak bardzo go kocham.
Gdy podano nam jedzenie i zaczęliśmy jeść, między nami panowała grobowa cisza. Ani ja, ani Malfoy nie chcieliśmy zaczynać tematu. Ja – bałam się, że nie trafie w jego gust, że zrażę go do siebie i zmarnuję daną mi przez samego Merlina szansę, on – podejrzewałam, że może obawiać się, iż zmieniłam się na gorsze lub nie mamy już wspólnego języka.
- Więc... - chrząknęłam nie chcąc palnąć jakiejś głupoty. - Więc co robiłeś przez te wszystkie lata?
- Podróżowałem po świecie – uśmiechnął się przyjaźnie. - Czasem wpadałem do Londynu... ale to tylko po pieniądze. Całe siedem lat poza Wielką Brytanią. Niedawno wróciłem. Stęskniłem się, sama wiesz jak to jest.
Tak, wiedziałam aż za dobrze. Słowo tęsknota nie było mi obce. Tęskniłam każdego dnia. Całe siedem lat. Tęskniłam śniąc, pracując, sprzątając, chodząc na zakupy... zawsze. Tęsknota może i zabijała mnie od środka tak samo jak samotność, ale nie mogłam się od tego wyrwać. Myśl, że kocham Draco powodowała, że wolałam cierpieć niż zdradzać moje uczucia do niego.
- Ciekawe zajęcie miałeś – zaśmiałam się cicho czując, że powoli się relaksuję. Może nie będzie tak źle, nie zostawi mnie jak wtedy, w nocy? Wzięłam głęboki wdech, by przestać o tym myśleć.
- A ty co robiłaś przez te lata? Nic się nie zmieniłaś – skinął głową, jakby chciał pokazać, że jest pełen podziwu.
- Wiesz jak to dziewczyny – zaczęła nerwowo. - Siedziałam w domu, pracowałam, robiłam zakupy, pisałam pamiętnik, płakałam. Nic szczególnego i równie fascynującego, co twoje zajęcia – napiłam się wody i odłożyłam widelec na pusty talerz. Nie wiedziałam co mogę mu powiedzieć, a co lepiej zachować dla siebie. W dalszym ciągu skupiałam się na unikaniu jego spojrzenia.
- Hermiono, spójrz mi w oczy – szepnęła pochylając się nad stolikiem. Niechętnie zrobiłam to i przygryzłam wargę. Nie chciałam, by wydało się to, co czuję. Bałam się, cholernie bałam się, że mnie wyśmieje. - Dlaczego unikasz mojego wzroku? Czyż nie tego chciałaś przez te wszystkie lata? Czy nie marzyłaś o tym, by mnie znów spotkać, usłyszeć mój głos, dotknąć dłoni? - jego szept był jak muzyka, ukojenie dla moich uszu. Był melodią, która mogła mnie budzić każdego ranka i kołysać do snu każdej nocy.
- Jeszcze siedem lat temu mówiłaś mi, że mnie kochasz, a teraz? Myślałem, że dalej ci na mnie zależy, chcesz szansy dla nas... - mruknął i wytarł usta o serwetkę. Spuściłam speszona wzrok. Miał rację. Chciałam. Bardzo chciałam. Pragnęłam tego całym sercem. Kochałam go. Bardzo go kochałam, ale co z tego, skoro on chyba nie chciał mnie... miałam wrażenie, że mówi to, tylko po to, by dać mi nadzieję, a potem zranić przy pierwszej lepszej okazji.
- Chcę, ale co z tego, skoro... - zamilkłam nie chcąc powiedzieć nic więcej. Zerknęłam na jego twarz. Był spokojny i opanowany. Nie uśmiechał się, ale nie miał też grymasu. Odetchnęłam z ulgą.
- Skoro... ty i tak.... - przygryzłam wargę. Sama nie wiedziałam jak mam mu to wyznać. - Każdego dnia płakałam w poduszkę umierając z tęsknoty, cierpiałam na samą myśl, że możesz teraz dotykać innej, mimo że obiecałeś mi coś innego. Idąc ulicami Londynu rozglądałam się z nadzieją, że cię ujrzę – spuściłam wzrok i wstałam. - Na mnie już pora. I tak za dużo powiedziałam. - Zasunęłam krzesło i wzięłam torebkę.

Nie zatrzymywał mnie, chyba wiedział, że to nie ma teraz sensu. Pogodziłam się z myślą, że musi oswoić się z moimi słowami. Skręciłam w jakąś uliczkę i wyszłam do parku. Usiadłam na pobliskiej ławce i zakryłam twarz dłońmi. Było mi głupio, strasznie głupio... jak mogłam dać się znów tak omamić. Jak mogłam powiedzieć mu to wszystko, czego nie miałam mówić? Dlaczego byłam tak słaba, że nie potrafiłam powiedzieć mu głupiego „nie”? Nie chciałam znów popełniać błędu. Błędu, którego będę żałowała, i przez który będę czuła większe obrzydzenie do samej siebie.
Wyjęłam list od niego z torebki i zaczęłam znów go czytać przejeżdżając palcami po linijkach tekstu. Zdawałam sobie sprawę z tego, że byłam głupia wychodząc z restauracji nie dając mu możliwości odpowiedzenia. Kto wie, może chciał mi wyznać miłość? A może nienawiść?
- Hermiono – usłyszałam za sobą tak dobrze znamy mi głos. - Przepraszam, chciałem wcześniej się z tobą zobaczyć, nie cierpiałabyś tak jak teraz, ale... nie, nie mam na to wytłumaczenia – szepnął i spojrzał na mnie smutno. Draco Malfoy mnie przepraszał. Przepraszał za to, że ja... ja, Hermiona Granger cierpiałam. Cierpiałam przez miłość do niego.
- Wybacz, jeśli chcesz, oczywiście. Obiecuję, że już nie zniknę, obiecuję – szepnął. Nie byłam w stanie powstrzymywać dłużej pragnienia i rzuciłam się mu na szyję piszcząc ze szczęścia jak głupia. Moje obawy były bezpodstawne. Nie miałam czego się bać. Po prostu czekał na moment, w którym zrozumie, że to on chce dać nam szanse.

30.04.2010r.
Kochany pamiętniku, jest idealnie. Mam wspaniałego męża, cudowne dzieci... jednak marzenia się spełniają, wystarczy mocno w nie wierzyć. Draco zaufał miłości, wziął ze mną ślub. Wiem, czujesz się pewnie przeze mnie opuszczony, ale odkąd układa mi się z Malfoy'em nie mam potrzeby pisania ci tu nic więcej. Wyobrażasz sobie? Jestem panią Malfoy, mam dwójkę dzieci, a lada moment kolejny Malfoy pojawi się na świecie. Znając życie wda się w tatusia i będzie tak samo nieznośny, ale bardzo kochany, przystojny oraz słodki.
Pamiętniku, kiedy czytam moje przemyślenia i uczucia sprzed kilku lat... brak mi słów, nie wyobrażam sobie, jak mogłam tak cierpieć. Przecież miłość nie jest zła. Daje szczęście, radość, siłę. Teraz wiem, że moje życie ma sens, że mam dla kogo żyć, walczyć o lepsze jutro. Mam nadzieję, iż moje dzieci wezmą przykład ze mnie i będą tak samo wytrwałe, jak ja.
Draco czytał moje wyznania, które tu się znajdują. Zaraz po ślubie... przepraszał mnie za to cały miesiąc! Wyobrażasz to sobie? Cały miesiąc chodził za mną jak cień i mówił, jak bardzo jest mu przykro. Obdarowywał mnie prezentami, pocałunkami, ale ciągle powtarzał, że przeprasza. Chyba żadna kobieta nie chciałaby tyle cierpieć co ja, nawet jeśli później miałaby mieć tak cudownego męża jakim jest Draco.
Kochany pamiętniku, to chyba mój ostatni wpis tutaj, ponieważ nie widzę potrzeby dalszego zwierzania ci się. W końcu jestem szczęśliwa. Po tylu latach mogę znów spokojnie się uśmiechać nie martwiąc się o jutro. Los się do mnie uśmiechnął, Bóg wysłuchał moich próśb. Nie wiem, czy to jest prawdziwe szczęście. Myślę, że dowiem się na łożu śmierci. Jestem szczęśliwa i tak zostanie na zawsze.

31.05.2059
Drogi pamiętniku... jego już nie ma. Odszedł. Odszedł ode mnie na zawsze. Obiecał, że nie umrze pierwszy, obiecał. Znów mnie zostawił. Znów jestem sama, znów tęsknię, znów cierpię. Boli mnie serce, ale dzieci... nasze dzieci wspierają mnie. Wiem, że mogę na nie liczyć. Mimo to nie mogę się pogodzić z tym, że jego już nie ma, że nie spojrzę już w jego oczy, nie dotknę jego dłoni, że nie obudzę się koło niego z uśmiechem. Czeka mnie teraz zimne, psute, duże łóżko i cicha śmierć... śmierć, którą szykuje mi tęsknota i samotność. Nie boję się... wiem, że po drugiej stronie czeka na mnie, wyciąga do mnie rękę, woła mnie. Ale Bóg mówi, że to jeszcze nie czas, że mam żyć. A co jeśli nie chcę? Świat bez niego traci kolory, nie ma już sensu. Bez Draco wszystko jest inne, szare, ciche... zapomniałam, że jest takie coś jak szczęście. Znów upadlam, ale tym razem się już nie podniosę. Jestem za słaba.
Nie chcę już walczyć. To nie ma sensu. Będę żyć z dnia na dzień czekając na ostateczny cios w serce, Chcę już do niego. Chce znów się z nim złączyć w jedność, chce zacząć nowe życie, lepsze życie z nim. Tu, na ziemi nie jest mi dobrze.

Kochany pamiętniku, już nic nie napiszę. Nie jestem w stanie. Kiedy trzymam cię w dłoni... moje wspomnienia wracają, rany w sercu otwierają się i wybucham płaczem. Zamykam się w sobie, nie chcąc z nikim rozmawiać. Muszę cię schować. Wybacz mi.