piątek, 24 października 2014

Miniaturka Harietty - "Czas leczy rany"

Hej Kochani!


Miniaturki miały być co sobotę, ale jako, że soboty zwykle mam zajęte od rana do wieczora, to chyba zmienię ten termin na każdy piątek :) W każdym razie dziś dla Was obszerna miniaturka Zuzy - Harietty pt:"Czas leczy rany". Zachęcam Was do lektury i oczywiście wyrażania swoich opinii, a autorkę zachęcam do założenia własnego bloga i publikowania dla Nas :) Poniżej kilka słów od autorki skierowanych do czytelników :)
Pozdrowionka!
Venetiia


PS. Bardzo mnie cieszy, że wiele z Was zdecydowała się na wysyłanie do mnie swoich prac. Wolne terminy publikacji są dopiero na grudnia, ale nadal bardzo Was zachęcam do przysyłania mi kolejnych prac - każda z nich niezmiennie mnie cieszy :) Naprawdę, nie piszcie do szuflady tylko podzielcie się swą wyobraźnią z głodnymi dramionowiczkami :D Buźki!



-----
HEJ!
Nazywam się Zuzanna, ale wszyscy i tak wołają na mnie Zuza albo Harietta :3. Postanowiłam spróbować moich sił w Dramione. Ta miniaturka ma na celu sprawdzenie się. Będę ogromnie wdzięczna za wszystkie negatywne jak i pozytywne komentarze (oczywiście bardziej za pozytywne :D). Moje poczucie humoru przerasta nawet mnie i nie wiem jak to się stało ale się stało. Napisałam pierwszą w życiu Miniaturke Dramione. Trochę cukierkowa, ale to właśnie mój styl. Dajcie znać jeśli wam się spodoba i będziecie chcieli poczytać coś więcej ode mnie. Jeszcze raz DZIĘKI przez duże D dla Venetii za to, że publikujesz. Twoje „Dwa Światy“ były moim pierwszym Dramione i bardzo mnie zainspirowałaś. Pozdrawiam i życzę przyjemniej lektury!
Harietta

PS. Bez bety ;)
-----



Czas leczy rany

Szła z dumnie podniesioną głową nie zwracając uwagi na złośliwe komentarze reszty zgromadzonej w Wielkiej Sali. Może i było jej przykro ale nauczyła się jak być odporna na tego typu zagrywki. Czy jej to nie przeszkadzało? Zawsze będzie, ale na szczęście nie robiło to już na niej wrażenia. To tylko głupi Ślizgoni, powtarzała w głowie jak mantrę. Była tak zamyślona, że dopiero za trzecim razem usłyszała jak woła ją przyjaciółka.
-Hermiona! Tu jestem!
Trochę speszona podeszła do rudowłosej przyjaciółki.
-Cześć Ginny. Jak się miewasz?
Oho, zaraz się zacznie, pomyślała pani Prefekt Naczelna Gryffindoru, Hermiona Granger. I jak zwykle miała rację.
-Oh, wyśmienicie! Byłam wczoraj na przecudownej kolacji z Harry’m w Hogsmeade! Nawet nie wiesz jaki on jest uroczy! Podarował mi prześliczną bransoletkę! O nie, została w dormitorium! No nic nadrzy się jeszcze okazja. A wiesz...
Brązowowłosa wyłączyła się. Nie miała już zamiaru po raz enty słuchać o chłopaku swojej najlepszej przyjaciółki, Ginny Weasley. A jej chłopakiem był nie kto inny jak tylko sam Wielki Harry Napuszony Do Granic Możliwości Potter. Nieznosiła go i tej jego sławy. Zawsze chodził po szkole dumny jak paw bo to w końcu on uratował cały czarodziejski świat przed Siłami Ciemności, bla, bla, bla... Ale jeszcze gorszy był ten jego głupi przyjaciel pan Prefekt Ronald Głupi Wiewiórzy Łeb Weasley. Jak ona go nienawidziła! I jak w ogólne można było go mianować prefektem! Może i kiedyś byli przyjaciółmi, może Ron był kiedyś jej chłopakiem ale to nie zmienia faktu, że to co jej zrobił zabolało. I nie chodzi tu już o nazwanie jej brudną szlamą przy jej rodzicach. Zrobił coś o wiele gorszego i to właśnie był powód przez który tak cierpiała. Ale nie o tym chciała teraz myśleć. Nie chciała myslami powracać do okresu sprzed i w trakcie wojny. To, że wygrali Hermionie wcale się nie podobało. I tylko pewien szarooki arystokrata o blond włosach, siedzący przy stole Ślizgonów wiedział dlaczego...

***
-Dobrze, że Snape był dziś w doskonałym humorze, prawda?-zapytał Draco Malfoy swojego najlepszego przyjaciela Blaise’a Zabiniego kiedy wracali z lekcji eliksirów.
-Taa, jakbyś nie zauważył to dostałem dziś szlaban u twojego ojczulka chrzestnego za to, że głośniej westchnąłem na sprawdzianie, więc mi tu nie mydlij oczek i gadaj co ci leży na wątrobie.
-Nic-odpowiedział wymijająco blondyn nie patzrąc przy tym na kolegę, który kaszlnął coś na kształt „Granger“.
-Przestań! Pogadamy w dormitorium! - syknął Malfoy i pewnie ruszył w tamtą stronę. Uśmiechnięty od ucha do ucha Zabini wiedział, że szansa na to, że Draco powie mu coś więcej zdarza się raz na milion więc w podskokach jak kucyk z krainy tęczy ruszył za przyjacielem.

-No dobra, posłuchaj. Po pierwsze prosiłem żebyś nie wspominało o Herm... Granger na korytarzu jasne? - ostrzegł Zbiniego, który tylko gorliwie przytaknął i dał przyjacielowi czas do namysłu. Od czego by tu zacząć tak by nie zdradzić tego kim tak naprawdę jest Gryfonka?, myślał gorączkowo Dracon, aż w końcu westchnął i zapytał:
-Ale to zostaje między nami jasne!?
-Oczywiście stary tylko mów już, bo będę zmuszony poddać Cie moim słodkim torturom.- mrugnął do niego zalotnie Blaise.
-No dobra, zaczekaj muszę coś jeszcze załatwić...
Po tych słowach wyciągnął swoją różdżkę i wysłał patronusa do pani Prefekt Naczelnej Gryfonów.

***
Hermiona czytała właśnie Historię Hogwartu w swoim dormitorium, kiedy przed nią zmaterlizował się patronus. Jego patronus. Kiedy już odłożyła księgę, biała fretka zaczęła mówić jego głosem.
-Przegrałem z Blaise’m, sprowokował mnie. Pofatygujesz się do nas czy mam to zrobić bez ciebie? Prześlij patronusa. Czekam. Draco.
Hermiona westchnęła. Wiedziała, że to się tak skończy. Blaise był sprytny i tylko wykorzystał sytuację. Zrezygnowana dziewczyna ubrała się myśląc gorączkowo co innego mogłaby sprzedać Zabiniemu by wreszcie się odczepił. Już prawie pół roku Draco i ona musieli ukrywać ich tajemnicę przed jego wścibskim nochalem. Ehh... Nagle odpowiedż spłyneła na nią jakby doznała olśnienia. To było to! Z prędkością karabinu maszynowego chwyciła różdżkę i wysłała odpowiedź Draconowi. Miała tylko nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z jej planem, bo naprawde miała już dość Zabiniego.

***
Malfoy miał już dość. No bo ile można czekać!? Zabini który co 5 sekund pytał „czy teraz mu powie“, już powoli doprowadzał go do szału. Nagle drzwi do ich dormitorium otworzyły się z impetem.
-No już myślałem, że... – Draco urwał bo to co zobaczył odebrało mu mowę. W drzwiach z błyskiem w oku i uwodzicielskim uśmiechem stała ona. Hermiona Granger. Gdyby ktoś teraz powiedział, że brązowowłosa dziewczyna wygląda pięknie, to Draco w sekundzie przeklął by go czymś naprawdę strasznym. To nawet w połowie nie oddawało uroku stojącej przed nimi Gryfonki. Miała na sobie białą sukienkę do kolan z długimi koronkowymi rękawami. Wyglądała ślicznie lekko zarumieniona najprawdopodobniej od biegu. Jednak nagle w głowie Dracona pojawiły sie słowa jej patronusa:
-Nie martw się, już moja w tym głowa, żeby Blaise się odczepił. Pamiętaj! Jak mrugnę to znaczy, że pora zaczynać show. Mam nadzieję, że jeszcze coś w tej twojej głowie zostało i zorientujesz się jak przyjdę. Nie wysyłaj odpowiedzi. Hermiona.
I nagle go olśniło... Gryfonka nie powie Zabiniemu prawdy. A on ma grać razem z nią... No cóż, pomyślał, może i lepiej.
-Cześć chłopaki – powiedziała a raczej wymruczała Hermiona podchodząc do Malfoya.
-Uuuuuu, Hermiona! Nieźle wyglądasz. – powiedział Zabini.
-Dzięki – wyszeptała Hermiona, ale wciąż patrzyła na Dracona z tym uwodzicielskim uśmiechem. Jezu, czemu tu tak gorąco!, pomyślał Draco i poluźnił krawat. Hermiona mrugnęła do niego. Pora zaczynać, pomyślał Ślizgon.
- Cześć, kochanie. – przywitał ją Malfoy i cmoknął w policzek. Dziewczyna zadrżała pod wpływem jego dotyku. Czy ona się go brzydziła? Nie... Przecież każda dziewczyna w tym zamku go pragnęła. Draco uśmiechnął się lekko na tę myśl.
- Ja... Może pójdę, nie chcę przeszkadzać... – wymamrotał speszony i zdezorientowany Zabini.
-Ależ, Diable! Jak możesz teraz wychodzić? – oburzyła się dziewczyna – Przecież przyszedłeś po odpowiedź prawda? A Draco i ja zaraz Ci pokażmy o co chodzi.
Zmieszany Zabini usiadł na łóżku i czekał. A to co zobaczył spowodowało, że ciemnoskóry Ślizgon zachłysnął się powietrzem. Gryfonka podeszła jeszcze bliżej Smoka jeśli to w ogóle było możliwe i pocałowała go tak namiętnie jak jeszcze nigdy nikogo nie całowała. Nawet Kruma. Nawet Rona. Nawet McLaggena. Nawet Bradley’a*. Nawet nigdy nie myślała, że potrafi całować tak namiętnie. Hermiona oderwała się w końcu od zdyszanego gdyż wiernie oddawał jej pocałunek i zaskoczonego gdyż nie spodziewał się tego po Granger, Malfoya. Oboje uśmiechnęli się do siebie uwodzicielsko i spojrzeli na Blaise’a tym razem Hermiona ze szczerym uśmiechem, a Draco ze swoim firmowym uśmieszkiem nr. 14 pod tytułem: „No i co ty na to stary?“.
- Ale... Co... Bo... Ty... On... Wy, to nie... Ja... – nie mógł wydusić z siebie słowa zszokowany Blaise.
-No to teraz już wiesz o co chodzi z tą tajemnicą, Diable? Czy mamy powtórzyć? – zapytała Hermiona.
_-To... To już wystarczy, dzięki – mruknął Zabini –dajcie mi dojść do siebie. Do zobaczenia potem... Hmm... Gołąbeczki.
I wyszedł. Ulga jaka spłynęła na nich oboje była porównywalna do wielkości fali Tsunami.
-Wiesz, że on teraz nie odpuści? Musimy to pociągnąć. Ale z drugiej strony, już nie będzie mnie dręczył. – powiedział Draco.
-Wiem, ale uspokój się, damy radę, Draco. Nie takie rzeczy się wcześniej robiło. – odpowiedziała Hermiona, mrugając.
-No to co potem?
-Mam już zarys planu, ale musisz przyrzec, że nie będziesz stawiał oporu. Okay?
-Okay.
No to słuchaj...

***
Po 2 miesiącach cała szkoła wiedziała o „związku“ Ślizgona i Gryfonki. Oczywiście już nie musieli się kryć, więc nadal udając kleili się do siebie cały czas. Wszystko robili razem zaczynając od spędzania wolnego czasu przez odwiedziny w dormitoriach do namiętnych pocałunków czasem nawet na oczach nauczycieli. Kto się wygadał? Tego nie dowiedzieli się nigdy. Podobno Blaise nic nie chlapnął ale różnie to bywa. I choć oboje nadal wiedzieli, że udają i wmawiali sobie, że to tylko na potrzeby innej tajemnicy, każde z nich już wiedziało, że dzień bez tego drugiego to najgorsze co może im się przytrafić. I tak by to trwało gdyby nie zakończenie szkoły. Zbliżało się wielkimi krokami a oni wiedzieli, że każdy dzień, każda godzina, każda minuta i każda sekunda przybliża ich do rozstania. A tego nie może zmienić nawet najsilniejsza magia na świecie... Aż pewnego razu, miesiąc przed zakończeniem roku, ich smutek i zamyślenie przerwała sowa która sfrunęła przed nich w trakcie śniadania (siedzieli przy jednym stole, żeby każdą wolną chwilę spędzać ze sobą) z listem przywiązanym do nóżki. Zaraz po niej sfrunęła inna sowa z listem w pyszczku. Hermiona i Draco spojrzeli po sobie zdiwieni i chwycili po jednym liście. Szybko zaczęli je rozpakowywać. Po przeczytaniu swoich listów po trzy razy, gdyż nie mogli wyjść z szkou po treści jaką te zawierały rzucili się do wyjścia wybiegli z zamku i zaraz gdy znaleźli się na błoniach Draco przywołał ze swojego dormitorium truskawki i 2 butelki piwa kremowego. Hermiona za to przywołała koc piknikowy i usiedli wygodnie przed tym wykonując taniec radości w którym nie zabrakło czułości, szczęścia uścisków i pocałunków. Gdy już pijani szczęściem skończyli jeść truskawki a każdy opróżnił połowę swojej butelki, pierwsza odezwała się Gryfonka.
-Czy... Czy ty możesz przeczytać swój list na głos? – zapytała nieśmiało.
-Dla ciebie wszystko – szepnął Draco i zaczął czytać.

Kochany Draco!
Doszły do nas słuchy, że masz dziewczynę.

-Przepraszam mój ojciec zawsze był bezpośredni w takich sprawach – uśmiechnął się przepraszająco Draco.
- Czytaj! – ponagliła go Hermiona.

Oczywiście wiemy też co to za dziewczyna. Synu... Ja i matka chcieliśmy tylko powiedzieć, że nie będziemy ci robić wyrzutów. Miłości swojego życia nie można od tak poprostu wybrać. Ufamy, że wiesz co robisz i nie będziesz tego żałował. Kochamy cię z matką i pragniemy twojego szczęścia. Masz więc nasze pełne błogosławieństwo, a jako dowód naszej zgody przesyłamy klucze i adres waszego nowego domu. Dom znajduję się oczywiście w czarodziejskiej części Londynu. Pozdrów od nas Hermionę. Kochamy i całujemy,
Rodzice.

PS.
Roadster Street 18
9986 Londyn

Po przeczytaniu człego listu Draco sięgnął do koperty i wyjął z niej 2 jednakowe klucze. Hermionie łzy błysnęły w oczch. Czy ona na to zasługiwała? Czy napewno tego chciała? Chociaż nie tego była pewna. Nie tylko chciała, pragnęła spędzić resztę swojego życia z Draco. Ale czy on tego chciał?
-A ty też przeczytasz twój na głos? – poprosił Draco.
- Tak, jasne. – rzuciła Hermiona i zaczęła czytać swój list.

Kochana Córeczko!

Jesteśmy z ciebie tacy dumni. Kiedy w wieku 11 lat dostałaś swój list z Hogwartu, już wiedzieliśmy, że to wielkie wyróżnienie. I pomyśleć, że to miało miejsce 7 lat temu... A teraz ukończysz tą magiczną przygodę w szkole i to z mężczyzną którego tak kochasz... To naprawdę piękne. Oczywiście masz nasze pełne pozwolenie i błogosławieństwo na wasz związek. W ramach chęci zapoznania się zaprzaszamy was na kolację w ten weekend. Nie martwcie się, to zostało już ustalone z profesor McGonagall, więc przybedziecie do nas siecią Fiuu. Pozdrów Draco i pamiętaj, że cię kochamy,
Rodzice.



-Draco?
-Hmm...?
-Mogę cię o cos spytać?
-Jasne, pytaj.
-Ale nie obraź się, okay?
-Ej Hermiona co się dzieję? – zapytał zatroskany Draco, widząc minę Hermiony. Była smutna i przygnębiona.
-Czy... czy ty chcesz... Czy ty chcesz tego co nasi rodzice? – wypaliła Hermiona na jednym wydechu.
-Hermiono wstań, proszę.- poprosił chłopak.
-Ale...?
-Poprostu wstań. Ufasz mi? – dziewczyna pokiwała głową bez zastanowienia. Ufała mu bezgranicznie i nic nigdy tego nie zmieni. Dziewczyna wstała ale Draco nadal siedział.
- Zamknij oczy – poprosił chłopak.
Hermiona już miała zaprotestować, ale nie zdążyła gdyż Draco szybko podniósł się i zamknął jej usta pocałunkiem.
-Proszę. – wyszeptał. Gryfonka spełniła jego prośbę, jednak niechętnie gdyż bała się, że chłopak zaraz ucieknie od niej i zostawi ją samą. Nie zdążyła poważnie się nad tym zastanowić gdy usłyszała TE słowa.
-Hermiono Jean Granger czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie?
Oszołomiona otworzyła oczy i ujrzała Dracona Malfoy’a klęczącego przed nią z pierścionkiem zaręczynowym jego babci i wpatrującego sie w nią z miłością. Czy to się dzieje naprawdę?, pomyślała Hermiona?
-Naprawdę. – i na potwierdzenie swoich słów wyciągnął rękę i uszczypnął Gryfonkę.
-A... A... Ale... Ja... Czy... – jąkała się dziewczyna. Draco posmutniał. Odmówi mi? Odzruci mnie i ucieknie? Ale przecież co ja zrobiłem źle?, myślał gorączkowo Ślizgon.
-Nic. – odpowiedziała dziewczyna. – Jak widac nie tylko ty umiesz czytać w myślach.
-Co... – nie zdążył dokończyć pytania bo Hermiona ze łzami szczęścia w oczach rzuciła mu się na szyję i pocałowała tak namiętnie jak dwa miesiące temu pierwszy raz w jego dormitorium.
-Tak. –powiedziała tylko a on porwał ją w ramiona i zaczął oddawać jej pocałunki z największą pasją na jaką się zdobył. Trwało to dobre kilka minut a gdy oderwali się od siebie chcąc nabrać powietrza odezwała się dziewczyna.
-Gdyby ktoś trzy miesiące temu powiedział, że Dracon Malfoy da się kiedyś zaobrączkować i to z własnej woli a na dodatek to ja mam być jego wybranką to umarłbym ze śmiechu wijąc się na podłodze.
-Ja też – przyznał się chłopak i oboje wybuchnęli szczerym głośnym śmiechem. Po dobrych 10 minutach Draco wyciągnął dłoń, złapał w nią malutką rączkę Hermiony i włożył jej na palec pierścionek zaręczynowy swojej babci. Hermiona popatrzyła na pierścionek na swoim palcu i zaniosła się płaczem.
-Cśś, skarbie, wszystko dobrze. –szeptał do niej Draco z czułością.
-To jest poprostu piękne. Ja... – ale nie udało jej się skończyć, gdyż usłyszeli kroki a potem ktoś krzyknął.
-Hej, Zakochni, wszędzie was szukam. Nikt was nie... Hej co się stało? –zapytał Blaise Zabini idący w ich kierunku. Na widok zapłakanej dziewczyny i obemującego ją Draco przystanął. Próbował doszukać się czegos w oczach Gryfonki choćby cienia smutku ale nic takiego nie zobaczył. W jej oczach gościła tylko radość i miłość do siedzącego obok blondyna. Zabini nigdy nie widział bardziej zakochanej dziewczyny.
-Co tu się dzieje? – zapytał zdezorientowany Blaise.
Hermiona nic nie odpowiedziała tylko wyciągnęła dłoń. Gdy Zabini już miał prosić o wyjaśnienia, coś błysnęło na palcu Gryfonki. Pierścionek zaręczynowy babci Malfoy.
Blaise już o nic nie pytał. Tylko dziękował wszystkim bóstwom jakie znał za to, na co zdecydował się jego przyjaciel.

***
-Scorpius, mówiłam Ci zaczekaj na Juliet!
-Ale mamoooo..!
-Scorpius słyszałeś co powiedziała mama. Zostaw.
-No dobrze tylko, niech Juliet się pospieszy.
-Gdzie byłeś? –zapytała Hermiona Malfoy, swojego męża Dracona Malfoya, który właśnie wszedł do pokoju ubrany w odświętny garnitur i białą koszulę.
-Rozmawiałem z Diabłem. Życzyłem mu wesołych świąt, i jeszcze raz dziękowałem. Mamy pozdrowienia od niego, Pansy i Maxa.
-Powiemy mu w końcu o co chodzi? - spytała rozbawiona kobieta.
-Może kiedyś... Ale niech to narazie będzie naszą tajemnicą. – odparł Draco i ucałował żonę w policzek. Scorpius skrzywił się by zaraz uśmiechnąć się szeroko.
-Mamo, mogę już!? – spytał chłopak wskazując palcem na śliczną siedemnastolakę o brązowych oczach i długich, prostych blond włosach do pasa. Ubrana była w białą sukienkę do kolan z długimi, koralikowymi rękawami. Włosy upięła w wysoką kitkę z tyłu głowy.
-Cześć. – przywitała się Juliet i podeszła do mamy by ucałować ją w policzek.
-Wszyscy są, możemy zaczynać – wydała polecenie pani Malfoy i usiadła do stołu. –Scorpius ty też musisz najpierw coś zjeść.
-Ale...
-Nie dyskutuj. – odezwał się tata chłopca i usiadł do stołu naprzeciwko swojej żony.
-Wiesz czasami się zastanawiam jak do tego wszystkiego doszło. Ja, kujonka z Gryffindoru i ty, arystokrata ze Slytherinu to zupełnie nie do pomyślenia, nie sądzisz? – powiedziała nagle Hermiona siadając na kanapie koło Dracona i patrząc na roześmianą siedemnastolatkę oraz jej młodzego o 10 lat brata, Scorpiusa, który po swojej matce odziedziczył brązową burzę włosów a po tacie te stalowoszare oczy, które zawsze patrzyły na wszystkich z nieprzeniknionym wyrazem.
-Żałujesz? – spytał Draco podążając wzrokiem za żoną i uśmiechając się mimowolnie.
-Nigdy, Malfoy.
-No cóż... Byłoby teraz nie na miejscu nazwać cię Granger prawda?
-Prawda – odpowiedziała kobieta i uśmiechnęła się ciepło do byłego Ślizgona. –Dlatego tak lubię używać tego nazwiska. Przypomina mi, że moje brzmi tak samo.
-A wracając... Jak tam rana? Zagoiła się już?
-Prawie – skrzywiła się Hermiona dotykając lewego przedramienia, przez materiał sukienki.
-Pokażesz? Może trzeba ci podać jeszcze jakieś eliksiry? – zapytał Draco.
Dziewczyna podwinęła rękaw i oczom dwójki zakochanych ukazała się lekko zagojona rana o nieokreślonym kształcie.
-Nie najgorzej. Po kolacji powinnaś zażyć eliksir...
-Zażyłam. Nie roztrząsajmy już tego. Porozawiamy później. – powiedziała kobieta w pośpiechu opuszczając rękaw, gdy zobaczyła nadbiegającego chłopca, który trzymał już jakiś pakunek w ręku.
-Mamo zobacz co dostałem!! – krzyczał młody Malfoy, wciskając mamie pakunek w rękę.
Mało brakowało, pomyślała kobieta i uśmiechnęła się do syna.
-Scorp, na tym pudełku jest napisane: „Dla Scorpiusa Malfoya od Mikołaja“. Czyj to może być prezent? – spytała Juliet wychylając głowę z salonu.
-Móóóóóój! – krzyknął mały i puścił się biegiem do siostry, by rozpakować następny podarunek.
-Mało brakowało – odetchnęła kobieta z ulgą, odkładając pudełko na bok. –To jeszcze nie pora, żeby mały wiedział.
-Masz rację. Juliet dowiedziała się gdy miała dwanaście lat. – odparł Draco. –A teraz chodź już do góry, wyglądasz na bardzo zmęczoną moja słodka śmierciożerczyni.
Draco złożył bardzo namiętny pocałunek na ustach kobiety i pociągnął w strone sypialni chwytając ją za lewe przedramię gdzie dziewiętnaście lat temu widniał wypalony Mroczny Znak...
***
*Bradley – postać wymyślona na potrzeby miniaturki.

wtorek, 21 października 2014

Milion Wyświetleń :):):)

Kochani Czytelnicy!

Dziś spełniło się kolejne z moich małych marzeń - kiedyś byłam pewna, że jest nierealne - dziś jednak świętuje razem z Dwoma Światami MILION wyświetleń bloga :) Jestem z tego taka dumna, że musiałam dodać ten post, by podziękować wszystkim, którzy tu zaglądali i przyczynili się do osiągnięcia tej liczby :) Wielkie, wielkie dzięki raz jeszcze! :)

Venik

PS. Blog nadal będzie funkcjonował jako miejsce publikacji dzieł początkujących autorek dramione :) Mam już trzy kolejne miniaturki/prologi do publikacji, ale oczywiście czekam na więcej. Jeśli macie ochotę opublikować tu coś swojego zapraszam do kontaktu: venetiia.noks@gmail.com. Kolejne mini dzieło już w przyszłą sobotę :) Pozdrawiam!

sobota, 18 października 2014

Miniaturka Katheriny Petrovej - Poświęcenie

Hejka! :)

Miniaturka miała być w sobotę - i jest, choć prawie przy jej końcu :) Nosi ona tytuł "Poświęcenie". Jej autorka - Katherina Petrova będzie Wam pewnie wdzięczna za każda opinię :) Ja ze swej strony zachęcam ją oczywiście do dalszej publikacji jej twórczości i założenia autorskiego bloga :) Uważam, że pisanie do szuflady jest naprawdę smutne. Bo jest wiele osób - np. ja - które łakną coraz to nowych historii stworzonych przez utalentowanych autorów. Proszę Was - nie chowajcie swojej pracy przed czytelnikami - naprawdę jeśli się postaracie, zostaniecie docenieni :) Pozdrawiam!
Venetiia N.

PS. Wciąż czekam na wasze mniaturki, prologi, wiersze i inne utwory o tematyce dramione - zgłoście się do mnie na venetiia.noks@gmail.com, a na pewno wasze dzieło zostanie tu wcześniej czy później opublikowane :)
Nowe publikacje co sobotę :)



***

Moje życie skończyło się już dawno, dawno temu. Przez ten czas starałem się zapomnieć o NIEJ, ale na próżno. I chociaż wiem, że ONA chciałaby, żebym pozbierał się, i żył dalej - nie potrafię. Wszystko sprawia mi ból.
Budzenie się co dnia, w tym samym łóżku co wcześniej, jest moim największym koszmarem. Otwieram oczy z nadzieją, że ONA tam będzie. Jednak codziennie spotyka mnie rozczarowanie. ONA nie wróci.
Już nigdy.
- ..I nigdy nie będzie jak dawniej. Wciąż cię kocham. Dlaczego mnie opuściłaś?! Przecież wszystko układało się tak dobrze.. - szeptałem załamanym głosem, przyklękając przy JEJ grobie. Kiedy odeszła, wszystko przestało mieć znaczenie. Kiedyś myślałem nawet, że mam serce, bo miało dla kogo bić. Dzisiaj jestem pewny, że w tym miejscu jest tylko ogromna, czarna dziura. Pustka.
Dla kogo mam żyć?
~*~
Patrzyła, jak niszczy swoje życie. Nie mogła nic zrobić, chociaż wiele razy patrzyła w jego smutne, niebieskie oczy, w nadziei, że na nią spojrzy. Jednak nic takiego się nie stało. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że ona cały czas z nim była. Z wielką uwagą śledziła każdy jego ruch.
- Kocham cię. Przepraszam - powtarzała, jak modlitwę. Nie chciała jechać tym samochodem. Wiedziała, że coś się stanie. Spieszyła się - do niego.
A teraz utknęła pomiędzy Niebem, a wielką pustką. Została dla swojej jedynej miłości, chociaż była sama. Doskonale zdawała sobię sprawe, że nie wolno jej tu być.
- Zapomnij o mnie, Draco. Znajdź osobę, która na nowo uczyni twoje życie szczęśliwym. Nie pogrążaj się dla mnie - uśmiechnęła się, jednak ten uśmiech nie obejmował jej oczu. Klęczała razem z nim.. i płakała.
Jej anielskie łzy dotknęły jego twarzy, ale ten nie poruszył się ani o centymetr. Gdyby znowu mogła go dotknąć, przytulić, albo chociaż zapewnić, że wszystko się ułoży.
Nie mogła - przez jej głupotę.
Przez swój pośpiech musi teraz patrzeć, jak najważniejsza osoba w jej życiu stacza się na dno.
Znowu zawiniła.
(..)
- Wstawaj - szepnęła cicho - już dwunasta.
Oczywiście nie usłyszał jej, mimo usilnych starań. Otworzył jednak swoje stalowe oczy, po czym spojrzał się na puste miejsce obok siebie.
Wczoraj znowu jego przyjaciele bezskutecznie dobijali się do jego drzwi. Chociaż wiele razy dawał im do zrozumienia, że chce zerwać z nimi wszystkie kontakty, to oni nie odpuścili.
I za to była im wdzięczna.
- Dopóki śmierć nas nie rozłączy, pamiętasz? - zapytał w pustą przestrzeń, a ona pokiwała głową.
- Przepraszam, skarbie. Zrozum, nie mogę inaczej.
- Nie rób tego! - ostrzegła go, widząc, że ten powoli zbliża się do szafki z eliksirami - Draco, proszę..
Ta chwila zdawała się być wiecznością. Powolnym ruchem otworzył szafkę, po czym przejrzał jej zawartość. Wyciągnął sporą dawkę eliskiru nasennego.
- Nie, nie, nie! Musisz żyć! - powtarzała gorączkowo. Nie może poświęcić swojego życia dla niej.
- Draco... - upadła koło niego. Jego oczy były zamknięte, a z ust wydobył się iewyraźny szept.
- Na zawsze razem, pamiętasz?

poniedziałek, 13 października 2014

Prolog do opowiadania Raiji

Witajcie :)

Wznawiam publikację miniaturek i prologów autorek początkujących w blogerskim świecie Dramione. Dziś o waszą opinie na temat swojej twórczości prosi Raija (raijaattalo@interia.pl). Przedstawiam Wam prolog jej opowiadania dramione. Serdecznie prosimy Was o szczere komentarze. Zdradzę Wam, że autorka ma już gotowe kilka kolejnych rozdziałów więc teraz pora, by namówić ją do publikacji :) Dobrej Zabawy!
Pozdrawiam!
Venetiia N.

PS. Kolejne miniaturki już wkrótce. Kto jest zainteresowany publikacją swojej twórczości na tym blogu proszę pisać na - venetiia.noks@gmail.com






Prolog


 -Auu… Moja biedna głowa… Zaraz, gdzie ja…MAALFOY!!!- Krzyk brązowowłosej Gryfonki sprawił, że leżący pod nią chłopak zerwał się na równe nogi, zrzucając ją na podłogę.- Auu… Delikatności trochę dla cierpiącego, Fretko!
- To samo i z powrotem, Granger. Mogłabyś się tak nie drzeć. Łeb mi pęka- syknął Ślizgon, pomagając dziewczynie podnieść się z podłogi.- Masz może eliksir na kaca?

-Trzymaj- warknęła Hermiona, podając mu jedna z fiolek z szuflady w stole. Podziękowała swojej przezorności, która kazała jej schować ten eliksir właśnie tam. Spojrzała na siebie i zamarła.- Malfoy- wyszeptała.-Dlaczego mam na sobie twoją koszulę? Dlaczego spałam na tobie? O co tu chodzi? Czy my…-zamarła w pół słowa, zdając sobie sprawę z tego co mogło dziać się w nocy.

- O to samo chciałem się zapytać, Granger- odparł ze stoickim spokojem.- Nie patrz tak na mnie, ja nic nie pamiętam- dodał, widząc mordercze spojrzenie Gryfonki. Eliksir właśnie zaczął działać i potworny ból głowy, będący efektem wczorajszej libacji, ustąpił. 
 Hermiona opadła bezsilnie na fotel, próbując sobie przypomnieć, co się wydarzyło wieczorem. Wróciła do dormitorium dosyć późno, gdyż zasiedziała się w bibliotece. Malfoy tymczasem opróżniał drugą butelkę Ognistej w ich pokoju wspólnym. Dała mu się namówić i razem opróżnili kolejne dwie butelki, po czym obydwojgu urwał się film. Ostatnie, co pamiętała, to ich namiętny pocałunek. Nie miała pojęcia, co było dalej. 
-Malfoy… A co jeśli…-szepnęła.
- Nie strasz mnie, Granger. Nawet myśleć nie chcę, co by było gdyby się okazało, że po pijaku zrobiłem ci dziecko… Granger, GRANGER!- wrzasnął, łapiąc osuwającą się z fotela Gryfonki.- Granger… Hermiona… Mionka… Jasna dupa- mruknął, klepiąc dziewczynę po policzkach.
-Malfoy?
-Nie, Lord Voldemord. Cholera, Granger, co ty odpieprzasz?
- Ja… Ja nie wiem… Nagle zaczęło mi się kręcić w głowie, chciałam wstać, ale…
-Ale zemdlałaś i gdyby nie ja, wylądowałabyś z powrotem pod stołem- przerwał dziewczynie zdenerwowany Dracon, patrząc na odzyskującą kolory twarz Hermiony. Pomógł jej podciągnąć się na fotelu i podał jej szklankę wody. Ta Gryfonka zaczynała mu naprawdę działać na nerwy. Przez pierwsze trzy miesiące wspólnego mieszkania w Wieży Prefektów Naczelnych, kłócili się ze sobą o wszystko. Dopiero po Balu Bożonarodzeniowym zaczęli się dogadywać. Przed oczy nasunęło mu się wspomnienie przygotowań do Balu, którymi kierowali właśnie oni, jako Prefekci Naczelni. Wtedy to zdecydował się ją w końcu przeprosić za wszystko, za siedem lat wojny.*
 „Był zdenerwowany, co było u niego rzadkością. W końcu zebrał się na odwagę, by ją przeprosić. TAK, on Dracon Lucjusz Malfoy, arystokrata, zwolennik teorii czystej krwi, postanowił przeprosić Hermione Jane Granger, szlamę, córkę mugoli. „Świat się kończy” -pomyślał. Szedł w stronę Wielkiej Sali. Wiedział, że ona tam będzie, gdyż nadzoruje wieszanie dekoracji przed Balem.
- Granger…yyy… Mogę cię prosić na chwilę?- wydukał.
-O co chodzi, Malfoy?- warknęła, gdy tylko znaleźli się na korytarzu.
-Granger… To znaczy, Hermiono…Ja chciałbym... Tego no.. Powiedzieć, że…no…tego…
-Malfoy, do cholery, pospiesz się, bo nie mam czasu na słuchanie twojego jąkania.
-Proszę cię nie przerywaj mi…To jest dla mnie… ekhm…trudne… bo widzisz... tego... no…
-Malfoy- wrzasnęła.
- Do cholery, Granger, bądź cicho. Jaciępróbujęprzeprosićatymiciągleprzerywaszdocholery –wrzasnął na jednym oddechu.
-Co proszę?- Hermiona udawała, że nie zrozumiała. Postanowiła zabawić się chwilę, kosztem nerwów arystokraty. Siedem lat cierpiała z jego powodu, więc niech się trochę pomęczy za karę. Wojna bardzo ją zmieniła. Nie była już tą samą dziewczyną, co wcześniej. Chciała cieszyć się życiem i nie tracić czasu na dąsanie i rozpamiętywanie tego, co było złe. Nie potrafiła sobie wybaczyć tego, że przez swój upór nie zdążyła pogodzić się z Lavender, która zginęła w bitwie. Od tej pory starała się nie chować długo żadnych urazów i być jak najbardziej życzliwa dla innych ludzi. Próbowała zaakceptować to, że Tleniona Fretka również jest człowiekiem, choć zajęło jej to kilka ładnych miesięcy. A to wiązało się z próbą przebaczenia mu wszystkich świństw, jakich dopuścił się wobec niej.
-Hermiono Jane Granger, czy wybaczysz mnie, Dragonowi Lucjuszowi Malfoy, że odkąd się poznaliśmy byłem dla ciebie przykry, że zatruwałem ci życie, wyzywałem i poniżałem cię? Wiem, ze proszę o wiele, jednak miej na względzie to, że Malfoy’owie nigdy nie przepraszają, a ja właśnie łamię odwieczne zasady naszego rodu.
- No cóż, dobrze, że zdajesz sobie sprawę z wagi twej winy Draconie- Hermiona świetnie się bawiła, patrząc na pokorną minę Malfoy’a. Niezrażona zbierającym się tłumkiem, ciągnęła dalej z grobową powagą- Jednakże biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności…- i w tym momencie nie wytrzymała, widząc minę Draco.- Dobrze Malfoy, zgoda- parsknęła wyciągając do niego dłoń. Ślizgon nie mógł uwierzyć w to, co widział. Gryfonkę najwyraźniej bawiło jego zdenerwowanie i stres.
Bał się, że mu odmówi, że lata nienawiści przeważą szalę na jego niekorzyść. A tym czasem Granger z wielkim bananem na ustach potrząsała jego dłonią w ramach zgody.” „I tak to się zaczęło”- pomyślał. Tego samego dnia pogodził się z Potterem i Weasley’em. Hermiona nawet zgodziła się iść z nim na Bal.”

-Haalo! Hogwart do Malfoy’a!- Hermiona od jakiegoś czasu próbowała wyrwać Dracona z zamyślenia. Wpadła na szatański pomysł.- Dracusiu! – zapiszczała, siadając obok niego.
To był strzał w dziesiątkę. Chłopak zerwał się jak oparzony. 
- Granger, musisz mnie straszyć? Chcesz, żeby nasz dzidziuś urodził się nerwowy?
Hermiona parsknęła śmiechem widząc, jak Malfoy z oburzoną miną kładzie rękę na swoim brzuchu.
-Nie martw się, kruszynko, tatuś cię kocha, nie to, co mamusia.
-Ależ skarbie, ja też kocham naszego bobasa- powiedziała Hermiona przytulając Draco i kładąc mu swoją rękę na dłoni, po czym oboje wybuchli niekontrolowanym atakiem śmiechu, chwilowo zapominając o swoich rozterkach sprzed piętnastu minut.

Dwa dni później odbyło się uroczyste zakończenie roku szkolnego i pożegnanie uczniów siódmego roku. Hermiona i Draco zostali wyróżnieni jako najlepsi uczniowie. Po uczcie wszyscy uczniowie wrócili do domów, na wakacje. No, prawie wszyscy. Harry i Hermiona pojechali do Nory. Brązowowłosa tydzień później odkryła, że jednak po libacji alkoholowej z Malfoy’em doszło do czegoś, do czego dojść nie powinno i że pociągnęło to za sobą nieprzewidziane konsekwencje. Na szczęście znalazła wsparcie u swego najlepszego przyjaciela, Rona Weasley’a, który bez żadnych oporów przyjął dziecko jako swoje. Miesiąc po zakończeniu szkoły, panna Granger została panią Weasley. Kilka miesięcy później na świat przyszedł Matthew Artur Weasley. Miał kasztanowe włosy i niebieskie oczy, co zastanawiało wszystkich. Hermiona skłamała twierdząc, iż jest on uderzająco podobny do jej dziadka ze strony taty. Tym sposobem położyła kres plotkom. Kilka lat później na świat przyszły kolejne dzieci państwa Weasleyów – Rose i Hugo. Hermiona i Ron nie kochali się, co prawda, lecz byli najlepszymi przyjaciółmi, a ich małżeństwo mogłoby być wzorem dla niektórych małżeństw zawartych z tzw. wielkiej miłości. 






* Hermiona i jej przyjaciele wrócili do Hogwartu, by go ukończyć, zaś inni uczniowie musieli powtarzać rok, gdyż poprzedni został uznany przez Ministerstwo Magii za nie ważny.




poniedziałek, 16 czerwca 2014

Miniaturka Venika - "Analiza"

Hej!
Jako, że pojawiło się kilka komentarzy w sprawie zapożyczenia/zbyt dużej inspiracji miniaturki Arabelle, a sama autorka stwierdziła, że nie chce kłopotów - wspólnie ustaliłyśmy, że miniaturka zostanie skasowana, a Arabelle na przyszłość będzie bardziej uważała na to jak się inspiruje twórczością innych. Jako, że nie ustaliłam jeszcze szczegółów publikacji z autorką kolejnej miniaturki przewidzianej na sobotę, postanowiłam Wam wrzucić jedną ze swoich miniaturek, którą ja zaczęłam pisać zanim jeszcze napisałam Dwa Światy, ale powstawała ona bardzo mozolnie i opornie więc skończyłam ją dopiero kilka minut temu :D Jako, że są w niej zawarte i moje początki i teraźniejszy sposób pisania, wiem, że nie jest ona ani wybitna, ani nawet dobra, ale nie chciałam zostawić pustki i niesmaku po dzisiejszej "sprawie inspiracyjnej". Mam nadzieję, że nie ominą mnie wasze szczere komentarze :) i z góry Wam za to dziękuje. Pozdrowionka!
Venik.

PS. Oczywiście znów bez bety. Jestem okropna. Wiem :D
--------------------

O Merlinie! Znowu! Znowu to nudne zebranie. Nie chwila... to narada. Chyba tak nazwała to jego sekretarka? Stara i brzydka Greta. Czemu on, najprzystojniejszy i najseksowniejszy szef Departamentu Międzynarodowej Współpracy musi trzymać za biurkiem taką poczwarę? Chyba tylko dlatego, żeby uniknąć oskarżeń o molestowanie. Tak, jego tatuś wiedział jak to się kończy. Do dziś pamięta tę awanturę z matką. Lepiej dmuchać na zimne, zwłaszcza, że nie chciał tracić swojej pozycji najbardziej pożądanego kawalera przez jakieś głupie plotki durnej blond-wiedźmy. Nie. Sekretarkę mógł mieć starą, ale w kontaktach z koleżankami z pracy zawsze wybierał te młode, zdolne i biuściaste... znaczy te z dobrym gustem, klasą i oczywiście czystą krwią. Jednak na tym zebraniu nie było takich zbyt wiele. Susan Bones, vice-szefowa Departamentu Transportu. Jego główne zagrożenie do stołka ministra, młoda i zdolna jak on... ale za to brzydka, nudna, szara i nijaka. I ta bluzka jak z lamusa. Fuj! Po prawicy Bons  co chyba planuje wyhodować sobie wąs, siedział równie brzydki Dominik Marquell, w ohydnej, szarej szacie, ponurej i bez gustu jak on sam. Ale po co on ogląda takie paskudy? Przecież przy tym stole, na tej przeklętej naradzie musi być ktoś, na kim warto na dłużej zawiesić oko. 
Jeszcze raz rozejrzał się po pokoju. Szefowie i vice-szefowie wszystkich departamentów. Zbieranina dziwaków, karierowiczów i ponuraków. Potter z włosami jak po porażeniu piorunem, Parkinson ta głupia tapeciara, która szczerzy do niego kły jakby był smakowitym stekiem i Daphne Grenngrass z miną jakby siedziała na skunksie. Czemu ona się tak krzywi patrząc w jego stronę? A tak! To pewnie przez to, że ostatnio dał kosza jej młodszej i niestety o wiele głupszej siostrze. Bogowie! Co za beznadziejny dzień, w beznadziejnym pokoju z tymi beznadziejnymi ludźmi! Czy naprawdę nie ma nadziei na zobaczenie czegoś co nie zepsuje mu humoru na resztę dnia? 

Nerwowym ruchem przeczesał swe jasne włosy i spojrzał na zamknięte drzwi, a zaraz potem jego wzrok przeniósł się na puste krzesło. Dlaczego jej dziś nie było? Czyżby znów ratowała jakiś durnych mugoli z opresji? Wtem jednak jego nadzieje zostały spełnione. Drzwi się otwarły, a stukot wysokich obcasów obwieścił wszystkim przybycie ostatniego vice-szefa, a raczej vice-szefowej Departamentu do spraw Kontaktów z Mugolami. Draco uśmiechnął się pod nosem niczym zadowolony kocur i przeciągnął się leniwie na krześle.

--Dzień dobry wszystkim - przywitała się chłodno Hermiona, najwyraźniej niezbyt zadowolona, że ostatnie wolne krzesło jest centralnie na przeciwko Malfoy'a.
--Co to za spóźnienia Granger, nie wiesz, że to nieprofesjonalne? - zakpił, wciąż się uśmiechając.
--A co ty możesz wiedzieć o profesjonalizmie Malfoy? - prychnęła z pogardą.
--Bardzo wiele i mogę ci nawet co nieco o tym opowiedzieć po zebraniu, jeśli chcesz...
--Nie! - warknęła.
--Dość tego Malfoy, pora zaczynać - zarządziła Dafne, wyraźnie wkurzona.
--Ale sztywniara! Czyżby ten skunks ugryzł ją w te nadęte dupsko - wyszeptał Draco i prawie parsknął śmiechem na głos, jednak nikt mu nie zawtórował, jedynie Hermiona z dezaprobatą pokręciła głową, po czym wyjęła swoje pióro, by jak pilna uczennica, zanotować każde słowo z tego zebrania.
Draco natomiast rozparł się wygodnie, doskonale wiedząc, że notatki z tej nudnej narady i tak pożyczy mu Pansy. To znaczy nie jemu, tylko jego sekretarce... On natomiast mógł wreszcie zająć się tym co ostatnio stało się praktycznie jego hobby. Analizowaniu.

--------------------

Uwielbiał to robić, a im bardziej to uwielbiał, tym bardziej czuł jakie to staje się niebezpieczne. Bo albo wcześniej czy później ona go za to skrzywdzi, albo on skrzywdzi siebie i zakocha się w... O Merlinie!
Mimo tych obaw i tak nie miał zamiaru odpuścić. To było jak silny narkotyk, ale miał w nosie to uzależnienie. Musiał to zrobić i już.

--------------------

Zawsze zaczynał od najmniej istotnego szczegółu. Lakieru do paznokci.
Jaki dziś miała? Beżowy, czy może znów ten delikatny róż? Prosty, ale z klasą... Nie, dziś go zaskoczyła. Jej paznokcie były muśnięte mocno czerwonym, błyszczącym lakierem. To pobudzało zmysły na tyle, że musiał nieco poluzować kołnierzyk swojej koszuli.
Dalej.
Lubił jej dłonie. Małe i drobne, a przy tym sprawiały wrażenie jakby niosły za sobą jakąś niesamowitą siłę. Czy to za sprawą magii, którą potrafiły czynić? Być może. Długie, lecz szczupłe palce, na których nie nosiła pierścionków. Czasem zastanawiał się co, by poczuł, gdyby pewnego dnia na serdecznym palcu pojawił się pierścionek zaręczynowy. Nie wiedział jednak czemu, zawsze w tej wizji był to pierścionek jego babci...
Chrząknął, by odgonić od siebie te nieodpowiednie wizje i spojrzał dalej. Na przegubie jej lewej ręki spoczywał złoty zegarek. Nic specjalnego, pewnie mogłaby kupić sobie lepszy... albo on mógłby jej taki podarować, jednak ten chyba był dla niej ważny, bo o ile wiedział dostała go Potter i Weasley'a, gdy dostała ostatni awans. Dalej były jej szczupłe ramiona, jasna skóra i małe piegi. Nikt o tym nie wiedział, ale on uwielbiał piegi, a zwłaszcza te na jej małym, zadartym, a raczej zadziornym nosku. Ubierała się jak na klasyczną pracownicę biura przystało. Zwykle była to biała bluzka i ołówkowo-szara spódnica. Nie nosiła staromodnych szat, ale też rzadko kiedy widywało się ją w kolorowych ubraniach. Choć wciąż miał w pamięci tę krwisto-czerwoną suknię, którą miała na ostatnim balu ministerstwa. I to rozcięcie na udzie... Merlinie! Czemu tu jest tak gorąco? - Złościł się, znów odciągając kołnierzyk koszuli. Dziś jednak, grzeczna panna Granger nie miała na sobie białej bluzki. Przeciwnie, ubrana była w bordową, dość obcisłą bluzkę ze sporym dekoltem. Zauważył to dopiero teraz, gdy zdjęła swój żakiet. Draco przełknął ślinę i szybko poszukał wzrokiem swojej szklanki wody. To zebranie było naprawdę wyjątkowe. Klasyczna panna Granger nosiła zawsze upięte włosy, a jej makijaż ograniczał się do lekkiego różu na policzkach... jednak dzisiaj coś się nie zgadzało. Panna Granger miała czerwoną szminkę i mocno podkreślone oko. Draco wyprostował się na swoim krześle, chcąc się upewnić, że się nie pomylił. W kilka minut Hermiona ze skorupki kujona przeistoczyła się w drapieżną kocice. Dziewczyna odłożyła pióro i spojrzała prosto w oczy podglądacza. Przeciągnęła się i sięgnęła do tyłu, po czym zalotnym gestem wyjęła spinkę, która podtrzymywała jej ciasny kok. Śliczne, brązowe loki opadły kaskadą na jej zgrabne plecy, a szczęka Draco Malfoy'a z łoskotem opadła na podłogę. Teraz już nie patrzył na nią, poddając jej śliczna buzię dokładnej analizie. Teraz gapił się na nią, jak jakiś psychopata. Panna Granger w dzisiejszym wydaniu była bowiem wszystkim czego oczekiwał od kobiety i najmniej obchodziła go teraz czystość jej krwi.

--------------------

--Dziękuje Wam. Na dzisiaj to wszystko - oznajmiła wszystkim Bones i Draco ku swojemu oszołomieniu i rozpaczy po chwili widział już tylko plecy seksownej i dziś wyjątkowo drapieżnej Gryfonki.
--Co to było? - zapytał głupio sam siebie, próbując jakoś pozbierać swoje myśli i emocje. Jeśli każde zebranie będzie tak wyglądało, to będzie walczył o to, by zwoływano je codziennie!
Uspokoił i opanował się wreszcie na tyle, by móc wrócić do swojego biura. Na korytarzu już nikogo nie było i zostało mu tylko samotne oczekiwanie na windę i rozpamiętywanie jej pięknie wykrojonej linii ust, ślicznych oczu, pięknego biustu...
Jednak, gdy winda się otworzyła, tuż przed nim stanął żywy obraz jego wyobrażeń. Hermiona Granger, równie drapieżna co przed chwilą w sali konferencyjnej stała na środku windy i uśmiechała się w taki sposób, że nawet największemu macho zmiękłyby od tego kolana.
--Wsiadaj Malfoy, przecież cię nie pogryzę - zakpiła z niego.
--Obiecujesz Granger? Naprawdę nie chcę się zarazić od Ciebie niczym mugolskim!
--Interesuje cię obietnica szlamy?
--Racja. Pewnie jest nic nie warta, jak cała twoja krew - palnął bez zastanowienia
--Góra czy dół? - zapytała, jak gdyby nie słysząc jego kąśliwej odpowiedzi. 
--A ty? - szybko odpowiedział, dziwiąc się samemu sobie, gdzie podziały się jego zdolności rasowego podrywacza. Czemu przy niej nie potrafił być miły i czarujący? Przecież wcale nie chciał jej obrażać...
--To zależy...
--Niby od czego Granger?
Bardzo zdziwiło go, gdy dziewczyna przysunęła się bliżej i spojrzała mu prosto w oczy.
--Od tego czy chcesz pogadać w moim, czy w swoim biurze - odpowiedziała, stając jeszcze o krok bliżej, co wywołało falę gorąca w jego ciele.
--Niby o czym mamy rozmawiać? - jego głos przybrał dziwnie ochrypły ton, a jego ciało spięło się w oczekiwaniu. Była tak blisko, dosłownie o centymetr...
Kraty windy się zatrzasnęły, ale żadne z nich nawet nie wiedziało, w którą stronę ruszyła winda. Mieli teraz ważniejsze sprawy do omówienia. 
--O twoim nieodpowiednim zachowaniu panie Malfoy. Chcę wiedzieć czemu ciągle się na mnie gapisz! - jej twarz nabrała ostrego wyrazu. Uwielbiał ten zmarszczony w złości nosek!
--Ja na Ciebie? Chyba śnisz Granger! - bronił się.
--Wcale nie! - dźgnęła go palcem wskazującym w klatę - Gapisz się na każdym zebraniu, kiedy mijamy się w bufecie, a nawet w czasie, gdy stoimy w kolejce do sieci Fiuu! 
--Masz bujną wyobraźnie Granger - uśmiechnął się z wyższością.
--Nie kłam! Już kilka osób to zauważyło. Jeszcze trochę i zaczną się plotki! Nie wiem co kombinujesz Malfoy, ale masz mi natychmiast to wyjaśnić. No już! Czemu się tak na mnie gapisz?
--Analizuję - odpowiedział, pierwszy raz będąc z nią zupełnie szczerym.
Bo to była prawda. Analizował jej cudowną osobę milimetr po milimetrze i każdego dnia zadawał sobie to samo pytanie. Jak ktoś tak doskonały, mógł przyjaźnić się z takimi ofermami jak Potter, Longbottom czy ten wieśniak Weasley? Jak ta piękna, zdolna i piekielnie inteligentna dziewczyna mogła marnować swój czas na coś takiego jak praca z mugolami? I wreszcie jak, on dziedzic fortuny i nazwiska Malfoy, mógł przez tyle lat ukrywać przed samym sobą, jak wielkie wrażenie robi na nim ta drobna brunetka, która jako jedyna jest w stanie dorównać mu intelektem i klasą... A jej krew? Przecież to niemożliwe, żeby nie była czysta. Ona była zbyt doskonała...
--Analizujesz? Niby co? - zdziwiła się szczerze Hermiona.
--Ciebie - odpowiedział, pochylając się tak, że prawie zetknęli się nosami.
--Ale... po co ci to? - zapytała szeptem, widocznie speszona jego bliskością.
--Niech za odpowiedź wystarczy Ci to, że po prostu to lubię... - nie mógł się powstrzymać i złapał w dwa palce jeden z miękkich loczków, który opadł jej na czoło. 
Hermiona odskoczyła od niego jak oparzona, czując jak policzki palą ją żywym ogniem. 
--Masz przestać to robić Malfoy! Albo popamiętasz! - warknęła i odwróciła się do niego plecami, wyraźnie czekając aż winda zatrzyma się na pierwszym lepszym piętrze i będzie mogła wysiąść.
Nim jednak kraty się rozsunęły, Draco chwycił ją za łokieć i odwrócił twarzą do siebie.
--Masz rację Granger. Pora przestać analizować. Czas działać...

I nim skończył to mówić, jego chłodne wargi spotkały krwistoczerwone, drapieżne usta w namiętnym pocałunku.



niedziela, 8 czerwca 2014

Miniaturka Dominiki F. - "Nienawidzę poniedziałków"

Witajcie!
Tak jak obiecałam publikuję pierwszą miniaturkę od czytelniczki, która chciała spróbować swoich sił w pisaniu Dramione zanim zdecyduje o powstaniu własnego bloga (do czego oczywiście ją namawiamy :))
Dominika napisała dla Was miniaturkę pt."Nienawidzę poniedziałków". 
Prosimy wszystkich o szczere i motywujące komentarze :)
Kontakt do naszej autorki to: devildomii@gmail.com
Kontakt do mnie: venetiia.noks@gmail.com - Zapraszam wszystkie osoby chętne do publikacji na tym blogu swoich miniaturowych arcydzieł :) 
Miniaturki będą publikowane pojedynczo raz w tygodniu, jeśli oczywiście będę je od Was otrzymywała :)
Pytania dodatkowe proszę kierować na maila lub pod 45919897 :)
Pozdrawiam!

Venetiia Noks.






_____________________________






"Nienawidzę poniedziałków"






Obdarzał moją szyję delikatnymi pocałunkami, powoli schodził w dół na obojczyki przyprawiając mnie o uderzenia gorąca. Wplatałam palce w jego blond kosmyki rozkoszując się ich miękkością. Po chwili spojrzał mi głęboko w oczy i wyszeptał.
- Spóźnisz się na lekcje - zaskoczona tym że głos blondyna dziwnie się zniekształcił i do złudzenia przypominał mi głos Parvati wrzasnęłam. Po chwili ponownie usłyszałam jej głos tym razem dużo wyraźniej.
- Hermiona wstawaj, jest już po śniadaniu.
Nagle jakby wciągnęła mnie ciemność i z powrotem wylądowałam na łóżku, ale gdy otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju uzmysłowiłam sobie, że to był tylko sen, piękny i wyjątkowo realny ale tylko sen.
- No w końcu się obudziłaś. Zbieraj się, za chwilę mamy Eliksiry - warknęła Parvati rzucając mi szkolną szatę, złapałam ją jednocześnie wyskakując z łóżka.
- Mówiłam ci kiedyś że nienawidzę poniedziałków?
- Tak, powtarzasz to co tydzień - obie wybuchłyśmy śmiechem.
Szybko uwinęłam się z ubieraniem, zabrałam podręcznik i razem z Parvati wybiegłyśmy z dormitoriów na eliksiry.
Gdy dotarłyśmy do sali od razu zajęłyśmy swoje miejsca. W tym samym momencie do pomieszczenia wkroczył Snape. Rozejrzał się groźnie po klasie po czym warknął.
- Ingrediencje macie na tablicy, zabierać się do roboty - ponownie rozejrzał się po klasie i usiadł na krześle. Przyciągnął do siebie stos pergaminów i zaczął je przeglądać.
- Ktoś mu chyba porządnie zalazł za skórę wiesz...
- Powiedziałem zabierzcie się do roboty, a nie do gadania - gdyby wzrok mógł zabijać połowa klasy padłaby martwa. Wszyscy umilkli, słychać było tylko bulgotanie kociołków i stukanie nożyków. Nawet Neville dziś nic nie zepsuł. Wszystko było w porządku, do czasu. Znienacka po drugiej stronie sali wybuchł kociołek, przy okazji oblepiając połowę uczniów zgniło zieloną, kleistą mazią. Wokół zapanował chaos, a po sali rozniosły się głosy oburzonych uczniów. Tylko jedna osoba stała spokojnie w kącie. Gdy nasze oczy się spotkały na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech. Zauważyłam w jego ręku opakowanie po magicznych fajerwerkach Weasley'ów. Po krótkiej chwili po klasie rozniósł się wrzask Snape'a.
- Granger. Malfoy. Jesteście prefektami idźcie po Filcha. Natychmiast! - poczułam na sobie, o ile to możliwe, jeszcze intensywniejszy wzrok blondyna. Spojrzałam na niego i ruszyłam na miękkich nogach w kierunku drzwi. Momentalnie w mojej głowie pojawiły się obrazy z mojego snu. Gdy tylko wyszłam na korytarz wzięłam głęboki oddech i ruszyłam prawie truchtem, by szybko znaleźć Filcha i mieć sam na sam z ucieleśnieniem moich sennych marzeń za sobą.
- Poczekaj Granger gdzie ci tak śpieszno?
- Wiesz Malfoy nie wiem jak ty ale ja nie mam zamiaru narażać się Snape'owi gdy jest w takim nastroju. Swoją drogą, możesz mi powiedzieć w jakim celu wysadziłeś ten kociołek? - zdołałam wyjąkać ale ani razu nie zerknęłam w jego kierunku, no może raz.
- No wiesz, podejrzewałem że stary nietoperz wyśle prefektów po Filcha. Dlaczego nie miałem skorzystać z okazji by z tobą pogadać? - zatkało mnie. Stanęłam jak wryta i patrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Na gacie Merlina Malfoy zamiast szukać Filcha powinnam cię zabrać do pani Pomfrey. Chyba masz gorączkę i pomyliłeś mnie z tą mopsicą.
- Granger nie, nie mam gorączki. Zresztą pomylić cię z nią? Nie myślałem że tak nisko się oceniasz - spojrzał na mnie i uniósł prowokacyjnie brwi.
- Wiesz Malfoy nie powinieneś się tak wyrażać o swojej "Dziewczynie" - dobitnie podkreśliłam to słowo i przyglądałam się jak na jego twarzy pojawia się wyraz frustracji.
- Parkinson nie jest moją dziewczyną - warknął przy okazji delikatnie się wzdrygając - Nigdy nie była i nigdy nie będzie. Jedyna dziewczyna którą mam na oku zgrywa wyjątkowo niedostępną - choć tego nie chciałam poczułam lekki zawód. 
- To idź i spróbuj ją zdobyć na pewno się ucieszy - warknęłam - Sama poszukam Filcha - obróciłam się na pięcie i chciałam już odejść gdy poczułam ucisk na ramieniu. Spojrzałam w kierunku Malfoy'a ze zdziwieniem.
- Co robisz?
- To co mi poradziłaś - szepnął, po czym mnie pocałował. Oddałam pocałunek nawet się nad tym nie zastanawiając. Jeśli to w ogóle możliwe był jeszcze wspanialszy niż w marzeniach sennych. Kiedy się wreszcie oderwaliśmy od siebie potrzebowaliśmy chwili by wyrównać oddech.
- A co ze Snape'em?
- Chrzanić Snape'a - uśmiechnął się łobuzersko i oparł czoło o moje.
- Wiesz chyba jednak polubię poniedziałki - uśmiechnęłam się i pocałowałam go równie namiętnie jak wcześniej.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Miniaturka IX - Siła charakteru

Hej.
Miałam wątpliwości czy opublikować dla Was tę miniaturkę, bo wyszła chyba dość przeciętnie, ale dziewczyny na asku mnie namówiły do tego :) Jest z perspektywy Dracona, więc mam nadzieję, że to nikogo nie zrazi. Wyszedł może trochę za słodki, ale dałam się ponieść wenie i oto efekt :) Mam nadzieję, że ktoś znajdzie w niej coś wartościowego :) Wkrótce wyjeżdżam i długo niczego tu nie będzie, ale obiecuje, że pod koniec września również tutaj coś dla Was opublikuje :) 
Buźki i pozdrowienia dla Wszystkich - Cieszcie się końcówką Wakacji, bo ja mam jeszcze miesiąc :D 
Venetiia.

PS. Miniatura bez bety, bo Neska wciąż na wakacjach :)

***

--Pokrój mi korzonki – padło polecenie.
Salazarze! Jak ja nie znosiłem tego pretensjonalnego, rozkazującego tonu Rudego Dzieciaka Gryffindoru. Temu śmierdzącemu Łasicowi od zwycięstwa nad Voldziem zupełnie się w tym ryżym łbie poprzewracało. Kątem oka widziałem, jak Hermiona ze zrezygnowaną miną bierze się do krojenia korzonków swojego ukochanego chłopaka. Spojrzałem na jej zaczerwienione policzki, lekko szkliste oczy i czułem wielką ochotę, by wrzucić w tego popaprańca swoim kociołkiem, pełnym eliksiru żywej śmierci. Weasley zdecydowanie nadawał się tylko do tego, by świecić głupotą i odgrywać rolę najlepszego przyjaciela bliznowatego Wybrańca. Wojna zmieniła go w propagandową maszynkę do zbierania pochlebstw i spijania śmietanki, a zupełnie znieczuliła na potrzeby innych. To on tu był najważniejszy, on zawsze dostawał wszystko czego chciał... Ciekawe jak to się złożyło, że zaraz po wojnie zapragnął Granger...? Najwidoczniej nie interesowało go to, że jej rodzice nie żyją, a ona została bezdomną sierotą. Nie. Dla niego liczył się tylko poklask i sława. A dwója pomocników Pottera razem była idealnym obrazkiem, na którym można było zarobić góry galeonów, co rodzina Weasley'ów skrzętnie wykorzystała. Ona została jego dziewczyną i wydaje mi się, że mało kogo obchodziło, czy ona naprawdę tego chce, czy robi to tylko po to, by znów poczuć się częścią rodziny. Gdyby Potter musiał wybierać, pewnie poszedłby za tym piegusem, zresztą od dawna podejrzewałem go o to, że woli chłopców, ale Granger... Co ta rozsądna dziewczyna robi z tym rudym głupkiem? Czemu sama pozwala się tak poniżać i traktować jak dodatek do garderoby...? Każdego dnia mam wrażenie, że coraz bardziej gaśnie na moich oczach. Gdzie zniknęła jej radość? Kiedy odeszły te wesołe iskierki w jej spojrzeniu? Od jak dawna nie pojawiała się już jej promienny uśmiech..? Widziałem, jak śmiała się tylko z przymusu, najczęściej z głupich i bezsensownych żartów Łasica i pewnie tylko dlatego, że on tego oczekiwał. Nie wiedziałem czemu sama sprawia sobie te tortury, wiedziałem jednak, że ona długo już tego nie wytrzyma. I ja też nie... i pewnego dnia po prostu przyłożę Weasley'owi tak, że mnie popamięta!


***

Dlaczego tak się tym przejmowałem? Może dlatego, że byłem blisko i widziałem wszystkie te niewielkie urazy i rany, które powoli ją niszczyły. Bycie prefektem naczelnym miało być przywilejem, a ja szybko znienawidziłem ten przywilej prawie tak mocno jak nienawidziłem chłopaka z blizną i jego rudego przyjaciela, którym podobno zawdzięczaliśmy wolność. Wspólne mieszkanie z prefektem Gryffindoru nie byłoby takie złe, gdyby nie to, że Hermiona często gościła u siebie tego nadętego dupka. Już pierwszego dnia nie omieszkał mi wypomnieć, że tylko dzięki bohaterskiej postawie mojej matki w czasie wojny, Potter nie wtrącił mnie do więzienia, gdzie powinienem teraz gnić. Potem za każdym razem przypominał mi, że jestem prefektem naczelnym, bo byłem za słaby, by zostać kapitanem drużyny – nie to co on, wspaniały przywódca i przyszły zdobywca pucharu Qudditcha. Gdy wreszcie opuszczał nasz wspólny salon, Hermiona zawsze szeptała ciche przeprosiny, jakby chcąc mi podziękować za to, że nie reagowałem. Nie wybuchałem złością, nie rzucałem klątwami, tylko siedziałem cicho, znosząc obelgi od kogoś kto nie rozumiał co przeżywałem każdego dnia i nocy od kiedy zostałem Śmierciożercą. Jednak czego się spodziewać? Zrozumienia od Weasley'a? Nie. Tego na pewno nie. W końcu musiałby być istotą rozumną, a ktoś, kto tak traktował swoją dziewczynę nie mógł nią być.

***

Kiedy coś we mnie pękło? Chyba wtedy, gdy zobaczyłem pierwszego siniaka na jej przedramieniu. Mimo, ze Hermiona szybko zsunęła rękaw swojej bluzki, ja wyraźnie widziałem ten ślad. Pamiętam, że wtedy chyba godzinę kopałem i waliłem w worek treningowy w Pokoju Życzeń. Worek treningowy z podobizną  pana W. Nie wiedziałem co zrobić, nie wiedziałem co dalej, ale wiedziałem, że nie mogę na to pozwolić. Jej zlękniony wzrok, gdy zauważyłem siniaka był tak podobny do wyrazu twarzy mojej matki, gdy ukrywała przede mną swoje ślady i rany. Dobrze ci ojczulku, że twoje zwłoki gniją gdzieś w Azkabanie... Gdybym tylko mógł, to szczątki Weasleya szybko, by do Ciebie dołączyły. 
Od kiedy pierwszy raz domyśliłem się, że Łasic ją bije, zacząłem uważnie obserwować. Przysiągłem sobie, że zrobię co w mojej mocy, bo pożałował jeśli jeszcze raz ją tknie. Długo nie musiałem czekać...


***

Bal świąteczny był pełen przepychu i akcentów przypominających, że dziś bawić możemy się tylko dlatego, że szanowny pan Potter i jego kumpel damski-bokser nas wszystkich uratowali z łap Voldemorta. Czasem zastanawiałem się, czy Dumbledore i Potter nie przenieśli swojej relacji na wyższy level bo, aż nazbyt widocznie wchodzili sobie wzajemnie w cztery litery prześcigając się w wyrazach wdzięczności i wzajemnych pochlebstwach. To było irytujące i żałosne.
Astoria uwiesiła się mojego ramienia jak rzep psiego ogona, a na dodatek nieustannie coś do mnie gadała, ja jednak byłym zainteresowany czymś innym. Hermiona, w prostej błękitnej sukni, wyglądała zjawiskowo. Jednak jej facet najwyraźniej tego nie zauważał, skoro zajęty był raz po raz opowiadaniem o tym jak walczenie zwyciężył z siłami zła i ilu Śmierciożerców własnoręcznie zabił... To byłaby prawda jeśli tylko umarliby ze śmiechu na widok jego włosów i piegów. 
Hermiona nie miała zbyt wiele zabawy na tym balu, gdyż Weasley nie miał chyba zamiaru z nią tańczyć. Ja byłem prefektem naczelnym, ona drugim... wypadało nam zatańczyć razem i muszę przyznać, że poprosiłem ją o to z prawdziwą przyjemnością. Pozbyłem się tej idiotki Astorii i podszedłem do Granger. Zgodziła się od razu, gdy zapytałem czy ze mną zatańczy. Na krótką chwilę, gdy łapała moją dłoń w jej oczach zabłysnęła ta znajoma iskierka, jednak szybko zgasła, zastąpiona czymś ponurym i smutnym. Dlaczego choć na chwilę nie mogła znów być tą wesołą, spontaniczna dziewczyną, która kiedyś znałem?
Wiedziałem, że cała Wielka Sala gapi się na nas, ale mało mnie to obchodziło. My patrzyliśmy na siebie. Miałem wtedy wrażenie, że tylko ja wiem, jak bardzo ona cierpi. Miałem wrażenie, że tylko ona rozumie co ja przeżywam. Tylko może mi pomóc i tylko ja będę w stanie pomóc jej. Nie wiedziałem jeszcze tylko jak...
Piosenka skończyła się szybciej niż mógłbym sobie tego życzyć, jednak my staliśmy jeszcze chwilę patrząc sobie w oczy, jakby wciąż szukając wzajemnego zrozumienia, które było nam obojgu niezwykle potrzebne.
--Odbijany! - usłyszałem groźne warknięcie za swoimi plecami. Nie musiałem się odwracać, by wiedzieć, że to Weasley. Brudny, głupi i pijany rudzielec z przerostami ambicji... Poczułem jak Hermiona zadrżała ze strachu i zawahałem się, nie chcąc jej puścić, chcą ją jakoś ochronić...
--W porządku, zatańczę z tobą Ronald – wyszeptała, sama odsuwając się ode mnie i podchodząc do swojego faceta, który złapał ją w swoje obleśne ramiona i brutalnie, bez uczucia wycisnął na jej ustach pocałunek.

Zebranie resztek samokontroli sporo mnie kosztowało. Duża w tym zasługa Astorii, która poprosiła bym z nią zatańczył. To jakoś mnie powstrzymało przed dokonaniem brutalnego morderstwa na samym środku Wielkiej Sali.


***

Wracałem do pokoju wciąż myśląc o tym, jak ona na mnie patrzyła. Jakbym był jedyną osobą potrafiącą dostrzec w niej kogoś wartościowego. Przecież taka była! Mądra, ładna, dzielna... Jak ktoś mógłby tego nie docenić? Wszedłem do naszego dormitorium zastanawiając się, czy ona już wróciła? Czy Weasley nic jej nie zrobił? Czy nie wypłakuje się teraz w poduszkę?
Jednak nie zdążyłem nawet zdjąć swojej szaty, gdy usłyszałem krzyk dobiegający z jej pokoju. 
Znalazłem się tam najszybciej jak mogłem.

Weasley był akurat w trakcie rozpinania spodni, a jej suknia była podarta...
--Wypierdalaj Śmierciożerco! - warknął na mnie.
W mgnieniu oka oceniłem sytuację i wyjąłem różdżkę petryfikując rudzielca, choć miałem ogromną ochotę go zabić...
--Nic Ci nie jest? - zapytałem przyklękając przy zapłakanej Hermionie. 
Pokręciła głową, niezdolna do wymówienia chociaż słowa.
--Nie płacz, on już cie nie skrzywdzi – pewnie brzmiało to jak pusty frazes, ale chyba jej pomogło, bo, gdy wyciągnąłem do niej dłoń, złapała ją z ufnością.

Pomogłem jej się podnieść i zaprowadziłem ją do swojego pokoju. Dałem jej swój podkoszulek i poleciłem by skorzystała z mojej łazienki, a sam zaplanowałem, jak zająć się tym śmieciem. Co z nim zrobić? Jak go ukarać? Na następny dzień wszyscy mieli wyjechać na ferie zimowe... Tak, to nie był zły pomysł.
Za pomocą zaklęcia wyniosłem rudego z naszych komnat i wrzuciłem go do pierwszego, lepszego schowka na miotły. Nie znajdą go, aż do odjazdu pociągu. I dobrze, niech tu pognije kilka godzin, zasłużył na to! 
--Tkniesz ją jeszcze raz, a przysięgam, że cię zabije, nie będziesz tego pamiętał, ale przysięga i tak mnie obowiązuje – wyszeptałem pochylając się nad nim, po czym na pożegnanie kopnąłem go mocno, łamiąc mu nos. Wtedy poczułem prawdziwą przyjemność z powodu tego, że wreszcie miałem taką okazję. Rzuciłem na niego zaklęcie zapomnienia, bo wiedziałem, że po czymś takim zrobiłby wszystko, by wtrącić mnie do więzienia. Chciałem oszczędzić tego mojej matce.


***

Wróciłem do swojego pokoju, a Hermiona cicho szlochała w moją własną poduszkę. Była taka zrozpaczona... Zawahałem się chwilę nim położyłem dłoń na jej ramieniu, a ona wzdrygnęła się od tego dotyku, jakby sądząc, że ktoś znów spróbuje ją skrzywdzić. 
Nie spróbuje. Nie pozwolę na to!
--Chcesz eliksiru nasennego? - zapytałem, siadając obok niej.
--Nie, lepiej trucizny... - wyszeptała odwracając się w moją stronę. 
--Nigdy więcej tak nie mów! - zabrzmiało to nieco za ostro, ale musiało tak być. Ona nie mogła myśleć o czymś tak głupim jak samobójstwo, przecież kiedyś była taka dzielna, odważna, wesoła...
--Nie musisz się mną przejmować i tak nigdy ci się nie odwdzięczę... - zapłakała.
--Nikt nie twierdzi, że muszę. Może ja po prostu chcę? - odpowiedziałem, czując wyraźnie, że to co mówię, jest prawdą. Chciałem jej pomóc, uratować ją z łap tego bydlaka i znów zobaczyć ten jej uśmiech...
--Dziękuje... - nie wiem jak to się stało, że znalazła się w moich ramionach, a jej łzy moczyły moją elegancką szatę wyjściową.
Mało mnie to obchodziło. Czułem się nad wyraz spokojny, jakbym od zawsze wiedział, że moją rolą będzie wspieranie Hermiony. Podjąłem się tego zadania i wiedziałem, że nie będę tego żałował. Po kilku , a może kilkunastu minutach, zasnęła wreszcie, wtulona w moją klatę. Ułożyłem ją wygodnie na poduszkach i przykryłem szczelnie własną kołdrą. Spała spokojnie, nie dręczona niczym złym. To był poruszający widok. 
Musiałem na chwilę wyjść, by załatwić to o czym myślałem od czasu jak zamknąłem Weasley'a w schowku na miotły. 
Nad ranem otrzymałem odpowiedź. Uśmiechnąłem się do tego znajomego pisma na pergaminie. Miałem poczucie, że wszystko powoli zaczyna się układać po mojej myśli.


***

Spakowane walizki czekały już w naszym wspólnym salonie, a Snape, na którego zawsze mogłem liczyć, lada chwila miał się pojawić, by podłączyć nasz kominek. Tak, trochę mnie to kosztowało, ale udało mi się to załatwić. Podróż pociągiem była długa i nudna. Kominkiem raz, dwa znajdziemy się w domu. Hermiona wyszła ze swojego pokoju, umyta i przebrana, ale wciąż blada i zaczerwionymi oczami.
--Nie musiałeś przynosić mojej walizki, zostanę w zamku. Nie chce jechać do Rona... - łzy znów błysnęły w jej oczach. ?
--I nie jedziesz. Zabieram cie ze sobą – uśmiechnąłem się do niej pokrzepiająco.
--Mam jechać z tobą? Nie żartuj Malfoy... twoja matka...
--Bardzo się cieszy na dodatkowego gościa. Nie lubi jeździć na nartach, a ja za to bardzo lubię, więc cieszy się, że znalazłem sobie towarzystwo. Pamiętam, że opowiadałaś, że umiesz jeździć. Zobaczymy czy to prawda – mówiłem to nonszalanckim tonem, choć tak naprawdę denerwowałem się co będzie jeśli mi odmówi.
--Co ludzie powiedzą? Co pomyślą twoi znajomi, jak zabierzesz szlamę do domu na święta? - zapytała cicho.
--A kogo to obchodzi, co oni powiedzą? Przeżyliśmy wojnę, przeżyjemy i kilka plotek. Chodź tutaj, bo zaraz przyjdzie Snape, by połączyć kominek z moim domem w Alpach – wyciągnąłem do niej dłoń, cicho licząc, że ją przekonałem.
Zawahała się... ale tylko przez chwilę. Potem jednak podeszła i ujęła moją dłoń, uśmiechając się lekko. Ten uśmiech na zawsze pozostanie wryty w moje serce. Już wtedy wiedziałem, że ona będzie kiedyś moja. Tylko moja.


***

Dwa tygodnie w górach przeleciało bardzo szybko, ale pozwoliło mi poczuć się znów szczęśliwym człowiekiem. Z początku nieco nieufna Hermiona przekonała się, że ja i moja matka mamy wobec niej szczere intencje. Wkrótce znów zobaczyłem jej uśmiech, wesołe iskierki w jej oczach, słyszałem jak żartuje i wiedziałem, że i ona jest teraz szczęśliwa. To było niesamowite. Zbliżyliśmy się do siebie, bardziej niż sądziłem, że to będzie możliwe. Noce, w trakcie których trzymałem ją w ramionach były nie do porównania z żadnym innym doznaniem. Moja mama szybko zorientowała się, co się święci, dlatego podarowała Hermionie na święta naszyjnik mojej babci. Chciała dać nam sygnał, że akceptuje nasz związek, a Miona nie musi już czuć się sierotą, bo jeśli tylko zechce... może mieć nową rodzinę. Nas.

***

Powrót do szkoły był dla mnie dziwnie bolesny. Stając w naszym pokoju wspólny, po tych dwóch wspaniałych tygodniach, bałem się, że coś się bezpowrotnie skończy, że znów będzie tak jak przedtem... Te obawy jednak szybko rozwiała sama Hermiona, która stanęła za moimi plecami i przytuliła się do mnie. Zamknąłem oczy, czując jak poczucie szczęścia i bezpieczeństwa do mnie wraca.
--Wiesz, że to nie będzie łatwe? Wiesz, że będą plotki, a ludzi nie dają nam żyć? - zapytała mnie cicho.
--Nie obchodzi mnie to. Nie pozwolę byś znów stała się taka jak przed feriami. Nie pozwolę, by ktoś traktował się tak jak Weasley wcześniej, ani tak jak Potter albo siostra rudego, którzy doskonale wiedzieli co się dzieje, a nic z tym nie robili! - odwróciłem się i przytuliłem ją mocno.
--Dzięki tobie odzyskałam siebie, nie chcę byś teraz ty przeze mnie coś stracił – wyszeptała prosto w moje usta.
--Żadna strata mnie nie zaboli, jeśli ty będziesz ze mną – wiedziałem, że takie słowa do mnie nie pasują, ale były szczere i płynęły z głębi mego serca, kiedyś skutego lodem, teraz bijącego dla niej.


***


Siedziałem przy stole Slytherinu czujnie ją obserwując. Widziałem jak nerwowo zerka na drzwi. Byłem gotowy w każdej chwili do niej podejść, jeśli Weasley w jakikolwiek sposób spróbuje ją skrzywdzić. Pierwszy do sali wszedł Potter, dumny jak zawsze, a zaraz za nim równie wyniosły Weasley. Moja dłoń odruchowo zacisnęła się na nożu do masła. 
--Gdzieś ty była?! - wydarł się na nią Łasic.
--Na nartach w górach – odpowiedziała równie głośno, tak by wszyscy słyszeli.
--Na nartach? A kto chciałby wziąć ciebie z sobą na narty! Przecież nie masz nikogo! Jesteś sama i sama zostaniesz, bo ja i moja rodzina mamy cię dość szlamo! - krzyczał.
Podniosłem się z miejsca, przysięgając sobie, że złamie mu za to szczękę. Jednak Hermiona również wstała i hardo popatrzyła temu szmaciarzowi w oczy.
-- Nie potrzebuję twojej rodziny Ronaldzie Weasley'u, bo kiedyś założę własną i zrobię wszystko, by moje dzieci wyrosły na porządniejszych ludzi niż jesteś ty! 
W całej Wielkiej Sali zapadła cisza, a wszyscy ze zdumnieniem patrzyli na Hermionę. Chyba tak jak i ja dostrzegali w niej teraz te dawną Granger. Dumną, odważną, dzielną...
--Pożałujesz tego! - syknął Ron.
--To się okażę! Pamiętaj, że znam kilka brudnych sekretów twoich i twojej rodziny. I nie groź mi więcej Weasley, to już na mnie nie działa. Jesteś zwykłą świnią i na dodatek impotentem! - Hermiona z satysfakcją wymalowaną na twarzy odwróciła się plecami do Rudego i skierowała się do drzwi wyjściowych. Ja też tam podszedłem z uśmiechem patrząc, jak prawie wszystkie dziewczyny w Wielkiej Sali kpią sobie z Weasley'a.
--Teraz wszystko już będzie dobrze – szepnęła Hermiona, łapiąc moją dłoń.
--Na pewno będzie, obiecuje – odpowiedziałem, pochylając się, by ją pocałować.
Wiedziałem, że mam rację. Jestem Malfoy'em, a my zawsze dostajemy to co chcemy. A ja chcę tylko szczęścia z ukochaną kobietą przy moim boku. Nic więcej nie jest mi potrzebne.