piątek, 28 listopada 2014

Miniaturka Krukonki2001 - "Warto słuchać głosu serca"

Hej :)

Zgodnie z obietnicą Krukonka2001 postanowiła napisać nową miniaturkę i jeszcze raz poddać się Waszej ocenie, nim zdecyduje o swojej dalszej, autorskiej drodze :) Moim zdaniem wykazała się dużą odwagą i pokazała, że ma prawdziwe serce do tworzenia. Ja ze swojej strony, już jej gratuluje :) Ponownie prosimy Was o wasze opinie :)
Pozdrowienia

Venetiia N.

PS. Zapraszam wszystkich w poniedziałek na drugi rozdział Rubinu i Stali :)


***


Warto słuchać głosu serca



-To koniec. - powiedział spokojnym tonem.
- Jak to? Nie możesz mnie zostawić! - krzyknęła zdenerwowana.
- Nie mogę? Masz jakiś dokument, który podpisałem, że już zawsze z tobą będę? Nie przypomina mi się. - jego spokój zaczął powoli przeradzać się w złość.
- Nasi ojcowie to wszystko ustalili - odpowiedziała Astoria. - Draco proszę nie zostawiaj mnie ! - kontynuowała zrozpaczona.
- Będę robić co chce i kiedy chce! A teraz proszę, żebyś stąd wyszła. - zakończył Malfoy z pogardą w głosie. - Nie słyszałaś? Wyjdź! - krzyknął, widząc, że ona wciąż stoi w tym samym miejscu.
- Jeszcze tego pożałujesz! – powiedziała i nim się obejrzał kobiety nie było już w jego domu.
Był szczęśliwy, że może już wysłać sowę z listem do swojej ukochanej, która czekała na wiadomość od niego, wciąż wierząc, że jeszcze będą mogli być razem.

***

Czekała aż się odezwie. Miała dość słów, że niedługo wszystko się ułoży. Nie znosiła tej niepewności. Modliła się by mogli być wreszcie razem, sami. Wolni od wszystkich przeciwieństw losu. Kochała go. A on był jak dziecko, które nie wie jaką zabawkę wziąć do piaskownicy. Mówił, że ma być cierpliwa. Była.


***

Przyjdź do mnie o 20:00. Muszę Ci o czymś powiedzieć. Ubierz sukienkę.”

Po przeczytaniu listu ubrała się i wyszła z mieszkania. Miała nadzieję, że będzie to dobra wiadomość. Gdy dotarła do domu Malfoy'a, coś ją bardzo zaciekawiło. Przez okno zauważyła Lucjusza i Narcyzę Malfoy, którzy witali się ze swoim synem. Pierwszy raz będzie jeść kolację z jego rodzicami. Oboje zakładali, że Draco jest z Astorią. Weszła niepewnie, a jej oczom natychmiast ukazał się nie kto inny jak jej ukochany.
- Cieszę się, że przyszłaś. - powiedział z uśmiechem i pomógł jej zdjąć płaszcz.
- Ja też się cieszę, że przyszłam. - odwzajemniła jego uśmiech i pocałowała go w usta.
- Ale co robią tu twoi rodzice ? - zapytała.
- Przy ostatniej rozmowie powiedziałem im o nas. - odpowiedział.
- Chcą zaakceptować w rodzinie szlamę ? - zwróciła się do niego ponownie. 
- Nie jesteś szlamą, tylko mugolaczką lub czarownicą mugolskiego pochodzenia. Mówiłem ci to. Moi rodzice po śmierci Riddle'a i Bellatrix zmienili swoje podejście do mugoli i mugolaków, przynajmniej mama. Ojciec raz na jakiś czas coś powie, ale bardzo rzadko. - uśmiechnął się do niej i wprowadził ją do jadalni.
Czekali już tam państwo Malfoy.
- Witaj Hermiono. Miło mi cię poznać. - Narcyza wstała i przytuliła Hermionę, która była nieco zdezorientowana.
- Dzień dobry. - odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem.
- Panna Granger ! Jak miło panią znowu widzieć. - Lucjusz Malfoy tak jak żona wstał i uścisnął rękę Hermionie.
- Pana także.
Wszyscy weszli do jadalni, a Hermiona była bliska zgięcia się w pół. Pomieszczenie było w zielono – srebrnych kolorach, z dwoma wielkimi ciemnozielonymi kanapami i dębowymi meblami. Nakrycie stołu było równie eleganckie co sama jadalnia. Usiedli i zaczęli jeść kolację. Była Gryfonka nie spodziewała się, że kiedykolwiek będzie mogła rozmawiać z tymi ludźmi normalnie, bez żadnych uprzedzeń i kłótni. 
I tak mijały godziny. W pewnym momencie Draco wstał i podszedł do Hermiony, a następnie klęknął przed nią.
- Hermiono Jean Granger, najmądrzejsza czarownico od czasów Roweny Ravenclaw, czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie ? - wyjął z kieszeni pudełeczko, w którym schowany był pierścionek jego babci.
- Draco.. ja … ja.. nie wiem .. ale jak … ja .. TAK ! - rozpłakała się i rzuciła mu się w ramiona.

***

Po 3 miesiącach odbyło się huczne wesele, na którym byli praktycznie wszyscy, którzy chodzili z nimi do Hogwartu. Ginny z Blaise'em, którzy poznali się lepiej dzięki Hermionie, Harry z Cho ( po utracie Ginny, Harry był bliski depresji, ale jedną z osób pomagających mu z tą stratą była właśnie Cho), Ron z Padmą ( po drugiej Bitwie o Hogwart, zrozumieli, że są sobie przeznaczeni), Neville z Luną, Theodor z Pansy* i inni. Zabawa była uznana, za naprawdę udaną, a to za sprawą Blaise'a, który wypił na tyle dużo, by rozbawić swoimi występami całe towarzystwo... no może poza Ginny, która dała mu za to po głowie.


***

- Skarbie wróciłam ! - krzyknęła Hermiona, która właśnie wróciła z zakupów. - Draco ! Gdzie jesteś ? - zawołała kobieta, a zaraz pojawiły się czymś mocno rozbawione dzieci, które po zobaczeniu matki, straciły swój uśmiech.
- Scorpius, Delphine gdzie jest tata ? - zapytała Hermiona.
- W salonie – bliźniaki natychmiast wbiegły na górę, żeby umknąć przed kolejnym pytaniem matki.
Gdy weszła do salonu pierwsze co, a raczej kogo zauważyła był Draco przywiązany do krzesła z naklejoną taśmą na ustach. Kiedy odkleiła taśmę, mężczyzna krzyknął.
- Nigdy więcej mnie nie zostawiaj z dziećmi ! Błagam ! Jak ty sobie z nimi radzisz ? - zapytał kompletnie wyprowadzony z równowagi.
- Tak ich rozpieściłeś, to teraz masz. Delphine na córeczkę tatusia, a Scorpiusa na małego panicza Malfoy'a - skończyła swoją wypowiedź.
- Ale przyznaj, że mamy wspaniałe dzieci. - powiedział.
- Tak, to prawda. Aż trudno mi w to uwierzyć. - odpowiedziała.
- W co? - spytał.
- W to, że jesteś tu przy mnie i że się nie poddaliśmy się w drodze do szczęścia. - uśmiechnęła się i przytuliła do męża.
- Uwierz, bo to prawda. - odwzajemnił uśmiech i otulił ją ramieniem.
- Czasami mam wrażenie, że obudzę się ze snu i ciebie nie będzie – powiedziała.
- Ja zawsze byłem, jestem i będę. Dla ciebie. - słysząc jego słowa roześmiała się i porwała go w namiętnym pocałunku.


Koniec


              * Wiem parringi bardzo pomieszane, ale chciałam ich z kimś złączyć. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe ;)

czwartek, 27 listopada 2014

Chwilowe odroczenie

Kochani!

Bardzo Was Przepraszam, ale niestety nie dodam dziś II cz. miniaturki, ze względu na fakt, że jeszcze jej nie skończyłam. Pracuje obecnie nad drugim rozdziałem Rubinu i Stali oraz nad wersją PDF bloga GJS, a poza tym mam na głowie naprawdę dużo spraw osobistych. Nie usprawiedliwia to co prawda opóźnienia, ale przynajmniej mam nadzieję na Wasze zrozumienie :) Chcę, by miniaturka fajnie wyszła, pomimo tego, że sam pomysł nie wszystkim przypadł do gustu. Ja jednak obiecuje ją skończyć i dodać w pierwszym wolnym/możliwym terminie :) Pozdrawiam Wszystkich i jeszcze raz Przepraszam!

V.

wtorek, 25 listopada 2014

Miniaturka Venika - "DraczKotek cz. I"

Witajcie!

Ze względu na kilka opinii, które pojawiły się pod miniaturką Krukonki2001, stwierdziłyśmy razem, że spróbuje ona swoich sił w publikacji jeszcze raz. W sobotę ponownie podda swoją pracę Waszej ocenie i dopiero wtedy zdecyduje, czy powinna publikować czy też nie. Piątkowy termin publikacji był zarezerwowany z dużym wyprzedzeniem dla mojej własnej twórczości - bo zgodnie z obietnicą przed dramionową emeryturą planuje stworzyć do 15 miniaturek :) W piątek planowałam podzielić się z Wami bardzo poważną w swojej tematyce miniaturą, ale jako, że jest nieskończona, to dziś wrzucę dla Was coś, co stworzyłam niedawno w chwili euforii. Miniaturka jeszcze nie skończona, dlatego dziś dopiero I cz. Druga pojawi się w czwartek :) 
Coś o samej miniaturce - postanowiłam ją napisać z miłości do mojej ukochanej historii dramione pt:"Szczurza historia" lub też używany jest tytuł: "Draco Malfoy - Wyjątkowo skoczny szczur" :) Kto czytał, ten wie, jak bardzo odjechane i zabawne jest to dramione. Mojej inspiracja tym opowiadaniem trochę zakrawa na abstrakcje - ale każdy czasem lubi być trochę zakręcony :)

Miniaturkę dedykuję Dorocie i Serdecznie Wszystkich Zapraszam na Jej Bloga: 

http://slady-cieni-dramione.blogspot.com/

Pozdrawiam Wszystkich!

V.



DraczKotek


--Stary jesteś pewien, że to dobry pomysł?
--Na nic lepszego nie wpadłem, a przecież muszę się na nim zemścić!
--Może jednak odpuścisz? Przecież wiesz, że jak Malfoy się dowie, że to ty, to będziesz miał dosłownie prze...
--Dobra, dobra! Ten wstrętny śmieć przespał się z moją dziewczyną! Musi ponieść karę!
--Daj spokój Nott, Dafne pewnie sama się pchała.
--Zamknij się Zabini i pomóż mi go podnieść.
--W co chcesz go zmienić? - zapytał Blaise, gdy razem z Theodorem ułożyli uśpionego zaklęciem blondyna na kanapie w ich dormitorium. 
Theodore w odpowiedzi uśmiechnął się mściwie i podszedł do swojej szafy. Po chwili wyjął z niej sporych rozmiarów klatkę, w której siedział przestraszony...
--Na Snape'a w gustownym bikini, co to jest?!
--To jest właśnie to, w co nasz szanowny pan Malfoy zmieni się na całe 48h!
--Skąd wytrzasnąłeś tego potwora?
--Złapałem go na korytarzu prowadzącego do wieży Gryfiaków.
--Serio? To zwierzę należy do kogoś z Gryffindoru? - zdziwił się Blaise.
--Lepiej! To kot naczelnej kujonicy Gryffindoru!
--Kot? No coś ty! Nie wiedziałem, że McGonagall ma kota! Prędzej, że sama nim czasem jest...
--To kot aktualnej, naczelnej kujonicy tych nieudaczników. Nie mów, że nie poznajesz? Przecież to obrzydliwy kocur Granger!
Zabini zamrugał raz i drugi, próbując przetrawić tę informację, po czym wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
--Serio chcesz oddać Malfoya w ręce Hermiony Granger? Przecież to będzie dla niego gorsze niż dożywotni zakaz spożywania whisky!
--I dobrze! Ma zapamiętać tę karę na długo!
--A co z tym kocurem? Będziesz go trzymał w szafie? - zapytał, a Krzywołap głośno zasyczał w proteście.
--Nic mu się nie stanie. Pobędzie sobie trochę w naszym pokoju, a w tym czasie ten pacan Malfoy będzie mógł sobie wylizać futerko! - Theo uśmiechnął się mściwie, po czym wyrwał Krzywołapowi kilka włosów i dodał jej do stojącej na biurku szklanki.
--Jesteś pewien, że to dobry eliksir?
--Jest doskonały, przecież podwędziłem go ze składziku Severtoperza.
Blaise ponownie się roześmiał i pokręcił głową.
--Wiem, że Smok przegina z tym odbijaniem wszystkim ich panienek, ale nawet mi go trochę żal.
Będzie strasznie skołowany po dwóch dniach w towarzystwie Gryfonów.
--Mam nadzieję, że Granger da mu soczystego buziaka, jak tylko dostanie go w swoje rączki – Theodor wrednie zarechotał.
--Myślę stary, że akurat ten aspekt kary nie będzie dla niego taki zły... - Diabeł uśmiechnął się pod nosem, doskonale przekonany o swojej racji. Było nie było, on zwykle ją miał...
--No to pora zaczynać! - Theo zamieszał szklanką z eliksirem, po czym wlał miksturę w rozchylone usta uśpionego blondyna.
Po chwili w pokoju znajdowały się już dwa koty. Krzywołap w klatce, złowrogo prychający na łudząco do niego podobnego, obecnie słodko śpiącego na kanapie futrzaka.



--Osz kurna Malfoy! To już małe przegięcie – mruknął sam do siebie, otwierając zaspane ślepia. 
Było mu zimno i niewygodnie, a gardło zdawało się palić go żywym ogniem z pragnienia. Wniosek był tylko jeden - przegiął i to ostro na wczorajszej imprezie w pokoju wspólnym. Tylko dlaczego wylądował na szkolnym dziedzińcu? Wstał, ledwo utrzymując równowagę i zrobił kilka chwiejnych kroczków. Musiało być z nim naprawdę źle, bo jego horyzont kończył się na wysokości kamiennej ławki. Poranek był chłodny i deszczowy, on czuł jak zimno przeszywało go od stóp, aż po dłonie... Zaraz, zaraz... Czemu chodzi na czworaka? I czemu jego dłonie są pokryte rudym futrem? 
Chciał krzyknąć w panice i przerażeniu, ale z jego gardła wydobył się tylko przeciągły, przeraźliwy jęk przypominający żałosne... O nie! Tylko nie to! Doskonale pamiętał chwilę, gdy czuł się tak po raz ostatni! Było to na czwartym roku, a on był wtedy małą, przestraszoną i na dodatek białą fretką! Chciał pobiec przed siebie, by jak najszybciej znaleźć się w swoim dormitorium, ale łapy mu się poplątały i wyrżnął główką prosto w najbliższą kałuże.
Wstał i otrzepał się tak, jak na kota przystało. W pierwszej chwili pożałował swojej zwykle nienagannej fryzury, najprawdopodobniej utaplanej obecnie w błocie, jednak myśl ta czmychnęła, gdy tylko jego spojrzenie spotkało się ze odbitym w kałuży, spojrzeniem rudego, niezbyt urodziwego... kocura!
--O Wielki Slazarze, Merlinie, Morgano i inni wielcy! Ratunku! - w panice zaczął biegać dookoła siebie, kręcąc się w kółko i wyglądając jakby ganiał swój własny ogon.
--Krzywołapku! Kici kici, gdzie jesteś koteczku? - nagle rozległo się wołanie.
Draco rozejrzał się przerażony, powoli uświadamiając sobie, że ktoś szuka kota, a on na swoje ogromne nieszczęście stał się właśnie kotem!
--Tylko nie to! Jak się tym steruje? - zapytał sam siebie, próbując uciekać w stronę szkolnych błoni. Musiał się gdzieś ukryć, a potem przemyśleć swoją jakże niewesołą sytuację... nim jednak zdołał to zrobić usłyszał tylko...
--Accio Krzywołapek!



--Jesteś wreszcie! Wszędzie cie szukam, już od wczoraj. Gdzie się szlajałeś? Znów polowałeś na ptaki? - Hermiona paplała, niosąc w swych ramionach wyraźnie niezadowolonego z tego kota.
--Puść mnie Granger! Puść mnie natychmiast! Nie jestem żadnym kotem, a już na pewno nie twoim. Puszczaj! - Draco szarpał się i wściekle prychał, ale na Hermionie nie robiło to żadnego wrażenia. Szła dziarskim krokiem wesoło podśpiewując i nie przejmując się wyczynami Krzywołapa, przekonana, że najpewniej jej kotek po prostu jest głodny.
--Hej Granger! - przywitał się wesoło, mijający ją na schodach Diabeł.
--Nie krzycz tak głośno Zabini, bo jeszcze ktoś usłyszy, że się ze mną witasz – Hermiona uśmiechnęła się do kolegi, wciąż mocno ściskając Krzywołapa, który o dziwo przestał się wyrywać.
--Mówiłem ci już kiedyś, że masz świetnego kota? - Blaise uśmiechnął się wrednie i z bardzo dużym zaangażowaniem pogłaskał futrzaka po główce.
--Aaa Zabini ty idioto, to boli! Natychmiast przestań mnie tarmosić... zaraz, zaraz... od kiedy ty w ogóle gadasz z Granger? Chyba, że... - Draco wlepił swe żółte, kocie ślepia w swojego kumpla i od razu zrozumiał. Ten gad wiedział!
Blaise wciąż z wielką satysfakcją w oczach gapił się na kocią mordkę, która gdyby tylko mogła, właśnie wyrażałaby wściekłość.
--Zapłacisz mi za to! – syknął Draco, a Hermiona z troską pogłaskała go po grzbiecie.
--Muszę już iść, bo Krzywuś jest głodny.
Blaise wybuchnął głośnym śmiechem łapiąc się za brzuch i ocierając łzy.
--Co cię tak bawi?
--Nic, nic... tylko miło, że tak się o niego troszczysz. A co on je? I gdzie śpi?
--Zjada zwykle to co sam upoluje, ale w dormitorium mam dla niego suchą karmę dla kotów, kupuję ją w mugolskim sklepie. A śpi w moim pokoju, zwykle w nogach mojego łóżka.
--Wspaniale mi to słyszeć. No to powodzenia Krzywodraczku... i do zobaczenia – Blaise znów pogłaskał kocurka, po czym odszedł wciąż rechocząc.
--On się nazywa Krzywołap! - krzyknęła za nim Hermiona, ale Diabeł zdawał się jej nie słyszeć.
--Zapłacisz mi za to Zabini! Wszyscy mi zapłacicie! - marudził Draco, z prawdziwą godnością znosząc fakt bycia niesionym przez dziewczynę, która jak nikt inny działała mu na nerwy.



--Znów tu przyniosłaś tego brzydala? - zapytał Ron, gdy tylko Hermiona weszła do pokoju wspólnego Gryffindoru.
--A sam widziałeś się w lustrze ryży łasicu? - prychnął Draco.
--Przestań Ron, po tylu latach mógłbyś się już przyzwyczaić!
--To przez niego! Nie wiem dlaczego mnie tak nie znosi! - narzekał Weasley.
--Powtórze Ci Weasley – spójrz w lustro! – Draco niestety nadal pozostawał niesłyszalny.
--Bierz przykład z Harry'ego! On bardzo go lubi – Hermiona z uśmiechem położyła kota na kolanach przyjaciela.
Draco poczuł, jak przeszywa go prawdziwy strach, który wzmagał się z każdą chwilą, w której ręce jego największego wroga zbliżały się do niego, by go czule objąć... :)



CDN :)


piątek, 14 listopada 2014

Prolog Addie - "Ciemna Strona Dobra"

Witajcie :)

Piątek - kolejna miniaturka :)
Cieszę się bardzo, że zainteresowanie publikacją na DŚ jest dość sporore. Młode autorki chcą się Wam pokazać w swoich najlepszych dziełach i przy okazji zaprosić Was na swoje blogi. Dziś krótki, lecz bardzo treściwy prolog pt: "Ciemna Strona Dobra" napisany przez autorkę o pseudonimie: Addie Della Robbia, której twórczość możecie odnaleźć na blogu: http://heaven-knows-niebiosa-wiedza.blogspot.com - Zapraszamy :)
Bardzo proszę Wszystkie osoby czytające o pozostawienie chociaż krótkiego komentarza - właśnie po to są te publikacje, by autorki mogły poznać Wasze opinie. Napiszcie jeśli się Wam podoba, jeśli nie - również, ale proszę, by napisać dlaczego i co należałoby poprawić - tak motywuje się autorów do ciągłego podnoszenia poprzeczki :) Pozdrawiam!
Venetiia

PS. Zainteresowanie publikacjami jest duże, ale bardzo Was proszę o kolejne prologi i miniaturki :) Każdy kto chce tu opublikować swoje arcydzieło proszony jest o kontakt ze mną: venetiia.noks@gmail.com. Najbliższy wolny termin: 16.01.2015 - dużo czasu, by stworzyć coś wyjątkowego, ale termin można zaklepać do przodu, a tekst wysłać dopiero w pobliżu terminu :) Zapraszam Wszystkich! :)


***




Najgorszym uczuciem w moim życiu było to, że w kulminacyjnym punkcie wojny nie potrafiłem wybrać słusznej strony.
Po jednej ze stron, gdzieś tam w środku bitwy walczyła moja matka. Walczyła dla idealisty, który chciał zrównać świat z ziemią i zbudować go od nowa na swoich zasadach. Nowy, lepszy świat złożony z czarodziei najczystszej krwi, których reprezentować będzie jedyna słuszna władza - Lord Voldemort.
Za to po tej drugiej, w obronie ówczesnego ładu, walczyli moi przyjaciele, nauczyciele, zwykli uczniowie... Niewinni ludzie, którzy po prostu chcieli przeżyć.
Ja nie wiedziałem za co i dla kogo tu byłem. Rzucałem zaklęciami w każdego, kto stawał mi na drodze i wyglądał podejrzanie. Ratowałem siebie. Trwało to dopóki sam nie oberwałem jakimś paskudztwem. Wyłożyłem się na podłodze jak długi, wszystko mnie bolało, czułem się wręcz jakbym płonął. A potem zemdlałem.
Prawdziwy bohater.
Minęły chyba wieki, zanim zacząłem odzyskiwać świadomość, a obudziłem się w samym piekle. Słabym wzrokiem dostrzegałem ruiny pięknego niegdyś zamku, w uszach miałem huk, a w nozdrzach zapach krwi i śmierci. Pochylały się nade mną dwie ukochane twarze. Moi przyjaciele również wyglądali, jakby przeszli przez sam Hades. Ona taka wyniszczona przez życie, on z rozharataną zaklęciami twarzą. A w oczach mieli tylko pustkę i łzy.
Poczułem, że nadchodzi kolejna fala bólu i gdy znów zaczynałem odpływać, zdołałem ostatkiem sił wyrzucić z siebie tylko trzy słowa:
- Potter... Chrońcie Pottera.

sobota, 8 listopada 2014

Minaiturka Kennel - "Książki działają cuda"

Kochani!

Wybaczcie opóźnienie w publikacji. Przeprosiny zwłaszcza kieruje do Kennel, która napisała dla Was miniaturkę - "Książki działają cuda". Z tego co mi wiadomo, Kennel jest młodą autorką dlatego tym bardziej powinniśmy zmotywować ją do dalszego tworzenia :) Powodzenia!

Venetiia :)

***

Zawsze lubiłam chodzić do tej księgarni. W pewien sposób mnie to uspokajało, a z drugiej strony fascynowało. Uwielbiałam chodzić godzinami wokół regałów szukając odpowiedniej książki, a raczej księgi dla siebie. Pewnego dnia gdy siedziała na krześle w rogu księgarni zadzwonił dzwonek nad drzwiami. Zaciekawiona spojrzała w tamtą stronę ponieważ rzadko kto tu przychodził. Okolica była raczej mało znana, nie przyciągająca uwagi. Ku swojemu zdziwieniu zauważyła tam wysokiego, przystojnego blondyna uśmiechającego się ciepło do młodej bibliotekarki. Zdziwiło ją to ponieważ dziewczyna rzadko kiedy się uśmiechała. Gdy przychodzili przypadkowi turyści ledwie obrzucała ich spojrzeniem i z powrotem wracała do swoich zajęć. Jedynym dotąd wyjątkiem była ona - gdy wchodziła do księgarni młoda kobieta uśmiechała się do niej i później wracała do swoich rzeczy.
Hermiona zdziwiona zobaczyła jak blondyn całuje dziewczynę w policzek po czym siada obok bibliotekarki wyciągając jakieś papiery. Zdziwiona szatynka wpatrywała się w to w szoku. Nie wiedziała że młoda kobieta ma chłopaka, a może i partnera bądź męża. Zawsze myślała że była typem samotniczki. Zamknięta w sobie, w pewnym stopniu załamana... Jednak się myliła. Gdy jej ukochany wszedł do księgarni od razu zauważyła na jej ustach wesoły uśmiech. Gdy pracowała jej usta wciąż rozciągały się w uśmiechu a jej oczy się świeciły. Luiza, bo tak się nazywała była dość wysoką brunetką z błękitnymi oczami i piegami na nosie. Była naprawdę ładna i nie dziwiła się blondynowi że z nią był. Tak poza tym wydawało jej się że kiedyś go widziała. Chcąc się upewnić wstała i ruszyła w stronę chłopaka, lecz po drodze poczuła jak ktoś złapał ją za ramię i odwrócił w swoją stronę. Jednak gdy patrzyła się przed siebie widziała tylko koszulkę dlatego zadarła głowę do góry i zauważyła tam Blaise'a Zabiniego.


  • Diable! Co ty tu robisz? – krzyknęła szczęśliwa Hermiona rzucając się na szyję brunetowi. Dziewczyna dawno się z nim nie widziała. Były Ślizgon wyprowadził się z Londynu i zamieszkał w Paryżu. Pisali ze sobą listy jednak za nim bardzo tęskniła. Bo to on w Hogwarcie rozświetlał jej dni swoimi żartami gdy Harry i Ron się od niej odsunęli. Poza tym pokazał jej dobre oblicze Slytherinu. Była zdziwiona ale jednak zaprzyjaźniła się z nimi bardziej niż z Gryfonami. Była wdzięczna Zabiniemu za tak wspaniały ostatni rok w Hogwarcie. 
    – Cześć Hermionko. Przeprowadziłem się do Londynu. Znudziły już mnie zakochane pary gdy byłem tam sam jak palec choć nie chwaląc się oczywiście każda panienka do mnie lgnęła – powiedział pewny siebie Ślizgon na co Hermiona zaczęła się cicho śmiać wiedząc że Luiza w każdym razie nie lubi hałasu. 
    – To świetnie, Diabełku. Mam nadzieję że zaprosisz mnie jeszcze kiedyś na kawę i nie zostawisz na pastwę losu – zażartowała uśmiechnięta Hermiona. 
    – Oczywiście że tak. A właśnie szedłem tu do Draco. Tam siedzi! – pisnął niczym małe dziecko wskazując palcem na blondyna. No tak, jak mogła nie poznać że to Malfoy? Przecież praktycznie niczym nie zmienił się od czasów Hogwartu. Może troche wydoroślał.
    – Smoku, stary! – powiedział Blaise idąc w stronę blondyna, po drodze łapiąc szatynkę za nadgarstek ciągnąc w stronę dwójki zakochańców. Uśmiechnęła się widząc jak Luiza uśmiecha się jeszcze szerzej na jego widok i przytula się do niego, a Draco śmieje się gdy Blaise potyka się o własne nogi i upada na nieznaną mu towarzyszącą mu dziewczynę, czyli ją. 
    – Diabełku! Ja tu wiem, że Ci się podobam, ale nie musisz od razu na mnie aż tak lecieć – żartowała śmiejąc się po czym złapała rękę Zabiniego wyciągniętą w jej stronę. Najpierw miała zamiar wstać lecz po chwili pociągnęła za rękę niczego nie spodziewającego się Diabła sprawiając że upadł obok niej, śmiejąc się.
    – Gdybyś widział swoją minę! – naśmiewała się Hermiona trzymając się za brzuch. Draco i Luiza śmiali się patrząc na nich, a w ich kącikach ich oczu widać było ledwie widoczne łzy śmiechu. Po chwili ogarnęli się i wstali patrząc na bibliotekarkę i blondyna z uśmiechem. 
    – Może byś przedstawił mi swoją towarzyszkę, Diable? – zapytał z uśmiechem Dracon przeszywając wzrokiem szatynkę z brązowymi oczami ubraną w żółtą sukienkę. Jej loki opadały delikatnie na ramiona dodając jej uroku, a usta układały się w przyjazny uśmiech.
    – Ale my już się znamy, Draco. To ja Hermiona – powiedziała uśmiechając się jeszcze szerzej widząc jego zdziwioną minę. Pomimo tego że w siódmej klasie Hogwartu była już naprawdę śliczna teraz zmieniła się nie do poznania. Dorosła, była już kobietą kończącą 22 lata z niebywałą urodą. 
    – Hermiona? To na serio ty? – zapytał Draco i nie czekając na odpowiedź porwał ją w ramiona przytulając. 
    – Tak, ja. A tak w ogóle to czemu do mnie nie napisałeś? I czemu nie powiedziałeś że masz dziewczynę? W ogóle mówiłeś że nie chcesz stałego związku a tu widzę... – zaczęła Hermiona, patrząc na niego surowo na co Draco nie mogąc się powstrzymać zaczął się śmiać. 
    – To jest moja siostra – powiedział blondyn uśmiechając się. Hermiona wpatrywała się w niego w szoku po czym rzuciła się na niego i zaczęła bić go po klatce piersiowej.
    – I ty mi nie powiedziałeś że masz siostrę!? W końcu wtedy miałabym z kim chodzić na zakupy, ale nie! Ty wolałeś zostawić mnie i sklepy samą! A poza tym jak mogłeś swojej przyjaciółce nie powiedzieć że masz kogoś bliskiego o kim nie wiem!? No ja się pytam, jak mogłeś!? – zapytała zbulwersowana Hermiona zakładając ręce na piersi. Draco widząc ją w tym stanie zaśmiał się głośno i przytulił do siebie.
    – Hermionko, kotku, przecież wiesz że to nie było celowe – powiedział uśmiechając się rozbawiony. Ta była Gryfonka nie raz doprowadzała go do szału, ale i tak wiedział że miał w niej wsparcie, a poza tym była zabawna i nie można było nudzić się w jej towarzystwie. Pewnie dlatego kiedyś mu się podobała.
    – Mówiłam Ci żebyś nie mówił do mnie kotku! 
    – Dobrze, kochanie.
    – Tak też nie!
    – Ok, słoneczko.
    – Nie lubię Cię!
    – I tak wiem że mnie kochasz.
    – Jesteś okropny!
    – Wiem to.
    – I tak Cię nie lubię!
    – Tak, ty mnie uwielbiasz.
    – A kto to niby powiedział?
    – Ja.
    – Mylisz się.
    – No chyba ty się mylisz.
    – Nigdy w życiu, kotku.
    – Właśnie że tak!
    – Nie!
    – Tak!
    – Nie!
    – Tak! 
    – Nie!
    – Tak!
    – Dobra, tak.
    – Ogarnijcie się wreszcie – parsknął Diabeł zwijając się ze śmiechu słysząc te poważną wymianę zdań. Zawsze śmieszyły go ich rozmowy. Bo pomimo tego że wobec siebie byli poważni słychać było że żartują a to nie jest żadna kłótnia. 
    – Jesteśmy ogarnięci – powiedzieli oboje śmiejąc się. 
    – Nie wiedziałam że mam takiego dziwnego brata i przyjaciółkę – powiedziała zdziwiona Luiza, patrząc na śmiejących się przyjaciół. 
    – Przecież my jesteśmy normalni! – obruszyła się Hermiona, zakładając ręce na piersi. Po chwili nie mogąc się powstrzymać zaczęła się głośno śmiać razem z resztą. Czuła się jak za szkolnych lat, pomimo tego że szkołę ukończyła 4 lata temu. Jak każdy się spodziewał zdała na samych Wybitnych i zaczęła pracę w Departamencie Tajemnic co zdziwiło większość osób gdy w gazecie pojawił się temat o jej skromnej osobie. Jak zwykle na jej osobę poleciało wiele obelg i krytyki ale ona ze spokojem to przyjmowała nie przejmując się tymi uwagami. Nie raz również zaciekawiała różne osoby i dostawała miliony listów od nieznajomych jej osób co ją denerwowało. Wiedziała że uratowanie świata przed Voldemortem to nie lada wyczyn ale w końcu było już 5 lat po wojnie a reszta wciąż wałkowała ten sam temat. Była wdzięczna milionom ludzi którzy wspierali ją gdy kilkaset innych krytykowało ją zawzięcie, a paparazzi podbiegało do niej na ulicy by zrobić wywiad. 
    Hermiona spojrzała na zegarek i gdy zauważyła że dochodzi 19:30 pożegnała się z przyjaciółmi i wyszła z księgarni idąc wolnym krokiem w stronę swojego domu wiedząc że niedługo będzie godzina w której zbierze się wokół niej mnóstwo ludzi chcących porozmawiać z nią osobiście. Gdy szła między pełnymi ludzi ulicami większość odwracała się za nią, prosiła o autograf bądź zaczynała z nią rozmawiać co ją denerwowało. W końcu ona też miała własne życie. 
    – Hermiona! Czekaj chwilę, Hermiona! – usłyszała za sobą czyjś krzyk i myśląc że to kolejny chory fan odwróciła się i uśmiechnęła sztucznie, ale gdy zauważyła wysokiego blondyna odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się promiennie. – Chciałem Cię dogonić ponieważ chciałem się zapytać czy umówiłabyś się ze mną na kawę – powiedział Draco na jednym wydechu. Hermiona zaśmiała się widząc jego poddenerwowanie i zgodziła się, idąc z nim ramię w ramię. Zaczęli rozmawiać na różne tematy dowiadując się o sobie coraz więcej nowych rzeczy. Gdy byli pod niewielką, nieznaną kawiarnią pod którą było jednak tłoczno mieli już wchodzić gdy usłyszeli krzyk reportera. 
    – Pani Granger, pani Granger! Co pani robi tutaj z tym mężczyzną? Czy jest pani z nim w związku? Kim on jest? – słyszała dookoła pełno pytań, patrzyła się wokół niezbyt rozumiejąc sytuację i gubiąc się. Dracon najpierw stał w szoku by po chwili otrząsnąć się i złapać ją za nadgarstek. Hermiona przewidywała że zaraz coś powie, a dziennikarze ulecą w mgnieniu oka. W końcu nie raz miał z tymi dziennikarzami styczność.
    – Obecnie Hermiona stoi ze mną pod kawiarnią, nie jesteśmy w związku tylko jesteśmy przyjaciółmi, a ja jestem Dracon Malfoy i jeśli państwo w ciągu trzech sekund stąd nie pójdą postaram się o to by zwolnili państwo z pracy – powiedział rzeczowo Draco i zaczął liczyć, by po dwóch sekundach wokół ich nie było ani jednego reportera. Brązowowłosa widząc to uśmiechnęła się szeroko do blondyna i pociągnęła w stronę wejścia do kawiarni. Gdy pojawili się w środku od razu poczuli przyjemny zapach ciast, a miło uśmiechnięta kelnerka zaprowadziła ich do stolika by złożyć zamówienie. 
    – Miło tu, prawda? Gdy byłam mała tata zawsze zabierał mnie tu w tajemnicy przez mamą. Pomimo tego że oboje byli dentystami to tata był bardziej wyluzowany i pozwalał mi na drobne przyjemności. Mama zawsze ściśle trzymała się diety, by nie zniszczyć moich zębów – powiedziała Hermiona i uśmiechnęła się smutno na wspomnienie o swoich rodzicach. Odnalazła ich co prawda, przywróciła pamięć ale dwa miesiące później zginęli. Przytrafił się wypadek. Jechali autem gdy nagle pijany kierowca tira wpadł w nich. Zmarli na miejscu. Brązowooka bardzo to przeżyła, była załamana. Była naprawdę zżyta ze swoimi rodzicami. Gdy była mała to oni wprowadzili ją w wspaniały świat książek, to oni uczyli ją kultury. Jednak ich już nie było a ona musiała to zaakceptować. 
    – Miałaś wspaniałych rodziców, a to miejsce jest naprawdę piekne. Twój tata musiał mieć gust – powiedział Draco, patrząc się w jej oczy. Hermiona uśmiechnęła się i dopiła kawę którą przyniosła jej młoda kelnerka. 
    – Możemy już iść? Chciałabym położyć się spać, jestem zmęczona. Ponadto jutro jest weekend a ja chciałabym się spotkać z Diabłem – powiedziała była Gryfonka, a Malfoy pokiwał głową godząc się na ten układ. Pomógł jej wstać, zostawił napiwek na stole i ruszył w stronę wyjścia z brązowooką. Całą drogę do jej domu rozmawiali, gdy rozpadał się deszcz. Hermiona natychmiast wbiegła do swojego domu razem z Draco, nie pozwalając mu wracać w deszcz. 
    – Nigdzie nie idziesz. Nie widzisz jak leje? Zostajesz. Mam wolny pokój – rzekła Granger uśmiechając się do blondyna i zdejmując przemoczone rzeczy. Była cała mokra, z włosów lał się deszcz a pomimo tego nadal była urocza. – Poza tym ostatnio był u mnie kuzyn i zostawił u mnie kilka swoich ubrań, a wydaje mi się że jesteście tego samego wzrostu i podobnej budowy, więc nie ma problemu z ubraniem, a jeśli będzie to po prostu kupię coś przez internet – powiedziała młoda kobieta uśmiechając się do Draco, który odwzajemnił gest. Po chwili zgodził się i ruszył za byłą Gryfonką w stronę jego tymczasowego pokoju. Gdy pojawił się przed drzwiami otworzył je i wszedł do środka. Hermiona rzeczywiście miała gust. Na pewno drogo zakupione meble pasowały do siebie sprawiając że było tam przytulnie, a niebieskie ściany przypominały kolor nieba. 
    – W szafie są ubranie. Ja mam pokój naprzeciwko. Na razie idę się przebrać, później do Ciebie zajrzę – powiedziała Granger i wyszła z jego pokoju zostawiając go samego. Gdy szli do jej domu minęło już sporo czasu. Było już po 22, więc ruszyła do łazienki i wzięła przyżnić, by później przebrać się w swoją piżamę składającą się z luźnej koszulki i krótkich spodenek, by później zrobić sobie luźnego koka, a na nogi włożyć zwykłe kapcie. Gdy już się ogarnęła wyszła z pokoju i ruszyła w stronę kuchni, gdzie zrobiła kilka tostów i położyła je na dużym talerzu, wyjmując dwa mniejsze, a do kubków wlać gorącą herbatę. Czyli kolacja była gotowa, a ona mogła wołać blondyna. 
    – Draco! Chodź na kolację! – krzyknęła, a po chwili w drzwiach pojawił się blondyn ubrany w same bokserki. Hermiona widząc to zarumieniła się niczym mała dziewczynka i odwróciła wzrok siadając na swoim miejscu. 
    – Uroczo się rumienisz – powiedział uśmiechając się pod nosem Draco. Hermiona zarumieniła się jeszcze bardziej i napisała się herbaty. W ciszy zaczęli jeść kolację. Gdy skończyli brązowowłosa zaczęła zmywać, a Draco patrzył na to oparty o blat. Hermiona pomimo wszystkiego była bardzo uroczą i śliczną dziewczyną, a ponadto nie była głupia jak reszta tych dziwnych dziewczyn, myślących że są piękne i pociągające. Brednie. Ponadto Granger była samotna, z nikim się nie spotykała co go nieco dziwiło ponieważ naprawdę była wspaniała. 
    – No dobra, ja pozmywałam i zaraz chyba idę spać, ale mam ochotę na jakiś film – powiedziała Hermiona i ruszyła w stronę salonu, a za nią Malfoy. Gdy brązowooka szukała programu, w tym samym czasie blondyn przeglądał gazetę. 
    – Zaraz zacznie się horror, nie grali go wcześniej podobno – powiedział Draco, patrząc w gazetę. 
    – To ty masz program i nic nie mówisz!? Choć, siadaj i oglądamy. Na którym leci? – spytała Miona, a Draco podał jej kanał siadając obok niej. Gdy włączyli akurat się zaczynał. Jak się okazało od samego początku był straszny, a Hermiona siedziała jak na szpilkach, patrząc w ekran. W pewnym momencie z jej gardła wyrwał się okrzyk strachu i przytuliła się do Malfoy'a przerażona. Blondyn na to uśmiechnął się i złapał jej podbródek unosząc tak by spojrzeć jej w oczy.
    – Ej, to tylko film – szepnął, patrząc w jej czekoladowe oczy. Nie mogąc się powstrzymać zbliżył swoje usta do jej ust i pocałował delikatnie, czekając aż go odwzajemni co uczyniła od razu. Ich usta były złączone w delikatnym pocałunku pełnym miłości.
    – Kocham Cię, Draco – szepnęła całując coraz mocniej. 
    Rano obudziła się w swoim łóżku razem z Draco. Pocałowała go w usta, a on złapał ją w talii i przytulił do jej ciała. Było im razem wspaniale.

piątek, 31 października 2014

Prolog Galadriel Black - "Wszyscy pragniemy Wolności"

Witajcie Kochani! :)

Zgodnie z moim kalendarzem, dziś wypada kolejny piątek, a więc jest pora na kolejną odsłonę nowej twórczości :) Dziś prezentuje Wam prolog do opowiadania: "Wszyscy pragniemy Wolności". Jego autorką jest Galadriel Black, która ma nadzieję otrzymać od Was całą masę szczerych opinii i komentarzy, które być może skłonią ją do opublikowania dalszej części historii na jej własnym blogu - Tego jej z całego serca życzę :)

Przypominam tylko, że wszystkich chętnych do opublikowania na tym blogu swoich prologów/miniaturek zapraszam do kontaktu: venetiia.noks@gmail.com. Kochani początkujący autorzy - nie piszcie sami dla siebie, szuflada tego nie doceni - uwierzcie w siebie i pokażcie Nam swoją twórczość :) Zapraszam!

Pozdrowienia dla wszystkich!
Venetiia.

-----

PS. Odrobina prywaty... Jutro (01.11.14) Zapraszam Wszystkich na I rozdział mojego nowego opowiadania pt: "Rubin i Stal" (http://dramione-rubin-i-stal.blogspot.com/) I trzymajcie proszę kciuki, żeby moje trzecie podejście do tematyki dramione, było udane :) Buźki!

------

Prolog Wszyscy pragniemy Wolności

Wiadomość z ostatniej chwili:
Zniknięcie Aurora Harry'ego Pottera, zostało już oficjalnie potwierdzone. Minister Magii, Percy Weasley, zamiast udzielić odpowiedzi na moje pytanie dotyczące tej sprawy, zasłania się obowiązkami.
Co naprawdę stało się z Wybawcą Magicznego świata? Nawet najbliższa rodzina i wieloletni przyjaciele nie umieją (czy raczej nie chcą?) odpowiedzieć na to pytanie. Więcej informacji i przypuszczenia na temat zaginięcia na stronie trzeciej.
Szybko przekartkowałam gazetę, a w oczy rzuciła mi się wielka fotografia Harry'ego, zrobiona całkiem niedawno, bo na egzekucji Dracona Malfoy'a, która miała miejsce cztery tygodnie temu. Potter miał bardzo srogą minę, tak nie podobną do tej, jaką obdarzał mnie, Ginny, Jamesa. Potem skupiłam się na czytanym tekście, chociaż i on nie wniósł niczego nowego do moich zamysłów. Mówiono o porwaniu Harry'ego przez śmierciożerców grasujących na wolności, co było niemożliwe, gdyż wszyscy od dawna siedzieli w Azkabanie, a ostatnim był właśnie Malfoy. Odpada.
Przypuszczano również fakt, że mężczyzna znudził się życiem rodzinnym i zaczął szukać przygód. Tego nie trzeba było specjalnie analizować. Potter kochał swoich bliskich, a odkąd urodził mu się syn, trzeba go było długo namawiać by został po godzinach.
Więc z szelestem odłożyłam gazetę na stolik i wstałam z krzesła. Przeczytanie tego artykułu nic mi nie dało, a nawet wniosło obawy, że Prorok Codzienny stał się zwykłym, podrzędnym czasopismem dla ludzi znudzonych zwykłą codziennością.
Postanowiłam odwiedzić Ginny, która na pewno o wiele bardziej o wszystko przeżyła. Ze względu na to, że na dom Potterów były założone podobne zaklęcia jak na Hogwart, musiałam skorzystać z sieci Fiuu. Pięć minut później stałam już w salonie Ginny i patrzyłam, jak przyjaciółka ociera swoje łzy rękawem, próbując równocześnie pocieszyć sześciomiesięcznego synka. Zabrałam z jej rąk dziecko i zaczęłam uspokajać oboje.
W czasach szkoły nie byłyśmy jakoś szczególnie związane, ale dzięki jej decyzji o wyjściu za Harry'ego, zżyłyśmy się. Wiedziałam, że w tym momencie nie uzyskam żadnych wartościowych informacji na temat pobytu jej męża, po prostu czułam potrzebę, by jej pomóc. Wkrótce, młodsza kopia mojego przyjaciela zasnęła, a ja nadal trzymałam w ramionach roztrzęsioną Ginny.

  • Ciii – próbowałam zrobić cokolwiek, by opanowała szloch. – Płacz tu nie pomoże.-
  • A co mam robić?! - histerycznie poderwała się z fotela, a ja pogratulowałam sobie w duchu, że zaniosłam Jamesa na górę – Mój mąż jest nie wiadomo gdzie, nie wiadomo w jakim stanie, a ty jeszcze mówisz, że płacz tu nie pomoże? To co pomoże?! - doskonale rozumiałam jej rozgoryczenia, aczkolwiek moje uszy buntowały się
  • Posłuchaj, mam plan – powiedziałam, choć wcale takowego nie miałam. Chciałam tylko grać na zwłokę – Zostań tu, niedługo wrócę – wiedziałam, ze z taką myślą nie zrobi niczego głupiego, a siedzenie z nią do nocy nie wniosło by niczego pożytecznego.
    Szybko przytuliłam przyjaciółkę, już nieco spokojniejszą, i chwile później znalazłam się we własnym mieszkaniu. Usiadłam na kanapie i zaczęłam myśleć, co zrobić dalej.
    Jeszcze kilka miesięcy temu, zapytałabym Rona, ale po naszym rozstaniu wyjechał do Francji, by tam objąć posadę Aurora. Nie utrzymywaliśmy kontaktu, choć ani jedno, ani drugie nie żywiło do siebie urazy. Byliśmy dobrymi przyjaciółmi, towarzyszami, ale nie potrafiliśmy się dogadać. On pełen chęci do zabawy, przygód i ja, poukładana, spokojna.
    Więc zostałam sama. Moje myśli przerwało rytmiczne stukanie w szybę, więc szybko podeszłam do okna i je otworzyłam. Sowa wleciała do środka. Odwiązałam z jej nóżki list i widząc pieczęć Malfoy'ów, chwilę się zawahałam. Co to ma być? Przecież wszyscy członkowie tej rodziny siedzą w Azkabanie...
    Kiedy otworzyłam kopertę i zobaczyłam podpis, oniemiałam...

piątek, 24 października 2014

Miniaturka Harietty - "Czas leczy rany"

Hej Kochani!


Miniaturki miały być co sobotę, ale jako, że soboty zwykle mam zajęte od rana do wieczora, to chyba zmienię ten termin na każdy piątek :) W każdym razie dziś dla Was obszerna miniaturka Zuzy - Harietty pt:"Czas leczy rany". Zachęcam Was do lektury i oczywiście wyrażania swoich opinii, a autorkę zachęcam do założenia własnego bloga i publikowania dla Nas :) Poniżej kilka słów od autorki skierowanych do czytelników :)
Pozdrowionka!
Venetiia


PS. Bardzo mnie cieszy, że wiele z Was zdecydowała się na wysyłanie do mnie swoich prac. Wolne terminy publikacji są dopiero na grudnia, ale nadal bardzo Was zachęcam do przysyłania mi kolejnych prac - każda z nich niezmiennie mnie cieszy :) Naprawdę, nie piszcie do szuflady tylko podzielcie się swą wyobraźnią z głodnymi dramionowiczkami :D Buźki!



-----
HEJ!
Nazywam się Zuzanna, ale wszyscy i tak wołają na mnie Zuza albo Harietta :3. Postanowiłam spróbować moich sił w Dramione. Ta miniaturka ma na celu sprawdzenie się. Będę ogromnie wdzięczna za wszystkie negatywne jak i pozytywne komentarze (oczywiście bardziej za pozytywne :D). Moje poczucie humoru przerasta nawet mnie i nie wiem jak to się stało ale się stało. Napisałam pierwszą w życiu Miniaturke Dramione. Trochę cukierkowa, ale to właśnie mój styl. Dajcie znać jeśli wam się spodoba i będziecie chcieli poczytać coś więcej ode mnie. Jeszcze raz DZIĘKI przez duże D dla Venetii za to, że publikujesz. Twoje „Dwa Światy“ były moim pierwszym Dramione i bardzo mnie zainspirowałaś. Pozdrawiam i życzę przyjemniej lektury!
Harietta

PS. Bez bety ;)
-----



Czas leczy rany

Szła z dumnie podniesioną głową nie zwracając uwagi na złośliwe komentarze reszty zgromadzonej w Wielkiej Sali. Może i było jej przykro ale nauczyła się jak być odporna na tego typu zagrywki. Czy jej to nie przeszkadzało? Zawsze będzie, ale na szczęście nie robiło to już na niej wrażenia. To tylko głupi Ślizgoni, powtarzała w głowie jak mantrę. Była tak zamyślona, że dopiero za trzecim razem usłyszała jak woła ją przyjaciółka.
-Hermiona! Tu jestem!
Trochę speszona podeszła do rudowłosej przyjaciółki.
-Cześć Ginny. Jak się miewasz?
Oho, zaraz się zacznie, pomyślała pani Prefekt Naczelna Gryffindoru, Hermiona Granger. I jak zwykle miała rację.
-Oh, wyśmienicie! Byłam wczoraj na przecudownej kolacji z Harry’m w Hogsmeade! Nawet nie wiesz jaki on jest uroczy! Podarował mi prześliczną bransoletkę! O nie, została w dormitorium! No nic nadrzy się jeszcze okazja. A wiesz...
Brązowowłosa wyłączyła się. Nie miała już zamiaru po raz enty słuchać o chłopaku swojej najlepszej przyjaciółki, Ginny Weasley. A jej chłopakiem był nie kto inny jak tylko sam Wielki Harry Napuszony Do Granic Możliwości Potter. Nieznosiła go i tej jego sławy. Zawsze chodził po szkole dumny jak paw bo to w końcu on uratował cały czarodziejski świat przed Siłami Ciemności, bla, bla, bla... Ale jeszcze gorszy był ten jego głupi przyjaciel pan Prefekt Ronald Głupi Wiewiórzy Łeb Weasley. Jak ona go nienawidziła! I jak w ogólne można było go mianować prefektem! Może i kiedyś byli przyjaciółmi, może Ron był kiedyś jej chłopakiem ale to nie zmienia faktu, że to co jej zrobił zabolało. I nie chodzi tu już o nazwanie jej brudną szlamą przy jej rodzicach. Zrobił coś o wiele gorszego i to właśnie był powód przez który tak cierpiała. Ale nie o tym chciała teraz myśleć. Nie chciała myslami powracać do okresu sprzed i w trakcie wojny. To, że wygrali Hermionie wcale się nie podobało. I tylko pewien szarooki arystokrata o blond włosach, siedzący przy stole Ślizgonów wiedział dlaczego...

***
-Dobrze, że Snape był dziś w doskonałym humorze, prawda?-zapytał Draco Malfoy swojego najlepszego przyjaciela Blaise’a Zabiniego kiedy wracali z lekcji eliksirów.
-Taa, jakbyś nie zauważył to dostałem dziś szlaban u twojego ojczulka chrzestnego za to, że głośniej westchnąłem na sprawdzianie, więc mi tu nie mydlij oczek i gadaj co ci leży na wątrobie.
-Nic-odpowiedział wymijająco blondyn nie patzrąc przy tym na kolegę, który kaszlnął coś na kształt „Granger“.
-Przestań! Pogadamy w dormitorium! - syknął Malfoy i pewnie ruszył w tamtą stronę. Uśmiechnięty od ucha do ucha Zabini wiedział, że szansa na to, że Draco powie mu coś więcej zdarza się raz na milion więc w podskokach jak kucyk z krainy tęczy ruszył za przyjacielem.

-No dobra, posłuchaj. Po pierwsze prosiłem żebyś nie wspominało o Herm... Granger na korytarzu jasne? - ostrzegł Zbiniego, który tylko gorliwie przytaknął i dał przyjacielowi czas do namysłu. Od czego by tu zacząć tak by nie zdradzić tego kim tak naprawdę jest Gryfonka?, myślał gorączkowo Dracon, aż w końcu westchnął i zapytał:
-Ale to zostaje między nami jasne!?
-Oczywiście stary tylko mów już, bo będę zmuszony poddać Cie moim słodkim torturom.- mrugnął do niego zalotnie Blaise.
-No dobra, zaczekaj muszę coś jeszcze załatwić...
Po tych słowach wyciągnął swoją różdżkę i wysłał patronusa do pani Prefekt Naczelnej Gryfonów.

***
Hermiona czytała właśnie Historię Hogwartu w swoim dormitorium, kiedy przed nią zmaterlizował się patronus. Jego patronus. Kiedy już odłożyła księgę, biała fretka zaczęła mówić jego głosem.
-Przegrałem z Blaise’m, sprowokował mnie. Pofatygujesz się do nas czy mam to zrobić bez ciebie? Prześlij patronusa. Czekam. Draco.
Hermiona westchnęła. Wiedziała, że to się tak skończy. Blaise był sprytny i tylko wykorzystał sytuację. Zrezygnowana dziewczyna ubrała się myśląc gorączkowo co innego mogłaby sprzedać Zabiniemu by wreszcie się odczepił. Już prawie pół roku Draco i ona musieli ukrywać ich tajemnicę przed jego wścibskim nochalem. Ehh... Nagle odpowiedż spłyneła na nią jakby doznała olśnienia. To było to! Z prędkością karabinu maszynowego chwyciła różdżkę i wysłała odpowiedź Draconowi. Miała tylko nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z jej planem, bo naprawde miała już dość Zabiniego.

***
Malfoy miał już dość. No bo ile można czekać!? Zabini który co 5 sekund pytał „czy teraz mu powie“, już powoli doprowadzał go do szału. Nagle drzwi do ich dormitorium otworzyły się z impetem.
-No już myślałem, że... – Draco urwał bo to co zobaczył odebrało mu mowę. W drzwiach z błyskiem w oku i uwodzicielskim uśmiechem stała ona. Hermiona Granger. Gdyby ktoś teraz powiedział, że brązowowłosa dziewczyna wygląda pięknie, to Draco w sekundzie przeklął by go czymś naprawdę strasznym. To nawet w połowie nie oddawało uroku stojącej przed nimi Gryfonki. Miała na sobie białą sukienkę do kolan z długimi koronkowymi rękawami. Wyglądała ślicznie lekko zarumieniona najprawdopodobniej od biegu. Jednak nagle w głowie Dracona pojawiły sie słowa jej patronusa:
-Nie martw się, już moja w tym głowa, żeby Blaise się odczepił. Pamiętaj! Jak mrugnę to znaczy, że pora zaczynać show. Mam nadzieję, że jeszcze coś w tej twojej głowie zostało i zorientujesz się jak przyjdę. Nie wysyłaj odpowiedzi. Hermiona.
I nagle go olśniło... Gryfonka nie powie Zabiniemu prawdy. A on ma grać razem z nią... No cóż, pomyślał, może i lepiej.
-Cześć chłopaki – powiedziała a raczej wymruczała Hermiona podchodząc do Malfoya.
-Uuuuuu, Hermiona! Nieźle wyglądasz. – powiedział Zabini.
-Dzięki – wyszeptała Hermiona, ale wciąż patrzyła na Dracona z tym uwodzicielskim uśmiechem. Jezu, czemu tu tak gorąco!, pomyślał Draco i poluźnił krawat. Hermiona mrugnęła do niego. Pora zaczynać, pomyślał Ślizgon.
- Cześć, kochanie. – przywitał ją Malfoy i cmoknął w policzek. Dziewczyna zadrżała pod wpływem jego dotyku. Czy ona się go brzydziła? Nie... Przecież każda dziewczyna w tym zamku go pragnęła. Draco uśmiechnął się lekko na tę myśl.
- Ja... Może pójdę, nie chcę przeszkadzać... – wymamrotał speszony i zdezorientowany Zabini.
-Ależ, Diable! Jak możesz teraz wychodzić? – oburzyła się dziewczyna – Przecież przyszedłeś po odpowiedź prawda? A Draco i ja zaraz Ci pokażmy o co chodzi.
Zmieszany Zabini usiadł na łóżku i czekał. A to co zobaczył spowodowało, że ciemnoskóry Ślizgon zachłysnął się powietrzem. Gryfonka podeszła jeszcze bliżej Smoka jeśli to w ogóle było możliwe i pocałowała go tak namiętnie jak jeszcze nigdy nikogo nie całowała. Nawet Kruma. Nawet Rona. Nawet McLaggena. Nawet Bradley’a*. Nawet nigdy nie myślała, że potrafi całować tak namiętnie. Hermiona oderwała się w końcu od zdyszanego gdyż wiernie oddawał jej pocałunek i zaskoczonego gdyż nie spodziewał się tego po Granger, Malfoya. Oboje uśmiechnęli się do siebie uwodzicielsko i spojrzeli na Blaise’a tym razem Hermiona ze szczerym uśmiechem, a Draco ze swoim firmowym uśmieszkiem nr. 14 pod tytułem: „No i co ty na to stary?“.
- Ale... Co... Bo... Ty... On... Wy, to nie... Ja... – nie mógł wydusić z siebie słowa zszokowany Blaise.
-No to teraz już wiesz o co chodzi z tą tajemnicą, Diable? Czy mamy powtórzyć? – zapytała Hermiona.
_-To... To już wystarczy, dzięki – mruknął Zabini –dajcie mi dojść do siebie. Do zobaczenia potem... Hmm... Gołąbeczki.
I wyszedł. Ulga jaka spłynęła na nich oboje była porównywalna do wielkości fali Tsunami.
-Wiesz, że on teraz nie odpuści? Musimy to pociągnąć. Ale z drugiej strony, już nie będzie mnie dręczył. – powiedział Draco.
-Wiem, ale uspokój się, damy radę, Draco. Nie takie rzeczy się wcześniej robiło. – odpowiedziała Hermiona, mrugając.
-No to co potem?
-Mam już zarys planu, ale musisz przyrzec, że nie będziesz stawiał oporu. Okay?
-Okay.
No to słuchaj...

***
Po 2 miesiącach cała szkoła wiedziała o „związku“ Ślizgona i Gryfonki. Oczywiście już nie musieli się kryć, więc nadal udając kleili się do siebie cały czas. Wszystko robili razem zaczynając od spędzania wolnego czasu przez odwiedziny w dormitoriach do namiętnych pocałunków czasem nawet na oczach nauczycieli. Kto się wygadał? Tego nie dowiedzieli się nigdy. Podobno Blaise nic nie chlapnął ale różnie to bywa. I choć oboje nadal wiedzieli, że udają i wmawiali sobie, że to tylko na potrzeby innej tajemnicy, każde z nich już wiedziało, że dzień bez tego drugiego to najgorsze co może im się przytrafić. I tak by to trwało gdyby nie zakończenie szkoły. Zbliżało się wielkimi krokami a oni wiedzieli, że każdy dzień, każda godzina, każda minuta i każda sekunda przybliża ich do rozstania. A tego nie może zmienić nawet najsilniejsza magia na świecie... Aż pewnego razu, miesiąc przed zakończeniem roku, ich smutek i zamyślenie przerwała sowa która sfrunęła przed nich w trakcie śniadania (siedzieli przy jednym stole, żeby każdą wolną chwilę spędzać ze sobą) z listem przywiązanym do nóżki. Zaraz po niej sfrunęła inna sowa z listem w pyszczku. Hermiona i Draco spojrzeli po sobie zdiwieni i chwycili po jednym liście. Szybko zaczęli je rozpakowywać. Po przeczytaniu swoich listów po trzy razy, gdyż nie mogli wyjść z szkou po treści jaką te zawierały rzucili się do wyjścia wybiegli z zamku i zaraz gdy znaleźli się na błoniach Draco przywołał ze swojego dormitorium truskawki i 2 butelki piwa kremowego. Hermiona za to przywołała koc piknikowy i usiedli wygodnie przed tym wykonując taniec radości w którym nie zabrakło czułości, szczęścia uścisków i pocałunków. Gdy już pijani szczęściem skończyli jeść truskawki a każdy opróżnił połowę swojej butelki, pierwsza odezwała się Gryfonka.
-Czy... Czy ty możesz przeczytać swój list na głos? – zapytała nieśmiało.
-Dla ciebie wszystko – szepnął Draco i zaczął czytać.

Kochany Draco!
Doszły do nas słuchy, że masz dziewczynę.

-Przepraszam mój ojciec zawsze był bezpośredni w takich sprawach – uśmiechnął się przepraszająco Draco.
- Czytaj! – ponagliła go Hermiona.

Oczywiście wiemy też co to za dziewczyna. Synu... Ja i matka chcieliśmy tylko powiedzieć, że nie będziemy ci robić wyrzutów. Miłości swojego życia nie można od tak poprostu wybrać. Ufamy, że wiesz co robisz i nie będziesz tego żałował. Kochamy cię z matką i pragniemy twojego szczęścia. Masz więc nasze pełne błogosławieństwo, a jako dowód naszej zgody przesyłamy klucze i adres waszego nowego domu. Dom znajduję się oczywiście w czarodziejskiej części Londynu. Pozdrów od nas Hermionę. Kochamy i całujemy,
Rodzice.

PS.
Roadster Street 18
9986 Londyn

Po przeczytaniu człego listu Draco sięgnął do koperty i wyjął z niej 2 jednakowe klucze. Hermionie łzy błysnęły w oczch. Czy ona na to zasługiwała? Czy napewno tego chciała? Chociaż nie tego była pewna. Nie tylko chciała, pragnęła spędzić resztę swojego życia z Draco. Ale czy on tego chciał?
-A ty też przeczytasz twój na głos? – poprosił Draco.
- Tak, jasne. – rzuciła Hermiona i zaczęła czytać swój list.

Kochana Córeczko!

Jesteśmy z ciebie tacy dumni. Kiedy w wieku 11 lat dostałaś swój list z Hogwartu, już wiedzieliśmy, że to wielkie wyróżnienie. I pomyśleć, że to miało miejsce 7 lat temu... A teraz ukończysz tą magiczną przygodę w szkole i to z mężczyzną którego tak kochasz... To naprawdę piękne. Oczywiście masz nasze pełne pozwolenie i błogosławieństwo na wasz związek. W ramach chęci zapoznania się zaprzaszamy was na kolację w ten weekend. Nie martwcie się, to zostało już ustalone z profesor McGonagall, więc przybedziecie do nas siecią Fiuu. Pozdrów Draco i pamiętaj, że cię kochamy,
Rodzice.



-Draco?
-Hmm...?
-Mogę cię o cos spytać?
-Jasne, pytaj.
-Ale nie obraź się, okay?
-Ej Hermiona co się dzieję? – zapytał zatroskany Draco, widząc minę Hermiony. Była smutna i przygnębiona.
-Czy... czy ty chcesz... Czy ty chcesz tego co nasi rodzice? – wypaliła Hermiona na jednym wydechu.
-Hermiono wstań, proszę.- poprosił chłopak.
-Ale...?
-Poprostu wstań. Ufasz mi? – dziewczyna pokiwała głową bez zastanowienia. Ufała mu bezgranicznie i nic nigdy tego nie zmieni. Dziewczyna wstała ale Draco nadal siedział.
- Zamknij oczy – poprosił chłopak.
Hermiona już miała zaprotestować, ale nie zdążyła gdyż Draco szybko podniósł się i zamknął jej usta pocałunkiem.
-Proszę. – wyszeptał. Gryfonka spełniła jego prośbę, jednak niechętnie gdyż bała się, że chłopak zaraz ucieknie od niej i zostawi ją samą. Nie zdążyła poważnie się nad tym zastanowić gdy usłyszała TE słowa.
-Hermiono Jean Granger czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie?
Oszołomiona otworzyła oczy i ujrzała Dracona Malfoy’a klęczącego przed nią z pierścionkiem zaręczynowym jego babci i wpatrującego sie w nią z miłością. Czy to się dzieje naprawdę?, pomyślała Hermiona?
-Naprawdę. – i na potwierdzenie swoich słów wyciągnął rękę i uszczypnął Gryfonkę.
-A... A... Ale... Ja... Czy... – jąkała się dziewczyna. Draco posmutniał. Odmówi mi? Odzruci mnie i ucieknie? Ale przecież co ja zrobiłem źle?, myślał gorączkowo Ślizgon.
-Nic. – odpowiedziała dziewczyna. – Jak widac nie tylko ty umiesz czytać w myślach.
-Co... – nie zdążył dokończyć pytania bo Hermiona ze łzami szczęścia w oczach rzuciła mu się na szyję i pocałowała tak namiętnie jak dwa miesiące temu pierwszy raz w jego dormitorium.
-Tak. –powiedziała tylko a on porwał ją w ramiona i zaczął oddawać jej pocałunki z największą pasją na jaką się zdobył. Trwało to dobre kilka minut a gdy oderwali się od siebie chcąc nabrać powietrza odezwała się dziewczyna.
-Gdyby ktoś trzy miesiące temu powiedział, że Dracon Malfoy da się kiedyś zaobrączkować i to z własnej woli a na dodatek to ja mam być jego wybranką to umarłbym ze śmiechu wijąc się na podłodze.
-Ja też – przyznał się chłopak i oboje wybuchnęli szczerym głośnym śmiechem. Po dobrych 10 minutach Draco wyciągnął dłoń, złapał w nią malutką rączkę Hermiony i włożył jej na palec pierścionek zaręczynowy swojej babci. Hermiona popatrzyła na pierścionek na swoim palcu i zaniosła się płaczem.
-Cśś, skarbie, wszystko dobrze. –szeptał do niej Draco z czułością.
-To jest poprostu piękne. Ja... – ale nie udało jej się skończyć, gdyż usłyszeli kroki a potem ktoś krzyknął.
-Hej, Zakochni, wszędzie was szukam. Nikt was nie... Hej co się stało? –zapytał Blaise Zabini idący w ich kierunku. Na widok zapłakanej dziewczyny i obemującego ją Draco przystanął. Próbował doszukać się czegos w oczach Gryfonki choćby cienia smutku ale nic takiego nie zobaczył. W jej oczach gościła tylko radość i miłość do siedzącego obok blondyna. Zabini nigdy nie widział bardziej zakochanej dziewczyny.
-Co tu się dzieje? – zapytał zdezorientowany Blaise.
Hermiona nic nie odpowiedziała tylko wyciągnęła dłoń. Gdy Zabini już miał prosić o wyjaśnienia, coś błysnęło na palcu Gryfonki. Pierścionek zaręczynowy babci Malfoy.
Blaise już o nic nie pytał. Tylko dziękował wszystkim bóstwom jakie znał za to, na co zdecydował się jego przyjaciel.

***
-Scorpius, mówiłam Ci zaczekaj na Juliet!
-Ale mamoooo..!
-Scorpius słyszałeś co powiedziała mama. Zostaw.
-No dobrze tylko, niech Juliet się pospieszy.
-Gdzie byłeś? –zapytała Hermiona Malfoy, swojego męża Dracona Malfoya, który właśnie wszedł do pokoju ubrany w odświętny garnitur i białą koszulę.
-Rozmawiałem z Diabłem. Życzyłem mu wesołych świąt, i jeszcze raz dziękowałem. Mamy pozdrowienia od niego, Pansy i Maxa.
-Powiemy mu w końcu o co chodzi? - spytała rozbawiona kobieta.
-Może kiedyś... Ale niech to narazie będzie naszą tajemnicą. – odparł Draco i ucałował żonę w policzek. Scorpius skrzywił się by zaraz uśmiechnąć się szeroko.
-Mamo, mogę już!? – spytał chłopak wskazując palcem na śliczną siedemnastolakę o brązowych oczach i długich, prostych blond włosach do pasa. Ubrana była w białą sukienkę do kolan z długimi, koralikowymi rękawami. Włosy upięła w wysoką kitkę z tyłu głowy.
-Cześć. – przywitała się Juliet i podeszła do mamy by ucałować ją w policzek.
-Wszyscy są, możemy zaczynać – wydała polecenie pani Malfoy i usiadła do stołu. –Scorpius ty też musisz najpierw coś zjeść.
-Ale...
-Nie dyskutuj. – odezwał się tata chłopca i usiadł do stołu naprzeciwko swojej żony.
-Wiesz czasami się zastanawiam jak do tego wszystkiego doszło. Ja, kujonka z Gryffindoru i ty, arystokrata ze Slytherinu to zupełnie nie do pomyślenia, nie sądzisz? – powiedziała nagle Hermiona siadając na kanapie koło Dracona i patrząc na roześmianą siedemnastolatkę oraz jej młodzego o 10 lat brata, Scorpiusa, który po swojej matce odziedziczył brązową burzę włosów a po tacie te stalowoszare oczy, które zawsze patrzyły na wszystkich z nieprzeniknionym wyrazem.
-Żałujesz? – spytał Draco podążając wzrokiem za żoną i uśmiechając się mimowolnie.
-Nigdy, Malfoy.
-No cóż... Byłoby teraz nie na miejscu nazwać cię Granger prawda?
-Prawda – odpowiedziała kobieta i uśmiechnęła się ciepło do byłego Ślizgona. –Dlatego tak lubię używać tego nazwiska. Przypomina mi, że moje brzmi tak samo.
-A wracając... Jak tam rana? Zagoiła się już?
-Prawie – skrzywiła się Hermiona dotykając lewego przedramienia, przez materiał sukienki.
-Pokażesz? Może trzeba ci podać jeszcze jakieś eliksiry? – zapytał Draco.
Dziewczyna podwinęła rękaw i oczom dwójki zakochanych ukazała się lekko zagojona rana o nieokreślonym kształcie.
-Nie najgorzej. Po kolacji powinnaś zażyć eliksir...
-Zażyłam. Nie roztrząsajmy już tego. Porozawiamy później. – powiedziała kobieta w pośpiechu opuszczając rękaw, gdy zobaczyła nadbiegającego chłopca, który trzymał już jakiś pakunek w ręku.
-Mamo zobacz co dostałem!! – krzyczał młody Malfoy, wciskając mamie pakunek w rękę.
Mało brakowało, pomyślała kobieta i uśmiechnęła się do syna.
-Scorp, na tym pudełku jest napisane: „Dla Scorpiusa Malfoya od Mikołaja“. Czyj to może być prezent? – spytała Juliet wychylając głowę z salonu.
-Móóóóóój! – krzyknął mały i puścił się biegiem do siostry, by rozpakować następny podarunek.
-Mało brakowało – odetchnęła kobieta z ulgą, odkładając pudełko na bok. –To jeszcze nie pora, żeby mały wiedział.
-Masz rację. Juliet dowiedziała się gdy miała dwanaście lat. – odparł Draco. –A teraz chodź już do góry, wyglądasz na bardzo zmęczoną moja słodka śmierciożerczyni.
Draco złożył bardzo namiętny pocałunek na ustach kobiety i pociągnął w strone sypialni chwytając ją za lewe przedramię gdzie dziewiętnaście lat temu widniał wypalony Mroczny Znak...
***
*Bradley – postać wymyślona na potrzeby miniaturki.