piątek, 26 czerwca 2015

Drabble Exscela

Witajcie.


Dziś coś nowego - krótkie drabble, kochanej autorki o pseudonimie Exscel.
Prosimy o wasze komentarze.
Co do moich publikacji, to na pewno w przyszłym tygodniu pojawi się II rozdział "Cienia Rozsądku", oraz Rubin i Stal - mam nadzieję, że w terminie :)
I najważniejsze - DraczKotek się betuje i dołączy do publikacji, jak tylko zostanie poprawiony.
Pozdrawiam Was Cieplutko,


Venetiia

PS. Radzę nic nie jeść :)

***

- Hermiono, ale jeśli diadem Roveny znajduje się w zamku?
Potter chodził podekscytowany przy ognisku, rozpalonym przed namiotem. Tak niewiele zostało już horkruksów, tak niewiele dzieliło ich od powrotu do domu.
- Harry, to tylko przypuszczenie, nie wiemy gdzie został ukryty, nie wiemy czy to diadem – Hermiona próbowała ostudzić zapał przyjaciela.
- A cóżby innego? Wybiera pamiątki i miejsca szczególne, a Hogwart był dla niego jak dom…

Ronald patrzył z nieszczęśliwą miną na wielkiego karaczana nadzianego na patyk, na którym smażył go nad ogniskiem. Hermiona twierdziła, że to doskonałe źródło białka, ale w tym momencie Ron tęsknił za peklowaną wołowiną.  

piątek, 19 czerwca 2015

Chwilowy brak tekstu

Kochani.

Zgodnie z waszymi opiniami na temat podejrzenia o plagiat, na chwilę obecną tekst  Alexis zostaje zdjęty z publikacji na czas, aż autorka przemyśli całą sprawę i podejmie jakąś decyzję.
Za zaistniałe problemy - serdecznie przepraszam.

Venetiia

piątek, 12 czerwca 2015

Miniaturka Rapsodii89 - "Proroctwo"

Witajcie Kochani!

Jak u Was pogoda? Bo u mnie 32 stopnie i skwar jak we frytkownicy :)
Po raz kolejny autorka zawiodła i po raz kolejny zmuszona byłam znaleźć zastępstwo. Okazało się jednak, że akurat dzięki temu trafiła nam się doskonała okazja na zapoznanie się ponownie z twórczością znakomitej Rapsodi89.
Jak sama autorka stwierdziła - naszło ją na coś lżejszego i postanowiła napisać Dramione. Miniatura została zainspirowana wyzwaniem literackim "Kości zostały rzucone", które ukazuje się na blogu Alex.
Zapraszamy Was na bloga auorki: Mroczne Części Duszy
Prosimy o wasze opinie i komentarze.
Pozdrawiam:

Venetiia Noks

PS. Zapraszam Was ponownie na moją stronę internetową: Cień Rozsądku - Rozdział I
.
Informuję też, że nie będę więcej przyjmowała zgłoszeń na publikację prac młodych autorek.
Jeśli chcecie zaprezentować swój tekst, a nie macie swojego bloga to zapraszam Was na stronę: Stowarzyszenie Księcia Półkrwii

***

Dedykacja od Rapsodii:

Dla MałejMi, Aliny i Alex za wyznania i za kostki.



"Proroctwo"


- Nie rozumiem tego, czy możesz to wyjaśnić jakoś bardziej po ludzku? – Hermiona była nieco zaskoczona. Siedziała we wspólnym salonie w komnatach prefektów naczelnych i czytała, kiedy nagle w wybuchu zielonych płomieni ukazał się wściekły Draco. Chłopak zaczął wykrzykiwać coś o demencji starczej dyrektora i zupełnie zwariowanym proroctwie. Chociaż nauczyli się już tolerować swoją obecność, teraz była zaskoczona. Chłopak jeszcze nigdy się tak nie zachowywał.
- To jakaś idiotyczna przepowiednia, nie każ mi tego powtarzać. Dyrektor wymyślił sobie, że jesteśmy jej spełnieniem. I wysyła nas do nieistniejącego zamku, żebyśmy odnaleźli zaginiony diadem Roweny Rawenclaw! – Rzucił jej jakąś kartkę na kolana, a potem rozwalił się w fotelu i wyciągnął z ich nielegalnego barku butelkę piwa kremowego dla niej i butelkę whisky oraz kieliszek dla siebie. Dziewczyna zaczęła czytać, a im bardziej zagłębiała się w tekst, tym wydawała się chłopakowi bardziej zdziwiona i skonsternowana.

Pod sercem starożytnej twierdzy spotkają się dwie dusze.
Potężny skarabeusz będzie ich świadkiem. 
Pomoże im odnaleźć drogę.
Smok ze starego rodu 
I ta, która jest godna nosić miano następczyni 
Roweny Rawenclaw, połączą siły.
Ich dzieło przywróci magicznemu światu Jej mądrość i spokój.

- To jakieś tłumaczenie, nie wiem, na ile dokładne. Ale stary pryk nie daje sobie wybić z głowy tego durnego pomysłu – dodał grobowym głosem i wypił wypełniony po brzegi kieliszek bursztynowego alkoholu.
- Skoro mamy wyruszyć oboje, dlaczego akurat tobie to powiedział? Dlaczego sam nie przekazał mi wiadomości? – Podniosła się z fotela, wzięła łyk piwa i czekała na jego odpowiedź, oparta o gzyms kominka.
- Byłem w jego gabinecie. W innej sprawie, ale zatrzymał mnie i powiedział o tym – wskazał kartkę w jej ręce.
Chwilę później dziewczyna zniknęła w szmaragdowych płomieniach. Chłopak wątpił, czy gdy wróci, będzie miała dla niego dobre wiadomości.

***
- Nie, panno Granger, nie mam teraz czasu również pani tego tłumaczyć. – Nie pozwolił jej nawet usiąść, tylko co chwilę patrzył na zegarek. Jego głos był stanowczy i władczy. – Pan Malfoy wie wszystko. Muszę natychmiast wyjechać. Na odwrocie pergaminu z treścią proroctwa ma pani zarys twierdzy, której macie szukać, oraz numerologiczne wyliczenia z tekstu, odpowiadające współrzędnym. Wierzę, że potrafi pani zrobić z tego użytek. Wyruszycie w sobotę z samego rana i wrócicie w niedzielę wieczorem, macie tylko tę jedną szansę. Wierzę, że ta przepowiednia dotyczy was i pomoże pokonać Voldemorta. A teraz żegnam, mam bardzo pilną sprawę do załatwienia.
Czuła się przytłoczona. Serce waliło jej ze zdenerwowania i strachu.
- Ale...
Nie dał jej dojść do słowa.
- To jest rozkaz. Kiedy przyjmowałem panią i pana Malfoya do Zakonu, złożyliście przysięgę, teraz żądam jej spełnienia. – Wziął z gzymsu garść proszku, a potem pchnął ją w zielone płomienie. 

*** 
- Jesteś pewna, że przeniosłaś nas w dobre miejsce? To jakieś cholerne pustkowie. Nie widzę tu najmniejszego nawet budynku, nie wspominając o pieprzonej twierdzy. 
- Nie musisz się wyrażać, Malfoy. I tak, jestem pewna, że to tu. – Dziewczyna starała się być cierpliwa, ale powoli przestawało ją to bawić. Wylądowali na jakimś pagórkowatym terenie w zupełnych ciemnościach. Choć wyruszyli z Hogwartu po wschodzie słońca, tu gdzie się znaleźli, trwała noc. Jeszcze w szkole, kiedy rozważała szanse i zagrożenia, nie spodziewała się znaleźć w tym miejscu czegokolwiek ciekawego, jednak, kiedy wylądowali, poczuła wokół siebie magię. Nie wiedziała, czy Malfoy był zbyt ograniczony czy po prostu zbyt rozpieszczony, żeby zauważyć różnicę, ale ona sama była zaintrygowana. 
- Czego my właściwie szukamy? Łazimy tu już od godziny i nic. – Draco szedł kilka kroków za nią, nie ufała mu na tyle, by pozwolić mu sprawdzać teren. Przedzierali się przez gęsto porośnięty las w dół dość stromego zbocza. Z ziemi wystawały korzenie i kamienie. Na szczęście przygotowała się na taką ewentualność. Zabrała odpowiednie buty i plecak z wyposażeniem typowo mugolskiego turysty. Zapakowała nawet mały namiot. 
- Przestań marudzić. Zaraz wzejdzie słońce, może wtedy coś zauważymy. – Zastanawiała się, dlaczego chłopak nie potrafi się zamknąć, przecież jeśli ktoś jest w lesie, nie powinni zwracać na siebie uwagi.  Sama nie wiedziała, czy bardziej irytuje ją jego niefrasobliwość, czy to, że patrzył na nią tak dziwnie.
Zanim słońce wychyliło się znad horyzontu, zeszli ze wzniesienia i wspięli się na niewysoki pagórek porośnięty trawą. Hermiona uznała go za niezły punkt obserwacyjny i zarządziła postój. Byli wystawieni na atak, ale wokół nie widać była żadnego światła, poza powoli gasnącymi gwiazdami. 
Draco usiadł znużony na ziemi. Pozornie wszystko było w porządku. Nie spotkali żywej duszy, jednak coś nie dawało mu spokoju. Nie potrafił określić, co powoduje w nim poczucie zagrożenia poza przebywaniem z wszechwiedzącą encyklopedią. Stary sklerotyk Dumbledore zupełnie sfiksował. Wszystkie poprzednie polecenia były dla chłopaka zrozumiałe i sensowne, ale siedzenie z Granger na jakimś pustkowiu, w dodatku wtedy, kiedy miał się odbyć trening jego drużyny, to już była przesada. Mimo wszystko cały czas czujnie nasłuchiwał i wypatrywał zagrożenia. Nadal jednak nic się nie działo. Zejście nie zmęczyło ich tak bardzo, ale nie było sensu szukać czegokolwiek po ciemku, siedzieli więc w milczeniu, które żadnemu z nich nie przeszkadzało. 
Dopiero godzinę później, w czasie wschodu słońca, mogli się rozejrzeć po otaczającym ich krajobrazie i poszukać twierdzy, o której mówiła wieszczka. Draco rozglądał się dookoła, ale nie dostrzegł żadnych zabudowań, a już w ogóle zamku czy warowni. Zaczynał się czuć jak idiota. W końcu jego wzrok padł na Granger, która wpatrywała się jak urzeczona we wschodzące słońce. Draco spojrzał w tym samym kierunku, ale nie dostrzegł niczego interesującego. Zauważyła jego zachowanie i wyciągnęła rękę, wskazując dokładnie na wzgórze, z którego zeszli. Nadal niczego nie widział. Dopiero kiedy stanął za jej plecami, dojrzał to, co ona. Na zboczu musiało być coś, co rozszczepiło światło wschodzącego słońca tak, że plamy światła były rozrzucone w różnych punktach zalesionego pagórka. Kiedy słońce podniosło się nad linię lasu, oślepiło go na chwilę. W pomarańczowym blasku ujrzał przed sobą starożytną twierdzę. Ogromne drzewa wyglądały jak wieże, poszarpana linia lasu jak blanki, świetlne refleksy jak tysiące jarzących się okien. Bez słowa ruszyli w tamtym kierunku. Kiedy w końcu dotarli na wzniesienie, skąd rozchodziły się błyski, znaleźli ogromny kryształ górski, który działał jak pryzmat. Podeszli bliżej, chcąc zbadać wyryte na nim runy, jednak  gdy chłopak ich dotknął, coś pod nimi trzasnęło i grunt usunął im się spod nóg.
Serce Hermiony pędziło jak oszalałe a żołądek podchodził do gardła na każdym zakręcie kamiennej rynny, nie tylko z powodu prędkości, ale też wspomnień. Ostatni raz, kiedy była w podobnej sytuacji, na końcu tunelu czekał na nich bazyliszek. Miała nadzieję, że nie spotkają tu kolejnej bestii – ten skarabeusz z przepowiedni wcale nie brzmiał pokrzepiająco...
Wylądowali na litej skale. Wokół niech rozbrzmiewało echo ich własnych głosów i kapania wody. Ciemności były nieprzeniknione dla ludzkiego oka. Draco pierwszy wyciągnął różdżkę, jednak jego zaklęcia nie wywołały żadnego efektu, najmniejszej nawet iskry. Różdżka Hermiony również odmówiła posłuszeństwa. Na szczęście w jej wyposażeniu na tę podróż dominowały przedmioty mugolskie. Miała ze sobą latarkę, którą oświetliła drogę w głąb góry.
***
Po powrocie nie miała ochoty nikomu opowiadać, co się stało wtedy w grocie. Nie wiedziała, jak do tego wszystkiego doszło. Czuła się, jakby nie była wtedy sobą. Nie kierowała się rozumem jak zwykle, ale poddała chwili. To było jej szaleństwo, intymna chwila zapomnienia. Hermiona nie czuła potrzeby opowiadania o tym również dyrektorowi, ten jednak nalegał i drążył.
- I zupełnie nic nie znaleźliście? Żadnej wskazówki? Zaklęcia? Nic? – Jego niebieskie źrenice prześwietlały ją. Czuła się jak na przesłuchaniu. Harry i Ron dopytywali się, gdzie i z kim była, a ona nie wiedziała, co ma powiedzieć. Dyrektor niby nie zabronił jej mówić im prawdy, ale chciała najpierw porozmawiać z Draco. Potrzebowała tego. Tam, w jaskini, nie padły między nimi żadne wyznania, żadne obietnice. Niewypowiedzianą umową zostawili to na później. 
- Już mówiłam, że poza ogromnym, marmurowym posągiem skarabeusza i źródełkiem nie było nic. Żadnych napisów, żadnych run, lita skała.
- Może chodzi o tę wodę... Piliście ją? Wzięłaś może próbkę?
- Mam jeszcze trochę w butelce. Piliśmy ją, nie zabrałam aż takiego zapasu swojej wody, a poza tym Draco nie ufał mugolskim wynalazkom. Nie chciał pić mojej butelkowanej wody i pierwszy spróbował tej ze źródła. Potem i ja piłam... Ale nie zauważyłam żadnego efektu. – Jedynym eliksirem, jaki znała i mógłby znajdować się w tej wodzie, a którego nie dałoby się zauważyć, było Veritaserum. Nie sądziła jednak, że wpływ na ich zachowanie miała ta woda lub jakikolwiek eliksir. Jej zdaniem to to miejsce i jego odosobnienie oraz obawa o własne życie spowodowały, że zaczęli ze sobą rozmawiać i współpracować.
- Więc co jeszcze robiliście? 
- Na początku szukaliśmy wyjścia i przy okazji badaliśmy jaskinię, ale kiedy nic nie znaleźliśmy, postanowiliśmy odpocząć. Potem rozmawialiśmy, kłóciliśmy się, oberzeliśmy posąg. Wyjście znaleźliśmy dopiero następnego dnia. – Nie potrafiła mu powiedzieć wszystkiego. Właściwie sama nie wiedziała, jak to się stało. W jednej chwili zawzięcie się o coś kłócili, by w następnej całować się z pasją i zrywać z siebie ubrania. – To wszystko. Czy teraz odpowie mi pan, dlaczego Draco również nie składa raportu? – Hermiona już od kilku godzin miała złe przeczucia. Chciała się spotkać z Malfoyem. Chciała, żeby porozmawiali i podjęli wspólną decyzję, czy chcą spróbować, czy mają o tym zapomnieć. Nie widziała jednak chłopaka na śniadaniu, a kiedy zapytała o niego dyrektora, ten ją zbył i kazał stawić się po południu, by złożyć zeznania lub, jak kto woli, raport. 
- Został wezwany zaraz po waszym powrocie, powinien niedługo wrócić... – W tym momencie w kominku buchnęły szmaragdowe płomienie i wyszedł z nich Severus Snape. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest wściekły. Nie przejmując się wcale jej obecnością, zaczął wrzeszczeć na Dumbledore'a. Hermiona nie wiedziała, jak ma się zachować, ale po prostu musiała się dowiedzieć, jakie konsekwencje spotkały chłopaka za tę jedną noc.
- Wiedziałeś dobrze, że ma być spotkanie kręgu, że Draco zostanie wezwany, a mimo to wysłałeś go na misję! Wiedząc, że nie poczuje wezwania! To twoja wina, że Czarny Pan się na niego jeszcze bardziej wściekł i wysłał w trybie natychmiastowym na misję rekrutacyjną do wampirów! – Dziewczynie zrobiło się słabo. Snape mówił kiedyś, że nikt jeszcze nie wrócił z kryjówki wampirów. Nie mogła dłużej tam zostać. Nie chciała się rozpłakać. Wyszła cicho z gabinetu, a potem z zamku. Musiała zaczerpnąć świeżego powietrza. Poszła nad jezioro i usiadła nad jego brzegiem, obserwując Hogwart w świetle zachodzącego słońca. W kilkudziesięciu oknach paliły się światła. Ta twierdza była zupełnie inna od tamtej, z której wrócili zaledwie wczoraj, a jednak tak podobna... Po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Nie powstrzymywała ich. Nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić, nie wiedziała, co ma myśleć o tym wszystkim. Co ma myśleć o Draco. Kiedyś był jej wrogiem, potem stał się sprzymierzeńcem, a teraz kochankiem, ale czy było między nimi coś więcej? Czy czuła do niego coś poza pożądaniem? Nie wiedziała i obawiała się, że już nigdy nie będzie miała szansy się przekonać.
***
Hermiona leżała na łóżku w pokoju jej i Ginny na Grimmauld Place. Nad nią stał Mistrz Eliksirów i dyrektor. Czuła się słabo. Zemdlała, kiedy Snape przyniósł kolejną wiadomość: Narcyza poinformowała go, że więź rodzinna przestała działać. Kobieta była zrozpaczona, bo najczęstszą przyczyną zerwania magii łączącej rodziny czystej krwi jest śmierć. Właściwie nie rozumiała, co się stało. Dlaczego aż tak się przejęła. W końcu nie widziała Draco, odkąd wrócili z tamtej misji. Starała się o nim nie myśleć więcej niż zwykle, ale tak bardzo chciała z nim porozmawiać o ich wspólnej nocy. Chciała wiedzieć, czy dla niego znaczyła ona tyle samo, co dla niej. Nie dostała jednak takiej szansy. 
- Co się stało? Czy jestem chora? Co prawda, ostatnio byłam trochę przemęczona, ale to tylko stres, przejdzie. – Tak naprawdę nie potrafiła ostatnio zachowywać się normalnie, starała się nie okazywać, jaka jest przybita i rozdrażniona, ale jej przyjaciele zbyt często pytali, czy wszystko w porządku. Nie udało jej się ich oszukać. Ciągle nie wiedzieli, z kim była na misji, ale zdawali sobie sprawę, że to z jej powodu się zmieniła. 
- Obawiam się, że nie przejdzie, panno Granger – Snape, jak zwykle, nie pokazywał po sobie żadnych emocji, jego czarne oczy wpatrywały się w nią beznamiętnie. – Jest pani w drugim miesiącu ciąży. – W ciąży? Ostatnio było jej często niedobrze, owszem, ale w ciąży? W ciąży z... Draco. – Miała wrażenie, że za chwilę ponownie zemdleje. To nie mogła być prawda, a jednak... Mogła. Nie, to nie była prawda, to było bez sensu... Ta przepowiednia... Mieli tam szukać diademu... Mieli...  Nagle głowie zaświtała jej niepokojąca myśl. Co, jeśli brakuje jej części prawdy?  Spojrzała na dyrektora. Jego niebieskie oczy wydawały się spokojne, ale starcza twarz zdradzała napięcie. Nie zaskoczenie, lecz niepewność.
- Chcę poznać treść przepowiedni w oryginale. – Coś kazało jej szukać dalej. Podpowiadało, że musi dowiedzieć się wszystkiego.
- To nie jest... – Tym razem to ona nie dała mu dojść do słowa. Nie ufała mu już tak jak dawniej. Nie po tym, jak nie zgodził się wysłać nikogo na poszukiwania Draco. Nie po tym, jak stwierdził, że i tak ma za mało ludzi i nie będzie poświęcał ich na bezsensowne wyprawy. Nie po tym, jak powiedział jej, patrząc z chłodem w oczach, że on nie żyje.
- Owszem, jest konieczne i żądam natychmiastowego pokazania mi oryginalnego tekstu. – Nie spodziewała się, że tym razem mężczyzna tak szybko ustąpi, a jednak. 
Chwilę później dziewczyna podniosła załzawiony wzrok znad słownika. Siła jej oskarżycielskiego spojrzenia spowodowała, że Dumbledore aż się cofnął. 
- Wiedział pan! Wiedział, a mimo to nas tam wysłał! Wiedział pan i pozwolił Draco narażać się na niebezpieczeństwo. Pozwolił nam... –  Tłumaczenie brzmiało inaczej niż tekst, który czytała kilka miesięcy wcześniej. Inaczej niż ten, który przyniósł jej Malfoy. Smok miał odejść. Najgorsza jednak była końcówka: ich dziecko przywróci magicznemu światu mądrość i spokój – ICH dziecko. Wysłał ich tam, dokładnie wiedząc... Wysłał ich tam specjalnie... Tylko po to... Hermiona była wściekła. Znowu zrobiło jej się niedobrze. Nie potrafiła dłużej patrzeć na tego człowieka.
- To był jedyny sposób. To mógł być sposób na zakończenie wojny. Na uratowanie nas wszystkich. – Dla Hermiony to były tylko nic nieznaczące słowa.  Nie było tam nic o Voldemorcie. Była to po prostu kolejna przepowiednia o dziecku. Dumbledore szukał sobie nowego wybrańca, nowej marionetki, którą mógłby sterować. 
- Wysłał go pan na pewną śmierć, a mnie... Proszę stąd wyjść, nie chcę pana widzieć! Wyjść! – Dziewczyna krzyczała, za wszelką cenę chcąc powstrzymując łzy, ale nie potrafiła już dłużej. Kiedy za dyrektorem zamknęły się drzwi, już miała się rozpłakać na dobre, kiedy poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. 
- Proszę się tak nie denerwować. Zaszkodzi pani dziecku... – Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć, więc kiwnęła tylko głową i czekała, aż wyjdzie, by móc w samotności wypłakać wszystkie żale. Mistrz Eliksirów jednak nadal tam stał, nadal trzymał rękę na jej ramieniu. Czuła, jak powoli się uspokaja. Nie wiedziała, czy to jego wpływ. Czy użył legilimencji żeby ją uspokoić, czy po prostu była ciekawa, po co został i ochłonęła. Spojrzała na niego.
- Kiedyś powiedział mi, że nazwie syna Corvus, na cześć mojego ubioru. Bardzo możliwe, że wtedy żartował, ale w rodzinie jego matki od zawsze nadawano dzieciom imiona związane z gwiazdami. – Wydawałoby się, że ten człowiek nie posiada żadnych emocji, że jest zimny jak głaz, jednak kiedy mówił o chłopaku... Jego głosy był lekko zdławiony. Nigdy wcześniej nie widziała go takim.
- Więc to będzie? – Chciała wiedzieć. To będzie jej dziecko. Tylko jej, bo jeśli Narcyza Malfoy się nie myli, ono nigdy nie pozna swojego ojca. Będzie więc musiała kochać je za nich oboje. 
- Chłopiec. – Wyszedł, zostawiając ją samą. Zostawiając jej świat w rozsypce. 
***
Po tamtych wydarzeniach Dumbledore chciał umieścić Hermionę w miejscu, gdzie miała rzekomo być bezpieczna, ale ona wiedziała, że chciał ją odseparować od przyjaciół. Nie chciał, żeby wiedzieli o dziecku, o tym, jak perfidnie ją potraktował. O tym, że gdyby nie jego działania, Draco może by żył. Nie pozwoliła mu jednak postawić na swoim, opowiedziała wszystkim, co się wydarzyło. Powiedziała o dziecku, opowiedziała o misji, na którą wysłał ich dyrektor. Jej przyjaciele nie zaakceptowali do końca ślizgona, nie wiedzieli, dlaczego przystąpił do Zakonu, ale nie rozumieli, jak można było narazić go na bezsensowną śmierć. Sama Hermiona nie pogodziła się z tym, że chłopak nie żyje. Postanowiła, że nie uwierzy w jego śmierć, póki nie znajdzie jego grobu lub jakiegokolwiek naocznego świadka śmierci Draco. Znała teorię więzi rodzinnej, ale były wyjątki, musiały istnieć jakieś inne okoliczności, w których zaklęcia zostają zerwane. Wiele razy prosiła Dumbledore'a, żeby pozwolił jej samej wyruszyć, żeby dał jej jakieś wskazówki, jeśli nie chce wysłać nikogo innego. W końcu jednak zawsze dawała się przekonać, że ciąża to nie jest dobry stan na poszukiwania. Nie wiedziała, dlaczego tak rozpaczliwie chce spróbować. Ginny wiele razy mówiła jej, że się po prostu zakochała, ale to nie było tylko to. Była zbyt racjonalna, by kierować się tylko uczuciami. Przez cały okres ciąży wiele razy się nad tym zastanawiała. Każdy wyczuwalny ruch dziecka przypominał jej, co przeżyła, ale i co straciła. Przypominał jej kolor jego oczu, uśmiech, zapach. Mieli dla siebie tylko tę jedną noc, ale dla niej musiało to wystarczyć.
***
Bitwa zbliżała się wielkimi krokami. W Zakonie panowała coraz bardziej napięta atmosfera, nie tylko z tego powodu, ale i przez Hermionę. Wszyscy wiedzieli, że próbowała się skontaktować z państwem Malfoy. Wysłała do niech nawet kilka listów z prośbą o podanie szczegółów misji. Chciała mieć jakieś wskazówki, by móc wyruszyć, gdy tylko dziecko podrośnie. W odpowiedzi jednak dostała tylko stek oszczerstw, stwierdzenie, że to na pewno nie jest dziecko ich syna i nie chcą mieć z nim nic wspólnego. Dziewczyna nie poddała się jednak. Nie mogła się poddać. 
W końcu nadszedł ten dzień. Przyjaciele nie pozwolili Hermionie walczyć ze względu na dziecko. Ona jednak nie potrafiła wytrzymać zamknięta w czterech ścianach i gdy tylko dostała wiadomość, że Voldemort został pokonany, przeniosła się na teren Hogwartu. Chodziła po pobojowisku z kilkutygodniowym niemowlęciem na ręku. Wszyscy mówili jej, że to niebezpieczne, że to szaleństwo. Kazali wracać w spokojne miejsce. Ona jednak musiała to zrobić. Musiała sprawdzić, czy nie ma tam Draco, czy nie jest ranny lub umierający. A jeśli tak właśnie było, musiała mu pokazać ich syna. Chciała mu powiedzieć... Tak wiele rzeczy. Chciała z nim być.
Wszędzie leżały ciała zabitych i rannych, których jeszcze nie przeniesiono do szpitala. Dziewczyna szukała kogokolwiek, kto wiedziałby, co się stało z Malfoyem. Nie było go wśród zabitych, których mijała, ani wśród rannych. Nie było go wśród żywych. Voldemort wezwał do walki z Zakonem wszystkich, którzy kiedykolwiek byli pod jego wpływem. Wszystkich, na których rzucił najbłahsze zaklęcie. Ginny stanęła przeciwko własnej rodzinie. Nawet Harry ledwo się oparł mocy czarnoksiężnika. Jego słudzy przybyli z najdalszych zakątków świata. Draco wśród nich nie było, jednak Hermiona ciągle nie mogła uwierzyć w straszną prawdę, którą powtarzali wszyscy wokół. On nie żyje. On nie żyje... Na przekór temu ciągle tliła się w niej iskierka nadziei, że może nie tylko więź z rodziną została zerwana, ale i z Voldemortem... W pewnym momencie dostrzegła czarny płaszcz i wymykające się spod kaptura blond włosy. Śmierciożerca półleżał oparty o drzewo. Hermiona mocniej ścisnęła różdżkę i podeszła. Zsunęła kaptur z długich, jasnych włosów i spojrzała w oczy Narcyzy, tak podobne do oczu jej syna.
- Czy Draco? – Tylko tyle zdołała wydusić, widząc, jak słaba jest kobieta.
- Nie widziałam go. Przyszłam tylko dla niego. Nie wierzę że on nie żyje. Nie uwierzę. – Ledwo słyszała jej drżący głos. – Czy to mój wnuk? Lucjusz nie pozwolił mi go zobaczyć. Jak ma na imię?
- Corvus. – Po bladych policzkach spłynęły łzy, mieszając się z krwią cieknącą z kącika ust.
- Mój mąż nie chciał uznać tego dziecka, a mimo to zachowałaś tradycję naszego rodu. Nasz syn nic nam nie powiedział... Może nie zdążył. Dasz mi go potrzymać? – Kobieta delikatnie ujęła zawiniętego w kocyk niemowlaka i uśmiechnęła się do niego. Palcem leciutko pogłaskała zmarszczone we śnie czółko chłopca. – Jest tak podobny do mojego syna... – Kobieta przez chwilę milczała, ale kiedy znowu się odezwała, jej głos był nabrzmiały magią. Dziewczyna czuła jej wibrację wokół nich. – Ja, Narcyza Malfoy, uznaję cię, Corvusie Granger Malfoy, za prawowitego dziedzica rodu Malfoyów... – Oddała dziecko jego matce, by chwilę później zemdleć. Hermiona zawołała do niej sanitariuszy, krążących po błoniach, a potem długo jeszcze chodziła wśród ciał. Sprawdziła wszystkich zabitych, zarówno z Zakonu, jak i śmierciożerców, ale ojca jej dziecka nie było wśród nich. Kiedy szpital się zapełnił, pomagała przy rannych i każdego wypytywała, ale nikt nie potrafił jej powiedzieć, gdzie ma szukać Draco. Nikt nie mógł lub nie chciał jej pomóc. Wiedziała że Snape mógłby jej coś powiedzieć, ale Dumbledore mu zabronił, a sam też milczał. Nienawidziła go za to, że nie dał jej nawet szansy spróbować. Nienawidziła go również za to, że nie dał szansy jej dziecku na normalną, pełną rodzinę, na poznanie własnego ojca. 
*** 
Miała już dosyć. Przez wiele lat dawała sobie wmówić, że jest jeszcze za wcześnie. Wszyscy wokół wynajdowali ciągle nowe wymówki. Słuchała ich bardzo długo – za długo – gdy próbowali ją powstrzymać, ale miała już dosyć. Zbyt wiele czasu straciła. 
- To szaleństwo, Hermiono, nie idź tam. Nie możesz – Ginny po raz kolejny zaczęła wywód. Jak tylko się dowiedziała, że Hermiona znowu chce spróbować, zjawiła się natychmiast. Tym razem zastała jednak kobietę już spakowaną i gotową do drogi. 
- Corvus jest już prawie dorosły, zaopiekujecie się nim. Poza tym, w razie czego, ma jeszcze babcię. Ja muszę, po prostu muszę to sprawdzić. Coś mówi mi, że on żyje. – Dzień wcześniej szukała czegoś w bibliotece, strąciła jakąś książkę i wypadła z niej kartka, a na niej lekko wyblakłym atramentem napisane dobrze jej znane słowa, te same, które przekreśliły jej szczęście, a zarazem dały jej go więcej, niż się spodziewała. Uznała to za znak. Nie wiedziała, jak to się stało, że współrzędne starożytnej twierdzy zatarły się w jej pamięci. Teraz odnalazła je i tam właśnie postanowiła zacząć szukać.
- To, że nie było go na polu bitwy, wcale nie oznacza, że nie umarł wcześniej, kiedy więzi zostały zerwane. – W trakcie ich rozmowy zjawił się również Harry. Przyjaciel spojrzał na jej zaciętą twarz i posłał pokrzepiający uśmiech, a potem objął swoją żonę.
- Pozwól jej iść, Ginny. To jej wybór. – Ginny nie była zadowolona, ale w końcu zrezygnowała. – Mogę najwyżej zaproponować ci swoje towarzystwo. 
- Dziękuję, Harry, ale nie. Powiedzcie mojemu synowi, że kocham go najbardziej na świecie. I że wrócę. – Wybiegła przed dom i aportowała się z trzaskiem, by wylądować na wzgórzu nieopodal ogromnego górskiego kryształu. Okolica wyglądała podobnie jak szesnaście lat wcześniej, dzika i niedostępna, a kryształ ciągle lśnił tysiącami refleksów. Kiedy podeszła do niego, by go dotknąć jak poprzednio, ziemia się pod nią nie osunęła, nic się nie stało. Kiedy przejechała dłonią po ledwo widocznych runach, poczuła tylko jakby przebiła barierę jakiegoś zaklęcia, ale poza tym nic. Nie potrafiła nawet stwierdzić, czy poprzednio było tak samo, bo to nie ona dotknęła wtedy kamienia. Czuła się trochę zrezygnowana, ale rozbiła obóz. Chciała jeszcze raz obejrzeć wschód słońca, chciała jeszcze raz to przeżyć. 
O brzasku stanęła na tym samym, porośniętym trawą pagórku. Patrzyła dokładnie w tę samą stronę. Kiedy poczuła za sobą czyjąś obecność, myślała, że to sen, nie odważyła się odwrócić. Dopiero kiedy ujął jej dłoń, popatrzyła w jego twarz oświetloną blaskiem poranka. Uśmiechnął się lekko i poprowadził do kryształu, nie wypuszczając z uścisku jej ręki. Kryształ wpuścił ich do jaskini i dopiero tam objęli się mocno. Po długim czasie byli w stanie opowiedzieć sobie, co się wydarzyło.
- Kiedy więź przestała działać, sądziłem, że rodzice nie żyją, że on ich zabił, bo nie wracałem – a nie mogłem wtedy wrócić. Byłem ranny i bardzo długo nieprzytomny, a kiedy w końcu odzyskałem świadomość, więzi już nie było. Chciałem zapomnieć o tamtym życiu. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że Potter zabił Voldemorta. Nie sądziłem, że ktoś może chcieć mojego powrotu... Wracałem jednak tutaj co rok, wracałem i sprawdzałem zaklęcia, które miały mnie poinformować, jeśli się zjawisz. Już zacząłem tracić nadzieję...
- Ja chciałam przyjść wiele razy, ale nie mogłam. Wróć ze mną. Masz dla kogo.
***
Albus Dumbledore był już na tyle stary, że przeżył wszystkich swoich przyjaciół i wrogów. Odwiedzało go czasem kilka osób, ale już nie był tak potężny, jak kiedyś, a to wszystko przez nią. Nie wiedział, po co ciągle trzyma ten wycinek i zdjęcie. Zdjęcie kobiety, przez którą wszyscy się od niego odwrócili. Przez którą został zapomniany. Samotny i zrzędliwy, nie mógł sobie nigdy darować, że jej się udało. Na zdjęciu stała uśmiechnięta, pod rękę ze swoim mężem, przed nimi ich najstarszy syn – duma rodu – i czwórka młodszych dzieci. Artykuł mówił o tym, co miało się stać dzięki niemu. Tylko że to nie ona powinna stać za plecami ministra, nie Hermiona miała tam być, tylko on, Albus Dumbledore, miał zachować swoją pozycję i zaprowadzić pokój... ale ona wszystko zepsuła. Teraz to ona jest najmądrzejsza, to do niej przychodzą po radę...

Corvus Granger Malfoy nowym ministrem magii. 
Pierwszy minister, który zyskał pełne poparcie zarówno środowisk czystokrwistych, jak i czarodziejów wywodzących się z mugolskich rodzin. Dziedzic jednego z najstarszych rodów Anglii, posiadający inteligencję swojej matki, którą niezmiennie nazywają najmądrzejszą od czasów Roweny. Po swoim ojcu odziedziczył najlepsze cechy charakteru. Rodzice wspierali go podczas kampanii wyborczej. Zyskał również uznanie szefa biura aurorów i weterana wojennego Harry'ego Pottera. Społeczność czarodziejów darzy go pełnym zaufaniem i wiarą, że przywróci porządek...

Ble, ble, ble, brednie. Rzucił pożółkły pergamin do kominka, powinien zrobić to już dawno. Wypił whisky prosto z butelki. Czas o nich zapomnieć... Tak, jak oni zapomnieli o nim.

piątek, 5 czerwca 2015

Arya Riddle - Prolog - "Sen przeszłości"

Witajcie Kochani!


Dziś znów nie pojawiła się notka zaplanowana i zarezerwowana - co wprawia mnie w prawdziwą frustrację. Na szczęście Arya Riddle zgodziła się na zastępstwo, co bardzo mnie ucieszyło i za co bardzo jej dziękuję :)
Zapraszam Was do zapoznania się z jej twórczością na blogu: http://senlunatyk.blogspot.com/
oraz oczywiście bardzo proszę Was o komentarze.


Tekst z dedykacją dla: Laylenn Malfoy

***

Zapraszam również na I rozdział mojego opowiadania "Cień rozsądku"
http://venetiia-noks.pl/


Venetiia N.

***

Harry siedział przy stole Gryffindoru i wpatrywał się tępo w ścianę. W pewnym momencie poczuł na sobie czyjś wzrok i obrócił leniwie głowę. Hermiona zerkała na niego od dłuższej chwili, bo najwyraźniej coś jej nie pasowało. Harry dziwnie się dziś zachowywał. Rano, gdy opowiadała mu o swoich ocenach z numerologii gdy zapytała go czy ja słucha odpowiedział tylko: "Tak, tak ja też lubię gumochłony".
Musiała się dowiedzieć co się z nim dzieje.
– Nic ci nie jest Harry?
– Nic, za bardzo się martwisz.
Wiedziała że będzie trudno coś z niego wyciągnąć.
Westchnęła.
– Harry powiedz mi – nalegała.
Igrała z ogniem, ostatnio Harry stał się bardzo drażliwy.
– Po prostu źle się czuje, dobrze? – warknął.
Mówił prawdę.
– Gdzie Ron? – zapytał już spokojnie.
– Pewnie jeszcze śpi – odpowiedziała zdawkowo.
– Idę do Dumbledora.
Sapnęła zdziwiona.
– Dlaczego?
– Nie wiem, wzywał mnie, do zobaczenia.
Powiedział i już go nie było.

Zmierzał przez korytarze Hogwartu, a jego kroki odbijały się echem. Nagle poczuł się źle. Coś było nie tak. Złapał się za klatkę piersiową, w której poczuł ukłucie i osunął się po ścianie.
Potem była już tylko ciemność.

Obudził się na korytarzu. Tępy ból głowy minął, a kłucie w klatce piersiowej również przeszło całkowicie. Odetchnął z ulgą. Nie rozmyślając nad dziwną sytuacją udał się do gabinetu dyrektora. Dotarł na miejsce. Zatrzymał się przed posągiem.
– Fasolki wszystkich smaków.
Posąg nie drgnął.
– Eee... – był zdziwiony, przecież Dumbeldore w wiadomości wyraził się jasno że takie jest hasło.
Może źle zrozumiał, albo może posąg się zaciął?
– Fasolki wszystkich smaków – powtórzył.
Posąg ruszył się lekko skrzypiąc co nie umknęło uwadze Złotego Chłopca.Z lekkim niepokojem wszedł do gabinetu.
To co tam zastał zmroziło mu krew w żyłach. 

wtorek, 2 czerwca 2015

Link do autorskiego opowiadania! :)

Kochani!

Chciałabym Zaprosić Was Serdecznie na moją stronę internetową, gdzie już pojawił się prolog dawno obiecanego, autorskiego opowiadania. Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)




Pozdrawiam!

Venetiia N.


sobota, 30 maja 2015

Miniaturka Leny & Venetii N - "Załóżmy się"

Witajcie Kochani!


Niestety kolejna autorka zrezygnowała, bez podania przyczyny ze swojego terminu. Muszę przyznać, że uważam takie zachowanie za naprawdę niepoważne - ale cóż zrobić. Jest mi przykro, bo w kolejce czeka wiele osób, które chętnie już podzieliłby się swoimi pracami, gdyby ktoś bez sensu nie zajmował terminów, z których się potem nie wywiązuje. No cóż, mówi się trudno...
Jako, że nie chciałam zostawiać pustego miejsca i rozczarować Was brakiem miniaturki, postanowiłam przy współpracy z Leną (autorką bloga: http://nie-mysl-o-szczesciu.blogspot.com/), napisać coś zabawnego, co być może poprawi Wam humor.
Z dedykacją dla naszej wspólnej bety Ani oraz Kingi :)
Miniaturka powstawała ekspresowo po przez rozmowę na gg, więc nie spodziewajcie się arcydzieła - jednak my dobrze się przy tym bawiłyśmy i miło spędziłyśmy czas, a teraz dzielimy się tym z Wami :)

Pozdrowienia dla wszystkich czytelników.

Venetiia.


PS. Przypominam, że 01.06 odbędzie się premiera prologu mojego autorskiego opowiadania "Cień rozsądku" oraz pojawi się nowy rozdział Rubinu i Stali - już dziś Was Zapraszam!
DraczKotek - prawie na ukończeniu, być może pojawi się w połowie czerwca (po moim powrocie z urlopu).

Buźki :)


***


"Załóżmy się!"


– Nie masz pojęcia o czym gadasz, głupia szlamo! – Draco podwinął rękawy szaty i praktycznie wyskoczył ze swojej ławki.
Jak ona śmiała? Jak w ogóle mogła próbować pouczać go na temat jego ukochanej gry?! Przeklęta gryfonka! Zupełnie jakby ktoś musiał uczyć go grać w Quidditcha! Był najlepszy! A z Potterem wtedy przegrał, bo... bo... bo chciał! 
– Sam nie wiesz o czym mówisz, durna fretko! Sprawdziłam to w "Tysiącu magicznych meczów" oraz w "Qudditch przez wieki" i wiem, że ten manewr z ostatniego meczu, zrobiłeś źle!
– Ja? Ja źle?! Zapamiętaj, Granger, że ja wszystko zawsze robię idealnie!
– Haha! Chyba śnisz, Malfoy! Przecież ty nic nie wiesz! Na ostatniej transmutacji zamiast przemienić ślimaka w gwizdek, zrobiłeś z niego omlet... Łokciem!
– To wina Zabiniego! Ten gamoń mnie popchnął no i...
– Jasne. On ci tylko chciał pokazać, że masz wreszcie zwrócić uwagę na McGonagall, a nie przechwalać się przed Parkinson i Greengrass nowym żelem do włosów. 
– A co, obserwujesz mnie? Wiedziałem, Granger! – Draco triumfował. 
– Chciałbyś! – prychnęła. Ona w życiu nie zniżyłaby się do obserwowania tej fretki! Ona po prostu... po prostu chciała sprawdzić, jak idzie Zabiniemu.
– Radzę ci zapamiętać jedno! Malfoyowie nigdy się nie mylą! Zawsze wszystko wiedzą najlepiej! – Draco dumnie uniósł głowę i przeczesał swe jasne włosy, a Dafne i Pansy westchnęły z zachwytu. Hermiona skrzywiła się z obrzydzeniem.
– Masz szczęście, że jesteśmy w sali eliksirów, bo chętnie bym ci pokazała, jak mało umiesz!
– Mało? Mam ci udowodnić? Udowodnić?! – Draco rzucał się, jak fretka... znaczy ryba, wyjęta z wody. 
– Dokładnie – założyła ręce na piersi. 
– Nie możecie się tu pojedynkować, bo jak Snape wróci to nas wszystkich wypatroszy i zrobi z naszych wnętrzności gulasz – wtrącił się Zabini. 
– Skoro już musicie sobie udowadniać kto jest mądrzejszy, to może po lekcjach? – zawtórował mu Harry.
– Świetnie! Kiedy tylko chcesz, szlamo. Pokonam cię ot tak! – Draco pstryknął palcami.
– Pokój Życzeń! Jeszcze dziś, ty ograniczony umysłowo, tleniony patafianie! – wysyczała wściekle swoje żądanie. 
– O północy – zaproponował rozbawiony Zabini.
– Może być – zgodził się Harry, który miał zostać sekundantem przyjaciółki.
– Ale, co jeśli ktoś nas przyłapie? Szlaban... – wtrąciła cicho Hermiona.
– Tchórzysz? – zaśmiał się Draco.
– Oczywiście, że nie! Pokonam cię! Nie ma takiej dziedziny, w której bym z tobą nie wygrała! – zaperzyła się Gryfonka. 
– A latanie na miotle? – zakpił.
– Też mi wyczyn. Trzymać się drewnianego kijka... – mruknęła pod nosem, w pełni świadoma, że akurat w tym nigdy, by go nie pokonała.
– Zaraz wróci wujek zły Severus, więc radziłbym wam się pośpieszyć z wyborem – doradził im Blaise.
– To może zagramy w magicpokera? Co ty na to, Granger? – Draco sugestywnie poruszył brwiami.
– Hej Smoku, ty masz ją pokonać, a nie okantować – znów wtrącił się Zabini.
– Mam! – zawołała Hermiona. 
– Co takiego wymyśliłaś? – zainteresował się Harry.
– Każde z nas przyniesie rzecz ze swojego świata. On – wskazała głową na blondyna – coś magicznego. A ja mugolskiego.
– I co? I co dalej? – piszczała podekscytowana Parkinson.
– Trzeba będzie odgadnąć co to jest – wyjaśniła wszystkim Hermiona.
– Haha! Już przegrałaś, Granger. Moja rodzina ma dostęp do przedmiotów, o których ci się nawet nie śniło – Draco z radości prawie spadł ze swojej ławki.
– Cóż... Moja też, Malfoy, moja też... – Gryfonka uśmiechnęła się, pewna zwycięstwa.
– Widzę, że masz już plan – mruknął jej do ucha Harry.
– O taaaak, mam – zaśmiała się złośliwie.
– Co to za pogaduszki? W tej chwili wracać do swoich eliksirów! – przerwał im Snape, który właśnie wrócił do klasy. Ich dalsza dyskusja musiała zostać przerwana. Jednak nic straconego. O północy wszystko miało się rozstrzygnąć.

***

– Hermiono, powiesz mi, co wymyśliłaś? – dociekał Harry, gdy pod osłoną peleryny niewidki, skradali się do Pokoju Życzeń.
– Nie – ucięła krótko.
– Ale...
– Za chwilę się przekonasz. Dobrze, jesteśmy już na miejscu.
– Szkoda, że Ron tego nie zobaczy. Że tez te sklątki musiały go pogryźć akurat teraz! – narzekał Potter.
– Ja bym się tym nie martwił – usłyszała złośliwy głos Mafloy'a za plecami. – Chciałabyś, by ktoś jeszcze był świadkiem twojej porażki? – zapytał ją.
– Jak zwykle jesteś obrzydliwie pewny siebie – zauważyła z niesmakiem, gdy znaleźli się wewnątrz pokoju. 
– Jestem Malfoy'em – prychnął. – Już ci mówiłem, że my zawsze wygrywamy.
– Aż do dziś! – warknęła. – Dalej fretko. Będziesz tak stał i się przechwalał, czy pokażesz mi co przyniosłeś? 
Harry stanął z boku, zakładając ręce na piersi. Nie wiedział, co ona planuje, ale był pewien, że to wygra.
– Ty pierwsza – odezwał się Malfoy.
– Ooo, od kiedy taki z ciebie dżentelmen? – zakpiła. – Mimo to, będę nalegała, żebyś to ty był pierwszy.
– Niech ci będzie – mruknął pod nosem.
Stojący po drugiej stronie pokoju Diabeł cicho się roześmiał. On również musiał przyznać, że bardziej wierzył w zdolności gryfonki niż przyjaciela.
Malfoy powolnym ruchem sięgnął za pazuchę swojej szaty i wyjął z niej różdżkę. Po chwili wypowiedział zaklęcie i tuż przed Hermioną pojawił się niewielki, srebrny sztylet, na którym wyryte były dziwne runy.
– No dalej, Granger, zgadnij co to. Podkreślam tylko, że masz to zrobić dokładnie! – Draco z cwanym uśmieszkiem podał jej go do ręki, by mogła się bliżej przyjrzeć.
Hermiona zamyśliła się chwilę, dokładnie obejrzała przedmiot, po czym uniosła głowę i oznajmiła mu z triumfująco:
– To sztylet, którym król elfów Elogas Wspaniały zabił przywódcę rebelii gobinów Loguma Obrzydliwego. Miało to miejsce dwanaście wieków temu, a sztylet podobno dawno zaginął... Znaczy wszyscy tak myślą, bo najpewniej jakiś twój przodek ukradł go lub kupił na czarnym rynku po zaniżonej cenie. Teraz trzymacie go w rodzinnym sejfie i usiłujecie wmawiać ludziom, że wasz ród ma powiązania z elfickimi klanami. Ja jednak wcześniej dopatrywałabym się po tym waszych koligacji z ludzmi pokroju Mundungusa Fletchera... – oznajmiła mu złośliwie.
– Kurde! Skąd ty to wszystko wiesz? – zapytał, najwyraźniej zbierając szczękę z podłogi.
– Mówiłam ci już, że wiem więcej od ciebie – uśmiechnęła się z wyższością – No dobrze, to teraz twoja kolej, Malfoy.
– Jasne, Granger, śmiało pokaż co tam masz... Tylko się na Salazara przede mną nie rozbieraj! – zawołał z udawaną trwogą.
Harry i Zabini stłumili cichy chichot, z zapałem obserwując rozwój akcji.
– No to gdzie to masz...? – dociekał Draco.
– Tutaj – Hermiona wyjęła z szaty maleńki przedmiot, po czym rzuciła go na ziemię i szybko powiększyła za pomocą zaklęcia.
– Karton? Tylko tyle? Haha, Granger, wygrałem! Odpowiedź brzmi: kartonowe pudło. Naprawdę mogłaś się bardziej postarać! – Draco prawie podskakiwał z radości.
Harry i Zabini zakryli twarze dłońmi, porażeni głupotą blondyna, a Hermiona zaśmiała się szczerze i pokręciła przecząco głową. 
– Nie, fretko. Twoje zadanie jest w środku pudła. Musisz je otworzyć i odgadnąć co to jest... – wyjaśniła mu.
Draco niepewnie popatrzył na karton. A co jeśli coś z niego wyskoczy i go pogryzie? W końcu tak bardzo lubił swoją nieskazitelną skórę... 
– Co jest? Tchórzysz, Malfoy? – zakpił z niego Potter. 
– No już... Idę – burknął niepewnie.
Powoli podszedł do pudła i przyklęknął, w duchu modląc się, by Granger nie poszczuła go niczym groźnym.
Ostrożnie go otworzył, po czym wyjął z kartonu dziwne, nieco ciężkie urządzenie i przyjrzał mu się uważnie. Co to na nagiego Slyterina mogło być?
Harry parsknął śmiechem, a zaraz potem w jego ślady poszedł Zabini. Sam nie wiedział, co to jest i był pewien, że jego przyjaciel też nie odgadnie.
Ta dziwna rzecz była okrągła i żółta, a z jej środka wychodziło coś, co trochę przypominało mu jakiegoś węża w czarnym kolorze. Z tyłu dziwnego stwora, znajdowały się dwa duże, czarne przyciski i zwisało coś z fikuśnymi, srebrnymi kłami.
Draco niepewnie zlustrował przedmiot, po czym odstawił go na ziemi i zajrzał w głowę węża. Czarna, pusta dziura i nic więcej. Postanowił przyjrzeć się bliżej tym dziwnym przyciskom. Nie bardzo wiedząc co dalej, postanowił nacisnąć jeden z nich, może to obudzi stworzenie?
Gdy tylko to zrobił z głowy węża, zaczęły wydobywać się przerażające, syczące dźwięki... i nagle okazało się, że ten potwór próbuje pożreć jego krawat i część koszuli!
Draco krzyknął przestraszony, a Hermiona, Harry i Zabini wybuchnęli śmiechem. To była naprawdę komiczna sytuacja.
– Granger! – wrzasnął – Twoje zwierzę próbuje mnie zjeść! Zabierz je ode mnie! – błagał.
Zaczął się szarpać w przerażeniu, aż wreszcie udało mu się wyrwać swoje ubranie z paszczy potwora. Jednak wąż dalej wył i dziwnie wyginał się w jego stronę. Nie było na co czekać. Trzeba było wiać...
***

Draco czym prędzej w popłochu opuścił Pokój Życzeń, co sił gnając do swojego dormitorium, by tam bezpiecznie ukryć się pod kołdrą z dala od groźnego potwora. Jak ona śmiała poszczuć go jakimś mugolskim drapieżnikiem? Jeszcze mu kiedyś za to zapłaci!

Tymczasem Harry, Hermiona i Zabini ocierali łzy śmiechu i łapali się za obolałe żebra.
– Świetne Granger! Naprawdę! Jednak, powiedź mi co to tak właściwie jest? – dopytywał Blaise, ocierają łzy rękawem szaty.
– A to jest nic innego, jak najzwyklejszy, mugolski odkurzacz. Taka nasza elektryczna wersja zaklęcia sprzątającego – Hermiona trochę opanowała atak śmiechu i machnęła różdżką, by wyłączyć wyjący sprzęt.
Naprawdę cieszyła się z tego, że znów pokonała Malfoya... jednak było jej też go trochę żal. Nie wiedziała, że tak bardzo go przestraszy. Pozostawało jej mieć nadzieję, że chłopak od tego jeszcze bardziej nie osiwieje.

***

Kilkanaście lat później...

– Raz, dwa! Dywan, chodnik, wykładzina i na podłodze kurzu nie ma – podśpiewywał wesoło Draco, machając z zapałem rurą z odkurzacza.
– Widzę, kochanie, że świetnie ci idzie! – Hermiona uśmiechnęła się do blondyna, który z prawdziwym entuzjazmem sprzątał cały dom.
– No pewnie! Odkurzanie jest fajnie! – zawołał radośnie.
– Już się nie boisz, że odkurzacz cię pożre? – zażartowała z niego.
Draco uśmiechnął się pod nosem i uniósł rurę tak, by wciągnęła bluzkę jego żony, w okolicach dekoltu.
– Hej! Co robisz?! – Hermiona szybko się uwolniła i wyłączyła odkurzacz, jednak teraz to Draco  szybko porwał ją w swoje ramiona.
– Nie radzę ci przypominać mi tej historii z Pokoju Życzeń, bo teraz to ja mogę zamienić się w małego potwora – wyszeptał jej czule do ucha.
– Proszę bardzo! Tylko pamiętaj, że ja nie będę uciekała, jak jakiś tchórz – Hermiona odwróciła się do niego i prowokacyjnie popatrzyła mu w oczy, które błyszczały figlarnie.
– To się dopiero okaże, skarbie...

Koniec :)


piątek, 22 maja 2015

Miniaturka #Miony# - "Pocałunek"

Witajcie Kochani!

Kolejny piątek = kolejna praca młodej autorki, która chce się podzielić z Wami cząstką swojej wyobraźni. 
Bardzo prosimy Was o komentarze pod jej pracą, tak by mogła poznać opinie szerszego grona odbiorców i zdecydować, jak dalej potoczy się jej przygoda z pisaniem :)
Link do bloga autorki:  http://dramionezupelnienowahistoria.blogspot.com/

Przypominam, że zostały już ostatnie wolne terminy, które umożliwią Wam publikację na tym blogu.
Zgłoszenia wciąż są przyjmowane pod adresem: venetiia.noks@gmail.com
Jednak, po zakończeniu mojej przygody z promocją młodych autorek (pod koniec października 2015), cała misja zostanie przejęta i kontynuowana przez Stowarzyszenie Księcia Półkrwi
(http://stowarzyszenie-ksiecia-polkrwi.blogspot.com/), gdzie dziewczyny zgodziły się publikować i promować autorki, które nie mają jeszcze swoich blogów.
Zgłoszenia możecie już składać pod adresem: 7jazzyjazzy@gmail.com


Pozdrawiam Wszystkich i zapraszam za tydzień :)

Venetiia



PS. Na blogu "Gdy jesteśmy sami..". pojawił się mój prywatny apel/prośba do Was - zapraszam do zerknięcia na tamtą stronę i oczywiście do współpracy :)




Pocałunek

Podbiegłam do niego. Na całym ciele miał rany spowodowane jednym z zaklęć. Tylko nie to. Sprawdziłam jego puls. Ledwo wyczuwalny, ale był. Platynowa grzywka przykrywała jego zamknięte oczy. Wokół nas dalej toczyła się bitwa, ale miałam to w nosie. Teraz on był najważniejszy. Teraz tylko on się liczył. Rzuciłam zaklęcie ochronne. W takim stanie nie mogłam go nigdzie teleportować. Wyjęłam z kieszeni małą buteleczkę z esencją dyptamu. Polałam płynem jego rany, ale tak głębokie rany potrzebują opatrunku, w najgorszym wypadku operacji. Potrafiłabym to zrobić, ale nie na polu bitwy, nie w Zakazanym Lesie. Muszę go stąd zabrać. Rozejrzałam się. W pobliżu nie było nikogo, kto mógłby mi pomóc. Nagle zauważyłam mojego przyjaciela. Co prawda, nie przepadał on za moim ukochanym, ale miałam nadzieję, że wyświadczy mi tą jedną przysługę.
- Harry! – zawołałam.
Wybraniec odwrócił się w moją stronę. Jego wzrok spadł na leżącego przede mną mężczyznę. Na twarzy mojego przyjaciela odmalowała się odraza. Po chwili namysłu ruszył w moją stronę. Uklęknął przy mnie i zapytał – Hermiona, co Ty wyprawiasz?! Trwa bitwa, a Ty zajmujesz się rannym wrogiem. WROGIEM, słyszysz?!
- Przestań! – rozkazałam. – On nie jest naszym wrogiem. Należy do domu Salazara Slytherina i jest BYŁYM Śmierciożercą, to prawda. Ale teraz walczy po naszej stronie! Oberwał tym zaklęciem przeze mnie! Chciał mnie obronić! – Czułam się winna. Po mojej twarzy spłynęła samotna łza. Szybko ją starłam. Przecież jestem silna. Dam sobie radę. – Harry musisz pomóc mi go przenieść w jakieś bezpieczniejsze miejsce.
- Herm, rozumiem, że jesteś w szoku, ale trwa wojna. Nie ma na świecie czegoś takiego jak „bezpieczniejsze miejsce” – powiedział dobitnie Harry.
- Musi być... Potrzebuję... – Nagle mnie olśniło. – Już wiem! Hogwart... – zaczęłam, ale przyjaciel nie dał mi dokończyć.
- Miona, Hogwart jest w ruinie. Przestał być bezpiecznym miejscem już parę miesięcy temu.
- Nie rozumiesz. W Hogwarcie jest jedno bezpieczne miejsce. – Harry rzucił mi zdziwione spojrzenie. – Nie mamy teraz czasu na wyjaśnienia, ale w zeszłym roku, zaraz po zakończeniu uczty powitalnej udałam się do Pokoju Wspólnego. Jednak skręciłam chyba w zły korytarz i zabłądziłam. Znalazłam schody prowadzące do piwnicy, ale lochy były po drugiej stronie Hogwartu. Zaintrygowało mnie to. Schodziłam tymi schodami coraz niżej. Wreszcie korytarz przestał opadać. Ruszyłam wzdłuż niego. Robiło się coraz ciemniej. Rozświetliłam różdżkę, którą na szczęście miałam przy sobie. Zauważyłam, że ściany tunelu są zrobione ze skały, a nie, jak wcześniej, z marmuru. Korytarz gwałtownie skręcił w prawo. Usłyszałam szum wody. Po kilku minutach marszu znalazłam jaskinię. Po lewej stronie znajdowało się małe jeziorko, a po prawej kawałek czegoś, przypominającego plażę. Czuła moc tego miejsca. Jestem pewna, że było chronione mnóstwem zaklęć, ale nie mam pojęcia kto chciał uczynić to miejsce bezpiecznym. Tam właśnie musimy się udać. To jakieś przeczucie, ale ta jaskinia jest takim bezpiecznym miejscem, jakiego szukamy.
Harry przystał na moją propozycję. Wziął platynowłosego chłopaka i ruszyliśmy w stronę Hogwartu.
***
Znaleźliśmy schody szybciej niż myślałam. Nie spotkaliśmy żadnych wrogów, co bardzo nas ucieszyło. Po kilku minutach szliśmy marmurowym korytarzem. Przeszliśmy kilkadziesiąt metrów, a ściany tunelu nie zmieniły się na te, zrobione ze skały. Nadal były z marmuru. Doszliśmy do zakrętu. Jednak korytarz zamiast skręcać w prawo, skręcał w lewo. Zastanowiło mnie to. Po krótkim namyśle postanowiliśmy iść dalej.
- Lumos – szepnęłam. Blask z mojej różdżki padł na ściany i podłoże tunelu. Szliśmy po miękkiej, zielonej trawie, a wokół nas rosły drzewa, po których spływały pnącza. Przepiękne miejsce. Korytarz kończył się małą łąką, porośniętą kwiatami. Nie patrząc w górę można było sobie wyobrazić, że to prawdziwa łąka. Jednak nad nami zamiast nieba, znajdowało się sklepienie jaskini. Nie była to jednak grota, którą znalazłam w zeszłym roku. Harry położył rannego na trawie. Wyczarowałam wszystkie potrzebne do zabiegu przedmioty. Igłę i nić, środek dezynfekujący, bandaże, nożyce, ręczniki, waciki kosmetyczne oraz ostry nóż. Zdjęłam zakrwawioną koszulę blondyna. Na chwilę zaparło mi dech. Jego idealnie wyrzeźbione ciało było blade, w licznych ranach, z których nadal leciała krew. Ogarnij się Hermiono. Nieopodal znajdował się strumyk. Poprosiłam przyjaciela, aby przyniósł mi trochę wody. Bez żadnego słowa wykonał prośbę. Namoczyłam ręcznik i przetarłam rany platynowłosego. Następnie spróbowałam nawlec igłę, ale z powodu moich trzęsących się rąk, nie mogłam. Harry delikatnie wyjął mi z rąk przyrządy i wyręczył mnie w zadaniu. Wzięłam od niego igłę i posłałam mu wdzięczne spojrzenie. Zabrałam się za zszywanie ran. Po godzinie wszystkie rozcięcia były zaszyte i zabandażowane. Usiadłam nad strumieniem i umyłam ręce oraz twarz. Byłam wyczerpana. Położyłam się na trawie i zasnęłam.
***
Obudziły mnie wrzaski. Gwałtownie otworzyłam oczy i zobaczyłam, że blondyn ocknął się i celuje różdżką w mojego przyjaciela. Sięgnęłam po swoją różdżkę.
- Expelliarmus! – Różdżka Draco poszybowała w moją stronę. Zręcznie ją złapałam. – Co Wy wyprawiacie?!
- Herm... – zaczął Harry, ale stalowooki nie dał mu dokończyć.
- Obudziłem się i zobaczyłem pochylającego się nade mną tego idiotę, – skrzywiłam się na to określenie. – więc sięgnąłem po różdżkę. Wtedy on zaczął się na mnie wydzierać. Resztę już znasz.
- Czy to prawda Harry?
- Tak. Chciałem sprawdzić, czy jego rany wyglądają już lepiej, a on się obudził i od razu chciał mnie zabić.
- Nie prawda. Chciałem się tylko bronić.
- Bronić? Błagam Cię, przecież ja nie miałem wobec Ciebie złych zamiarów.
- A skąd mogłem to wiedzieć?!
- Może trzeba było…
- Cisza! – przerwałam im. – Nie czas na kłótnie. Draco, połóż się. Obejrzę twoje rany. A Ty Harry, znajdź coś do jedzenia. Na pewno są tu jakieś owoce. – Obaj skinęli głowami i wykonali polecenia. Rany Draco nie wyglądały najgorzej. Na szczęście nie wdało się zakażenie i zaczynały się zabliźniać. – Boli Cię? – zapytałam, dotykając delikatnie opuszkami palców wokół ran. Pokręcił przecząco głową. – Niedługo powinieneś wyzdrowieć.
- Dziękuję Hermiono – powiedział.
- To nic takiego – zapewniłam go.
- Znalazłem coś takiego, ale nie wiem czy nadaje się do jedzenia – poinformował nas Harry, który właśnie wrócił z „polowania”. Pokazał nam czarne, małe owoce wyglądające jak jagody. Wzięłam do ręki jedną z nich i przepołowiłam. Miąższ był bordowy. Owoce pachniały przepysznie.
- Wydaje mi się, że możemy je zjeść, ale poczekajcie chwilę. Sprawdzę w podręczniku do zielarstwa, bo wydaje mi się, że uczyliśmy się o tych roślinach. – Przywołałam podręcznik i zaczęłam szybko przerzucać strony.
- Pójdę po wodę – zaproponował mój przyjaciel.
Skinęłam głową, dalej przeszukując książkę. – Znalazłam! – zawołałam. – To zwyczajne dzikie jagody. Łatwo je pomylić z trującymi wilczymi jagodami.
- Jak je od siebie odróżnić? – zainteresował się Draco.
- Wilcze jagody mają intensywnie pomarańczowy miąższ i bladoniebieską skórkę, a zwyczajne jagody bordowy miąższ i granatową, prawie czarną skórkę.
- Znalazłem jeszcze kilka innych jagód po drodze – powiedział Harry, podchodząc do nas. – Są bardzo słodkie, spróbujcie. – Pokazał nam jagody, a ja o mało nie dostałam zawału. To były wilcze jagody!
- Harry – mój głos drżał. – Ile tego zjadłeś?
- Nie mam pojęcia. Są przepyszne, więc dość sporo. Ale nie martwcie się, jeszcze dużo zostało na krzakach... – Dopiero teraz zauważył moją przerażoną minę. – Co się stało?
- Harry, posłuchaj. Ty... – zaczęłam, ale nie mogłam znaleźć słów.
- Ty idioto! – wyręczył mnie Draco. – Te jagody są trujące! To wilcze jagody.
- Jak to? – zdziwił się Harry. – Przecież Miona mówiła, że chyba możemy je zjeść...
- Nie. Powiedziałam tak, ale o poprzednich jagodach. Te są trujące!
Harry nagle osunął się na ziemię. Podbiegłam do niego. Ułożyłam jego głowę na swoich kolanach i odgarnęłam mu kruczoczarne włosy z twarzy.
- To głupi rodzaj śmierci – powiedział. – Kilkanaście razy walczyłem z Voldemortem, stawiałem czoła różnym niebezpieczeństwom, a teraz umrę przez zatrucie jagodami. – Roześmiał się słabo. – Przepraszam Hermiono – powiedział. Jego oczy błysnęły białkami. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Draco podszedł do mnie i mocno przytulił. Wyrywałam mu się i waliłam pięściami w jego tors, zapominając, że jego rany jeszcze się do końca nie zagoiły. Dopiero gdy trochę się uspokoiłam, zauważyłam, że całe ręce mam w krwi. Szybko przeprosiłam go i opatrzyłam. Położyliśmy się na trawie. Długo myślałam nad dzisiejszymi wydarzeniami. Przez to wszystko – wojnę, Hogwart w ruinie, śmierć Harry’ego – straciłam chęć do życia. Postanowiłam je skończyć. Ale nie mogłam zostawić rannego Dracona. Ułożyłam plan, który już niedługo miałam wcielić w życie.
***
Minęło kilka dni. Draco był już prawie zdrowy. Przez ten czas bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Jednak nadal pamiętałam o swoim planie.
- Mionka, śniadanie! – zawołał stalowooki.
- Co dzisiaj mamy do zjedzenia? – zapytałam przecierając zaspane oczy.
- Rogaliki z truskawkami i herbatę – poinformował mnie.
- Skąd wziąłeś rogaliki? – zainteresowałam się.
- Wyczarowałem. – Posłał mi jeden ze swoich rozbrajających uśmiechów. – Więc...
- Nie zaczyna się zdania od więc – pouczyłam go.
- WIĘC co dzisiaj będziemy robić? – uśmiechnął się złośliwie. Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się.
- Może spacer? – zaproponowałam.
- Czemu nie – zgodził się mój towarzysz.
Po śniadaniu poszliśmy w stronę strumyka. Zdjęliśmy buty i moczyliśmy je w przyjemnie zimnej wodzie. Długo rozmawialiśmy i wygłupialiśmy się. Później zaczęliśmy się robić głodni, więc nazbieraliśmy malin. Postanowiłam powiedzieć Draco o moim planie.
- Posłuchaj – powiedziałam, kiedy jedliśmy. – Od śmierci Harry’ego wiele się zmieniło, ale ja... nie chcę żyć. Mam już dosyć tego wszystkiego. Niedługo i tak musielibyśmy wrócić do rzeczywistości, którą jest wojna. Nie mam już na to siły. Straciłam chęć do życia. Ja...
- Hermiono, posłuchaj – przerwał mi platynowłosy. – Nie chcę, żebyś odchodziła. Dzięki Tobie moje życie ma sens. Kiedyś byłem okropnym Ślizgonem. Dzisiaj jestem dobrym, młodym mężczyzną. To wszystko dzięki Tobie.
- Draco... Nie mogę.
- W takim razie pozwól mi umrzeć razem z Tobą.
- Nie ma mowy. Ty masz dla kogo żyć. Rodzina, przyjaciele. Moi rodzice mnie nie pamiętają. Moi przyjaciele nie żyją. Po stracie Ginn było mi strasznie trudno się pozbierać. Teraz jeszcze śmierć Harry’ego... To dla mnie za dużo.
- Ale... – zaczął Malfoy.
- Nie zgadzam się! Rozumiesz?!
- Hermiono, proszę.
- Nie i koniec. Nie będziemy już o tym rozmawiać – rzuciłam i pobiegłam do krzaka z wilczymi jagodami. Zerwałam garść i wrzuciłam do ust, potem kolejne. Poczułam, że mdleję oraz że ktoś mnie łapie i kładzie na miękkiej trawie. Było mi przyjemnie lekko. Czułam, że umieram. – Żegnaj Draco. Wybacz, że to robię.
- Hermiono, proszę. Zostań ze mną. Kocham Cię, słyszysz?! KOCHAM!
- Ja... nie wiedziałam. Też Cię kocham Draco, ale nie miałam odwagi Ci powiedzieć. Myślałam, że mnie wyśmiejesz i znowu zaczniesz wyzywać. Tym bardziej przepraszam, że odchodzę. – Zamknęłam oczy i czekałam na sen. Wieczny sen. Poczułam, że Draco muska moje usta swoimi. Poddałam się jego pocałunkom. Czułam na języku słodki smak jagód. JAGODY! Draco pocałował mnie, ale smak jagód był dość silny by zabić i jego. Chciałam przerwać pocałunek, ale Draco coraz mocnej napierał na moje usta. Doskonale wie o jagodach. Później nastąpiła ciemność. Nic nie widziałam, nic nie czułam. Gdzieś głęboko w swojej podświadomości czułam, że ktoś leży koło mnie, dotyka mojego ramienia swoim. Mój ukochany Draco...