piątek, 20 lutego 2015

Miniaturka Avis Malfoy

Witajcie Kochani!

Kolejny piątek i kolejna odsłona twórczości. Tym razem trochę bardziej znanej autorki, która mimo to miała ochotę dodać tutaj swoją miniaturkę. Avis Malfoy - bo o niej tu mowa, pragnie zadedykować swoją prace innej znanej wszystkim autorce o pseudonimie Nox.
Z twórczością Avis możecie się spotkać na jej blogu: http://skryte-dramione.blogspot.com/
Oraz oczywiście w poniższej miniaturce :)
Prosimy o komentarze!
A ja zapraszam Was również na bloga Dramione - Gdy jesteśmy sami..., gdzie można zgłosić się na betę lub uzyskać pomoc w znalezieniu takowej :)
Pozdrawiam i zapraszam za tydzień!
V.


***

03.11.2003r.
Moment, kiedy traci się szczęście, gdy prawie je miałeś nazywam upadkiem. Każdy ma chwile słabości i prawo do błędów. Bóg nie zostawia nas bez wsparcia i otuchy. On zawsze z nami jest, trzeba tylko wyciągnąć do niego rękę. Czym byłby świat bez miłości i radości, smutku i niedoli? Wszystko opiera się na kontraście. Dobro i zło, piękno i brzydota. Nie ma idealnych rzeczy, zawsze będą jakieś usterki, w końcu wszystko zostało stworzone na przeciwieństwach. Każdy z nas, bez wyjątku zasługuje na szczęście, niezależnie od tego jakim jest. Grunt to być sobą, ponieważ to czyni nas cudownymi istotami żywymi. Ja chyba będę wyjątkiem od tej reguły. Nigdy nie byłam w pełni sobą, nawet nie wiem jak to jest. Zawsze zakładałam maskę na twarz i udawałam, że nic mi nie jest, nic mnie nie trapi, że dobrze się trzymam i kocham książki. Wiedziałam, iż źle robię, ale nie potrafiłam powiedzieć „nie”. Bałam się, że przyjaciele przestaną mnie akceptować... i został jeszcze on. Na samą myśl, że może coś się zmienić w naszych relacjach słabłam, czułam, że blednę. Kochałam go, tak... sama nie wiedziałam dlaczego, ale tak było. Zdawałam sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś dowiedziałby się o tym, uznaliby mnie za wariatkę. Kochać swojego wroga?! To niedorzeczne!
Moje szczęście odeszło wraz z końcem szkoły. W czerwcu uświadomiłam sobie, że widzę go ostatnie dni... że więcej się nie zobaczymy. Wiedziałam i to chciałam wykorzystać, niestety on też to zrobił, nie tak... nie tak jak to sobie wyobrażałam. Co czuje teraz? Czuję nieopisany wstręt do samej siebie. Brzydzę się tego, co zrobiłam. To przez ten czyn tak teraz cierpię. Merlinie, dlaczego byłam taka głupia? Przecież mogłam powiedzieć „nie”! Zawsze mu mówiłam „nie”, kiedy coś ode mnie chciał. Ale wtedy? Jedna chwila, jedno oczarowanie i byłam na każde jego skinienie. Próbowałam zmyć z siebie tą całą hańbę, ale na nic... dalej czuję wstręt. Nie mogę o tym zapomnieć, a może nie chcę? Co mam zrobić? Przecież to nie była jego wina, ale głównie moja, ponieważ byłam głupia, naiwna i bardzo, ale to bardzo zakochana! Teraz wiem, że nie powinnam tak postąpić, ale co innego miałam zrobić? Widziałam go ostatni raz w życiu, chciałam jakoś to zapamiętać, uwiecznić w pamięci, w głowie, że istnieje taka osoba jak Draco Malfoy, i że chociaż raz mogłam z nim pogadać jak równy z równym. Żałuję, chciałabym to zmienić, ale... ale jak?

23.03.2004r.
Nie, nie jestem zła na siebie... po prostu czuję żal... żal do niego, do siebie, do przyjaciół. Mogli mnie powstrzymać, a on... mógł pokazać, że nie jest draniem i też powiedzieć to pieprzone „nie”. Kochany pamiętniku, nie wiem co mam zrobić... dalej go kocham, tęsknie za jego oczami, uśmiechem, uszczypliwymi uwagami, jednak boję się, że jeśli go znajdę, to nic nie będzie jak dawniej. Minęło w końcu pięć lat od ukończenia szkoły. Znając Draco ma piękną żonę, dziecko, jak nie dzieci.
06.06.2004r.
Pamiętniku.. widziałam go. Ja naprawdę go widziałam. Nie był z żoną, nie widziałam też dzieci, ale zaniepokoiło mnie jedno. Jego twarz nie była pełna blasku, nie gościł na niej kpiący uśmiech. Był raczej poważny, z lekkim grymasem. Nie zauważył mnie, bardzo dobrze. Nie chciałam, by mnie widział. Stałam w cieniu , cicho jak mysz pod miotłą. Pragnęłam tylko patrzeć i patrzeć... ale odszedł... szybciej niż myślałam. Kupował białe róże. Dla kogo? Nie mam zielonego pojęcia, Merlinie... nie chcę by kogoś miał. Tamtej nocy, gdy uprawialiśmy seks obiecał mi, że poczeka aż się znów zobaczymy, że nie będzie miał nikogo... mówił, że będzie cierpliwie czekał, aż zrozumiem, że może być szansa dla nas. Ale nie brałam tych słów na serio, szczególnie, iż następnego dnia obudziłam się w pustym łóżku, a go już nigdy więcej nie widziałam aż do dnia dzisiejszego.
Czuję szczęście, może nie takie, jak wtedy, gdy zabrał mnie na tą noc do siebie, ale jakieś na pewno. Mam teraz siłę na walkę przez następne dni. Mam nadzieję, że wygram i znów go spotkam.

17.11.2005r.
Nie wiem co się dzieje, czuję, że tracę zmysły. Ponad rok go nie widziałam i chyba go już więcej nie ujrzę. Sześć lat minęło od ukończenia szkoły. Sześć... a ja dalej go kocham. Wiem, jestem naiwna. Uważam go za osobę idealną, mimo iż nie ma ideałów! Nikt nie jest bez wad. Gdy dorastamy kształtujemy w sobie dobre i złe cechy. Każdy z nas je posiada, każdy z nas jest człowiekiem i popełnia błędy... dlaczego, więc myślę, że jest idealny? Merlinie, daj mi siłę na kolejne lata. Nie mogę znieść myśli, że może dotykać teraz innej, mieć z nią rodzinę, być szczęśliwy... Jeśli jest tam z nią, to... Pamiętniku, wiesz jaki to byłby dla mnie cios? On, Draco Malfoy z inną, być może panią Malfoy. To miałam być ja. Każdej nocy śniłam o białej sukni i długim welonie. O bladej twarzy, pokrytej różem, o bukiecie z fiołków i... i przy ołtarzu on. Czekał na mnie.
Wtedy, gdy kupował białe róże... wtedy, gdy widziałam go w sklepie mój świat nagle się ożywił, ale też i umarł. Cieszyłam się, iż go widzę, że wiem, iż żyje, że ma się dobrze. Niestety martwiłam się i smuciłam, bo wiedziałam, że może mieć inną, kochać ją, całować, obsypywać podarunkami, obiecywać wiele! Och, pamiętniku! Czuję się taka bezsilna. To okropne uczucie, chcę od niego uciec, schować się pod ziemią, zapomnieć... ale nie mogę. Zostaje mi ból i cierpienie w miłości, w sumie nic nowego. Od tylu lat to mi towarzyszy, że już nawet się przyzwyczaiłam.

19.01.2006r.
Kochany pamiętniku, dostałam list... i to chyba od Draco. Zaprosił mnie na spotkanie. Boję się. Po tylu latach spotkam go, porozmawiam z nim, nawet jeśli wyzwie mnie od najgorszych, powie, jaka to ja nie jestem, ale usłyszę jego głos, a to najważniejsze. Głos, za którym tęsknię każdego dnia i każdej nocy. Może nawet poczuję jego dotyk, który śni mi się codziennie. Dotyk, dotyk tak delikatny jak jedwab, a zarazem mocny jak stal. Dotyk, który doprowadza mnie do obłędu. Przez tyle lat marzyłam, że jeszcze go spotkam, ale nie wierzyłam w to, bo w końcu z jakiej okazji sam Merlin miałby się nade mną zlitować i znów podarować mi tego mężczyznę? Trzymając w rękach list od niego zrozumiałam, że nigdy nie przestałam go kochać, a teraz gdy pojawił się na krawędziach mojego życia kocham go jeszcze bardziej, a tęsknota jest nie do zniesienia... Tak bardzo jej nie mogę znieść, że pozwalam sobie na strach. Co jeśli chce oznajmić mi, że koniec z obietnicą, chce przedstawić mi dzieci i żonę? Co jeśli chce coś mi zrobić? Boję się, strasznie się boję. Ale wiesz co, pamiętniku? Obiecuję ci, że nie stchórzę, pójdę tam i zobaczę co ode mnie chce, nawet jeśli potem będę tego żałowała, płakała jak małe dziecko do poduszki i znów żaliła ci się przez kolejne lata. Co z tego, że będę cierpiała, że to będzie kolejny, bolesny i mocny cios w moje małe, poranione i zakrwawione serce? Draco zawsze był zimnym draniem, ale mimo to potrafił kochać, dać ciepło. Szlag by to trafił! Kochać? Dawać ciepło? Malfoy? Gdyby tak było, nie pozwoliłby na to, bym myślała, że może żyć z inną kobietą, nie bałabym się teraz. Boję się, cholernie się boję, że to nie będzie miłe spotkanie. Po nim mogę spodziewać się dosłownie wszystkiego. Nie wiem, czy jestem na to gotowa. Dał mi za mało czasu na nastawienie się psychiczne. Z drugiej strony może chcieć wznowić kontakty, znów mnie ujrzeć i dać mi szansę? Jeśli tak, to obiecuję, że tej szansy nie spieprzę. Muszę być tak silna, jak przez te kilka lat. W końcu go kocham.

Stałam na przejściu i z nerwów mocno ściskałam torebkę w ręku. To właśnie dziś, w luksusowej restauracji miałam spotkać się z moją dawną miłością... może nie do końca dawną, bądź co bądź nigdy nie byliśmy razem, nawet o tym nie myśleliśmy... no, może tylko on nie myślał. Ani razu nie wyznał mi, że coś do mnie czuje w cztery oczy, a ja dalej go kochałam i byłam mu wierna. Nie ukrywałam strachu, nie miałam ku temu powodów. Przechodząc przez jezdnię zawracałam sobie głowę po raz setny tym, co może ode mnie chcieć Draco. Wiedziałam, że muszę się nastawić na najgorszy scenariusz, ale łapałam się nadziei, że chce dać mi szansę, zbudować nasze relację od nowa.
Weszłam do restauracji i od razu powitał mnie kelner, który wskazał mi stolik. Był pusty. Dracona jeszcze nie było. Odetchnęłam z ulgą. Miałam jeszcze czas na zawrócenie, spanikowanie i pogrążenie się we wstydzie. Usiadłam na czerwonym, miękkim oraz bardzo wygodnym krześle i zawiesiłam torebkę na oparciu krzesła. Nigdy w życiu nie byłam w drogiej restauracji i byłam pod wrażeniem. Cała dekoracja była prześliczna, zamiast lamp wisiały zapalone świeczki. Podobnie jak w Hogwarcie. Rozejrzałam się potajemnie po pomieszczeniu. Moją uwagę przykuło duże okno, z którego był piękny widok na Londyn oraz zakochana para, która siedziała w kącie sali.
Odwróciłam wzrok nie chcąc na to patrzeć i wtedy ujrzałam go... siedział niecały metr ode mnie, patrzył się gdzieś w bok... czułam jego ciepło, zapach... czułam też, że duchowo nie jest z nim dobrze. Coś go trapiło, nie dawało mu spokoju. Nieśmiało dotknęłam jego dłoni. Była taka sama jak za czasów szkolnych. Ciepła, delikatna, blada skóra, paznokcie równo obcięte. Przymknęłam oczy napawając się tą chwilą. Poczułam jak moje serce przyspieszyło, a oddech stał się nieregularny. Musiał to wyczuć, bo zabrał dłoń i spojrzał na mnie badawczym wzrokiem. Spojrzałam w jego błękitno-stalowe oczy i miałam wrażenie, że zaraz zacznę topnieć. Nie patrzał pusto, ale z iskierką radości, mimo iż jego oczy wyrażały żal i smutek.
- Cześć – uśmiechnął się blado do mnie i wręczył mi małą paczuszkę. Zdziwiłam się, ale wzięłam ją. - Otwórz w domu, nie chcę, byś mi to oddała – mówił cicho, lekko zachrypniętym głosem. Miałam wrażenie, że płakał zanim tu przyszedł. Schowałam podarunek i spojrzałam na niego chcąc znów zapamiętać jego twarz. Był idealny, prawie nic się nie zmienił. Teraz wiedziałam na sto procent, że go kocham bardzo mocno i nie chcę rozstawać się z nim na kolejne kilka lat.
- Hej – odwzajemniłam uśmiech i poprawiłam się na krześle. Czekałam aż coś powie, jednak nic nie wydobyło się z jego ust. Miałam wrażenie, że chce powiedzieć coś ciszą, jednak albo byłam za głucha, albo za tępa, bo nic nie rozumiałam z niej. - Chciałeś się spotkać, więc jestem. O coś konkretnego ci chodziło? - szepnęłam nie chcąc wydać, że mój głos nie jest naturalny i drży ze strachu przed jego „sprawą” do mnie.
Jego twarz błyskawicznie rozpromieniała. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko pokazując szereg białych i prostych zębów. Miałam wrażenie, że się zarumieniłam, ale na całe szczęście, to nie było prawdą. Przyjrzałam się mu z zaciekawieniem i zaśmiałam się cicho pod nosem.
- Chciałem cię znów zobaczyć. Po siedmiu latach tyle się zmieniło – westchnął. - Oboje dojrzeliśmy do pewnych spraw, zmieniliśmy swój tok myślenia... - przerwał. Słuchałam go uważnie chcąc zapamiętać każde jego słowo. Czułam, że zaraz zemdleję z wrażenia. Osoba, którą kochałam od czasów szkoły chciała się ze mną spotkać... przypomniała sobie, że istnieje taki ktoś jak Hermiona Granger i chciała się spotkać.
- To miłe z twojej strony Draco – uśmiechnęłam się nieśmiało i przygryzłam wargę. - Dlaczego... znaczy się, jakim cudem przypomniałeś sobie, iż istnieje taka osoba jak ja? - uniosłam brew ciekawa odpowiedzi. Napiłam się wody ze szklanki i wyjęłam chusteczkę, by wytrzeć usta. Spojrzałam na niego czekając na odpowiedź.
- Dwa lata temu widziałem cię... nie pamiętam już gdzie. Przypomniałem sobie o naszej obietnicy. O mojej obietnicy. Cieszyłem się w duchu, że jeszcze nikogo nie znalazłem, nie zakochałem się. Nie jestem typem co łamie dane słowo – puścił oczko i zaśmiał się. Zmrużyłam oczy. Przypomniał sobie o mnie, bo kilka lat temu mnie widział? To było dla mnie bardzo dziwne. No i do tego to stwierdzenie, że nie miał do tej pory nikogo ze względu na obietnicę. Poczułam się wyjątkowo zadowolona i nawet szczęśliwa. Może w końcu los się do mnie uśmiechnął?
- Bardzo ciekawe, Malfoy – uśmiechnęłam się lekko. Ledwo powstrzymywałam się od skakania z radości. Byłam cała w skowronkach, radość rozpierała mnie od środka. To było wspaniałe uczucie. Chciałam mu powiedzieć, co czuję, ale bałam się, że zacznie się wycofywać, dystansować, że zabierze mi prezent i najzwyczajniej w świecie wyjdzie i zniknie już na zawsze.
Poczułam panikę. Myśl, że zaraz wyjdzie i zniknie przerażała mnie gorzej niż śmierć. Kolejne lata bez Draco, kolejne samotne wieczory, noce... to było coś strasznego. Sama nie wiem jak ja wytrzymywałam tyle lat bez niego.
- Zaiste Granger, zaiste – poprosił kelnera o obiad dla dwojga i znów spojrzał w moje oczy. Chciałam zakopać się pod ziemie, ale nie byłam strusiem... miałam wrażenie, że moja miłość do niego jest wyczuwalna, widoczna. Starałam się na niego nie patrzeć, ponieważ wiedziałam, iż wtedy nie mogłabym się powstrzymać i rzuciłabym się na niego i wycałowała całą twarz szepcząc jak bardzo go kocham.
Gdy podano nam jedzenie i zaczęliśmy jeść, między nami panowała grobowa cisza. Ani ja, ani Malfoy nie chcieliśmy zaczynać tematu. Ja – bałam się, że nie trafie w jego gust, że zrażę go do siebie i zmarnuję daną mi przez samego Merlina szansę, on – podejrzewałam, że może obawiać się, iż zmieniłam się na gorsze lub nie mamy już wspólnego języka.
- Więc... - chrząknęłam nie chcąc palnąć jakiejś głupoty. - Więc co robiłeś przez te wszystkie lata?
- Podróżowałem po świecie – uśmiechnął się przyjaźnie. - Czasem wpadałem do Londynu... ale to tylko po pieniądze. Całe siedem lat poza Wielką Brytanią. Niedawno wróciłem. Stęskniłem się, sama wiesz jak to jest.
Tak, wiedziałam aż za dobrze. Słowo tęsknota nie było mi obce. Tęskniłam każdego dnia. Całe siedem lat. Tęskniłam śniąc, pracując, sprzątając, chodząc na zakupy... zawsze. Tęsknota może i zabijała mnie od środka tak samo jak samotność, ale nie mogłam się od tego wyrwać. Myśl, że kocham Draco powodowała, że wolałam cierpieć niż zdradzać moje uczucia do niego.
- Ciekawe zajęcie miałeś – zaśmiałam się cicho czując, że powoli się relaksuję. Może nie będzie tak źle, nie zostawi mnie jak wtedy, w nocy? Wzięłam głęboki wdech, by przestać o tym myśleć.
- A ty co robiłaś przez te lata? Nic się nie zmieniłaś – skinął głową, jakby chciał pokazać, że jest pełen podziwu.
- Wiesz jak to dziewczyny – zaczęła nerwowo. - Siedziałam w domu, pracowałam, robiłam zakupy, pisałam pamiętnik, płakałam. Nic szczególnego i równie fascynującego, co twoje zajęcia – napiłam się wody i odłożyłam widelec na pusty talerz. Nie wiedziałam co mogę mu powiedzieć, a co lepiej zachować dla siebie. W dalszym ciągu skupiałam się na unikaniu jego spojrzenia.
- Hermiono, spójrz mi w oczy – szepnęła pochylając się nad stolikiem. Niechętnie zrobiłam to i przygryzłam wargę. Nie chciałam, by wydało się to, co czuję. Bałam się, cholernie bałam się, że mnie wyśmieje. - Dlaczego unikasz mojego wzroku? Czyż nie tego chciałaś przez te wszystkie lata? Czy nie marzyłaś o tym, by mnie znów spotkać, usłyszeć mój głos, dotknąć dłoni? - jego szept był jak muzyka, ukojenie dla moich uszu. Był melodią, która mogła mnie budzić każdego ranka i kołysać do snu każdej nocy.
- Jeszcze siedem lat temu mówiłaś mi, że mnie kochasz, a teraz? Myślałem, że dalej ci na mnie zależy, chcesz szansy dla nas... - mruknął i wytarł usta o serwetkę. Spuściłam speszona wzrok. Miał rację. Chciałam. Bardzo chciałam. Pragnęłam tego całym sercem. Kochałam go. Bardzo go kochałam, ale co z tego, skoro on chyba nie chciał mnie... miałam wrażenie, że mówi to, tylko po to, by dać mi nadzieję, a potem zranić przy pierwszej lepszej okazji.
- Chcę, ale co z tego, skoro... - zamilkłam nie chcąc powiedzieć nic więcej. Zerknęłam na jego twarz. Był spokojny i opanowany. Nie uśmiechał się, ale nie miał też grymasu. Odetchnęłam z ulgą.
- Skoro... ty i tak.... - przygryzłam wargę. Sama nie wiedziałam jak mam mu to wyznać. - Każdego dnia płakałam w poduszkę umierając z tęsknoty, cierpiałam na samą myśl, że możesz teraz dotykać innej, mimo że obiecałeś mi coś innego. Idąc ulicami Londynu rozglądałam się z nadzieją, że cię ujrzę – spuściłam wzrok i wstałam. - Na mnie już pora. I tak za dużo powiedziałam. - Zasunęłam krzesło i wzięłam torebkę.

Nie zatrzymywał mnie, chyba wiedział, że to nie ma teraz sensu. Pogodziłam się z myślą, że musi oswoić się z moimi słowami. Skręciłam w jakąś uliczkę i wyszłam do parku. Usiadłam na pobliskiej ławce i zakryłam twarz dłońmi. Było mi głupio, strasznie głupio... jak mogłam dać się znów tak omamić. Jak mogłam powiedzieć mu to wszystko, czego nie miałam mówić? Dlaczego byłam tak słaba, że nie potrafiłam powiedzieć mu głupiego „nie”? Nie chciałam znów popełniać błędu. Błędu, którego będę żałowała, i przez który będę czuła większe obrzydzenie do samej siebie.
Wyjęłam list od niego z torebki i zaczęłam znów go czytać przejeżdżając palcami po linijkach tekstu. Zdawałam sobie sprawę z tego, że byłam głupia wychodząc z restauracji nie dając mu możliwości odpowiedzenia. Kto wie, może chciał mi wyznać miłość? A może nienawiść?
- Hermiono – usłyszałam za sobą tak dobrze znamy mi głos. - Przepraszam, chciałem wcześniej się z tobą zobaczyć, nie cierpiałabyś tak jak teraz, ale... nie, nie mam na to wytłumaczenia – szepnął i spojrzał na mnie smutno. Draco Malfoy mnie przepraszał. Przepraszał za to, że ja... ja, Hermiona Granger cierpiałam. Cierpiałam przez miłość do niego.
- Wybacz, jeśli chcesz, oczywiście. Obiecuję, że już nie zniknę, obiecuję – szepnął. Nie byłam w stanie powstrzymywać dłużej pragnienia i rzuciłam się mu na szyję piszcząc ze szczęścia jak głupia. Moje obawy były bezpodstawne. Nie miałam czego się bać. Po prostu czekał na moment, w którym zrozumie, że to on chce dać nam szanse.

30.04.2010r.
Kochany pamiętniku, jest idealnie. Mam wspaniałego męża, cudowne dzieci... jednak marzenia się spełniają, wystarczy mocno w nie wierzyć. Draco zaufał miłości, wziął ze mną ślub. Wiem, czujesz się pewnie przeze mnie opuszczony, ale odkąd układa mi się z Malfoy'em nie mam potrzeby pisania ci tu nic więcej. Wyobrażasz sobie? Jestem panią Malfoy, mam dwójkę dzieci, a lada moment kolejny Malfoy pojawi się na świecie. Znając życie wda się w tatusia i będzie tak samo nieznośny, ale bardzo kochany, przystojny oraz słodki.
Pamiętniku, kiedy czytam moje przemyślenia i uczucia sprzed kilku lat... brak mi słów, nie wyobrażam sobie, jak mogłam tak cierpieć. Przecież miłość nie jest zła. Daje szczęście, radość, siłę. Teraz wiem, że moje życie ma sens, że mam dla kogo żyć, walczyć o lepsze jutro. Mam nadzieję, iż moje dzieci wezmą przykład ze mnie i będą tak samo wytrwałe, jak ja.
Draco czytał moje wyznania, które tu się znajdują. Zaraz po ślubie... przepraszał mnie za to cały miesiąc! Wyobrażasz to sobie? Cały miesiąc chodził za mną jak cień i mówił, jak bardzo jest mu przykro. Obdarowywał mnie prezentami, pocałunkami, ale ciągle powtarzał, że przeprasza. Chyba żadna kobieta nie chciałaby tyle cierpieć co ja, nawet jeśli później miałaby mieć tak cudownego męża jakim jest Draco.
Kochany pamiętniku, to chyba mój ostatni wpis tutaj, ponieważ nie widzę potrzeby dalszego zwierzania ci się. W końcu jestem szczęśliwa. Po tylu latach mogę znów spokojnie się uśmiechać nie martwiąc się o jutro. Los się do mnie uśmiechnął, Bóg wysłuchał moich próśb. Nie wiem, czy to jest prawdziwe szczęście. Myślę, że dowiem się na łożu śmierci. Jestem szczęśliwa i tak zostanie na zawsze.

31.05.2059
Drogi pamiętniku... jego już nie ma. Odszedł. Odszedł ode mnie na zawsze. Obiecał, że nie umrze pierwszy, obiecał. Znów mnie zostawił. Znów jestem sama, znów tęsknię, znów cierpię. Boli mnie serce, ale dzieci... nasze dzieci wspierają mnie. Wiem, że mogę na nie liczyć. Mimo to nie mogę się pogodzić z tym, że jego już nie ma, że nie spojrzę już w jego oczy, nie dotknę jego dłoni, że nie obudzę się koło niego z uśmiechem. Czeka mnie teraz zimne, psute, duże łóżko i cicha śmierć... śmierć, którą szykuje mi tęsknota i samotność. Nie boję się... wiem, że po drugiej stronie czeka na mnie, wyciąga do mnie rękę, woła mnie. Ale Bóg mówi, że to jeszcze nie czas, że mam żyć. A co jeśli nie chcę? Świat bez niego traci kolory, nie ma już sensu. Bez Draco wszystko jest inne, szare, ciche... zapomniałam, że jest takie coś jak szczęście. Znów upadlam, ale tym razem się już nie podniosę. Jestem za słaba.
Nie chcę już walczyć. To nie ma sensu. Będę żyć z dnia na dzień czekając na ostateczny cios w serce, Chcę już do niego. Chce znów się z nim złączyć w jedność, chce zacząć nowe życie, lepsze życie z nim. Tu, na ziemi nie jest mi dobrze.

Kochany pamiętniku, już nic nie napiszę. Nie jestem w stanie. Kiedy trzymam cię w dłoni... moje wspomnienia wracają, rany w sercu otwierają się i wybucham płaczem. Zamykam się w sobie, nie chcąc z nikim rozmawiać. Muszę cię schować. Wybacz mi.

piątek, 13 lutego 2015

Miniaturka Ms Malfoy - "Kaprysy Miłości"


Witajcie...!

W piątek 13-go, czarny kot mi przebiegł drogę... i to dwa razy :)
Mimo to miałam udany dzień, a zwieńczeniem go będzie dodanie dla Was romantycznej miniaturki, pasującej do zbliżających się Walentynek :)

Jej autorką jest Magda - Ms Malfoy, a dedykuje ją ona swojej młodszej siostrze Ani, bez której nie odważyłaby się podzielić z nami swoją twórczością :) Wypada podziękować Ani, że namówiła siostrę do publikacji i nadmienić, że to doskonały przykład do naśladowania. Jeśli Wy macie siostry, przyjaciółki, kuzynki, koleżanki czy po prostu znajome, które piszą do przysłowiowej szuflady, to namówcie je proszę, że zgłaszały się pod adresem: venetiia.noks@gmail.com - Jest wiele osób, które z radością przeczytają ich prace :)

Standardowo w imieniu Ms Malfoy i swoim prosimy Was o szczere komentarze! :)
Pozdrawiam!

Venetiia

PS. Zapraszam Was również na bloga "Dramione - Gdy jesteśmy sami...", gdzie pojawi się dzisiaj specjalny post :) 


***



"Kaprysy miłości"

Nazywam się Hermiona Jean Granger i opowiem wam swoją historię. 

Wszystko zaczęło się na szóstym roku nauki. Był piękny, słoneczny wrzesień. Kilka dni temu zaczął się rok szkolny. Wszyscy uczniowie żyli jeszcze wakacjami. Ja również, ponieważ te wakacje były dla mnie wyjątkowe. To właśnie podczas tych letnich dni spędzonych w Norze z przyjaciółmi uświadomiłam sobie, że Harry już dawno przestał być dla mnie tylko kolegą. Uświadomiłam sobie, że czuję do niego coś więcej niż tylko przyjaźń. Za każdym razem, gdy ze mną rozmawiał, gdy na mnie patrzył, czułam dziwny dreszcz na plecach. Za każdym razem, gdy go widziałam, moje serce zaczynało szybciej bić. Za każdym razem, gdy mnie przytulał robiło mi się dziwnie gorąco. Zakochałam się. Pewnie myślicie, że miałam farta, bo zakochałam się w chłopaku, z który na co dzień jestem bardzo blisko. NIE. Nie miałam. To było jeszcze gorsze niż gdybym go nie znała. Świadomość, że jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko dobijała mnie. Na ostatnie dwa tygodnie wakacji wróciłam do domu. Chciałam wszystko w spokoju przemyśleć. Całymi dniami leżałam wpatrując się w sufit i myśląc tylko o jednym. O tym co nadawało sens mojemu życiu. O Nim. Stwierdziłam, że nie mogę bezczynnie czekać aż miłość ucieknie mi sprzed nosa. Postanowiłam, że po powrocie do szkoły powiem mu co do niego czuję. Niestety, powrót do Hogwartu okazał się dla mnie tragiczny. Już w pociągu zauważyłam, że coś jest na rzeczy. Ginny cały czas chodziła jakaś rozpromieniona, a Harry również wyglądał jakby wypił eliksir rozweselający. Coś musiało się stać. Pytanie tylko co? Po kilku dniach w szkole bez problemu zorientowałam się, że moja najlepsza przyjaciółka i chłopak, w którym jestem zakochana mają się ku sobie. Każdego dnia widziałam jak zbliżają się do siebie. Każdego dnia widziałam radosny błysk w ich oczach. Każdego dnia słyszałam urywki ich rozmów… i nie robiłam nic. Bo co mogłam zrobić? Nie mogłam przecież pozbawić ich szczęścia. Nie mogłam zniszczyć życia osobom, na których najbardziej mi zależało. Dlatego starałam się zapomnieć o moim uczuciu. Pragnęłam by moje serce stało się twarde jak skała i zimnie niczym lód. Tylko że serce zdawało się kpić z moich pragnień. Im bardziej starałam się zignorować jego głos, tym ono żarliwiej przypominało mi, że nie da się uciec. Codziennie kładę się i wstaję z myślą, że wszystko jest w porządku,… ale nie jest. Nic nie jest w porządku. Z dni na dzień ogarnia mnie coraz większa melancholia. Staram się z tym żyć… Ale czy to ma jakikolwiek sens? Z niewzruszoną miną, z uśmiechem na ustach słucham jak Ginny opowiada mi o Harrym. O ich randkach. O ich pocałunkach. O tym jacy są szczęśliwi. Sztukę ukrywania uczuć opanowałam już do perfekcji. A może wcale nie? Może po prostu świat ma dość swoich zmartwień i nie chce dostrzec bólu kryjącego się w moi sercu. Moja najlepsza przyjaciółka, która powinna mnie wspierać nie widzi drobnych zmian w moim wyglądzie. Nieco bledszej skóry, potarganych włosów, cieni pod oczami i tej iskry cierpienia na dnie moich oczu. Nic nie widzi. Jest zbyt zaślepiona miłością. Co mam robić? Moje życie straciło sens. Staram się skupić na nauce, ale to nic nie daje. Czasami mam takie chwilę, że pragnę zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Ciekawe czy ktoś zauważyłby moją nieobecność. Ciekawe czy jest na tym świecie ktoś, kogo interesuje mój los. Mam już dość tego wszystkiego. Mam dość życia. Już nawet codzienne kpiny Malfoya mnie nie ruszają. Żyję tylko po to, aby… A właściwie to po co ja żyję? Mój stan był krytyczny, gdy nastąpił przełom. Stało się coś czego nigdy bym się nie spodziewała. Siedziałam w najciemniejszym kącie biblioteki i próbowałam odrobić zadanie z transmutacji, gdy ktoś usiadł obok mnie. Podniosłam głowę i ujrzałam szare tęczówki Dracona Malfoya patrzące na mnie z ciekawością.

- Co się z tobą dzieje? – spytał chłopak.

- Nic – odparłam z niewzruszoną miną i pochyliłam się z powrotem nad książką.

- Nie jestem ślepy, Granger. Widzę, że coś jest na rzeczy – nie ustępował blondyn.

- Nic nie jest na rzeczy.

- Kobieto, nie denerwuj mnie. Całymi dniami łazisz półprzytomna. Prawie nic nie jesz. Z tego co widzę również nie śpisz. Wyglądasz jak jakieś zombie. – wymieniał Draco.

- Wszystko jest w porządku – odparłam wymijająco.

- W tym problem, że nie jest!!! Normalnie wydarłabyś się na mnie przy pierwszej lepszej okazji, a tym czasem od powrotu do szkoły nawet na mnie nie spojrzałaś, mimo że obrzucam cię coraz to gorszymi wyzwiskami.

- Serio? Nie zauważyłam.

- Eureka! Szkoda tylko, że to udało mi się już ustalić jakiś tydzień temu. 

- Czego ty chcesz Malfoy?!

- Chcę ci po prostu pomóc. Chcę by wróciła dawna Granger. Nie mogę już patrzeć na to jak się męczysz. Powiedz, co się stało Daj sobie pomóc.

- Może ja nie potrzebuje niczyjej pomocy?

- Uwierz mi, potrzebujesz.

- A to niby czemu?

- Wczoraj powiedziałaś, że mnie kochasz. To chyba wystarczający dowód.

- Że co?! Ja?! Niby kiedy?!

- Zaraz po obiedzie. Postanowiłem zrobić drobny eksperyment w związku z twoim obecnym zachowaniem. Chciałem sprawdzić czy po prostu uodporniłaś się na moje zaczepki, czy w rzeczywistości olewasz cały świat. 


Kilka dni wcześniej:

- Kryć się, szlama na horyzoncie – zawołał pewien blondwłosy arystokrata na widok zbliżającej się Hermiony. Już myślał nad tym jakby tu pogrążyć dziewczynę, gdy ta odpowie na jego zaczepkę, ale szatynka przeszła obok niego zupełnie obojętnie. Zachowywała się jakby go wcale nie widziała. To zachowanie bardzo zdziwiło Dracona. Zresztą, nie było to pierwsze takie zdarzenie. Gryfonka od początku roku zdawała się traktować go jak powietrze. Ślizgon postanowił, że poobserwuje trochę dziewczynę. Już następnego dnia zauważył, że gryfonka nie tylko jego ignoruje. Ponadto coś w jej wyglądzie się zmieniło. Nie mógł już dostrzec tych wesołych iskierek w jej oczach. Jej oczy obecnie zdawały się puste. Hermiona wyglądała jak cień człowieka. Sposępniała, przestała udzielać się na lekcjach, nie dbała już o swój wygląd, porządnie schudła, a jej skóra straciła zdrowy odcień. Chłopakowi zrobiło się jej naprawdę żal. Normalna Granger irytowała go, i to jeszcze jak, ale ta obojętna była jeszcze gorsza. Nie mógł tak tego zostawić. Musiał jakoś przywrócić Granger do życia. Dziwił go tylko fakt, że jej przyjaciele nic nie zrobili. Czyżby nie zauważyli w jakim krytycznym stanie jest ich przyjaciółka. Pottera i tę jego rudą dziewczynę może jeszcze by zrozumiał. Byli zakochani. Świata poza sobą nie widzieli i to dosłownie. Ale Łasic? Czy naprawdę był aż taki tępy? Spędzał z nią praktycznie całe dnie i nie zwrócił na to uwagi. Albo te jej dwie koleżanki, Patil i Brown. Czy naprawdę były aż takimi idiotkami, żeby nie zauważyć jak się zmieniła? Gryfoni to chyba jakiś inny gatunek człowieka, wyjątkowo obojętny na ludzkie cierpienie. Jasne, ślizgoni też nie są święci, ale w trudnych chwilach się wspierają i nie zostawiają kogoś w tak beznadziejnym stanie samego. Przecież to okrutne. Trudno, jak widać jej znajomi to totalni durnie. Draco długo rozmyślał nad przyczyną złego stanu Hermiony. W końcu stwierdził, że musi w jakiś sposób sprawdzić jak poważna jest depresja dziewczyny. W jego głowie zaświtał genialny, choć może nieco szalony pomysł. Kolejnego dnia chłopak postanowił wcielić swój plan w życie. Jego realizację wyznaczył na przerwę obiadową. Jak wszyscy uczniowie, zjawił się o godzinie 13.00 w Wielkiej Sali. Przez cały czas dokładnie obserwował pewną brązowowłosą gryfonkę. Kiedy dziewczyna już wychodziła na korytarz, podbiegł do niej i uklęknął na jednym kolanie.

- Granger, kocham Cię!!! – zawołał tak, żeby każdy obecny w sali usłyszał.

- Ja ciebie też Malfoy – odparła półprzytomna dziewczyna i wyszła z sali.

Wszyscy obecni na obiedzie oniemieli. Nawet profesor Dumbledore, który zazwyczaj wszystko przyjmuje ze śmiechem, doznał nie małego szoku. Natomiast Draco uradowany powodzeniem swojego planu, wybiegł w podskokach na korytarz. 

- Wiedziałem! Wiedziałem, że nie jesteś sobą Granger! – mamrotał biegnąc w stronę lochów. 

- Wkręcasz mnie – nie dowierzałam.

- Nie. Jak chcesz to możesz kogoś spytać. Cała szkoła to widziała- zaśmiał się Draco.

- Błagam, niech to wszystko będzie zły sen. Chciałabym, żeby ten rok w ogóle się nie zaczął – mamrotałam chowając twarz w dłoniach. – Najpierw Harry, a teraz jeszcze Malfoy. To jakiś koszmar.

- Aaa, więc chodzi o Pottera - wydedukował blondyn z wrednym uśmieszkiem.

- Tak. Znaczy NIE!!! 

- Czyli tak. To może w końcu powiesz co takiego zrobił Złoty Chłopiec, że jego najlepsza przyjaciółka wpadła w depresję.

- To nie twoja sprawa.

- Jakbyś nie zauważyła to tylko mnie ta sprawa obchodzi. Wszyscy inny mają cię gdzieś.

- Tylko że ty mnie nienawidzisz od pierwszej klasy, więc niby czemu akurat ciebie obchodzi, że wszyscy mnie olewają?

- Bo może po prostu wiem co czujesz?

- Ty!? Od kiedy to wielki pan arystokrata może wiedzieć co czuje taka szara myszka jak ja?! – wrzasnęłam po czym zebrałam książki i wybiegłam z biblioteki. O dziwo kłótnia z blondynem dobrze mi zrobiła. Choć na chwilę zapomniałam o swoich miłosnych zmartwieniach. Moje myśli zajęło dziwne zachowanie Dracona. Ślizgon musiał mieć jakiś powód, żeby ze mną rozmawiać. A może nie musiał? To co mówił wydawało się szczere. Tylko że Malfoy to Malfoy, on nigdy nie jest szczery. Ale z drugiej strony ludzie się zmieniają. Może rzeczywiście chciał mi pomóc. W końcu tylko ona zauważył moje cierpienie. Nikt inny. Nie Ron. Nie Harry. Nie Ginny. Nie Lavender. Nie Parvati. Tylko właśnie On. Draco Lucjusz Malfoy. Ten bezduszny drań, który sprawił mi tyle przykrości, teraz jest obok. Teraz, kiedy wszyscy się odwrócili, On stara się mnie ratować. Co mam robić? Zaufać mu? Czy od niego też mam uciec? Kiedy szłam w stronę Wieży Gryffindoru, w głowie kłębiło mi się tysiąc myśli. Nagle ktoś zagrodził mi drogę. Tym kimś był Draco. 

- Słuchaj Granger, wbrew pozorom moje życie nie było usłane różami. Zawsze byłem samotny i nadal jestem samotny. Mimo tych wszystkich ludzi, którzy mnie otaczają, tak naprawdę jestem sam. To właśnie przez tą samotność jestem jaki jestem. Ale ty nigdy nie byłaś sama. Miałaś cudowną rodzinę i przyjaciół. Nie wiem co się stało, że tak się zmieniłaś, ale nie obchodzi mnie to. Ja po prostu chcę, żebyś była taka jak dawniej. Chcę, żebyś znowu się uśmiechała. Chcę, żebyś znów wrzeszczała na mnie, gdy będę cię wyzywał. Chcę, żebyś znów była Hermioną, która w trzeciej klasie złamała mi nos. Chcę, żebyś olała cokolwiek się stało, zapomniała o tym. Chcę, żebyś znowu zaczęła żyć. Chcę, żebyś była sobą. I nie ważne co się stanie, nie odpuszczę dopóki znów nie ujrzę iskier radości w twoich oczach. 

- Ale… Ale dlaczego to robisz? – wyjąkałam.

- Bo Cię kocham – odparł po czym nachylił się nade mną i mnie pocałował. W tej chwili zrozumiałam, że tak naprawdę bezsensu było użalanie się nad sobą z powodu Harrego. Zrozumiałam, że tak naprawdę coś innego nadawało sens mojemu życiu. Coś, a właściwie ktoś, kogo nigdy bym o to nie posądziła. Ktoś, kogo oceniłam nie znając go. Ktoś, kto w tych najgorszych chwilach mnie nie opuścił. Ktoś, kto przejmuje się moim losem. Ktoś, kto mnie uratował przed samą sobą. Ktoś, kogo kocham. Draco Lucjusz Malfoy.

Nazywam się Hermiona Jean Malfoy, mam cudowną rodzinę, dwójkę dzieci i jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi, bo mam Jego. Bo nie pozwolił mi uciec. Bo mu zaufałam. 

Koniec

piątek, 6 lutego 2015

Miniaturka Oblivion - "Cisza"



Witajcie w piątek :)

Kolejny już raz mamy okazję spotkać się ze nowym dziełem, młodej autorki, która chciałaby zaprezentować Wam swoją twórczość. Dziś przed Wami miniaturka Oblivion pt: "Cisza". Autorka zastrzega, że wszystkie wiersze zawarte w tekście są przez nią napisane. Prosimy o wasze komentarze i opinie :) 
Osoby zainteresowane publikacjami swoich dzieł na tym blogu proszone są o kontakt pod adresem: venetiia.noks@gmail.com

Pozdrawiam Wszystkich i życzę Wam udanego weekendu!
Venetiia

PS. Planuje stworzyć listę blogów autorek, które już tu publikowały. Jeśli, któraś to przeczyta to bardzo proszę o pozostawienie linku w komentarzu. Reszty będę szukała na "własną rękę" :) 




***

"Cisza"

O Aniele!

Zabierz mnie daleko,

Gdzie w Ciszy nie będę słyszała,

Krzyków bezsilności

I szlochu rozpaczy.

Tam, gdzie ciche marzenia,

W Ciszy się spełniają.

Walka jest jak taniec. Morderczy, przerażający pląs, w którym łatwo się zatracić i zanim się obejrzymy, leżymy na trawie, w kałuży własnej krwi. Upiorna muzyka rozbrzmiewająca dookoła rani moje uszy. Okrzyki pełne bólu, rozpaczliwy szloch, apogeum wrzasków i odgłosów bitwy, do których tańczę, wiercą w mojej głowie krwawe rany. Tak długo ćwiczyliśmy ten skomplikowany układ: piruet, skok, idealnie stawiane kroki, zaklęcie za zaklęciem. Miałam być przygotowana na wszystko. Mam sobie radzić. Nie umierać.

Nie chcę tego. Zawsze się przed tym broniłam, ale powoli wpadam w trans. Staję się machiną do zabijania. Bestią, którą zaślepia nienawiść, gniew i przytłaczający strach. On towarzyszy nam wszystkim. Wierny przyjaciel-wróg, zakorzeniony tak głęboko, że nie da się tam sięgnąć, aby się go pozbyć. Ludzkie życie jest tak kruche i niestałe. Jak płatki śniegu, które roztapiają się w dłoniach. To ono jest tą rzeczą, o którą się boję. To ty leżysz teraz kilka metrów dalej, twoje blond włosy, prawie tak jasne jak te płatki śniegu, zabarwione są krwią. Twoja nieskazitelna twarz jest pozbawiona kolorów, zastygła w grymasie bólu. Tak blisko śmierci, za blisko...

Świszczące zaklęcia przecinają powietrze wokół nas, ale żadne z nich nie trafia. Raz za razem uchylam się przed zielonymi, śmiercionośnymi promieniami, usiłując chronić nas oboje. Balansuję z gracją po cienkiej granicy, między życiem, a śmiercią. Teraz czuję, że zbliża się nasz koniec…

Chcę się jeszcze pożegnać, tylko tyle. Pragnęłam tego, ale nigdy nie wypowiedziałam tych słów na głos. Te dwa małe wyrazy, były dla nas jak tabu, zawsze w połowie zdania uciszaliśmy się nawzajem. To, co jest między nami, nie powinno zaistnieć. Nierealne marzenia nie mają prawa spełnienia się. Szczególnie w czasie wojny. A już na pewno, gdy stoimy na przeciwnych frontach. Zabroniliśmy sobie mówienia o tym wprost. Po prostu, tak było łatwiej dla nas obojga. Nie byliśmy pewni uczuć drugiej połówki, nawet gdy on trzymał mnie w ramionach, a ja przytulałam się do jego nagiego torsu. Może to nielogiczne, być może nasz związek był abstrakcyjny, ale to dawało nam poczucie bezpieczeństwa.

Teraz już mnie nie uciszysz, a je egoistycznie to wykorzystam. Powiem wszystkim, wykrzyczę to, co do ciebie czuję. Ponad pół roku. Pół roku ukrywania buzujących w nas uczuć. Ukrywanie szczerych uśmiechów, które zdobiły nasze twarze, tylko dzięki swojej wzajemnej obecności. Sześć miesięcy zaciskania zębów, łkania w samotności. Byliśmy wrogami gdy wszyscy patrzyli. Te rany nigdy się nie

zagoją. Pozostawiłeś na moim sercu sieć niewidzialnych pęknięć, ja wiem, że kiedyś moje kruche serce pęknie, rozpadnie się na milion małych kawałeczków. Przez ciebie.

Sprawiłeś, że każde moje uczucie było umieraniem.

Tak bardzo chciałabym, aby głosy ucichły, zarówno te pochodzące z pola bitwy, jak te z mojej głowy. Muszę zebrać okruchy odwagi, którą straciłam dawno temu. Stawiam tarczę nad nami i przyklękam obok ciebie. Wiem, że jeśli pojawi się napastnik, z łatwością może nas zabić. Moja nadzieja i chęć do życia umierają wraz z tobą.

Odgarniam ci włosy z twarzy, tak jak zawsze, Aniele. Ostatnie kilka dni było dla mnie udręką. Nie zaufaliśmy sobie dostatecznie. Wzajemne zaufanie nigdy nie było naszą mocną stroną. Dostałeś zadanie od Czarnego Pana, a ja wiedziałam, że będziesz musiał je wykonać. Tylko nie potrafiłam tego zaakceptować. Obiecałeś, że znajdziesz inny sposób, że nie zabijesz. Nie uwierzyłam ci. Byłam taka głupia! Dotrzymałeś obietnicy, ale ja, przytłoczona poczuciem winy stwierdziłam, że się na mnie zawiodłeś. Że nie chcesz być z kimś, kto nie potrafi ci uwierzyć.

Tak skończył się nasz… związek? A może to tylko zwykły romans… Myślałam, że zapomnę, przestanę kochać, jakby to była najłatwiejsza rzecz na świecie. Prawdą jednak jest to, że każda chwila bez ciebie wydawała się wydłużać, swoim stalowym biczem czasu uderzać w moją niekompletną duszę. Czułam się jak na dwukierunkowej autostradzie, nie wiedząc, w którą stronę się udać. Chciałabym cofnąć czas, nie poznać cię bliżej. Nie tonąć nigdy w twoim stalowym spojrzeniu. Nigdy nie poczuć zapachu twoich perfum, nie wiedzieć jak smakują twoje idealne usta. Nie zaznać tego uczucia, tej prostej przyjemności trzymania mojej dłoni wewnątrz twojej. Chciałabym zamknąć oczy i nie widzieć twojej twarzy pod powiekami. Zapomnieć, raz na zawsze. Ten przeciwny kierunek do zapomnienia, chciałby przeżyć wszystkie chwile z tobą jeszcze raz, nieważne za jaką cenę, zawsze pamiętać.

Zapominamy,

Tak często...

Ale gdy przychodzi moment,

W którym zapomnienie,

Byłoby lekiem na wszelkie zło,

Sprawy, o których lepiej nie myśleć,

Są jak niezapominajki.

Rosną do słońca czarnych myśli,

Podlewane bólem i żalem,

Rzeczy, które chcielibyśmy zapomnieć.

Pamięć wygrywa, miłość wygrywa.

Długo waham się. W czasie wojny uczucia nie są wskazane, ich okazywanie lub nie, przekłada się na to, czy będziemy martwi lub żywi.

Pierwsza łza... Druga... Trzecia... Przepraszam, miałam nigdy przez ciebie nie płakać. Przepraszam za ten potok łez, który wyznaczył sobie trasę przez moje zaróżowione od zimna policzki, spływając powoli na twoją twarz.

-Kocham cię Draco - wyszeptałam.

Złożyłam na twoich ustach jeden, słony od łez pocałunek. Przypieczętowanie tego, co wyznałam. Coś z ogromną siłą uderzyło mnie w tył głowy. Klątwa. Wstałam, aż zakręciło mi się w głowie. Niebezpiecznie zachwiałam się, ale jakimś cudem udało mi się nie upaść. Rozejrzałam się dookoła, zamglonym wzrokiem omiotłam okolicę, aby zobaczyć krąg z postaci w czarnych pelerynach i maskach, utworzony wokół nas. Rodzeństwo Carrow, Malfoy'owie, Bellatrix i kilkoro innych, nieznanych mi osób, których pod maskami nie potrafiłam rozpoznać. Ich płaszcze łopotały na wietrze, włosy rozwiewały się. Wszyscy mierzyli w nas różdżkami, z sadystycznymi uśmiechami na twarzach, wpatrywali się w nas, jak myśliwi w zwierzynę.

-Odsuń się od chłopaka! - wrzasnęła Bellatrix.

Skamieniałam, nie byłam w stanie zostawić Draco na pastwę sługusów Czarnego Pana. Uznaliby go za zdrajcę. Torturowali. Zabili.

Gdy w dalszym ciągu nie ruszyłam się z miejsca, Bellatrix zaczęła się do mnie zbliżać, widziałam ją kątem oka. W gruncie rzeczy, patrzyłam tylko na Lucjusza Malfoy'a, na którego jego żona, Narcyza, przykładna małżonka zakochanego w sobie arystokraty, rzuciła Imperio. Starszy blondyn nagle zerwał się do biegu i w szaleńczym tempie zaczął krążyć wokoło reszty Śmierciożerców. Gdyby nie ta cała, dramatyczna sytuacja, to wydałoby mi się to naprawdę komiczne.

W czasie, gdy słudzy Voldemorta z niedowierzaniem śledzili opentańczy sprint Malfoya, Narcyza znalazła się przy Draco, którego jakimś cudem ocuciła, pomogła mu wstać, a on, na chwiejnych nogach podszedł do mnie i złapał za rękę. Miał taki słaby uścisk... Jego matka nie protestowała, tylko chwyciła blondyna za drugą dłoń. Teleportowaliśmy się, a niemiłe szarpnięcie w okolicy pępka było ostatnim, co zarejestrował mój umysł, zanim ogarnęła go ciemność.

***

Moja podświadomość budzi się do życia. Pod powiekami widzę ciemność, jestem jakby w próżni, słyszę głosy odbijające się echem od jej ścian. Nic nie czuję.

Jeden głos przebija się przez bezwładną masę chaosu, głos z zewnątrz. Nie potrafię go rozpoznać... Nie wiem, co się ze mną dzieje. Znam go, ale nie wiem, do kogo należy. Jakbym szukała jednego elementu układanki, który ukrył się przed moim wzrokiem.

-Wstawaj, Hermiono. Obudź się, wiem, że mnie słyszysz!

Narcyza Malfoy. Bingo! Muszę teraz tylko otworzyć oczy. Ona mi pomogła, uratowała mnie i Draco... Gdzie on jest?

Podniosłam powieki. Nie mogłam się poruszyć, a uczucie niepokoju narastało. Narcyza położyła na moim rozpalonym czole zimny okład. Ponownie zamknęłam oczy, ale raptownie otworzyłam je, gdy poczułam czyjś dotyk na policzku. Stalowoniebieskie tęczówki odnalazły moje, brązowe.

Draco... Pobyt tutaj, z matką, wyraźnie poprawił stan jego zdrowia. Wspomnienie wślizgnęło się w mój umysł. Blondyn, leżący w trawie, jego włosy poplamione krwią. Był tak blisko śmierci... A teraz?

Powrócił do zdrowia, wszystko z nim w najlepszym porządku. Niestety ze mną nie. Podczas walki czymś oberwałam.

-Hermiona - szepnął Draco i ujął moją dłoń. -Mamo, mogłabyś? - zwrócił się do Narcyzy.

-Tak, oczywiście. Jeśli Hermiona gorzej się poczuje, to jestem w kuchni. - Spojrzała na nas po raz ostatni - w jej oczach tańczyły iskierki radości, na twarzy błąkał się cień uśmiechu.

Mój Anioł usiadł ostrożnie na skaju łóżka i delikatnie gładził mnie po policzku. Westchnął jak człowiek, który tęsknił, okropnie tęsknił. Nienawidzę tęsknić. Kiedyś myślałam, że tęsknić za kimś na pewno jest nieprzyjemnie, ale na końcu, zawsze, jak w każdym filmie, czeka na nas szczęśliwe zakończenie. Teraz wiem, że to bajka. Ale czy teraz nie żyję w bajce? Uratowana przez przystojnego księcia, zakochana i prawie szczęśliwa?

To wszystko utwierdziło mnie w przekonaniu, że z pewnością tęsknota, to jedno z najgorszych uczuć jakie nam towarzyszą. Wypala piętno na duszy, każe nam umierać każdego dnia po trochu. W tym czasie rozsypujemy się emocjonalnie, sami doprowadzamy się do autodestrukcji.

Każde moje uczucie jest umieraniem.

To, że siedział obok, a ja byłam zbyt odrętwiała, aby się ruszyć, aby go dotknąć, było torturą. Bezsilność jest nawet gorsza od tęsknoty. Bezsilność w trakcie wojny o mało mnie nie zabiła. Chciałam pomóc tym, którzy tej pomocy już nie potrzebowali.

-Oberwałaś paskudną klątwą... - Przesunął palcami po moim czole, po policzku, gładził owal mojej twarzy. - Byłaś w gorszym stanie niż ja, gdy moja matka teleportowała nas do jej letniej posiadłości, w górach. Tutaj właśnie jesteśmy. - Odsunął się ode mnie i wstał.

Podszedł do szafki i wyciągnął z niej wodę, nalał jej do szklanki i postawił na stoliku nocnym. Bardzo delikatnie pomógł mi usiąść. Oparłam się o stos poduszek, a Draco przyłożył mi szklankę do ust. Woda. Tak dawno nie miałam niczego w ustach, że ten płyn wydał mi się wręcz ambrozją. Poczułam, że moje gardło już nie jest zeschnięte na wiór, że mogę mówić. Powoli odzyskiwałam także władzę w rękach i nogach.

-Draco. - Blondyn usiadł blisko mnie, a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. -Draco. - Rozpłakałam się. Łzy płynęły po mojej twarzy i wsiąkały w koszule chłopaka, który otoczył mnie ramionami i trzymał w bezpiecznym uścisku. -Mogę to powiedzieć? - Popatrzyłam w te jego niesamowite, stalowoniebieskie oczy. Blondyn uśmiechnął się i szepnął mi do ucha:

-Kocham cię. Kocham cię, kocham.

Odnalazł ustami moje usta, powoli i z uczuciem zaczął je całować, a ja bez najmniejszych wątpliwości oddałam pocałunek. Słodko-gorzki, ale niesamowity pocałunek, który był obietnicą. Draco obiecywał mi szczęśliwe zakończenie. Po tym wszystkim co przeżyliśmy razem, dla wszystkich przyjaciół, którzy zginęli, walcząc o pokój, będziemy szczęśliwi.

-Ja ciebie też - szepnęłam prosto w jego usta.

Wszystko zawirowało mi przed oczami. Wściekłe motyle w brzuchu dały o sobie znać. Tak na mnie działał. Naprawdę kręciło mi się już w głowie, co Draco musiał zauważyć, więc położył mnie z powrotem. Musnął mój policzek ustami.

-Odpoczywaj - powiedział.

Zostawił mnie samą w pokoju. Spojrzałam na okno w nadziei, że zobaczę w nim górski krajobraz. Był tam, lecz to nie on przykuł moją uwagę, tylko krew. Wąskimi strumieniami ściekała z wielkiego, przerażającego napisu - "Nie łudź się, że jesteś bezpieczna."

Przerażenie wlało się do mojego umysłu, fala strachu zalała wszystkie inne emocje. To nie tak miało się skończyć. To miał być koniec wojny, walk i wzajemnej nienawiści. Pokój, miłość, przyjaźń…

-Draco! - zawołałam - Draco! Pomocy!

Zgorzkniały głos cicho szeptał w mojej głowie: "Koszmar wojny nigdy się nie skończy. Szczęście to tylko złudzenie."

Każde moje uczucie to umieranie.

W chwili gdy Draco wbiegł do pokoju, letnia rezydencja Malfoy'ów wybuchła fontanną ognia i dymu.

***

-Świetnie się spisałeś Lucjuszu, zasługujesz na nagrodę.

Lucjusz Malfoy, ukryty za maską obojętności, patrzył na miejsce, które niegdyś było letnią rezydencja Narcyzy. Gruzy pod jego stopami mogły być zwęglonymi szczątkami jej, albo Draco. Targało nim poczucie winy tak wielkie, że z trudem je znosił. "Co się z nim stało? Malfoy'owie nie mają sumienia. Nie kochają."

Przeraźliwe zimno kąsało go w odkrytą skórę przedramienia. "Mroczny znak nie zniknął. Czarny Pan wcale nie zginął. Ona musiała umrzeć."

Wiatr wściekle szarpał jego włosami, świszczał i zawodził. "Winny, winny, winny".

poniedziałek, 2 lutego 2015

Miniaturka Cassandy Follow - "In the end we'll all become stories"

Witajcie!

Zgodnie z zapowiedzią - publikuję dla Was miniaturkę Cassandry Follow - tytuł "In the end we'll all become stories".
Cassandrę pewnie już znacie, bo od dość dawna można ją spotkać w świecie dramione, ale mimo to postanowiła ona poddać swoją pracę po waszą ocenę na tym blogu. 
Miniaturka z powodu pewnego opóźnienia w jej tworzeniu i braku odpowiedniej komunikacji, pojawia się tak nietypowo, ale ufam, że mimo to otrzyma wasze opinie i komentarze. Poniżej kilka słów od autorki skierowanych do Was.
Pozdrawiam i Zapraszam na kolejny piątek :)
V.


***

Chciałabym dedykować tę miniaturkę Haley, ponieważ to dzięki niej (albo jak ktos woli - przez nią) ta miniaturka wygląda, jak wygląda :)
Zapraszam do siebie na bloga, gdzie są zarówno miniaturki, jak i opowiadanie główne :)



***


- Musisz się ukryć - wyszeptał między pocałunkami.
Dziewczyna odsunęła się od niego.
- Przerabialiśmy to już milion razy - nie mogę. Muszę pomóc Harry'emu, przecież dobrze o tym wiesz.
- Potter da sobie radę sam, Hermiono, jest dużym chłopcem. - powiedział patrząc jej w oczy i czule dotykając dłonią jej policzka.
- To nie jest takie proste, Draco. Ja muszę z nim iść. - zacisnął usta i zabrał rękę.
- Dlaczego?
Jęknęła. Znowu zaczynali ten sam temat.
- Nie mogę ci powiedzieć. Dumbledore...
- To już słyszałem, Hermiono. Powiedz mi prawdę. - odwróciła wzrok pod wpływem jego spojrzenia - jak zwykle było pełne wyczekiwania.
- Nie mogę, przecież wiesz. - złapała go za rękę, a on prychnął zirytowany i wyrwał jej się.
- Nie ufasz mi, Miona.
- Oczywiście, że ci ufam. Ale... Lepiej dla ciebie, żebyś nie wiedział.
- A dla ciebie byłoby lepiej, gdybyś się ukryła. - warknął i odwrócił się do niej plecami.
- Mówiłam już - nie mogę. Przestań zachowywać się jak dziecko! - zirytowana podniosła głos.
Odwrócił się gwałtownie i oparł ręce o ścianę po obu stronach jej głowy. Oparł swoje czoło o jej.
- Po prostu się o ciebie martwię, Granger. - powiedział cicho.
- Wiem. - westchnęła, a on nachylił się i pocałował ją w szyję. - Ja o ciebie też. Szczególnie wtedy, kiedy znikasz w pokoju życzeń...
- To zupełnie co innego.
- Nieprawda, to dokładnie to samo. Nawet nie chcesz mi powiedzieć, co robisz...
- Bo tak jest bezpieczniej. - chciała coś dodać, ale jej na to nie pozwolił. - Zostawmy to już. Na dzisiaj. Cieszmy się tą chwilą. - westchnęła i pokiwała niechętnie głową – wiedziała, że i tak z nim nie wygra, oboje byli tak samo uparci. Pocałował ją delikatnie w usta. 




***

Hermiona siedziała w pokoju wspólnym Gryfonów i kończyła pisać esej na transmutację, kiedy przez dziurę pod portretem przeszedł blady jak ściana Harry.
- Co się stało? - zapytała, kiedy tylko usiadł obok niej na kanapie.
- Ja... Hermiono... W tej książce... - jąkał się autentycznie przerażony chłopak.
- Harry, o co chodzi? - zaniepokojona zmarszczyła brwi.
Odpowiedział jej dopiero po chwili.
- W tym podręczniku Księcia Półkrwi było zapisane zaklęcie... Dzisiaj go użyłem... Na Malfoy'u. Natknąłem się na niego przypadkiem, zaatakował mnie, a ja nawet nie pomyślałem i je rzuciłem, wtedy on zaczął krwawić i... - mówił dalej, jednak Hermiona już go nie słuchała. 
Walczyła ze łzami napływającymi jej do oczu. Łzami strachu, smutku, złości i bezradności. Nawet nie mogła nic zrobić. Nie mogła do niego pobiec, bo nikt o nich nie wiedział. Nie mogła się rozpłakać, bo nikt o nich nie wiedział. Nie mogła z nikim o tym porozmawiać, nie mogła oczekiwać współczucia i wsparcia, bo nikt o nich nie wiedział. 
- Hermiono, muszę się pozbyć tej książki. - przebiło się do niej ostatnie zdanie wypowiedziane przez Pottera. 
Wzięła głęboki oddech.
- Tak, Harry. Musisz. - pochyliła się nad swoim esejem, żeby ukryć za kurtyną włosów twarz, po której, mimo jej starań, popłynęło kilka łez. - Idź teraz, im szybciej tym lepiej.
- Ale gdzie, Hermiono?
- W pokoju życzeń. - powiedziała łamiącym się głosem pierwsze, co wpadło jej do głowy. - Idź, Harry. 
Chłopak wziął swoją torbę z książkami i kiedy tylko wyszedł z pokoju wspólnego, Hermiona zebrała swoje rzeczy i poszła do swojego dormitorium. Zasunęła zasłony wokół swojego łóżka i zwinęła się na nim w kłębek. Teraz mogła spokojnie dać upust emocjom i pozwolić łzom płynąć. 




***

Kilka godzin później, kiedy współlokatorki Hermiony już spały, a pokój wspólny dawno opustoszał, młoda gryfonka rzuciła na siebie zaklęcie kameleona i po cichu wymknęła się przez dziurę pod portretem. Aby nie wzbudzić niczyich podejrzeń ruszyła po ciemku w stronę lochów. Drogę i tak znała już na pamięć - w ciągu ostatniego roku pokonała ją tyle razy, że nogi same ją prowadziły. Szeptem wypowiedziała hasło do pokoju wspólnego Slytherinu i na palcach weszła do środka. Na szczęście pomieszczenie było puste, więc szybko przemknęła po schodach do części, w której sypiali chłopcy, a później wybrała ostatnie drzwi na końcu korytarza. Otworzyła je i wślizgnęła się do dormitorium Draco, zamykając je bezszelestnie. Podeszła do łóżka, na którym leżał i westchnęła cicho. Był jeszcze bledszy niż zwykle, a jego włosy były zlepione od potu i krwi, ale wyglądał raczej spokojnie. Zdjęła z siebie zaklęcie kameleona i przysiadła obok niego na miękkiej, zielonej pościeli. Delikatnie pogłaskała go dłonią po policzku. Pod wpływem jej dotyku, otworzył oczy. 
- Miona... - zaczął, patrząc na nią.
- Ciii... - szepnęła przykładając palec do jego ust. - Musiałam sprawdzić, jak się czujesz, Harry o wszystkim mi powiedział.
- Ten sukin... - chciał zwyzywać Potter'a, próbując usiąść na łóżku, ale przerwał mu atak kaszlu.
- Nic nie mów. - powiedziała z powrotem popychając go delikatnie na poduszki i wyczarowała szklankę wody, którą natychmiast mu podała. - To co zrobił było głupie, nie mam zamiaru zaprzeczać, ale nie chciał tego i był przerażony, kiedy przyszedł do pokoju wspólnego.
- Zawsze go bronisz. - skrzywił się, a później napił się odstawił naczynie. 
- Nie bronię go, stwierdzam fakt. - dotknęła jego twarzy i spojrzała na niego zmartwiona. - Strasznie się o ciebie bałam, nie wiedziałam, co się dzieje po tej klątwie, a nawet nie mogłam przyjść do ciebie od razu, ani zapytać Snape'a... - łzy bezradności znowu popłynęły po jej policzkach.
Cała złość na Wybrańca uleciała z Draco, który przyciągnął ją do siebie i przytulił nie zważając na nieprzyjemne pieczenie w miejscach, gdzie zaklęcie poprzecinało mu skórę.
- Już jest w porządku. - powiedział głaszcząc ją kojąco po plecach. - Snape mnie połatał, nie płacz... - pocałował ją w czoło i posunął się na łóżku, żeby zrobić jej więcej miejsca. Chwilę później nakrył ich oboje kołdrą.
- Zostaniesz dzisiaj. - to było bardziej stwierdzenie niż pytanie, ale ona i tak pokiwała głową. 
- Poczekaj. - powiedziała cicho i wyciągnęła różdżkę. Wymruczała pod nosem odpowiednie zaklęcie i zaraz jego włosy były czyste. Przeczesała je palcami. - Tak lepiej. 
Uśmiechnął się do niej lekko, a ona, odłożywszy różdżkę na stolik, ułożyła wygodnie się na jego ramieniu. 
- Na pewno nic cię nie boli? - wyszeptała jeszcze, patrząc na niego uważnie.
- Tylko głowa. - odparł, pomijając resztę, żeby jej bardziej nie martwić. - Jak się wyśpię to mi przejdzie. 
Skinęła głową i zamknęła oczy. 
- Nie rób mi tego więcej. - poprosiła.
- Nie będę. - obiecał i po chwili oboje odpłynęli.




***

Severus Snape przemierzał korytarze Hogwartu, a jego czarna peleryna, jak zwykle powiewała za nim. Kiedy wkroczył do pokoju wspólnego Ślizgonów, poranne rozmowy jego podopiecznych ucichły, ale on nawet nie zwrócił na to uwagi, tylko skierował się do sypialni swojego chrześniaka. Miał zamiar sprawdzić jak się czuje i przekazać mu, że zwolnił go z dzisiejszych lekcji, ale kiedy otworzył drzwi stanął jak wryty. Na łóżku, stojącym na środku pokoju, tuż obok młodego Malfoy'a leżał nie kto inny, jak Hermiona Granger. Jakby tego było mało, para obejmowała się, szczelnie okryta kołdrą. Kiedy szok minął, pomyślał, że w gruncie rzeczy młody, jak zwykł mówić o Draconie, nawet nieźle wybrał - dziewczyna była inteligentna i cały czas przypominała mu Lily. Zdobył się nawet na lekki uśmiech, kiedy chłopak przyciągnął Gryfonkę bliżej siebie. Patrzył na nich przez dłuższą chwilę, a później zamknął za sobą drzwi i odchrząknął znacząco. Śpiący Ślizgon otworzył oczy i rozejrzał się nerwowo, a gdy jego wzrok natrafił na mistrza eliksirów zamarł z przerażeniem na twarzy.
- Severusie, ja... - zaczął, ale urwał, bo właściwie nie miał pojęcia, co ma mu powiedzieć.
- Ty co, Draco? - zapytał rozbawiony nauczyciel. - Spokojnie sobie spałeś, a ona przekradła się przez pół zamku i władowała ci się do łóżka?
- Ciszej. - syknął Malfoy, widząc, że dziewczyna poruszyła się niespokojnie i mruknęła coś przez sen. - To nie było tak...
- No to jak było? - Snape świetnie się bawił denerwując w ten sposób chrześniaka.
- Przyszła, bo Potter powiedział jej, co się stało. - powiedział krzywiąc się na dźwięk nazwiska Złotego Chłopca.
- I mam uwierzyć, że Granger nagle zaczęła się o ciebie martwić, tak? A ty w tej samej chwili stwierdziłeś, że chciałbyś spać z nią w jednym łóżku, obejmować ją...
- Nie. - zirytował się Malfoy ciut za głośno, bo dziewczyna znowu zaczęła się kręcić. - Nie. - powtórzył ciszej, głaszcząc ją po plecach. Mistrz eliksirów spojrzał na niego wyczekująco, a on wziął głęboki oddech. - Spotykamy się prawie od roku. Nikt o tym nie wie, znaczy nie wiedział do dzisiaj - spojrzał na niego znacząco. - i nikt nie może się dowiedzieć. Tak będzie dla niej bezpieczniej. Wolę nie myśleć, co zrobiłby mój ojciec, gdyby... - urwał i popatrzył na dziewczynę z nieznaną Severusowi czułością.
- Rozumiem. - powiedział profesor, czym wprawił Malfoy'a w osłupienie.
- Rozumiesz? - zapytał zdziwiony.
- Tak, Draco, rozumiem. Wbrew pozorom mam serce...
Hermiona wybrała sobie dokładnie ten moment na przebudzenie i ziewnęła przeciągle, otwierając oczy. Tak samo jak młody Ślizgon zamarła na widok nauczyciela stojącego przed nimi, tylko, dla lepszego efektu, miała jeszcze szeroko otwarte usta.
- Dzień dobry, panno Granger. - powitał ją rozbawiony Snape.
Dziewczyna spoglądała zszokowana to na niego, to na Dracona, który po chwili wyszeptał jej do ucha:
- Zamknij buzię, Miona. - co też zaraz uczyniła, mimo że z jej oczu wciąż nie znikało zdziwienie. - On nikomu nie powie.
- Naprawdę? - zapytała z niedowierzaniem.
- Tak. - powiedział cicho Severus. - A teraz, panno Granger, proszę rzucić na siebie zaklęcie kameleona i idziemy. Widzę, że Draco czuje się nieźle, więc zostaje mi tylko panią odprowadzić.
Gryfonka spojrzała niepewnie na Draco, a kiedy on kiwnął głową wykonała polecenie mistrza eliksirów. Wyszli z dormitorium Malfoy'a i ruszyli w stronę pokoju wspólnego. Kiedy byli już przy wyjściu opiekun Slytherinu o czymś sobie przypomniał.
- Draco nie będzie dzisiaj na lekcjach, ktoś musi zrobić dla niego notatki. Parkin... - zaczął widząc, jak ręka Ślizgonki wystrzela w powietrze, ale urwał i zmienił zdanie, kiedy usłyszał cichy syk z lewej strony, który ewidentnie należał do Hermiony. - Zabini, zajmij się tym.
Był święcie przekonany, że gdyby nie zaklęcie kameleona zobaczyłby, jak na twarzy Gryfonki wykwita złośliwy uśmiech. 


***

Większość uczniów zmierzała do Wielkiej Sali na kolację. Hermiona martwiła się o Harry'ego. Właśnie przed chwilą powiedział jej, że dzisiaj wieczorem opuści szkołę razem z Dumbledore'em. Szła tak zamyślona, że nawet nie zauważyła, kiedy na kogoś wpadła.
- Uważaj jak chodzisz. - warknął w jej stronę Draco, ale w jego oczach nie było złości. Przecież tylko grał.
- Tobie też by nie zaszkodziło patrzeć, gdzie leziesz. - rzuciła.
- Po kolacji przyjdź do klasy od zaklęć. - szepnął, kiedy wstając zbliżył się do jej ucha.
Prawie niezauważalnie skinęła głową i otrzepawszy spódnicę ruszyła do Wielkiej Sali. Szybko zjadła posiłek i widząc, że Malfoy'a nie ma już przy stole Slytherinu udała się do klasy, w której odbywały się lekcje zaklęć. On już tam czekał. Zablokował drzwi i natychmiast ją pocałował. Zaskoczona dopiero po kilku sekundach odwzajemniła pocałunek. Po chwili Draco podniósł ją i posadził na ławce. Dopiero później się od niej oderwał.
- Miona, musisz mi coś obiecać. - powiedział cicho, patrząc jej w oczy.
- O co chodzi? - zapytała marszcząc delikatnie brwi.
- Dzisiaj w nocy pójdziesz do mojego dormitorium. Zablokuję drzwi od zewnątrz - nikt nie będzie mógł tam wejść. Mnie tam nie będzie, ale pod żadnym pozorem nie wychodź stamtąd do rana.
- Draco, co się dzieje? - teraz już kompletnie nic nie rozumiała. - Czy to ma coś wspólnego z tymi twoimi zniknięciami? Wiem, że chodzisz do pokoju życzeń...
- Nie mogę ci powiedzieć. - jęknął i oparł swoje czoło o jej. - Po prostu musisz mi obiecać, że to zrobisz.
- Ale...
- Nie, Hermiono, nie ma żadnego "ale". - powiedział stanowczo. - Musisz mi to obiecać.
- Dobrze. - westchnęła. - Obiecuję.
Już wtedy wiedziała, że nie ma żadnej możliwości, aby dotrzymała słowa.




***

Tego wieczoru Hermiona znowu przemykała się do lochów ukryta pod zaklęciem kameleona. Draco czekał na nią niedaleko wejścia do pokoju wspólnego i szybko zaprowadził ją do swojej sypialni. Usiadła na łóżku i spojrzała na niego wyczekująco. 
- Czy teraz powiesz mi w końcu, co się dzieje?
- Nie mogę, Miona. - powiedział zerkając nerwowo na zegar. - Zaraz muszę iść. Obiecaj mi, że stąd nie wyjdziesz. 
- Przecież już ci powiedziałam...
- Obiecaj.
Westchnęła i przewróciła oczami.
- Obiecuję. 
Draco podszedł do niej i pocałował ją delikatnie.
- Kocham cię. - szepnął, a ona zamarła. Po raz pierwszy usłyszała te słowa z jego ust. Nigdy wcześniej sobie tego nie mówili. - Cokolwiek się wydarzy... Pamiętaj o tym.
- Ja też cię kocham. - powiedziała, kiedy już otrząsnęła się z szoku.
Chwilę później wyszedł. Hermiona słyszała, jak stoi jeszcze pod drzwiami i rzuca zaklęcia. Położyła się na łóżku z ciężkim westchnieniem i przytuliła do twarzy jego poduszkę. Merlinie, jak ona uwielbiała ten zapach! Ułożyła się wygodnie i sięgnęła po swoją torbę, z której wyjęła książkę. 




***

Kilka godzin później postanowiła sprawdzić, dlaczego Draco tak bardzo chciał, żeby została w jego dormitorium. Poza tym zastanawiała się, czy Harry już wrócił. Wstała z łóżka i rzuciła na siebie zaklęcie kameleona, a później otworzyła drzwi, które, ku jej zdziwieniu, nie stawiały żadnego oporu. On jej po prostu zaufał i zablokował drzwi tylko od zewnątrz...
- Granger, a gdzie ty się wybierasz? - rozległ się cichy, spokojny głos. 
Hermiona podskoczyła zaskoczona i spojrzała w kierunku, z którego dochodził. Blaise Zabini stał jakieś dwa metry od niej oparty nonszalancko o ścianę. Czyli jednak nie do końca jej zaufał.
- Nawet nie próbuj udawać, Draco o wszystkim mi powiedział. Wracaj grzecznie do sypialni i czekaj, aż ja albo on po ciebie przyjdziemy.
- Dlaczego mam siedzieć w pokoju? Co się dzieje? 
- Granger, myślę, że Smok wszystko ci wyjaśni, jak już wróci, uważa że tak jest...
- Bezpieczniej, tak, wiem, ale dlaczego? Co jest takiego niebezpiecznego? Co się dzieje, Zabini?
- Nie ja jestem osobą, od której powinnaś się tego dowiedzieć. - powiedział wymijająco. - Wracaj do sypialni. 
- Nie. Nie pójdę tam, dopóki nie powiesz mi, o co, do jasnej cholery, chodzi! - podniosła głos.
- Ciszej, idiotko, bo wszystkich pobudzisz. - zgromił wzrokiem miejsce jakieś pół metra od jej głowy – przecież mimo wszystko nadal jej nie widział. 
- To powiedz mi o co chodzi. - zażądała.
- Nie mogę. 
- W takim razie sama się dowiem. - szepnęła i oszołomiła chłopaka. Ten nie spodziewał się żadnego ataku i nawet nie zdążył uskoczyć. Upadł z impetem na ziemię, a Hermiona mrucząc pod nosem "Sorry, Zabini" pobiegła przed siebie, przeskakując nad jego bezwładnym ciałem.




***

Dopiero, kiedy Hermiona wydostała się z lochów, zobaczyła, że w zamku rozpętało się istne piekło. Cała Sala Wejściowa była w strasznym stanie, sztandary domów nad stołem nauczycieli w Wielkiej Sali płonęły, a drzwi były podziurawione zaklęciami. Draco nie chciał, żeby ona tu była... Czyli musiał o tym wiedzieć. Musiał wiedzieć, że szkoła zostanie zaatakowana. Tylko jeden człowiek mógł to zaplanować... 
- Voldemort - szepnęła. A to musiało znaczyć, że Draco... - On jest śmierciożercą.
Jak na zawołanie z korytarza obok niej wybiegł Malfoy razem ze Snape'em. Młody Ślizgon skierował się w stronę lochów, ale mistrz eliksirów pociągnął go do wyjścia z zamku. Zatrzymał się.
- Ona jest w mojej sypialni. - powiedział cicho. - Nie zostawię jej tam, nawet nie wie, co się dzieje. 
- To lepiej dla niej. Chociaż Potter i tak jej pewnie później wszystko opowie, chodź już, musimy iść. 
- Nie zostawię jej tam. - powtórzył tonem nieznoszącym sprzeciwu. 
- Granger jest dużą dziewczynką, da sobie radę. Nie możesz po nią teraz wrócić. 
- Ale...
- Tak będzie dla niej lepiej, Draco, będzie bezpieczna. - spojrzał na rozdartego chłopaka ze współczuciem. Wiedział, że oddałby za nią życie, gdyby było to konieczne i wcale mu się nie dziwił. On zrobiłby dla Lily to samo. - Chodź już, zaraz zleci się tu cała banda aurorów i wtedy twoja miłość do Granger nic nam nie pomoże.
Malfoy popatrzył tęsknie w stronę lochów, ale ruszył za Severusem. Hermiona obserwowała tę scenę z mieszanymi uczuciami. On wiedział o tym ataku. Ale równocześnie chciał ją chronić, powiedział jej, że ją kocha. Nie wiedziała już, co o tym wszystkim myśleć. Teraz musiała przełknąć łzy, odłożyć miłość na bok i iść poszukać przyjaciół.




***

Hermiona z ciężkim westchnieniem usiadła na łóżku w swoim pokoju. Rok szkolny się skończył, pogrzeb Dumbledore'a też mieli już za sobą, mogli wreszcie wrócić do domów. Był już wieczór, a ona była naprawdę zmęczona. Przed chwilą musiała opowiedzieć rodzicom, jak minął jej ten rok, pomijając atak śmierciożerców i śmierć Dumbledore'a - nie chciała ich dodatkowo niepokoić. Oczywiście ani słowem nie wspomniała też o swoim związku z Draco. Każda myśl o nim bolała, nie wiedziała, co powinna z tym zrobić. Nie widziała go już od tamtej nocy, od momentu, kiedy Snape kazał mu uciekać. Z jednej strony była na niego wściekła, nienawidziła go za to, że wiedział o ataku na szkołę, że brał w nim udział, jak dowiedziała się później od Harry'ego. Ale z drugiej strony bała się o niego, nie wiedziała, co się z nim dzieje, gdzie jest, czy jeszcze żyje... Pokręciła głową dalej powstrzymując łzy. Nie chciała przez niego płakać. Poszła wziąć prysznic i przebrawszy się w piżamę wróciła do pokoju. Położyła się na łóżku i próbowała zasnąć, ale po godzinie przewracania się z boku na bok dała sobie spokój i wstała, żeby wziąć z regału coś do czytania. Jej wzrok padł na książkę, którą dostała od Malfoy'a na święta. Zapomniała wziąć ją ze sobą z powrotem do Hogwartu i mama musiała odłożyć ją na półkę. Oczy zaszły jej łzami i tym razem już ich nie powstrzymywała. Płynęły po jej policzkach, a później skapywały na podłogę. Po chwili usłyszała za sobą jakiś szelest. Odwróciła się i zobaczyła go. Stał przy oknie, przez które musiał wejść, i patrzył na nią, przygryzając dolną wargę.
- Co ty tu robisz? - zapytała. Chciała, żeby zabrzmiało to ostro, ale głos jej się załamał i nie do końca jej to wyszło.
- Ja... Chciałem ci wszystko wytłumaczyć. - powiedział cicho i spojrzał na nią błagalnie. - Wiem, że spieprzyłem, ale proszę, daj mi szansę. 
- Masz pięć minut, a później masz zniknąć. 
Westchnął i zaczął opowiadać. Mówił jej o tym, że ojciec zagroził mu śmiercią, jeśli nie przyjmie mrocznego znaku, że Voldemort kazał mu zabić Dumbledore'a, a jak nie to zabije jego rodziców, opowiadał jej o wszystkim, nic nie pomijał. 
- Ja... Nie miałem wyjścia, Miona. Wiem, że gdybym był Potterem pewnie szybciej dałbym się zabić, niż to zrobił, ale, zrozum, że to by go nie powstrzymało, a nie chciałem robić tego mojej matce i... Później podtrzymywała mnie myśl, że póki żyję, mogę być z tobą. Nie chciałem jeszcze tego kończyć. To było egoistyczne, wiem o tym...
- Przez ciebie Dumbledore nie żyje! - krzyknęła, a Draco skrzywił się i wyciągnąwszy różdżkę rzucił na pokój silencio. 
- Severus go zabił, Hermiono.
- Wiem, ale to nie zmienia faktu, że gdyby nie ty, nie miałby do tego sposobności! Gdyby nie ty banda śmierciożerców nie znalazłaby się w naszej szkole! 
- Wiem i nienawidzę się za to. Nie chciałem tego, uwierz mi. 
- Twoje pięć minut minęło. - powiedziała i odwróciła się do niego tyłem. Nie chciała na niego dłużej patrzeć, bo wiedziała, że jeszcze chwila i mu wybaczy. 
- To co mówiłem tamtego wieczoru, to była... To jest prawda. Kocham cię, Miona. - nic na to nie odpowiedziała. Westchnął. - Czy... Czy możesz chociaż na mnie spojrzeć?
- Nie. - szepnęła, a jej głos lekko zadrżał. Ślizgon podszedł do niej i niepewnie położył jej dłoń na ramieniu. - Nie, przestań. 
- Hermiono, ja naprawdę... Nigdy nie czułem czegoś takiego w stosunku do nikogo. Jesteś jedyną... - mówiąc to stanął przed nią i dotknął jej policzka.
- Przestań. - powiedziała łamiącym się głosem. - Proszę.
- To jest sama prawda, Miona, ja...
- Przestań. Nie mogę tego słuchać.
- Dlaczego? 
- Bo jeśli tak dalej pójdzie, to zaraz ci wybaczę. - wyszeptała to tak cicho, że przez chwilę zastanawiał się, czy sobie tego nie wymyślił. Nie patrzyła na niego.
- To jest jedyne, o co cię proszę. Chcę żebyś mi wybaczyła. Jeśli nie chcesz, to nie będziemy już razem, odejdę i nigdy więcej mnie nie zobaczysz, ale proszę, błagam, wybacz mi. - nic nie powiedziała. - Nie będę cię do niczego zmuszał, Hermiono, ja cię tylko proszę. - znowu milczała. - Rozumiem. - westchnął i ruszył w stronę okna. Kiedy już był tuż przy nim, usłyszał jej głos.
- Nie chcę, żebyś odchodził. - odwrócił się zaskoczony. - Nie chcę, żebyś odchodził, znikał, nie chcę, żeby już cię nie było. I to jest w tym wszystkim najgorsze.
Podszedł do niej i po raz kolejny tego wieczoru dotknął jej policzka.
- Często jesteś egoistą, dupkiem i skrzywdziłeś mnie więcej razy niż ktokolwiek inny. Zrobiłeś masę złych rzeczy, ale mimo tego wszystkiego cię kocham. I nie chcę, żebyś odchodził. - powiedziała to wszystko patrząc mu prosto w oczy.
- Hermiono...
- Po prostu mnie teraz pocałuj.
Tak też zrobił. I ten jeden delikatny pocałunek przerodził się w znacznie więcej.

***

- Nie idź jeszcze. - szepnęła Hermiona, leżąc na łóżku, wtulona w Ślizgona. 
- Nie pójdę, dopóki nie zaśniesz. Później będę już musiał... 
- Wiem. - pokiwała głową. 
Przyciągnął ją bliżej siebie.
- Obiecuję ci, że to nie jest ostatni raz, kiedy się widzimy. - powiedział głaszcząc ją po włosach. - Po wojnie... Choćby nie wiadomo co się stało, znajdę cię i wreszcie będziemy mogli przestać się ukrywać. Będziemy mogli otwarcie pokazać się razem, całować, obejmować, trzymać za ręce, kiedy tylko będziemy chcieli. Obiecuję ci to. - pocałował ją w czoło i wsłuchał się w jej oddech, który z czasem stał się równy i spokojny. Odczekał jeszcze chwilę i wyślizgnął się z łóżka. Później ubrał się, pocałował ją ostatni raz w czoło i wyszedł przez okno.




***

Od ich ostatniego spotkania minęło już ponad pół roku. W tym czasie nie mieli ze sobą żadnego kontaktu, chociaż myśleli o sobie nawzajem całymi dniami. Teraz mogli się wreszcie zobaczyć - chociaż oboje woleliby, żeby okoliczności były nieco inne. Hermiona leżała na podłodze w Malfoy Manor, krzycząc z bólu, a Bellatriks rzucała na nią jedno cruccio za drugim i wypytywała, skąd wzięli miecz Godryka. Draco zacisnął zęby, a Narcyza widząc to, powiedziała:
- Nie musisz tego oglądać. Możesz wyjść. - on tylko pokręcił głową. 
W chwili, kiedy jego ciotka schowała różdżkę i wyjęła nóż, sięgnął do kieszeni po własny magiczny przedmiot, chcąc ją zaatakować, ale po drodze napotkał wzrok Hermiony. Ledwie zauważalnie pokręciła głową, jakby doskonale wiedziała, co zamierzał zrobić. Lestrange przejechała ostrzem po jej skórze, rozpoczynając słowo "szlama" . Malfoy chciał zlekceważyć zakaz Gryfonki, ale w tym samym momencie krzyknęła:
- Nie! - większość ludzi zgromadzonych w pomieszczeniu pomyślała, że ta naiwna dziewczyna próbuje powstrzymać tym Bellatriks i zaczęli się śmiać, ale Draco wiedział, że ona mówi do niego, patrzyła mu prosto w oczy. 
Znowu zacisnął zęby i odwrócił wzrok. Nie mógł na to patrzeć. Jakiś czas później do pokoju wparowali Potter i Weasley. Ślizgon tracił różdżkę, ale niespecjalnie go to obchodziło. Był wściekły, bo był bezsilny. Ona cierpiała, a on nie mógł nic zrobić. 

***

Druga Bitwa o Hogwart rozpoczęła się kilka godzin temu. Śmierciożercy mieli wyraźną przewagę, głównie przez fakt, że już na samym początku było ich więcej. Czarny Pan stał na czele swojej armii i śmiał się, krzycząc, że Harry Potter nie żyje. Hermionie oczy zaszły łzami i poczuła, że Ron ją przytula. Jemu też trzęsły się ręce. Rozejrzała się i dostrzegła jasne włosy Dracona kilka metrów od niej, stojącego po ich stronie. Odetchnęła z ulgą. Nie widziała go podczas walki, nie wiedziała czy przeżył. Poza tym fakt, że nie przeszedł do szeregów Voldemorta również ją ucieszył. Może jakoś im się uda, może będą jeszcze mieli swoje "szczęśliwe zakończenie"... Tylko Harry... Rozmyślania przerwał jej głos Tego-Którego-Imienia- Nie-Wolno-Wymawiać:
- Draco, chłopcze, podejdź tutaj.
- Nie. 
Uśmiech Czarnego Pana zamarł na jego ustach i zaraz zmienił się w grymas niedowierzania. 
- Słucham? 
- Nie. - powtórzył młody Malfoy wyraźnie i spojrzał mu hardo w oczy. - Nie przejdę na twoją stronę.
Zewsząd rozległy się zdziwione szepty.
- Ty chyba nie rozumiesz, co robisz, chłopcze. Moich propozycji się nie odrzuca. 
- Ktoś w końcu musiał to zrobić.
Źrenice Voldemorta zwęziły się jeszcze bardziej niż zwykle i nic już nie mówiąc wtargnął do umysłu Dracona. Przejrzał wszystkie jego szczęśliwe wspomnienia. Nie było ich dużo, a większość z nich dotyczyła jednej osoby. Kiedy skończył wybuchnął gromkim śmiechem. 
- Nasz młody Draco się zakochał. - obwieścił wszystkim. - W szlamie. - dodał z obrzydzeniem i prychnął. - Panno Granger, może się nam pani pokaże? Zobaczymy, co w pani takiego interesującego...
- Nawet nie próbuj jej tknąć. - warknął blondyn.
Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać puścił jego uwagę mimo uszu i zaklęciem przelewitował Hermionę na środek dziedzińca, na którym stali. Przyjrzał jej się dokładnie, a później znowu popatrzył na Dracona. 
- Nie rozumiem, dlaczego jesteś zdolny dla niej zbrukać swój honor, naprawdę... Jest dużo ładniejszych kobiet, w dodatku czystokrwistych... Mam do ciebie słabość, chłopcze, jeśli teraz staniesz obok swojej matki i swojego ojca, puszczę w niepamięć wszystko, co się przed chwilą zdarzyło. - chłopak nadal stał w miejscu i wyglądało na to, że wcale nie miał zamiaru się ruszyć. Czarny Pan westchnął. - Chyba muszę ułatwić ci wybór. - wycelował różdżką w Hermionę, która głośno wciągnęła powietrze. - Avada...
- Teraz, Potter! - krzyknął Malfoy, zagłuszając koniec zaklęcia i rzucając się w stronę Granger. 
Popchnął ją na ziemię i sam osłonił od góry własnym ciałem. Klątwa śmignęła nad ich głowami, a w tym samym momencie Harry, który jednak okazał się być żywy, zeskoczył z ramion Hagrida i wycelował różdżką w Voldemorta.
- Avada kedavra! - Lord, jak i wszyscy inni, był tak zaskoczony, że nawet nie zdążył zareagować, kiedy zaklęcie przecięło powietrze i trafiło prosto w jego pierś. 




***


- I wtedy krzyknąłem "Teraz, Potter!" i rzuciłem się, żeby osłonić przed klątwą waszą mamę. - powiedział Draco, jak zwykle podczas opowiadania tej historii, zawzięcie gestykulując. 
- Znowu im to opowiadasz? - zapytała z niedowierzaniem Hermiona wchodząc do salonu i widząc swoje dzieci siedzące na podłodze i wpatrujące się w ojca z zachwytem. - Niedługo będą to znali na pamięć.
- Ciii, mamo, teraz będzie najlepsze! - uciszył ją oburzony Severus. 
- Właśnie! - zgodziła się z bratem Colleen.
- Ale jak tata skończy to do spania. - zastrzegła z uśmiechem na twarzy i poszła do kuchni. 
Kilka minut później wpadły tam jej ukochane bliźniaki i ucałowały ją na dobranoc. Zaraz po tym popędziły do swojego pokoju. Poczuła, że ktoś obejmuje ją od tyłu w talii. Odwróciła się i spojrzała na swojego męża, który pocałował ją w usta. 
- Jak było z Pansy? - zapytał po chwili. 
- Pogadałyśmy sobie, a Blaise, jak wrócił z pracy, znowu wypomniał mi tego guza, którego sobie nabił, jak go oszołomiła. - Draco parsknął śmiechem, a ona odwróciła się do niego przodem i oparła się plecami o blat. - No i... Dała mi wyniki.
- I co? - zaniepokojony zmarszczył lekko brwi.
- No cóż... Wygląda na to, że w naszym życiu pojawi się kolejny mały, zapatrzony w ciebie potwór, który jeszcze nie słyszał twojej ulubionej historii...
Spojrzał na nią zdumiony.
- Jesteś... Jesteś w ciąży?
- Tak się kończą sylwestry u Zabi... - nie dał jej skończyć - po prostu pocałował ją w usta. 
- Będziemy tam częściej chodzić. -powiedział, na co Hermiona roześmiała się. 
- Dopiero wtedy, kiedy to ty będziesz rodził przez dziesięć godzin.
- Na razie idziemy do sypialni. I nie mam zamiaru stamtąd wychodzić przez najbliższe dziesięć godzin. - mówiąc to wziął ją na ręce i ruszył w stronę schodów.



***



Jakiś czas później leżeli w łóżku przytuleni do siebie. Draco głaskał Hermionę po włosach i patrzył na nią, jakby mimo tych kilku lat małżeństwa wciąż nie wierzył, że jet jego. Ona przymknęła oczy i poprosiła:
- Opowiedz mi jeszcze raz, jak poszedłeś do Harry'ego.
- Jeszcze nie znasz tego na pamięć? - zapytał złośliwie, ale uśmiechnął się.
- Lubię, jak to opowiadasz.
- Kiedy już zasnęłaś wymknąłem się oknem, tak samo, jak wszedłem. Aportowałem się na Privet Drive i znowu użyłem okna, zamiast drzwi. Potter zdziwił się znacznie bardziej niż ty, kiedy mnie zobaczył. W sumie wcale się mu nie dziwię. Trochę się na mnie wydarł, dobrze że od razu, jak wszedłem rzuciłem silencio, ale w końcu udało mi się mu jakoś wszystko wytłumaczyć. Pokazałem mu nasze wspólne wspomnienia. Kiedy... Zobaczył, że cię kocham i że tobie też na mnie zależy, zgodził się zawrzeć ze mną swego rodzaju sojusz. Obiecałem mu, że jeśli tylko będę mógł, pomogę mu pokonać Voldemorta, a on mi, że będzie cię chronił. Złożyliśmy wieczystą przysięgę. Później, podczas bitwy, kiedy wszyscy inni byli zajęci tym, jak odmawiam Voldemortowi, on spojrzał na mnie i prawie niezauważalnie kiwnął głową. No i... Resztę już sama znasz. - uśmiechnęła się do niego i pocałowała go w usta. 
- Ten fragment nigdy mi się nie znudzi.

***

PS. Korzystając z okazji chciałabym zapytać co to za wszechogarniająca moda na angielskojęzyczne tytuły? Czy polski "być aż tak" brzydki język, że wszyscy na potęgę tytułują blogi i swoje prace po angielsku? Taka życiowa konieczność, że wszystko trzeba czerpać z zachodu? Rozumiem, że to międzynarodowy język i wypada go znać i używać - będąc za granicą, ale ostatnio widzę te angielskie tytuły na co drugim blogu dramione i zaczyna mnie to trochę dziwić.
Venetiia.