piątek, 6 lutego 2015

Miniaturka Oblivion - "Cisza"



Witajcie w piątek :)

Kolejny już raz mamy okazję spotkać się ze nowym dziełem, młodej autorki, która chciałaby zaprezentować Wam swoją twórczość. Dziś przed Wami miniaturka Oblivion pt: "Cisza". Autorka zastrzega, że wszystkie wiersze zawarte w tekście są przez nią napisane. Prosimy o wasze komentarze i opinie :) 
Osoby zainteresowane publikacjami swoich dzieł na tym blogu proszone są o kontakt pod adresem: venetiia.noks@gmail.com

Pozdrawiam Wszystkich i życzę Wam udanego weekendu!
Venetiia

PS. Planuje stworzyć listę blogów autorek, które już tu publikowały. Jeśli, któraś to przeczyta to bardzo proszę o pozostawienie linku w komentarzu. Reszty będę szukała na "własną rękę" :) 




***

"Cisza"

O Aniele!

Zabierz mnie daleko,

Gdzie w Ciszy nie będę słyszała,

Krzyków bezsilności

I szlochu rozpaczy.

Tam, gdzie ciche marzenia,

W Ciszy się spełniają.

Walka jest jak taniec. Morderczy, przerażający pląs, w którym łatwo się zatracić i zanim się obejrzymy, leżymy na trawie, w kałuży własnej krwi. Upiorna muzyka rozbrzmiewająca dookoła rani moje uszy. Okrzyki pełne bólu, rozpaczliwy szloch, apogeum wrzasków i odgłosów bitwy, do których tańczę, wiercą w mojej głowie krwawe rany. Tak długo ćwiczyliśmy ten skomplikowany układ: piruet, skok, idealnie stawiane kroki, zaklęcie za zaklęciem. Miałam być przygotowana na wszystko. Mam sobie radzić. Nie umierać.

Nie chcę tego. Zawsze się przed tym broniłam, ale powoli wpadam w trans. Staję się machiną do zabijania. Bestią, którą zaślepia nienawiść, gniew i przytłaczający strach. On towarzyszy nam wszystkim. Wierny przyjaciel-wróg, zakorzeniony tak głęboko, że nie da się tam sięgnąć, aby się go pozbyć. Ludzkie życie jest tak kruche i niestałe. Jak płatki śniegu, które roztapiają się w dłoniach. To ono jest tą rzeczą, o którą się boję. To ty leżysz teraz kilka metrów dalej, twoje blond włosy, prawie tak jasne jak te płatki śniegu, zabarwione są krwią. Twoja nieskazitelna twarz jest pozbawiona kolorów, zastygła w grymasie bólu. Tak blisko śmierci, za blisko...

Świszczące zaklęcia przecinają powietrze wokół nas, ale żadne z nich nie trafia. Raz za razem uchylam się przed zielonymi, śmiercionośnymi promieniami, usiłując chronić nas oboje. Balansuję z gracją po cienkiej granicy, między życiem, a śmiercią. Teraz czuję, że zbliża się nasz koniec…

Chcę się jeszcze pożegnać, tylko tyle. Pragnęłam tego, ale nigdy nie wypowiedziałam tych słów na głos. Te dwa małe wyrazy, były dla nas jak tabu, zawsze w połowie zdania uciszaliśmy się nawzajem. To, co jest między nami, nie powinno zaistnieć. Nierealne marzenia nie mają prawa spełnienia się. Szczególnie w czasie wojny. A już na pewno, gdy stoimy na przeciwnych frontach. Zabroniliśmy sobie mówienia o tym wprost. Po prostu, tak było łatwiej dla nas obojga. Nie byliśmy pewni uczuć drugiej połówki, nawet gdy on trzymał mnie w ramionach, a ja przytulałam się do jego nagiego torsu. Może to nielogiczne, być może nasz związek był abstrakcyjny, ale to dawało nam poczucie bezpieczeństwa.

Teraz już mnie nie uciszysz, a je egoistycznie to wykorzystam. Powiem wszystkim, wykrzyczę to, co do ciebie czuję. Ponad pół roku. Pół roku ukrywania buzujących w nas uczuć. Ukrywanie szczerych uśmiechów, które zdobiły nasze twarze, tylko dzięki swojej wzajemnej obecności. Sześć miesięcy zaciskania zębów, łkania w samotności. Byliśmy wrogami gdy wszyscy patrzyli. Te rany nigdy się nie

zagoją. Pozostawiłeś na moim sercu sieć niewidzialnych pęknięć, ja wiem, że kiedyś moje kruche serce pęknie, rozpadnie się na milion małych kawałeczków. Przez ciebie.

Sprawiłeś, że każde moje uczucie było umieraniem.

Tak bardzo chciałabym, aby głosy ucichły, zarówno te pochodzące z pola bitwy, jak te z mojej głowy. Muszę zebrać okruchy odwagi, którą straciłam dawno temu. Stawiam tarczę nad nami i przyklękam obok ciebie. Wiem, że jeśli pojawi się napastnik, z łatwością może nas zabić. Moja nadzieja i chęć do życia umierają wraz z tobą.

Odgarniam ci włosy z twarzy, tak jak zawsze, Aniele. Ostatnie kilka dni było dla mnie udręką. Nie zaufaliśmy sobie dostatecznie. Wzajemne zaufanie nigdy nie było naszą mocną stroną. Dostałeś zadanie od Czarnego Pana, a ja wiedziałam, że będziesz musiał je wykonać. Tylko nie potrafiłam tego zaakceptować. Obiecałeś, że znajdziesz inny sposób, że nie zabijesz. Nie uwierzyłam ci. Byłam taka głupia! Dotrzymałeś obietnicy, ale ja, przytłoczona poczuciem winy stwierdziłam, że się na mnie zawiodłeś. Że nie chcesz być z kimś, kto nie potrafi ci uwierzyć.

Tak skończył się nasz… związek? A może to tylko zwykły romans… Myślałam, że zapomnę, przestanę kochać, jakby to była najłatwiejsza rzecz na świecie. Prawdą jednak jest to, że każda chwila bez ciebie wydawała się wydłużać, swoim stalowym biczem czasu uderzać w moją niekompletną duszę. Czułam się jak na dwukierunkowej autostradzie, nie wiedząc, w którą stronę się udać. Chciałabym cofnąć czas, nie poznać cię bliżej. Nie tonąć nigdy w twoim stalowym spojrzeniu. Nigdy nie poczuć zapachu twoich perfum, nie wiedzieć jak smakują twoje idealne usta. Nie zaznać tego uczucia, tej prostej przyjemności trzymania mojej dłoni wewnątrz twojej. Chciałabym zamknąć oczy i nie widzieć twojej twarzy pod powiekami. Zapomnieć, raz na zawsze. Ten przeciwny kierunek do zapomnienia, chciałby przeżyć wszystkie chwile z tobą jeszcze raz, nieważne za jaką cenę, zawsze pamiętać.

Zapominamy,

Tak często...

Ale gdy przychodzi moment,

W którym zapomnienie,

Byłoby lekiem na wszelkie zło,

Sprawy, o których lepiej nie myśleć,

Są jak niezapominajki.

Rosną do słońca czarnych myśli,

Podlewane bólem i żalem,

Rzeczy, które chcielibyśmy zapomnieć.

Pamięć wygrywa, miłość wygrywa.

Długo waham się. W czasie wojny uczucia nie są wskazane, ich okazywanie lub nie, przekłada się na to, czy będziemy martwi lub żywi.

Pierwsza łza... Druga... Trzecia... Przepraszam, miałam nigdy przez ciebie nie płakać. Przepraszam za ten potok łez, który wyznaczył sobie trasę przez moje zaróżowione od zimna policzki, spływając powoli na twoją twarz.

-Kocham cię Draco - wyszeptałam.

Złożyłam na twoich ustach jeden, słony od łez pocałunek. Przypieczętowanie tego, co wyznałam. Coś z ogromną siłą uderzyło mnie w tył głowy. Klątwa. Wstałam, aż zakręciło mi się w głowie. Niebezpiecznie zachwiałam się, ale jakimś cudem udało mi się nie upaść. Rozejrzałam się dookoła, zamglonym wzrokiem omiotłam okolicę, aby zobaczyć krąg z postaci w czarnych pelerynach i maskach, utworzony wokół nas. Rodzeństwo Carrow, Malfoy'owie, Bellatrix i kilkoro innych, nieznanych mi osób, których pod maskami nie potrafiłam rozpoznać. Ich płaszcze łopotały na wietrze, włosy rozwiewały się. Wszyscy mierzyli w nas różdżkami, z sadystycznymi uśmiechami na twarzach, wpatrywali się w nas, jak myśliwi w zwierzynę.

-Odsuń się od chłopaka! - wrzasnęła Bellatrix.

Skamieniałam, nie byłam w stanie zostawić Draco na pastwę sługusów Czarnego Pana. Uznaliby go za zdrajcę. Torturowali. Zabili.

Gdy w dalszym ciągu nie ruszyłam się z miejsca, Bellatrix zaczęła się do mnie zbliżać, widziałam ją kątem oka. W gruncie rzeczy, patrzyłam tylko na Lucjusza Malfoy'a, na którego jego żona, Narcyza, przykładna małżonka zakochanego w sobie arystokraty, rzuciła Imperio. Starszy blondyn nagle zerwał się do biegu i w szaleńczym tempie zaczął krążyć wokoło reszty Śmierciożerców. Gdyby nie ta cała, dramatyczna sytuacja, to wydałoby mi się to naprawdę komiczne.

W czasie, gdy słudzy Voldemorta z niedowierzaniem śledzili opentańczy sprint Malfoya, Narcyza znalazła się przy Draco, którego jakimś cudem ocuciła, pomogła mu wstać, a on, na chwiejnych nogach podszedł do mnie i złapał za rękę. Miał taki słaby uścisk... Jego matka nie protestowała, tylko chwyciła blondyna za drugą dłoń. Teleportowaliśmy się, a niemiłe szarpnięcie w okolicy pępka było ostatnim, co zarejestrował mój umysł, zanim ogarnęła go ciemność.

***

Moja podświadomość budzi się do życia. Pod powiekami widzę ciemność, jestem jakby w próżni, słyszę głosy odbijające się echem od jej ścian. Nic nie czuję.

Jeden głos przebija się przez bezwładną masę chaosu, głos z zewnątrz. Nie potrafię go rozpoznać... Nie wiem, co się ze mną dzieje. Znam go, ale nie wiem, do kogo należy. Jakbym szukała jednego elementu układanki, który ukrył się przed moim wzrokiem.

-Wstawaj, Hermiono. Obudź się, wiem, że mnie słyszysz!

Narcyza Malfoy. Bingo! Muszę teraz tylko otworzyć oczy. Ona mi pomogła, uratowała mnie i Draco... Gdzie on jest?

Podniosłam powieki. Nie mogłam się poruszyć, a uczucie niepokoju narastało. Narcyza położyła na moim rozpalonym czole zimny okład. Ponownie zamknęłam oczy, ale raptownie otworzyłam je, gdy poczułam czyjś dotyk na policzku. Stalowoniebieskie tęczówki odnalazły moje, brązowe.

Draco... Pobyt tutaj, z matką, wyraźnie poprawił stan jego zdrowia. Wspomnienie wślizgnęło się w mój umysł. Blondyn, leżący w trawie, jego włosy poplamione krwią. Był tak blisko śmierci... A teraz?

Powrócił do zdrowia, wszystko z nim w najlepszym porządku. Niestety ze mną nie. Podczas walki czymś oberwałam.

-Hermiona - szepnął Draco i ujął moją dłoń. -Mamo, mogłabyś? - zwrócił się do Narcyzy.

-Tak, oczywiście. Jeśli Hermiona gorzej się poczuje, to jestem w kuchni. - Spojrzała na nas po raz ostatni - w jej oczach tańczyły iskierki radości, na twarzy błąkał się cień uśmiechu.

Mój Anioł usiadł ostrożnie na skaju łóżka i delikatnie gładził mnie po policzku. Westchnął jak człowiek, który tęsknił, okropnie tęsknił. Nienawidzę tęsknić. Kiedyś myślałam, że tęsknić za kimś na pewno jest nieprzyjemnie, ale na końcu, zawsze, jak w każdym filmie, czeka na nas szczęśliwe zakończenie. Teraz wiem, że to bajka. Ale czy teraz nie żyję w bajce? Uratowana przez przystojnego księcia, zakochana i prawie szczęśliwa?

To wszystko utwierdziło mnie w przekonaniu, że z pewnością tęsknota, to jedno z najgorszych uczuć jakie nam towarzyszą. Wypala piętno na duszy, każe nam umierać każdego dnia po trochu. W tym czasie rozsypujemy się emocjonalnie, sami doprowadzamy się do autodestrukcji.

Każde moje uczucie jest umieraniem.

To, że siedział obok, a ja byłam zbyt odrętwiała, aby się ruszyć, aby go dotknąć, było torturą. Bezsilność jest nawet gorsza od tęsknoty. Bezsilność w trakcie wojny o mało mnie nie zabiła. Chciałam pomóc tym, którzy tej pomocy już nie potrzebowali.

-Oberwałaś paskudną klątwą... - Przesunął palcami po moim czole, po policzku, gładził owal mojej twarzy. - Byłaś w gorszym stanie niż ja, gdy moja matka teleportowała nas do jej letniej posiadłości, w górach. Tutaj właśnie jesteśmy. - Odsunął się ode mnie i wstał.

Podszedł do szafki i wyciągnął z niej wodę, nalał jej do szklanki i postawił na stoliku nocnym. Bardzo delikatnie pomógł mi usiąść. Oparłam się o stos poduszek, a Draco przyłożył mi szklankę do ust. Woda. Tak dawno nie miałam niczego w ustach, że ten płyn wydał mi się wręcz ambrozją. Poczułam, że moje gardło już nie jest zeschnięte na wiór, że mogę mówić. Powoli odzyskiwałam także władzę w rękach i nogach.

-Draco. - Blondyn usiadł blisko mnie, a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. -Draco. - Rozpłakałam się. Łzy płynęły po mojej twarzy i wsiąkały w koszule chłopaka, który otoczył mnie ramionami i trzymał w bezpiecznym uścisku. -Mogę to powiedzieć? - Popatrzyłam w te jego niesamowite, stalowoniebieskie oczy. Blondyn uśmiechnął się i szepnął mi do ucha:

-Kocham cię. Kocham cię, kocham.

Odnalazł ustami moje usta, powoli i z uczuciem zaczął je całować, a ja bez najmniejszych wątpliwości oddałam pocałunek. Słodko-gorzki, ale niesamowity pocałunek, który był obietnicą. Draco obiecywał mi szczęśliwe zakończenie. Po tym wszystkim co przeżyliśmy razem, dla wszystkich przyjaciół, którzy zginęli, walcząc o pokój, będziemy szczęśliwi.

-Ja ciebie też - szepnęłam prosto w jego usta.

Wszystko zawirowało mi przed oczami. Wściekłe motyle w brzuchu dały o sobie znać. Tak na mnie działał. Naprawdę kręciło mi się już w głowie, co Draco musiał zauważyć, więc położył mnie z powrotem. Musnął mój policzek ustami.

-Odpoczywaj - powiedział.

Zostawił mnie samą w pokoju. Spojrzałam na okno w nadziei, że zobaczę w nim górski krajobraz. Był tam, lecz to nie on przykuł moją uwagę, tylko krew. Wąskimi strumieniami ściekała z wielkiego, przerażającego napisu - "Nie łudź się, że jesteś bezpieczna."

Przerażenie wlało się do mojego umysłu, fala strachu zalała wszystkie inne emocje. To nie tak miało się skończyć. To miał być koniec wojny, walk i wzajemnej nienawiści. Pokój, miłość, przyjaźń…

-Draco! - zawołałam - Draco! Pomocy!

Zgorzkniały głos cicho szeptał w mojej głowie: "Koszmar wojny nigdy się nie skończy. Szczęście to tylko złudzenie."

Każde moje uczucie to umieranie.

W chwili gdy Draco wbiegł do pokoju, letnia rezydencja Malfoy'ów wybuchła fontanną ognia i dymu.

***

-Świetnie się spisałeś Lucjuszu, zasługujesz na nagrodę.

Lucjusz Malfoy, ukryty za maską obojętności, patrzył na miejsce, które niegdyś było letnią rezydencja Narcyzy. Gruzy pod jego stopami mogły być zwęglonymi szczątkami jej, albo Draco. Targało nim poczucie winy tak wielkie, że z trudem je znosił. "Co się z nim stało? Malfoy'owie nie mają sumienia. Nie kochają."

Przeraźliwe zimno kąsało go w odkrytą skórę przedramienia. "Mroczny znak nie zniknął. Czarny Pan wcale nie zginął. Ona musiała umrzeć."

Wiatr wściekle szarpał jego włosami, świszczał i zawodził. "Winny, winny, winny".

27 komentarzy:

  1. Piękny, ale smutny

    OdpowiedzUsuń
  2. No i co ja mam tu napisać..?
    Jeszcze znajdzie się osoba, która Cię bardziej wychwali, ja teraz nie jestem w stanie,
    Piękne. Po prostu piękne.
    Na początku myślałam, że on już nie żyje, więc.. smutek.
    Później ona i oberwanie klątwą... żal.
    Wyzdrowienie jego i jej... radość.
    Wybuch domu... rozpacz.
    Piękne wiersze, jeśli masz bloga to po prostu błagam o niego .
    Dziękuję Ci za tą miniaturkę *o* :*
    http://dramione-miaa.blogspot.com/
    ''Miaa

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowna miniaturka...
    Tylko bardzo smutne zakończenie.
    Czekam na więcej. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest dopiero miniaturka... zupełnie inne oblicze miłości, dojrzałe, piękne i niestety jednocześnie tragiczne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowna... Taka głęboka i wzruszająca. Smutna.
    Na początku wydawało mi się, że Draco tam umrze i Hermiona prawdopodobnie też.
    Później pojawił się promyczek nadziei, tylko po to, by za chwilę zniknąć.
    Nie tego się spodziewałam. Nie tego, że skończą w ten sposób. Wszystko wydawało się... poprawiać? To chyba najlepsze określenie.
    A tu nagle takie bum ;__; Szok i pustka w głowie.
    Zwykle topię się we własnych łzach po takich miniaturkach. Widać ta nie jest taka jak inne.
    Teraz nawet nie jestem w stanie płakać.

    Jeśli napiszesz jeszcze coś, Oblivionie, to z pewnością to przeczytam. To było po prostu piękne.

    Pozdrawiam,
    Krucza Dama

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Mam jeszcze pytanie do Venetii:
      Czy kiedykolwiek powstanie druga część DraczKotka?

      Usuń
    2. Już dawno powstała :) Czeka tylko na publikacje. Myślę, że w przyszłym tygodniu wstawię ją na "Gdy jesteśmy sami..." bo tu moja kolejka wypadłaby gdzieś... w kwietniu :D Wolę publikować dzieła młodych autorek, niż własne - stąd te opóźnienia. Dlatego chyba najlepszym wyjściem będzie, jak zajmę sobie miejsce na drugim blogu, a ten będzie dla początkujących :)

      Usuń
    3. To wspaniale :D Bardzo mi się ta miniaturka spodobała.

      Usuń
  6. Nie lubię smutnych miniaturek, opowiadań, smucenie się to ogólnie nie moja rzecz. Ale czasem trafi się taki tekst który pomoże mi coś odkryć,przekonać się, zrozumieć. Mam wrażenie że właśnie to się przed chwilą stało. Dziękuje za tą miniaturkę. Nie mogę napisać że było to dojrzałe oblicze miłości cytując komentującą parę postów wyżej, bo byłabym hipokrytką, nie mam o tym pojęcia. Jeśli kiedykolwiek będziesz coś jeszcze publikować ,byłabym bardzo szczęśliwa mogąc to przeczytać.
    Ta Alicja
    przeminie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow! Super miniaturka. Bardzo smutna, ale cudowna. I te zakończenie, chyba się popłaczę. Chętnie przeczytam więcej twoich opowiadań. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To takie wzruszające :') W końcu zobaczyć tę miniaturkę opublikowaną, czekałam na to już długo :D Wiesz co o niej sądzę, że jest słodko-gorzka i bardzo smutna.
    Ohayo,
    May

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepiękna miniaturka. Słodko-gorzka, a mimo wszystko wciąż miałam nadzieje na dobre zakończenie. Idealnie oddany charakter Lucjusza. Co ja mogę powiedzieć - arcydzieło. Gratuluję i proszę o następne dzieła :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Łeeeeeee... Smutne... Piękne, bardzo piękne, ale smutne. Nie lubię smutnych opowiadań, jednak ta miniaturka ma w sobie urok... Opisuje wszystkie emocje związane z wojną... Brakuje mi słów, by to określić. Nigdy nie lubiłam Lucjusza. Zawsze wydawał mi się typem gorszym nawet od Voldemorta (jednak w niektórych opowiadaniach jest fajny, ale zdarza się to naprawdę rzadko). Nie przedłużając, pozdrawiam
    Qeiko

    OdpowiedzUsuń
  11. Mój blog: http://zapomnialam-cie-na-pamiec.blogspot.com/
    Niedawno założony, niedopracowany (May będzie działać od jutra ;D), ale jest.
    Dziękuję wam za tyle pozytywnych komentarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. to było takie wooow!
    piękna miniaturka. piękna
    szkoda że taka smutna i bolesna
    koniec..mocny ;)
    pozdrawiam i gratuluję twórczości,
    SWK <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepiękna miniaturka nie umiem jej inaczej określić. Dzięki niej przypomniałam sobie pewną ksążkę "cisza" autorka Becca Fitzpatrick.

    OdpowiedzUsuń
  14. Smutne opowiadanie z kunsztownymi opisami, naszpikone epitetami jak kaczka jabłkami.
    Szkoda tylko, że z błędami, które rozwalają absolutnie wszystko.
    "Opentańczy", brak przecinka w kwestii "Kocham cię Draco", niepoprawny zapis dialogów, przesadny dramatyzm - to sprawia, że nie chciało mi się czytać tej miniaturki do końca.

    T.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak przecinka i jeden neologizm rozwalają absolutnie wszystko z takiego długiego tekstu? O Matko! Uważaj, żebyś kiedyś nie zapomniała postawić gdzieś przecinka, bo to może rozwalić absolutnie całe twoje życie...
      Skąd się biorą tacy ludzie?
      Oblivion napisała świetnie! Brawa dla niej, a brak przecinków przy takim głębokim tekście to zauważa tylko ktoś, kto się na siłę chcę przyczepić. Mnie się bardzo, bardzo podobało.
      Pozdrawiam.
      Chips

      Usuń
  15. Dziewczyno, ty masz TALENT! Miniaturka przecudowna! Tyle emocji, słów, coś pięknego. W prosty sposób dzieje się tyle rzeczy na raz! Wszystko składa się w piękną całość. Nie no, coś niesamowitego. Naprawdę! Jestem pod niesamowitym wrażeniem. :* jeżeli to są Twoje początki to ja już się boję (w dobrym sensie) myśleć, co będzie po kilku takich miniaturkach, bądź w trakcie pisania opowiadania i kolejnych jego rozdziałów! :D Gratulacje dla Ciebie. Moim zdaniem spisałaś się na 6+ ;) pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze powiedziawszy, to moja pierwsza miniaturka ;)Dziękuję za miłe słowa :)
      Pozdrawiam.
      Oblivion

      Usuń
  16. Droga autorko :)
    Nieźle mnie zszokowałaś,bo byłam pewna,że będzie Happy End.
    Miniaturka wspaniała:)
    Lubie takie niespodzianki ^^
    Będe musiała zajrzeć na Twojego bloga :3
    Twoją miniaturke czyta się płynnie i przyjemnie :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Wspaniałe, słowa są zbędne.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wow... Nie jestem w stanie znaleźć słów które mogły by opisać to cudo. Bo to jest cudo. Magiczne. Wow. Chylę czoło przed autorką.

    OdpowiedzUsuń
  19. No mnie słów zabrakło...taki niesamowity ładunek emocjonalny, że szczerze - na końcu naprawdę wbiło mnie w siedzenie...świetna i tylko tyle na razie mogę z siebie wydobyć.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. Coś pięknego. Ta miniaturka była taka szczera, niesamowita i poruszająca... Jestem pod ogromnym wrażeniem:)

    OdpowiedzUsuń