piątek, 20 marca 2015

Miniaturka Yasmin - "Wciąż ją kocham"

Witajcie!

Na początek dziękuje za słowa wsparcia, osobom, które dowiedziały się, że przeżywam obecnie trudne chwile w związku ze śmiercią ukochanej babci. Z tego też powodu, przez kilka najbliższych tygodni nie pojawi się kolejna część DraczKotka - Przepraszam Was za to, ale nie mam ani nastroju ani ochoty na publikowanie zabawnych historyjek. Rozdział Rubinu i Stali pojawi się tak jak zaplanowano - 01.04 i nic tego nie zmieni, a premiera autorskiego opowiadania przewidziana jest na 01.05 i również mam nadzieję, że to mi się uda.

Co do dzisiejszej publikacji  - Oto przed Wami miniaturka autorstwa Yasmin, współautorki bloga: http://hidden-in-the-sun.blogspot.com 

W imieniu autorki proszę Was o komentarze!
Pozdrowienia dla Wszystkich.
Venetiia Noks.



Autorka radzi:

- Dzisiejszego wieczoru odłożyłem telefon. Nie z przymusu, tak po prostu. Wtedy po raz pierwszy coś się wydarzyło. Głęboko w środku, wewnątrz pokiereszowanego serca, tknęło się niezidentyfikowane uczucie. I nagle, w ciągu ułamku ulotnej sekundy, coś we mnie pękło. Poruszyło mnie. W końcu zdałem sobie tę cholernie bolesną sprawę. Możliwość, że kiedyś poczujesz do mnie to, co ja do ciebie... To za dużo, zwyczajnie zbyt wiele. 

- Nie potrafię wyjaśnić, czemu przez cały ten czas uciekałem od prawdy. Wciąż myślę o tobie. To takie żałosne, prawda? Jestem taki beznadziejny. Zahipnotyzowałaś mnie, oczarowałaś, uwiodłaś, a potem... zostawiłaś. Ale po prostu ja muszę wiedzieć...

Draco przesunął delikatnie dłonią po skrawku kołdry, dokładnie poznając jej szorstką i nierównomierną fakturę. W tym właśnie miejscu zwykł widzieć jej wątłe, ale piękne i zmysłowe ciało, rozwalone bezczelnie, bez cienia skrępowania. Wydawało mi się, że zdążyła już zwyczajnie do tego przywyknąć... Oswoić się. Jakim musiał być głupcem, że pozwolił temu wspaniałemu stworzeniu odejść? Nie, to wcale nie tak. Jak wielkim odznaczał się szaleństwem, sądząc naiwnie, że to wszystko było prawdziwe? Cud, którego pragnął, gdy patrzył na niego przez okno, jeszcze nigdy nie wydawał się mu być tak odległy i nieuchwytny. 

- Taki rodzaj fantazji nie może, po prostu nie może przejąć moich marzeń, koniec, kropka - wyartykułował spokojnie, osowiale drapiąc się po piekącej go skroni. - Boże najświętszy, ja jej chyba nienawidzę. 

W głowie majaczył mu się zamazany obraz Hermiony, gdy ta stanowczym, ubranym w obojętność głosem oznajmiła mu, że ma natychmiast, wręcz bezceremonialnie, zwrócić wszystkie listy, które do niej pisał. Natomiast one były świadectwem jego człowieczeństwa. Więc jak mogła oczekiwać, że odda je bez żadnego, jakiegokolwiek większego sprzeciwu? Przecież nie mógł na to pozwolić, bowiem to właśnie one sprawiły, że ze zwycięską ręką zdołał wywinąć się nicości.

Tak bardzo pragnął, by z jego, zazwyczaj suchych oczu, nie popłynęły żadne łzy. Chciał, by pozostały one jeszcze przez chwilę w jego sercu. Chryste, jakim on był idiotą, myśląc, że mogłaby go pokochać. Jego, tego zepsutego niczym przeterminowany owoc drania. Cechował go chłód, to prawda, i rzadko okazywał swoje prawdziwe uczucia, często nad sobą nie panował. Czuł się sam w sobie zagubiony, z trudem przychodziło mu okazywanie nawet najmniejszych ciepłych gestów. Był zamknięty w sobie, przez co nie potrafił jasno i przejrzyście przedstawiać swoich aktualnych myśli. Nie wiedział też, jak ma to zmienić. I kiedy już zaczął przełamywać całą tę powstrzymującą go barierę, ona postanowiła wszystko to zniszczyć. Wszystko, na co tyle czasu pracował. Wszystko, co przez cały ten czas budował. Cała jego psychiczna ewolucja, zdawała się być już tylko nic nie wartym wspomnieniem. 

Wiedział jedno. Od początku to on powinien był ją odrzucić, a mimo to pragnął pozostać w jej myślach do ostatniej chwili. Obojętnie w jakiej postaci. 

- Nie mogę uwierzyć, że mimo wszystko wierzyłem w tę miłość - westchnął zażenowany. 

Telefon znajdował się na wyciągnięcie ręki, czekając, aż ktoś w końcu go użyje, wystukując na klawiaturze magiczne cyferki. Nie chciał z niego korzystać, a właściwie wręcz nie znosił. Uważał, że takie sprawy powinno załatwiać się na żywo - twarzą w twarz, jak na faceta przystało. Niemęskie dla niego było nocne wydzwanianie i wylewanie swoich żalów przez blaszane urządzenie, mimo to nie miał on innego wyboru.

Wstał.

Z szybko bijącym sercem podszedł do nocnej półki, która nie wiedzieć czemu, nie znajdowała się bezpośrednio przy jego łóżku, po czym sięgnął po słuchawkę, lecz nie zadzwonił od razu. Znieruchomiał i stał tak może z pięć-dziesięć minut, zanim ostatecznie zdecydował się wybić określoną sekwencję numerów. 

Odpowiedział mu głuchy, przytłumiony i pociągły sygnał. Sekundy mijały, a wraz z nimi szyba okna pokrywała się coraz większą ilością nieregularnych kropli wody. Pogoda była przygnębiająca, a z nieba lało się jak z konewki. Normalnie cieszyłby się z takiej nieprzystępnej pogody, jednak tej nocy odbierała mu ona jedynie resztki cennego opanowania.

Wciąż nic. Nikt nie odbierał. 

- Upierdliwa dziewucha - mruknął, pragnąc rzucić nowiutkim telefonem o ścianę. Czemu jednak nie miałby spróbować jeszcze raz? O nie, nie da jej spokoju. Nie zasłużyła na niego.

Sfrustrowany Draco począł wciskać zieloną słuchawkę na umór, nie robiąc ani jednej przerwy pomiędzy poszczególnymi odezwaniami irytującej go sekretarki. Miał zamiar zmusić ją w ten sposób do odebrania. Może wyciszyć telefon, godził się z taką opcją, ale z pewnością nie potrafiłaby zignorować tak natarczywego dzwonienia. W końcu prędzej czy później zdenerwowałby się, że nie daje jej świętego spokoju.

Kolejny sygnał.
Kiedy zastanawiał się już, czy tak naprawdę istnieje sens w tym ciągłym, wręcz natrętnym i namolnym wydzwanianiu, dźwięki ucichły, a w słuchawce usłyszał, jak ktoś przeciągle i nerwowo oddycha. 

Odebrała. I co teraz? 

Milczeli, oboje milczeli, jednak żadne z nich nie miało odwagi rozłączyć się jako pierwsze. To śmieszne, tak bardzo go unikała, a teraz nie potrafiła nacisnąć tej cholernej czerwonej słuchawki. Powinien był powiedzieć jej wszystkie te słowa, które kotłowały mu się od samego rana. Zamierzał wyrzucić je na jednym tchu, lecz z tą chwilą przestały być już one dla niego takie oczywiste jak zwykły na początku. W ostateczności nie wiedział, co ma jej powiedzieć. A czas płynął. 

I hate everything about you
Why do I love you?

- Czy... Czy kiedykolwiek myślisz, gdy jesteś całkiem sama, o tym kim moglibyśmy być dla siebie, jeśli nasze drogi nie rozeszłyby się w ten sposób..? Gdybyś mnie nie pożegnała...
Nie odpowiedziała, a mimo to wciąż się nie rozłączała. 

- Czujesz się otępiała, doznajesz różnych uczuć, których pojąć nie jesteś w stanie?

Drgnęła, czuł to. Był niemalże pewien, że Hermiona tak jak on ściska kurczowo obudowę telefonu bojąc się, że nagle wyślizgnie się on z jej drobnej dłoni, przerywając tym samym zaskakujący monolog blondyna. 

- Milczysz... Ciągle milczysz, jesteś tchórzem, Granger. Zwykłym tchórzem. Powiedz mi tylko - kontynuował. - Zwariowałem, czy się zakochałem? A może to tylko zauroczenie? Krótkie i nic znaczące zauroczenie? Proszę, wyznaj mi szczerze. Łapiesz oddech, gdy na ciebie spoglądam? A może się powstrzymujesz, tak jak ja, tłumiąc go w sobie? 

- Dlaczego to robisz? - wyszeptała.

Właśnie, czemu on to robił? Czy naprawdę pragnął on tylko jej skruchy, pokuty? 

~ Nasz czas stanął w miejscu, czuję, jakbyś nadal był obok mnie.

Only when I stop to think
About you, I know
Only when you stop to think
About me, do you know

- Robię to ponieważ próbuję i próbuję odejść, lecz to potworne zauroczenie nie przemija. Rozumiesz?

- Obawiam się, że nie. 

- Kłamiesz - zaśmiał się. - Nie potrafisz kłamać. Gdybyś mówiła prawdę, twój głos by tak nie drżał, natomiast ty, już dawno byś się rozłączyła, a nie uważnie słuchała mojej zdesperowanej paplaniny. Spotkajmy się. Jeżeli faktycznie nie jesteś w stanie pojąć moich uczuć, bez wahania powiesz mi to prosto w twarz. Wtedy cię zostawię i w końcu o sobie zapomnimy. Już nie będzie nas ze sobą łączyło poza przetartymi i wyblakłymi wspomnieniami. To chyba uczciwa propozycja, więc zgódź się. W końcu będziesz mogła się ode mnie uwolnić, czyż nie tego pragniesz?

- Gdzie? Powiedz mi, gdzie chcesz się spotkać? 

- W opuszczonym parku obok twojego domu. Tam, gdzie zwykliśmy przesiadywać wieczorami i sunąć palcami po roziskrzonej mapie nieba. Myślę, że wciąż pamiętasz, jak tam dotrzeć. Widzimy się za piętnaście minut.

- Chwileczkę. Draco, poczekaj chwilę...

- Nie, długo już czekałem.

Po czym obrócił się zamaszyście o 90 stopni, rzucając wciąż jeszcze walczącym o powietrze telefonem o ziemię. Na ekranie w dalszym ciągu były widoczne słowa: Hermiona Granger


***

Dziewczyny takie jak ty, są jak zestaw mylących pytań i odpowiedzi, więc zamknę usta, a w nich schowam miłość, ukrytą w słowach pożegnania. 

Za oknem ponownie zaczął padać zapomniany deszcz, jednak lejąc się jak gdyby z przekąsem, dodał mu otuchy. Późno w nocy, spacerując pomiędzy opustoszałymi uliczkami zatęchłych dzielnic okręgu Sunnyhill, słyszał w wietrze znajome dźwięki. Magiczne zakamarki znane były już mu na pamięć, natomiast odgłosy te, czasami zdawały się niemalże nawiedzać go w snach, kłopocząc jego i tak zszarganą już do reszty biedną świadomość. Mimo to słuchał, słuchał ich uważnie, bowiem...

- Doskonale komponują się one z myślami o tobie.

Samotnie przemierzał brudne ulice, a wyznaczony przez niego cel, zdawał się być już tylko westchnieniem. 

- Zatrzasnąłem się we wspomnieniach, czyżby ty też? Ta pogoda, temperatura, obejmujący nas wiatr, czy zapamiętam to? Jestem pewien, że niebawem, osoba zapominana niczym biało-czarny film, ożyje. A ja ciągle będę za tobą tęsknić, przymierzając się do snu. W tę deszczową noc, nie potrafiłem zmrużyć oka.

***

Nie spodziewał się, że ich konfrontacja nadejdzie tak szybko, a przecież spieszył się na to spotkanie bardziej niż do kasy rezerwacyjnej, by móc zakupić przed czasem bilety na ukochane sobotnie koncerty. Natomiast ona stała teraz przed nim, cała przemoczona, bezbronna i drążąca. Ten obraz... Pragnął, by utrwalił się na zawsze. Jej ciało, oblepione cienkim materiałem, który prawdopodobnie narzuciła na siebie w biegu, tylko po to, by, jak zresztą wcześniej przewidywał, zdążyć na wyznaczone przez niego spotkanie, emanowało łabędzim wdziękiem. Jednak jego łabędzica była smutna. Po jej twarzy spływały strugami pozostałości tuszu do rzęs, a mimo to wciąż biło od niej piękno. Czy to były łzy, czy krople deszczu?


- Patrzę i głęboko zaglądam Ci w oczy
Z każdym razem mój dotyk sięga coraz dalej
Gdy odchodzisz, błagam byś został

- Wołam Cię po 2, 3 razy z rzędu.
Tak zabawną rzec usiłuję wytłumaczyć Ci,
Jak się czuję i tylko dumę mogę za to winić,
Nadal nie pojmuję jak twoja miłość,
robi ze mną to, czego nie dokonał nikt inny.

- Czy twój głos znajduje się w melodii deszczu? Czy ten dźwięk woła mnie? Czy deszcz ten załagodzi moje smutki? Wiesz, jak się teraz czuję? Niczym zapomniana dziecięca kołysanka.

- Jesteś, wiedziałem, że przyjdziesz - rzucił bezceremonialnie, nonszalancko wkładając ręce w przesiąknięte wilgocią kieszenie.

- Dlaczego mi to robisz, Draco? Pozostawiałeś tylko zapach swoich uczyć, nigdy nie było cię stać na więcej, więc dlaczego wciąż mnie prześladujesz?

- Prześladuję? Czy dobrze zrozumiałem? Tym dla ciebie jestem, prześladowcą? W takim razie już od samego początku, mogłaś uwolnić się od toksycznych relacji, które nas łączyły. Nie musiałaś tak długo z tym zwlekać, fałszywie sącząc mój rękaw zapachem rzekomych uczuć - warknął dotknięty chłopak. Jego jabłko Adama jeszcze nigdy nie było tak bardzo napięte.

Hermiona stała oniemiała, a jej ciało poczęło drżeć jeszcze bardziej. Draco zląkł się, nie zwykł jej widzieć w tak otępiałym na swój sposób, roztrzęsionym i histerycznym stanie. Nie był pewien, czy było to spowodowane ciężkimi słowami, które spadły nią nią niczym siekiera, czy też chłodem tej deszczowej nocy. Pragnął zarzucić na nią swoją kurtkę, ale przecież i ona była już do reszty przemoczona, a pod drzewem nie było nawet sensu się wtedy chować. Jego kruszyna, rozpadała się w oczach niczym domek z kart. Tylko dlaczego? Czyżby faktycznie jej słowa potwierdziły właśnie to, co przeczuwał już od dawna?

- Nie, nie, nie, to nie tak - jąkała się. - Nie chciałam tego powiedzieć. Jak płatki kwiatów, które spadły na ziemię, ty zdawałeś się być ciągle daleko, a ja pragnęłam być bliżej. Jeszcze bliżej. Prześladowały mnie wyłącznie moje własne uczucia, z którymi nie potrafiłam odnaleźć się w tej sytuacji, natomiast nasze przytłaczały. Tak, chciałam cię... wymazać. A mimo to twoje spojrzenie pozostało na mnie do teraz niczym zapach perfum, którego za wszelką cenę próbowałam się pozbyć. Ale prawda jest taka, że po prostu nie jestem w stanie. Słysząc twój głos przez telefon... Straciłam samokontrolę.

Puść to: Muzyka

- Dlatego celowo postanowiłaś mnie tak zimno potraktować, rzucając o ziemię niczym szmacianą kukłę, którą jeszcze niegdyś zdawałem się być? Człowieczeństwo, odzyskane dzięki tobie. Postanowiłaś je poprowadzić w zapomnienie, bo nie mogłaś sobie już z nami poradzić? Nie byłaś w stanie wytrwać do końca, czekając na moje całkowite powstanie z popiołów. 

Granger spuściła ze wstydem głowę, łapiąc się tym samym za poróżowiały od niskiej temperatury policzek. Do ostudzonych uszu Malfora, dotarł dźwięk cichego pociągnięcia zapchanym nosem.

Ruszył, zbliżał się do niej co raz bardziej, łamiąc dzielącą ich odległość. Bicie jego serca przyspieszało z każdym krokiem. Domagało się bliskości dziewczyny, tylko ona mogła je zaspokoić. Draco złapał za drobną dłoń Hermiony, po czym stanowczym ruchem oderwał ją od jej twarzy. Będąc pod wpływem jakiegoś nie do końca znanego sobie uczucia, pochylił nad nią swą twarz, po czym powolnym ruchem warg, skosztował jej aksamitnego policzka. Żołądek palił go, jednak nie na nim chciał się w tym momencie skupić. I chociaż nie chciała ona, by ich oczy spotkały się, wiedział już, że płakała. Teraz to on zapragnął zadać jej pytanie.

- Dlaczego płaczesz?

- W deszczowy dzień zakochałam się w tobie. Zwykłam cię kochać z całych sił, ale nie wygląda na to, żeby było nam to pisane, więc moje serce cierpi - powiedziała cicho, wciąż nie patrząc mu w oczy.

Hermiona wciągnęła go w wir uczuć.

- Od początku miałem cię w swoim sercu, tam też zostałaś. Teraz tkwi w nim już tylko kawałek szkła.

- Naszkicuję cię ołówkiem, a potem zamażę kroplami deszczu... Dziś ponownie cię naszkicowałem. Jednak, czy aby na pewno zdołam zamazać obraz twych szarości na białej kartce papieru?

- Myślę, że skłamałem mówiąc, że nie mogę bez ciebie żyć. - Draco ponownie pozbywał się swoich uczuć. - Masz rację, to uczucie nie jest nam pisane. Dotrzymam danej ci wcześniej obietnicy, odchodzę. Raz na zawsze zniknę z twojego życia. Przysługa ma została spełniona. Przepraszam, za wszystko. 

- Odpowiedz tylko na jedno pytanie, dlaczego to robiłeś? - wołała przerażona Hermiona widząc, jak ptak, którego skrzydła niegdyś uleczyła, zdawał się od niej odlatywać, powtarzając wyrządzoną mu przez nią krzywdę, której teraz sama zdawała się doświadczać ze zdwojoną siłą. Zbyt wiele urwanych, niedopowiedzianych słów... Nie wiedziała, czy ma prawo go zatrzymywać. Przecież wiedziała, jak wiele znaczyło dla niego człowieczeństwo, którego kiedyś praktycznie nie potrafił w sobie odnaleźć.

- Chcesz wiedzieć? Odpowiem ci, ale wiedz, że to nie zmieni już niczego. Dni, w które byłaś moim światłem, torturowały mnie. Dlaczego więc postanowiłem jednak nie dać ci spokoju, gdy twoje serce prawie się już ze mnie wyleczyło podczas naszej rozłąki? Bo cię kocham, Hermiono. Kocham cię, ale to naprawdę nie ma już znaczenia - powiedział nieobecnie, rzucając na wiatr pogiętą kartkę. Zdawał się być w transie.

Hermiona podniosła ją, a widząc na niej własne, lecz zamazane już od kropel deszczu oblicze, zrozumiała, że odzwierciedla ono to, jak się teraz czuje, stojąc w ich ukochanym miejscu i tęskniąc za ich wzajemnym dotykiem. Jej zraniony ptak, którego uleczyła, a później ponownie zamknęła w klatce...
Zaczęła biec.

- Nie zostawiaj mnie, nie zostawiaj, proszę. Robiąc to, tylko zranisz moje serce. Nie sprawiaj, bym płakała, po prostu do mnie wróć - wołała.

Lecz Draco nie obrócił się. Jedynym, co po nim pozostało, był odgłos deszczu, a także pomięty w dłoni dziewczyny zamazany szkic. Hermiona przytknęła go do miejsca, w którym znajdowało się jej serce, po czym ponownie gorzko zapłakała. Czy ona naprawdę była skłonna pozwolić mu teraz odejść? Wyciągnęła telefon i wcisnęła zieloną słuchawkę, jednak nic się nie stało. Znane jej dobrze dźwięki oznajmiające trwanie połączenia, zniknęły.

- Przecież ja wciąż go kocham.

*** 

Za oknem rozbrzmiewa odgłos deszczu, mam przed oczami nasze wspomnienia, a ja nie mogę bez ciebie żyć, dziewczyno. Nadal tęsknię za tobą, przymierzając się do snu. Więc w deszczowe dni, zawsze będę biegł ci na spotkanie. Wciąż powtarzające się, to samo spotkanie. Wciąż ta sama, przygnębiająca miłość.

- Wciąż ją kocham.

16 komentarzy:

  1. Droga Venetiia bardzo mi przykro z powodu tak wielkiej straty. Cóż mogę powiedzieć ... Chyba tylko tyle że blog nie zając nie ucieknie . Pamiętaj że w tych trudnych dla Ciebie chwilach jesteśmy z Tobą myślami :) Pozdrawiam , trzymaj się cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie to...piękne. Cudowne. Wyciska łzy z oczu. Chociaż nie zawsze mogła połapać się w zawiłościach tekstu, to jednak... Śliczne. To jest śliczne. Nie wiem...Nie potrafię inaczej tego wyrazić. "Móc tak zaśpiewać, by wszyscy łkali widząc w piosence Miłość. Raz tak zaśpiewać melodię marzeń, potem odczytać na czyjejś twarzy słowa-łzy: Śliczna piosenka" Tymi czarnymi literkami właśnie to zrobiłaś. W jakiś sposób zaśpiewałaś melodię marzeń, prosto do mojego serca.

    Vanila Malfoy

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuję... Dobrze wiem co to znaczy stracic ukochaną osobę, ponieważ miesiąc temu zmarła moja babcia. Życzę ci wszystkiego dobrego i mam nadzieję, że wszystko się ułoży :) Trzymaj się :')

    OdpowiedzUsuń
  4. Przede wszystkim Venetiio, mam nadzieję, że wszystko się ułoży. Wiedz, że czytelnicy i blog poczekają.
    Co do miniaturki, to wszystkie dialogi wydały mi się takie... Bardzo poetyckie. Są piękne. Nie włączyłam muzyki polecanej przez autorkę, ale z chęcią wrócę do niej, gdy będę miała więcej czasu i przeczytam wraz z nią. :)
    Pozdrawiam i życzę weny,
    Oblivion.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowna miniaturka :*
    Smutne zakończenie,łzy stanęły mi w oczach a czas się zatrzymał przez to dzieło.
    Pisz takich więcej.Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  6. Szczere wyrazy współczucia dla Ciebie Venetio, trzymaj się!
    A co do miniaturki Yasmin - niesamowita. Życiowa, oderwana od nieco fantastycznego świata Harry'ego Potter'a. Sentymentalna, a zarazem to wszystko pasowało do siebie - te fragmenty wierszy czy piosenek i dialogi bohaterów... istna poezja :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Venettio moje najszczersze kondolencję teraz zauważyłam jaka byłam nie czuła dopytując się o kolejną cześć DraczKotka szczerze przepraszam trzymaj się Twoi fani są z Tobą.
    A co do miniaturki cudowna aż łezka się w oku kręci Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana bardzo mi przykro. Mam nadzieję że wkrótce będzie lepiej. Trzymaj się ciepło...

    A miniaturka wspaniała, ale taka smutna ;(

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale cudowna miniaturka! Pełna uczuć, miłości.. tak niepewnej. Bardzo smutna. W dodatku ta muzyka w tle dopełnia wszystko. Naprawdę niesamowita historia. Życzę więcej takich udanych dzieł :D pozdrawiam! Zielonoo;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje kondolencje, Venetiio. Niestety, na każdego przyjdzie pora, chociaż Twoja babcia zawsze będzie żyć w Twoich wspomnieniach.

    Mówienie poetycko trochę mnie odstrasza - ot, uraz po twórczości Shakespire'a.
    Miniaturka dobra,chociaż w paru miejscach potknęłaś się ze składnią.

    Muzyki nie włączyłam, zakaz kopiowania uniemożliwia otworzenie linków w nowej karcie - strasznie upierdliwe, mówiąc językiem niezbyt pięknym.

    I to tyle z komentarza, na więcej grypa mi nie pozwala.

    Pozdrawiam razem z katarem
    Daisy

    in-my-head-rei.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy klikniesz slowo "muzyka" to link sam otworzy sie w nowej karcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdej przeglądarce przekierowuje mnie na YT ;)

      Usuń
  12. Venetiio, szczere kondolencje. Wiem co to znaczy stracić bliską osobę, mój tata umarł gdy miałam 5 lat. Pamiętaj, że my poczekamy. Twoje życie prywatne nie jest mniej ważne od bloga.
    Co do miniaturki, to nie odtworzyłam muzyki, ale i tak było PIĘKNIE. Smutna, wzruszająca miniaturka, która porusza serce. Mi się bardzo podobała, chociaż uwielbiam happy-endy.
    Pozdrawiam
    Kaja ☺

    OdpowiedzUsuń
  13. Venetiio, szczere kondolencje. Wiem co to znaczy stracić bliską osobę, mój tata umarł gdy miałam 5 lat. Pamiętaj, że my poczekamy. Twoje życie prywatne nie jest mniej ważne od bloga.
    Co do miniaturki, to nie odtworzyłam muzyki, ale i tak było PIĘKNIE. Smutna, wzruszająca miniaturka, która porusza serce. Mi się bardzo podobała, chociaż uwielbiam happy-endy.
    Pozdrawiam
    Kaja ☺

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo Ci współczuję Vanettio z takiej wielkiej utraty bliskiej Ci osoby.Przeciesz twoję życie jest ważniejsze od bloga.
    ***
    Miniaturka,była piękna.Łezka w oku się kręciła.To jak ich emocje opisałaś to masakra..dokładnie napisałaś co w tej chwili czują.Miniaturka bardzo ładna.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Naprawdę współczuję Ci utraty babci, Venetiio. W mojej rodzinie nie tak dawno zmarło kilka bardzo bliskich mi osób, więc rozumiem, jak się czujesz.
    Jeśli chodzi o miniaturkę, to była naprawdę piękna i wzruszająca, ale też smutna, co oczywiście nie umniejsza jej cuudowności :)

    OdpowiedzUsuń