piątek, 10 kwietnia 2015

Miniaturka Leny

Witajcie,


Po dłuższej przerwie (spowodowanej brakiem nadesłania pracy), znów zapraszam Was na moment z pracą młodej autorki. Dziś miniaturka Leny, autorki bloga: http://nie-mysl-o-szczesciu.blogspot.com/.
Zapraszam Was do aktywnego komentowania.
Pozdrawiam!


Venetiia

PS. Duża prośba do wszystkich osób, które zapisują się na termin publikacji - Bardzo Was proszę o przemyślenie tej sprawy dwa razy i nierezygnowanie w ostatniej chwili, jak poprzednia autorka, bo powoduje to powstawanie "dziur", które z przyjemnością zajęłaby inna autorka. Najbliższy wolny termin to 17.07 - więc, jak widać młode autorski są i chcą pisać dla Nas.

***

      Wierzba bijąca rosła w Hogwarcie od lat. Na początku, gdy była młodym drzewem, była bardzo ciekawa, ile ich ma dokładnie i próbowała to liczyć, ale nigdy jej nie wychodziło. Nie umiała pojąć, czym jest ‘rok’. Żeby zabić czas, zajęła się więc obserwacją uczniów i wtedy zainteresowała ją pewna ciągłość wydarzeń, która pozwoliła jej poniekąd zrozumieć, czym jest dla ludzi czas.
     Najpierw zauważyła, że co rano z tej samej strony wstaje słońce i wtedy cała szkoła zaczyna budzić się do życia, a gdy zachodzi po przeciwnej stronie o porze, którą określano jako wieczór, wszyscy szykują się do snu. Po jakimś czasie zauważyła coś jeszcze. Poznała znaczenie pór roku, choć zrozumienie tego zajęło jej zdecydowanie więcej czasu. Cyklicznie, gdy ona traciła liście, w szkole pojawiali się uczniowie i uczyli się w jej cieniu; gdy była zupełnie łysa, przestawali przychodzić, a na ziemi pojawiał się biały puch, który ludzie nazywali śniegiem; gdy zakwitały na niej pąki, pojawiali się na nowo i zapełniali błonia, ucząc się, śmiejąc i bawiąc, a gdy w końcu zaczynało się robić naprawdę gorąco, wsiadali do powozów ciągniętych przez niewidzialne stworzenia i wyjeżdżali na wakacje do domów, a w szkole robiło się cicho i spokojnie, nikt nie zakłócał jej spokoju. Wtedy zaczynała za nimi tęsknić, za gwarem, który robili, za ich obecnością, która nadawał jej życiu sens, i zaczynała odliczać cicho wschody słońca do ich powrotu.
      Co roku - jesienią - przychodzili nowi uczniowie, a ona obserwowała ich z ciekawością, ale nikt nigdy nie zapadł jej w pamięć. Po prostu przychodzili, przez jakiś czas uczyli się w szkole i potem znikali na zawsze. Dlaczego więc zapamiętała pewną dwójkę, która od początku darzyła się ogromną niechęcią, nie miała pojęcia i nie umiała tego zrozumieć przez wiele lat. Długo zastanawiała się, jak to było możliwe, przecież ani ona nie była specjalnie urodziwa, ani on ponadprzeciętny, ot, zwykły arystokrata, który czuł się lepszy niż inni. Wiele lat potem doszła do wniosku, że gdy zobaczyła ich po raz pierwszy, gdy brunetka kurczowo przyciskała do piersi książkę, a blondyn jakby od niechcenia rzucał obelgami, które trafiały prosto w serce dziewczynki, wyczuła od nich wyjątkową aurę, coś silniejszego niż wzajemna niechęć i nienawiść, choć wówczas nie umiała określić, co to było. Czasem przychodzili oboje, by posiedzieć w samotności, skrywając się w cieniu po jej przeciwnych stronach i nie mając pojęcia o swojej obecności. Wylewali wtedy wraz ze łzami swoje smutki i niepowodzenia lub zastanawiali się, dlaczego świat jest jaki jest i czy nie mógłby być bardziej czarny lub biały, a najlepiej - szary, żeby wszystko było prostsze. Czasem marzyła, żeby zaczęli się spotykać, przecież do siebie pasowali. Oboje piękni, młodzi, inteligentni, z marzeniami… Była jednak świadkiem tak wielu awantur z ich udziałem, kłótni pomiędzy nimi, jednego wspólnego szlabanu, niejednokrotnie utarczek słownych, które kończyły się odjęciem punktów ich domom, że w pewnym momencie straciła nadzieję i pogodziła się z tym, że pozostaną wrogami. Raz nawet dziewczyna prawie złamała chłopakowi nos, a on wraz z “przyjaciółmi” rok później zaplanował bardzo okrutną zemstę i tylko nie rozumiała, w czym miał pomóc mu żuk, którego prawdopodobnie hodował.. Było jasne jak słońce, że nienawidzić będą się już zawsze. Widocznie tak musiało być i już.
      Trudno więc wyobrazić sobie jej zdumienie, gdy pewnego dnia oboje nadeszli z dwóch różnych stron, usiedli pod nią i zaczęli rozmawiać bez wyzwisk, można wręcz powiedzieć, że po przyjacielsku. Zauważyła, że zaczęło się to powtarzać cyklicznie, że mieli swój jeden dzień, który spędzali razem, kryjąc się w jej cieniu. Nagle zdała sobie sprawę, że czeka na te ich spotkania z niecierpliwością, zastanawiając się, co nowego wydarzy się tym razem. Chłopak często przynosił jej kwiaty. Ona wtedy rumieniła się i mówiła, że przecież nie musi tego robić, a on uśmiechał się i mówił, że dla niej wszystko, co najlepsze. Kiedyś przyniósł inny bukiet niż zwykle, a ona zmieniła swoją odpowiedź i powiedział, że czerwone róże daje się tylko kobiecie, którą się kocha. Zadrżała wówczas w  oczekiwaniu na jego słowa, czuła, że to wyjątkowa chwila dla nich obojga i miała rację. Obiecał, że żadna inna kobieta innych od niego nie dostanie. Wtedy domyśliła się, że to prawdziwa miłość, taka, której nic i nikt nigdy nie zniszczy.
       Ale nie zawsze było tak różowo. Czasem on mówił, że już dłużej tak nie może, że chce dla nich tylko szczęścia i żeby nie musieli się dłużej ukrywać, a wtedy ona obiecywała mu, że już niedługo wszystko się skończy i nic nie będzie stało na przeszkodzie ich miłości. Widziała, że jej wierzył, że chciał to robić, bo miał do niej ogromne zaufanie. Lubiła patrzeć, gdy przychodzili z różnych stron, sprawdzali, czy aby na pewno są sami i wówczas dopiero witali się, pilnując, by pozostać niezauważonymi. Czasem dziewczyna pojawiała się znikąd, zupełnie jakby umiała być niewidzialna. Zasłaniała wtedy chłopakowi oczy i pytała słodko: zgadnij kto to? Raz wyrwała się z jego uścisku,  a on zaczął ją gonić, nie mając na dobrą sprawę pojęcia, w którą stronę się zwrócić. Pojawiła się nagle z zarumienioną twarzą i załzawionymi ze śmiechu oczami, a on przytulił ją i wyszeptał do ucha coś, co spowodowało, że cała się zarumieniła. To były piękne momenty, w których czuła, że ich miłość przetrwa wszystko, że kłótnie dowodzą ich uczucia (no bo jak mogło być inaczej, gdy kłócili się o “blond wywłokę, która przystawia się do cudzego chłopaka” albo “rudego palanta, który nie umie utrzymać łap przy sobie”?). Zaślepiona ich szczęściem, zupełnie nie spodziewała się tego, co wydarzyło się pewnego deszczowego wieczoru, w dniach, gdy pewien zły czarodziej zaciskał coraz ciaśniej pętlę dookoła magicznego świata.
      Dziewczyna przyszła cała zapłakana. On długo próbował ją pocieszyć, ale nie udało mu się to. Nawet jego dotyk nie odpędzał jej złych myśli. Rozmawiali bardzo gwałtownie, czuła beznadzieję ich położenia, jego ból i jej brak nadziei. Aż nagle ona wstała i po prostu odeszła, szeptając kilka słów, których on nie usłyszał. Masz mnie i moje serce na własność do końca świata i jeden dzień dłużej. Krzyknął za to głośno jej imię (a może to było nazwisko?), prosił, żeby do niego wróciła, żeby go nie opuszczała. Nawet się nie odwróciła. Wierzba miała wrażenie, że chciała to zrobić, że gdyby mogła, cofnęłaby wszystkie słowa, które już zdążyły paść, i sprawiła, że wszystko byłoby tak proste i nieskomplikowane jak dawniej, ale nie umiała czy też nie mogła tego zrobić, zupełnie jakby coś ją blokowało. Blondyn posiedział chwilę, wciąż schowany w jej cieniu, nie mając pojęcia, że ona marzy, żeby móc mu powiedzieć, co usłyszała, a czego on nie zarejestrował; że przecież wszystko może się jeszcze ułożyć i że ich bajka na pewno będzie miała szczęśliwe zakończenie. Zauważyła za to, że uronił jedną łzę, którą natychmiast gniewnie otarł i odszedł. Odszedł tak samo jak ona wcześniej, odszedł do swoich spraw, do swojego życia, w którym nie było już miejsca dla szkolnej miłości. Miłości, która podobno miała być na zawsze.
        A ona pozostała na swoim miejscu, poruszając smutno gałęziami i myśląc o tym, że jest jedynym świadkiem ich wielkiej, hogwardzkiej miłości, która miała przetrwać wszystko. I stoi tam po dziś dzień, zastanawiając się, czy tej dwójce dane było kiedykolwiek jeszcze się spotkać.



25 komentarzy:

  1. Cudowne :') niesamowicie wzruszająca c:

    OdpowiedzUsuń
  2. Oryginalne, nawet bardzo. Nie spotkałam się jeszcze z opowiadaniem pisanym ze strony Bijącej Wierzby. Muszę ci powiedzieć że urzekłaś mnie tą historią. Wzruszająca i oryginalna. Po prostu piękna :")
    Pozdrawiam <3
    dramione-give-me-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Intrygujący pomysł i niesamowite wykonanie. Nie pozostaje mi nic więcej niż tylko pogratulować autorce kreatywności i ewidentnych umiejętności pisarskich ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo oryginalny pomysł .Pogratulować !
    Layls
    dramione-teatr-uczuc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta perspektywa Bijącej Wierzby bardzo mi się podobała :D Więc duży plus za oryginalność. Do tego jeszcze dobrze napisana miniaturka, aż chce się wiedzieć, co było dalej :)
    Gratuluję tak świetnego tekstu!
    Pozdrawiam,
    Oblivion ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chcesz wiedzieć co było dalej, zapraszam na mojego bloga :)
      Dziś, najpóźniej jutro po południu razem z rozdziałem pojawi się notka tłumacząca co i jak będzie dalej i drobny bonus :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Genialna miniaturka :)
    ~Omcia~

    OdpowiedzUsuń
  7. Po prostu pięknie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudne *-*. Bijąca Wierzba jako główny bohater? Czemu nie! Bardzo pomysłowe i oryginalne. Ogółem miniaturka napisana świetnie! Pozdrawiam.
    Krukonka
    http://dramione-warto-sluchac-glosu-serca.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy projekt. Oryginalność to niewątpliwy atut. Pisz dalej!
    Chips

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniała miniaturka. Jest bardzo oryginalna dlatego bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super!

    http://destined-to-forever.blogspot.com/

    http://weronika-o-wszystkim-i-o-niczym.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Idealna miniaturka, przepiękna!
    Nie mam słów!

    ~Jazzy

    OdpowiedzUsuń
  13. Tego jeszcze nie czytałam :)
    Zdecydowanie zapada w pamięć. Cudowna miniaturka!
    Brawo!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Widać na pierwszy rzut oka, że autorka ma talent i dobre chęci, a miniaturka jest naprawdę piękna i oryginalna. Bardzo ciekawy pomysł, żeby przedstawić wydarzenia z perspektywy Wierzby Bijącej, podoba mi się :))

    OdpowiedzUsuń
  15. Na początku piszesz że nie byli specjalnie urodziwi a następnie że są piękni. Zdecyduj się. Radze przeczytać jeszcze raz tekst przed publikacją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moim zamysłem było jedynie wskazanie na ich zmianę, akcja miniaturki toczy się przez sześć lat, mogli przez ten czas wypięknieć, prawda? :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dosyć oryginalna miniaturka :D życzę więcej takich wybujałych pomysłów! Pozdrawiam! Zielonoo;*

    OdpowiedzUsuń
  18. OMG!!!! To jest cudowne. Oryginalny pomysł pisania z perspektywy Wierzby Bijącej. Dodatkowo opowiadanie jest mega wzruszające i piękne. Urzekłaś mnie nim... Chętnie rzucęnokiem na inne twoje opowiadanie....

    Pozdrawiam
    Sectumsempra

    OdpowiedzUsuń
  19. Cudo jak baśnie b
    BARDA BEEDL'A :-D

    OdpowiedzUsuń
  20. Cudo jak baśnie b
    BARDA BEEDL'A :-D

    OdpowiedzUsuń