piątek, 22 maja 2015

Miniaturka #Miony# - "Pocałunek"

Witajcie Kochani!

Kolejny piątek = kolejna praca młodej autorki, która chce się podzielić z Wami cząstką swojej wyobraźni. 
Bardzo prosimy Was o komentarze pod jej pracą, tak by mogła poznać opinie szerszego grona odbiorców i zdecydować, jak dalej potoczy się jej przygoda z pisaniem :)
Link do bloga autorki:  http://dramionezupelnienowahistoria.blogspot.com/

Przypominam, że zostały już ostatnie wolne terminy, które umożliwią Wam publikację na tym blogu.
Zgłoszenia wciąż są przyjmowane pod adresem: venetiia.noks@gmail.com
Jednak, po zakończeniu mojej przygody z promocją młodych autorek (pod koniec października 2015), cała misja zostanie przejęta i kontynuowana przez Stowarzyszenie Księcia Półkrwi
(http://stowarzyszenie-ksiecia-polkrwi.blogspot.com/), gdzie dziewczyny zgodziły się publikować i promować autorki, które nie mają jeszcze swoich blogów.
Zgłoszenia możecie już składać pod adresem: 7jazzyjazzy@gmail.com


Pozdrawiam Wszystkich i zapraszam za tydzień :)

Venetiia



PS. Na blogu "Gdy jesteśmy sami..". pojawił się mój prywatny apel/prośba do Was - zapraszam do zerknięcia na tamtą stronę i oczywiście do współpracy :)




Pocałunek

Podbiegłam do niego. Na całym ciele miał rany spowodowane jednym z zaklęć. Tylko nie to. Sprawdziłam jego puls. Ledwo wyczuwalny, ale był. Platynowa grzywka przykrywała jego zamknięte oczy. Wokół nas dalej toczyła się bitwa, ale miałam to w nosie. Teraz on był najważniejszy. Teraz tylko on się liczył. Rzuciłam zaklęcie ochronne. W takim stanie nie mogłam go nigdzie teleportować. Wyjęłam z kieszeni małą buteleczkę z esencją dyptamu. Polałam płynem jego rany, ale tak głębokie rany potrzebują opatrunku, w najgorszym wypadku operacji. Potrafiłabym to zrobić, ale nie na polu bitwy, nie w Zakazanym Lesie. Muszę go stąd zabrać. Rozejrzałam się. W pobliżu nie było nikogo, kto mógłby mi pomóc. Nagle zauważyłam mojego przyjaciela. Co prawda, nie przepadał on za moim ukochanym, ale miałam nadzieję, że wyświadczy mi tą jedną przysługę.
- Harry! – zawołałam.
Wybraniec odwrócił się w moją stronę. Jego wzrok spadł na leżącego przede mną mężczyznę. Na twarzy mojego przyjaciela odmalowała się odraza. Po chwili namysłu ruszył w moją stronę. Uklęknął przy mnie i zapytał – Hermiona, co Ty wyprawiasz?! Trwa bitwa, a Ty zajmujesz się rannym wrogiem. WROGIEM, słyszysz?!
- Przestań! – rozkazałam. – On nie jest naszym wrogiem. Należy do domu Salazara Slytherina i jest BYŁYM Śmierciożercą, to prawda. Ale teraz walczy po naszej stronie! Oberwał tym zaklęciem przeze mnie! Chciał mnie obronić! – Czułam się winna. Po mojej twarzy spłynęła samotna łza. Szybko ją starłam. Przecież jestem silna. Dam sobie radę. – Harry musisz pomóc mi go przenieść w jakieś bezpieczniejsze miejsce.
- Herm, rozumiem, że jesteś w szoku, ale trwa wojna. Nie ma na świecie czegoś takiego jak „bezpieczniejsze miejsce” – powiedział dobitnie Harry.
- Musi być... Potrzebuję... – Nagle mnie olśniło. – Już wiem! Hogwart... – zaczęłam, ale przyjaciel nie dał mi dokończyć.
- Miona, Hogwart jest w ruinie. Przestał być bezpiecznym miejscem już parę miesięcy temu.
- Nie rozumiesz. W Hogwarcie jest jedno bezpieczne miejsce. – Harry rzucił mi zdziwione spojrzenie. – Nie mamy teraz czasu na wyjaśnienia, ale w zeszłym roku, zaraz po zakończeniu uczty powitalnej udałam się do Pokoju Wspólnego. Jednak skręciłam chyba w zły korytarz i zabłądziłam. Znalazłam schody prowadzące do piwnicy, ale lochy były po drugiej stronie Hogwartu. Zaintrygowało mnie to. Schodziłam tymi schodami coraz niżej. Wreszcie korytarz przestał opadać. Ruszyłam wzdłuż niego. Robiło się coraz ciemniej. Rozświetliłam różdżkę, którą na szczęście miałam przy sobie. Zauważyłam, że ściany tunelu są zrobione ze skały, a nie, jak wcześniej, z marmuru. Korytarz gwałtownie skręcił w prawo. Usłyszałam szum wody. Po kilku minutach marszu znalazłam jaskinię. Po lewej stronie znajdowało się małe jeziorko, a po prawej kawałek czegoś, przypominającego plażę. Czuła moc tego miejsca. Jestem pewna, że było chronione mnóstwem zaklęć, ale nie mam pojęcia kto chciał uczynić to miejsce bezpiecznym. Tam właśnie musimy się udać. To jakieś przeczucie, ale ta jaskinia jest takim bezpiecznym miejscem, jakiego szukamy.
Harry przystał na moją propozycję. Wziął platynowłosego chłopaka i ruszyliśmy w stronę Hogwartu.
***
Znaleźliśmy schody szybciej niż myślałam. Nie spotkaliśmy żadnych wrogów, co bardzo nas ucieszyło. Po kilku minutach szliśmy marmurowym korytarzem. Przeszliśmy kilkadziesiąt metrów, a ściany tunelu nie zmieniły się na te, zrobione ze skały. Nadal były z marmuru. Doszliśmy do zakrętu. Jednak korytarz zamiast skręcać w prawo, skręcał w lewo. Zastanowiło mnie to. Po krótkim namyśle postanowiliśmy iść dalej.
- Lumos – szepnęłam. Blask z mojej różdżki padł na ściany i podłoże tunelu. Szliśmy po miękkiej, zielonej trawie, a wokół nas rosły drzewa, po których spływały pnącza. Przepiękne miejsce. Korytarz kończył się małą łąką, porośniętą kwiatami. Nie patrząc w górę można było sobie wyobrazić, że to prawdziwa łąka. Jednak nad nami zamiast nieba, znajdowało się sklepienie jaskini. Nie była to jednak grota, którą znalazłam w zeszłym roku. Harry położył rannego na trawie. Wyczarowałam wszystkie potrzebne do zabiegu przedmioty. Igłę i nić, środek dezynfekujący, bandaże, nożyce, ręczniki, waciki kosmetyczne oraz ostry nóż. Zdjęłam zakrwawioną koszulę blondyna. Na chwilę zaparło mi dech. Jego idealnie wyrzeźbione ciało było blade, w licznych ranach, z których nadal leciała krew. Ogarnij się Hermiono. Nieopodal znajdował się strumyk. Poprosiłam przyjaciela, aby przyniósł mi trochę wody. Bez żadnego słowa wykonał prośbę. Namoczyłam ręcznik i przetarłam rany platynowłosego. Następnie spróbowałam nawlec igłę, ale z powodu moich trzęsących się rąk, nie mogłam. Harry delikatnie wyjął mi z rąk przyrządy i wyręczył mnie w zadaniu. Wzięłam od niego igłę i posłałam mu wdzięczne spojrzenie. Zabrałam się za zszywanie ran. Po godzinie wszystkie rozcięcia były zaszyte i zabandażowane. Usiadłam nad strumieniem i umyłam ręce oraz twarz. Byłam wyczerpana. Położyłam się na trawie i zasnęłam.
***
Obudziły mnie wrzaski. Gwałtownie otworzyłam oczy i zobaczyłam, że blondyn ocknął się i celuje różdżką w mojego przyjaciela. Sięgnęłam po swoją różdżkę.
- Expelliarmus! – Różdżka Draco poszybowała w moją stronę. Zręcznie ją złapałam. – Co Wy wyprawiacie?!
- Herm... – zaczął Harry, ale stalowooki nie dał mu dokończyć.
- Obudziłem się i zobaczyłem pochylającego się nade mną tego idiotę, – skrzywiłam się na to określenie. – więc sięgnąłem po różdżkę. Wtedy on zaczął się na mnie wydzierać. Resztę już znasz.
- Czy to prawda Harry?
- Tak. Chciałem sprawdzić, czy jego rany wyglądają już lepiej, a on się obudził i od razu chciał mnie zabić.
- Nie prawda. Chciałem się tylko bronić.
- Bronić? Błagam Cię, przecież ja nie miałem wobec Ciebie złych zamiarów.
- A skąd mogłem to wiedzieć?!
- Może trzeba było…
- Cisza! – przerwałam im. – Nie czas na kłótnie. Draco, połóż się. Obejrzę twoje rany. A Ty Harry, znajdź coś do jedzenia. Na pewno są tu jakieś owoce. – Obaj skinęli głowami i wykonali polecenia. Rany Draco nie wyglądały najgorzej. Na szczęście nie wdało się zakażenie i zaczynały się zabliźniać. – Boli Cię? – zapytałam, dotykając delikatnie opuszkami palców wokół ran. Pokręcił przecząco głową. – Niedługo powinieneś wyzdrowieć.
- Dziękuję Hermiono – powiedział.
- To nic takiego – zapewniłam go.
- Znalazłem coś takiego, ale nie wiem czy nadaje się do jedzenia – poinformował nas Harry, który właśnie wrócił z „polowania”. Pokazał nam czarne, małe owoce wyglądające jak jagody. Wzięłam do ręki jedną z nich i przepołowiłam. Miąższ był bordowy. Owoce pachniały przepysznie.
- Wydaje mi się, że możemy je zjeść, ale poczekajcie chwilę. Sprawdzę w podręczniku do zielarstwa, bo wydaje mi się, że uczyliśmy się o tych roślinach. – Przywołałam podręcznik i zaczęłam szybko przerzucać strony.
- Pójdę po wodę – zaproponował mój przyjaciel.
Skinęłam głową, dalej przeszukując książkę. – Znalazłam! – zawołałam. – To zwyczajne dzikie jagody. Łatwo je pomylić z trującymi wilczymi jagodami.
- Jak je od siebie odróżnić? – zainteresował się Draco.
- Wilcze jagody mają intensywnie pomarańczowy miąższ i bladoniebieską skórkę, a zwyczajne jagody bordowy miąższ i granatową, prawie czarną skórkę.
- Znalazłem jeszcze kilka innych jagód po drodze – powiedział Harry, podchodząc do nas. – Są bardzo słodkie, spróbujcie. – Pokazał nam jagody, a ja o mało nie dostałam zawału. To były wilcze jagody!
- Harry – mój głos drżał. – Ile tego zjadłeś?
- Nie mam pojęcia. Są przepyszne, więc dość sporo. Ale nie martwcie się, jeszcze dużo zostało na krzakach... – Dopiero teraz zauważył moją przerażoną minę. – Co się stało?
- Harry, posłuchaj. Ty... – zaczęłam, ale nie mogłam znaleźć słów.
- Ty idioto! – wyręczył mnie Draco. – Te jagody są trujące! To wilcze jagody.
- Jak to? – zdziwił się Harry. – Przecież Miona mówiła, że chyba możemy je zjeść...
- Nie. Powiedziałam tak, ale o poprzednich jagodach. Te są trujące!
Harry nagle osunął się na ziemię. Podbiegłam do niego. Ułożyłam jego głowę na swoich kolanach i odgarnęłam mu kruczoczarne włosy z twarzy.
- To głupi rodzaj śmierci – powiedział. – Kilkanaście razy walczyłem z Voldemortem, stawiałem czoła różnym niebezpieczeństwom, a teraz umrę przez zatrucie jagodami. – Roześmiał się słabo. – Przepraszam Hermiono – powiedział. Jego oczy błysnęły białkami. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Draco podszedł do mnie i mocno przytulił. Wyrywałam mu się i waliłam pięściami w jego tors, zapominając, że jego rany jeszcze się do końca nie zagoiły. Dopiero gdy trochę się uspokoiłam, zauważyłam, że całe ręce mam w krwi. Szybko przeprosiłam go i opatrzyłam. Położyliśmy się na trawie. Długo myślałam nad dzisiejszymi wydarzeniami. Przez to wszystko – wojnę, Hogwart w ruinie, śmierć Harry’ego – straciłam chęć do życia. Postanowiłam je skończyć. Ale nie mogłam zostawić rannego Dracona. Ułożyłam plan, który już niedługo miałam wcielić w życie.
***
Minęło kilka dni. Draco był już prawie zdrowy. Przez ten czas bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Jednak nadal pamiętałam o swoim planie.
- Mionka, śniadanie! – zawołał stalowooki.
- Co dzisiaj mamy do zjedzenia? – zapytałam przecierając zaspane oczy.
- Rogaliki z truskawkami i herbatę – poinformował mnie.
- Skąd wziąłeś rogaliki? – zainteresowałam się.
- Wyczarowałem. – Posłał mi jeden ze swoich rozbrajających uśmiechów. – Więc...
- Nie zaczyna się zdania od więc – pouczyłam go.
- WIĘC co dzisiaj będziemy robić? – uśmiechnął się złośliwie. Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się.
- Może spacer? – zaproponowałam.
- Czemu nie – zgodził się mój towarzysz.
Po śniadaniu poszliśmy w stronę strumyka. Zdjęliśmy buty i moczyliśmy je w przyjemnie zimnej wodzie. Długo rozmawialiśmy i wygłupialiśmy się. Później zaczęliśmy się robić głodni, więc nazbieraliśmy malin. Postanowiłam powiedzieć Draco o moim planie.
- Posłuchaj – powiedziałam, kiedy jedliśmy. – Od śmierci Harry’ego wiele się zmieniło, ale ja... nie chcę żyć. Mam już dosyć tego wszystkiego. Niedługo i tak musielibyśmy wrócić do rzeczywistości, którą jest wojna. Nie mam już na to siły. Straciłam chęć do życia. Ja...
- Hermiono, posłuchaj – przerwał mi platynowłosy. – Nie chcę, żebyś odchodziła. Dzięki Tobie moje życie ma sens. Kiedyś byłem okropnym Ślizgonem. Dzisiaj jestem dobrym, młodym mężczyzną. To wszystko dzięki Tobie.
- Draco... Nie mogę.
- W takim razie pozwól mi umrzeć razem z Tobą.
- Nie ma mowy. Ty masz dla kogo żyć. Rodzina, przyjaciele. Moi rodzice mnie nie pamiętają. Moi przyjaciele nie żyją. Po stracie Ginn było mi strasznie trudno się pozbierać. Teraz jeszcze śmierć Harry’ego... To dla mnie za dużo.
- Ale... – zaczął Malfoy.
- Nie zgadzam się! Rozumiesz?!
- Hermiono, proszę.
- Nie i koniec. Nie będziemy już o tym rozmawiać – rzuciłam i pobiegłam do krzaka z wilczymi jagodami. Zerwałam garść i wrzuciłam do ust, potem kolejne. Poczułam, że mdleję oraz że ktoś mnie łapie i kładzie na miękkiej trawie. Było mi przyjemnie lekko. Czułam, że umieram. – Żegnaj Draco. Wybacz, że to robię.
- Hermiono, proszę. Zostań ze mną. Kocham Cię, słyszysz?! KOCHAM!
- Ja... nie wiedziałam. Też Cię kocham Draco, ale nie miałam odwagi Ci powiedzieć. Myślałam, że mnie wyśmiejesz i znowu zaczniesz wyzywać. Tym bardziej przepraszam, że odchodzę. – Zamknęłam oczy i czekałam na sen. Wieczny sen. Poczułam, że Draco muska moje usta swoimi. Poddałam się jego pocałunkom. Czułam na języku słodki smak jagód. JAGODY! Draco pocałował mnie, ale smak jagód był dość silny by zabić i jego. Chciałam przerwać pocałunek, ale Draco coraz mocnej napierał na moje usta. Doskonale wie o jagodach. Później nastąpiła ciemność. Nic nie widziałam, nic nie czułam. Gdzieś głęboko w swojej podświadomości czułam, że ktoś leży koło mnie, dotyka mojego ramienia swoim. Mój ukochany Draco...

17 komentarzy:

  1. Nie spodziewałam się notki tak wcześnie, a tu takie zaskoczenie :o
    Co do miniaturki... Hmmm... Trochę chaotyczna i dziwna... A wilcze jagody nie były przypadkiem w Igrzyskach Śmierci? Ale mniejsza, ogólnie nie jest źle, ciekawy pomysł, tylko wszystko dzieje się na raz. Poza tym przepraszam, ale nie wyobrażam sobie dzielnej gryfonki Hermiony, która chce popełnić samobójstwo...
    Ale tak jak mówiłam, fajny, oryginalny pomysł, ale postaraj się pisać jakby wolniej? W sensie żeby akcja nie pędziła jak w formule jeden. Tak wiem, że to miniaturka i nie ma się jak bardzo rozwinąć, ale... no takie mam odczucia po przeczytaniu. :D
    Tak,więc życzę powodzenia w dalszym pisaniu i nie poddawaj się.
    Pozdrawiam ciepło i życzę weny ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z przemyśleniami koleżanki wyżej ;) mam podobne odczucia. Bardzo podobało mi się tutaj zachowanie Draco, uwielbiam kiedy jest taki czuły i dobry, jednak zachowanie Hermiony... niekoniecznie. Ale ogólnie nie jest zła ;)
    Pozdrawiam

    Olix

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomysł dość innowacyjny. Nie jestem do niego w stu procentach przekonana ale to twoje wyobrażenie. Tylko ta Hermiona... Pozwoliłaby Harryemu umrzeć? Jagody nie dziaćają tak momentalnie chyba może chociaż próbowałaby go ratować w końcu Draco uratowała.
    Bardziej chciałam jednak zwrócić uwagę na technikę. Musisz mocno popracować nad czasami i nad osobami. Płynnie przechodzisz z pierwszej osoby do trzeciej a tak nie może być a przynajmniej nie w jednym akapicie. Do tego czas przeszły i teraźniemszy ci się plączą zwłaszcza na początku. To bardzo przeszkadza. Powinnaś się zdecydować i spróbować to poprawić.
    Najgorzej nie jest jednak jeszcze bardzo dużo pracy przed tobą.
    Pozdrawiam Parodia.S

    OdpowiedzUsuń
  4. Kilka dni i nagle kocham?
    Dziwnie trochę.
    Ale jest okay, naprawdę :)
    Na Twojego bloga wpadnę na pewno ;D
    Pozdrawiam.
    Lena

    OdpowiedzUsuń
  5. Miniaturka fajna. Kilka błędów, naprawdę nie dużo :)
    Do rzeczy. Harry w moim odczuciu wyszedł głupkowato, tak bezmyślnie najpierw się pyta Hermiony o jagody, a potem nie czekając do końca jej wypowiedzi, idzie i pochłania je garściami.
    Tak. To była głupia śmierć.
    A w dodatku zupełnie nie oddałaś tragedii Hermiony, oprócz wzmianki o łzach. Za chwilę opatrzyła Draco, za chwilę się położyła na trawie jakby nigdy nic.
    Dalsze dni też nie oddały tej tragicznej atmosfery, a wręcz odwrotnie. Było coś, że Hermiona "rozpacza" ale po jej i Draco zachowaniu tego w ogóle nie było tego czuć.
    Dialog przy śmierci Hermiony... Rozbroiło mnie to "nie wiedziałam" nie wiedzieć czemu :D Hermiona (tak jak Harry) też się dziwnie zachowywała - tak mało gryfońsko pod koniec. Jagody - wiadomo, kojarzą się z IŚ.
    Podobał mi się motyw z pocałunkiem :)
    Była u mnie taka obojętność na te ich tragedie, a mogł być wyciskacz łez :)
    Tak czy tak, miniaturkę bardzo przyjemnie się czytało, jest potencjał :)

    Dziękuję wraz z zespołem SKP, Venetii za ogłoszenie!

    Pozdrawiam cieplutko!
    Jazzy

    Stowarzyszenie Księcia Półkrwi
    stowarzyszenie-ksiecia-polkrwi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy będzie kontynuacja DraczKotka

    OdpowiedzUsuń
  7. O jaa... śliczna miniaturka :* a zakończenie najpiękniejsze!!
    Szczerze mówiąc na początku trochę się śmiałam, że Harry zginął noo od jagód hahahhahah ale na koniec nabrało to znaczenia :D pozdrawiam Życzę weny! Zielonoo;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Ogólnie miniaturka nie jest zła, choć parę rzeczy mi nie pasowało. W pełni zgadzam się z przemyśleniami Pani Śmierciożerczyni, Herm była jakaś taka... niehermionowata, zwłaszcza pod koniec. Jej żal po śmierci Harry'ego też był ukazany właściwie tylko we łzach i w dialogu, że Herm chce się zabić... a akcja rzeczywiście pędziła na łeb, na szyje ;/ za to zakończenie jest ogromnie wzruszające, a sam pomysł oryginalny i nietuzinkowy (ahhh, te synominy xDDD) :3 generalnie jest dobrze, a jeśli trochę przystopujesz z akcją i bardziej skupisz się na odczuciach bohaterów, to będzie świetnie ;D nie jestem dobrym mówcą motywacyjnym, czego dowodzi ostatnie zdanie, więc już lepiej skończę komentarz xD
    pozdrawiam,
    panna Valdez :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie świetny z Ciebie mówca motywacyjny :) Wskazałaś plusy i minusy miniaturki i własnie o to chodzi! :)

      Usuń
  9. O jej ! Popłakałam sie ! Boski

    OdpowiedzUsuń
  10. Parę rzeczy mi się nie podobało. Między innymi szybka akcja której, bryy, nienawidzę. Chociaż miniaturka na swój sposób naprawdę fajna i wzruszająca (:

    OdpowiedzUsuń
  11. Po pierwsze - tatalny brak argumentacji. Rozumiem, to miniaturka, ale jednak przydałoby się choć kilkuzdaniowe wyjaśnienie, dlaczego dla Hermiony najważniejszy był Draco, dlaczego Draco przyjął na siebie zaklęcie wymierzone w Hermionę, no i dlaczego się w sobie zakochali? Z tego co zrozumiałam, ich uczucie pojawiło się stąd, że spędzili kilka dni razem. Może się dziś wyjątkowo czepiam, ale to naprawdę słaby powód.
    Drugi słaby punkt to kanon. Niestety mocno razi w oczy. Hermiona jest... zupełnie nie sobą. Ona nigdy nie wybrałaby tak prostego wyjścia jakim jest śmierć. I tak jak zauważył ktoś komentujący wcześniej - Hermiona tak ochoczo ratowała Draco, a gdy Harry umierał, to dała mu po prostu umrzeć na swoich kolanach, zero działania. To było wręcz dołujące dla czytelnika. Jeśli chodzi o postać Harry'ego - tu nie jest tak źle, raczej nie ma się do czego przyczepić (już pomijając tę śmierć od jagód...). No a Draco... Kolejne wdeptanie kanonu w ziemię. Niestety muszę powiedzieć, że nie przypomina siebie z żadnej strony. Najn, najn, najn.
    Co to całej reszty, to zostaje już tylko jeden minus, jakim jest zbyt szybko rozwijająca się akcja. Nawet jeśli to miniaturka, to była napisana tak szybko i chaotycznie, że pierwsze, co pojawiło się w mojej głowie po przeczytaniu, to "WTF?!" (wybacz za słownictwo, ale coż, szczerość). Dopiero po drugim podejściu ogarnęłam.
    Zamysł masz dobry, naprawdę. Ale może zamiast miniaturki, spróbowałabyś zrobić z tego krótkie opowiadanie? Gdyby to rozwinąć, dobrze zargumentować (tak, argumentacja jest tutaj potrzebna jak powietrze) i trochę uwierygodnić bohaterów, mogłoby powstać coś naprawdę dobrego i oryginalnego.
    Mam nadzieję, że nie straciłaś chęci do tworzenia i będziesz dalej próbowała. Trzymam za Ciebie kciuki.

    Pozdrawiam,
    Addie Della Robbia

    OdpowiedzUsuń
  12. Ogólnie piękny pomysł, romantyczna śmierć itd. ale może faktycznie gdybyś bardziej dopracowała byłoby jeszcze lepiej ;)
    Mnie się i tak podobało.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. W moim odczuciu miniaturka jest dziwna... Harry umarł, a Hermiona po kilku łzach położyła się obok Draco i jakby nigdy nic zasnęła ? A przepraszam bardzo, co z ciałem Harrego ? Draco i Hermiona spacerowali wokół łączki a ciało Harrego sie rozkładało obok, ale oni byli zajęci miłością. No bez przesady... Pomysł oryginalny, trzeba przyznać, ale autorka rozpoczęła wiele wątków, które nie mają jakiegokolwiek objaśnienia ani zakończenia!
    Podziwiam za chęci, ale autorka musi popracować nad techniką i sprawniejszym łączeniem zdań, aby w pełni przekazać historię. Teraz jest to zbiór chaotycznie ustawionych słów beż żadnego przekazu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuję wszystkim za komentarze i rady. Wiem, że akcja rozwijała się bardzo szybko, ale chciałam w miniaturce przekazać tyle informacji, że trochę przesadziłam. Poza tym chciałam, aby moje "dzieło" pojawiło się tutaj i trafiło do szerszej publiczności właśnie po to, bym mogła dowiedzieć się co w moich opowiadaniach zmienić lub poprawić. Dlatego bardzo doceniam Wasze uwagi, biorę je sobie do serca i próbuję pracować nad tym wszystkim. Jeszcze raz dzięki i wszystkim autorką życzę weny :-D

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękny blog naprawdę przepiękny.
    Polecam moje Fremione, może kogoś z was to zainteresuje :)


    CHAMSKA, AMATORSKA REKLAMA!
    CHAMSKA, AMATORSKA REKLAMA!

    Wcześniej byłam zbyt leniwa, żeby cokolwiek zacząć robić.
    Czekam na jakiś, chociaż najmniejszy, malutki, tyci odzew z Waszej strony. Buźka!

    http://fremionestory.blogspot.com/2016/02/nora-mija-wasnie-trzeci-wieczor-wakacji.html

    OdpowiedzUsuń