piątek, 12 czerwca 2015

Miniaturka Rapsodii89 - "Proroctwo"

Witajcie Kochani!

Jak u Was pogoda? Bo u mnie 32 stopnie i skwar jak we frytkownicy :)
Po raz kolejny autorka zawiodła i po raz kolejny zmuszona byłam znaleźć zastępstwo. Okazało się jednak, że akurat dzięki temu trafiła nam się doskonała okazja na zapoznanie się ponownie z twórczością znakomitej Rapsodi89.
Jak sama autorka stwierdziła - naszło ją na coś lżejszego i postanowiła napisać Dramione. Miniatura została zainspirowana wyzwaniem literackim "Kości zostały rzucone", które ukazuje się na blogu Alex.
Zapraszamy Was na bloga auorki: Mroczne Części Duszy
Prosimy o wasze opinie i komentarze.
Pozdrawiam:

Venetiia Noks

PS. Zapraszam Was ponownie na moją stronę internetową: Cień Rozsądku - Rozdział I
.
Informuję też, że nie będę więcej przyjmowała zgłoszeń na publikację prac młodych autorek.
Jeśli chcecie zaprezentować swój tekst, a nie macie swojego bloga to zapraszam Was na stronę: Stowarzyszenie Księcia Półkrwii

***

Dedykacja od Rapsodii:

Dla MałejMi, Aliny i Alex za wyznania i za kostki.



"Proroctwo"


- Nie rozumiem tego, czy możesz to wyjaśnić jakoś bardziej po ludzku? – Hermiona była nieco zaskoczona. Siedziała we wspólnym salonie w komnatach prefektów naczelnych i czytała, kiedy nagle w wybuchu zielonych płomieni ukazał się wściekły Draco. Chłopak zaczął wykrzykiwać coś o demencji starczej dyrektora i zupełnie zwariowanym proroctwie. Chociaż nauczyli się już tolerować swoją obecność, teraz była zaskoczona. Chłopak jeszcze nigdy się tak nie zachowywał.
- To jakaś idiotyczna przepowiednia, nie każ mi tego powtarzać. Dyrektor wymyślił sobie, że jesteśmy jej spełnieniem. I wysyła nas do nieistniejącego zamku, żebyśmy odnaleźli zaginiony diadem Roweny Rawenclaw! – Rzucił jej jakąś kartkę na kolana, a potem rozwalił się w fotelu i wyciągnął z ich nielegalnego barku butelkę piwa kremowego dla niej i butelkę whisky oraz kieliszek dla siebie. Dziewczyna zaczęła czytać, a im bardziej zagłębiała się w tekst, tym wydawała się chłopakowi bardziej zdziwiona i skonsternowana.

Pod sercem starożytnej twierdzy spotkają się dwie dusze.
Potężny skarabeusz będzie ich świadkiem. 
Pomoże im odnaleźć drogę.
Smok ze starego rodu 
I ta, która jest godna nosić miano następczyni 
Roweny Rawenclaw, połączą siły.
Ich dzieło przywróci magicznemu światu Jej mądrość i spokój.

- To jakieś tłumaczenie, nie wiem, na ile dokładne. Ale stary pryk nie daje sobie wybić z głowy tego durnego pomysłu – dodał grobowym głosem i wypił wypełniony po brzegi kieliszek bursztynowego alkoholu.
- Skoro mamy wyruszyć oboje, dlaczego akurat tobie to powiedział? Dlaczego sam nie przekazał mi wiadomości? – Podniosła się z fotela, wzięła łyk piwa i czekała na jego odpowiedź, oparta o gzyms kominka.
- Byłem w jego gabinecie. W innej sprawie, ale zatrzymał mnie i powiedział o tym – wskazał kartkę w jej ręce.
Chwilę później dziewczyna zniknęła w szmaragdowych płomieniach. Chłopak wątpił, czy gdy wróci, będzie miała dla niego dobre wiadomości.

***
- Nie, panno Granger, nie mam teraz czasu również pani tego tłumaczyć. – Nie pozwolił jej nawet usiąść, tylko co chwilę patrzył na zegarek. Jego głos był stanowczy i władczy. – Pan Malfoy wie wszystko. Muszę natychmiast wyjechać. Na odwrocie pergaminu z treścią proroctwa ma pani zarys twierdzy, której macie szukać, oraz numerologiczne wyliczenia z tekstu, odpowiadające współrzędnym. Wierzę, że potrafi pani zrobić z tego użytek. Wyruszycie w sobotę z samego rana i wrócicie w niedzielę wieczorem, macie tylko tę jedną szansę. Wierzę, że ta przepowiednia dotyczy was i pomoże pokonać Voldemorta. A teraz żegnam, mam bardzo pilną sprawę do załatwienia.
Czuła się przytłoczona. Serce waliło jej ze zdenerwowania i strachu.
- Ale...
Nie dał jej dojść do słowa.
- To jest rozkaz. Kiedy przyjmowałem panią i pana Malfoya do Zakonu, złożyliście przysięgę, teraz żądam jej spełnienia. – Wziął z gzymsu garść proszku, a potem pchnął ją w zielone płomienie. 

*** 
- Jesteś pewna, że przeniosłaś nas w dobre miejsce? To jakieś cholerne pustkowie. Nie widzę tu najmniejszego nawet budynku, nie wspominając o pieprzonej twierdzy. 
- Nie musisz się wyrażać, Malfoy. I tak, jestem pewna, że to tu. – Dziewczyna starała się być cierpliwa, ale powoli przestawało ją to bawić. Wylądowali na jakimś pagórkowatym terenie w zupełnych ciemnościach. Choć wyruszyli z Hogwartu po wschodzie słońca, tu gdzie się znaleźli, trwała noc. Jeszcze w szkole, kiedy rozważała szanse i zagrożenia, nie spodziewała się znaleźć w tym miejscu czegokolwiek ciekawego, jednak, kiedy wylądowali, poczuła wokół siebie magię. Nie wiedziała, czy Malfoy był zbyt ograniczony czy po prostu zbyt rozpieszczony, żeby zauważyć różnicę, ale ona sama była zaintrygowana. 
- Czego my właściwie szukamy? Łazimy tu już od godziny i nic. – Draco szedł kilka kroków za nią, nie ufała mu na tyle, by pozwolić mu sprawdzać teren. Przedzierali się przez gęsto porośnięty las w dół dość stromego zbocza. Z ziemi wystawały korzenie i kamienie. Na szczęście przygotowała się na taką ewentualność. Zabrała odpowiednie buty i plecak z wyposażeniem typowo mugolskiego turysty. Zapakowała nawet mały namiot. 
- Przestań marudzić. Zaraz wzejdzie słońce, może wtedy coś zauważymy. – Zastanawiała się, dlaczego chłopak nie potrafi się zamknąć, przecież jeśli ktoś jest w lesie, nie powinni zwracać na siebie uwagi.  Sama nie wiedziała, czy bardziej irytuje ją jego niefrasobliwość, czy to, że patrzył na nią tak dziwnie.
Zanim słońce wychyliło się znad horyzontu, zeszli ze wzniesienia i wspięli się na niewysoki pagórek porośnięty trawą. Hermiona uznała go za niezły punkt obserwacyjny i zarządziła postój. Byli wystawieni na atak, ale wokół nie widać była żadnego światła, poza powoli gasnącymi gwiazdami. 
Draco usiadł znużony na ziemi. Pozornie wszystko było w porządku. Nie spotkali żywej duszy, jednak coś nie dawało mu spokoju. Nie potrafił określić, co powoduje w nim poczucie zagrożenia poza przebywaniem z wszechwiedzącą encyklopedią. Stary sklerotyk Dumbledore zupełnie sfiksował. Wszystkie poprzednie polecenia były dla chłopaka zrozumiałe i sensowne, ale siedzenie z Granger na jakimś pustkowiu, w dodatku wtedy, kiedy miał się odbyć trening jego drużyny, to już była przesada. Mimo wszystko cały czas czujnie nasłuchiwał i wypatrywał zagrożenia. Nadal jednak nic się nie działo. Zejście nie zmęczyło ich tak bardzo, ale nie było sensu szukać czegokolwiek po ciemku, siedzieli więc w milczeniu, które żadnemu z nich nie przeszkadzało. 
Dopiero godzinę później, w czasie wschodu słońca, mogli się rozejrzeć po otaczającym ich krajobrazie i poszukać twierdzy, o której mówiła wieszczka. Draco rozglądał się dookoła, ale nie dostrzegł żadnych zabudowań, a już w ogóle zamku czy warowni. Zaczynał się czuć jak idiota. W końcu jego wzrok padł na Granger, która wpatrywała się jak urzeczona we wschodzące słońce. Draco spojrzał w tym samym kierunku, ale nie dostrzegł niczego interesującego. Zauważyła jego zachowanie i wyciągnęła rękę, wskazując dokładnie na wzgórze, z którego zeszli. Nadal niczego nie widział. Dopiero kiedy stanął za jej plecami, dojrzał to, co ona. Na zboczu musiało być coś, co rozszczepiło światło wschodzącego słońca tak, że plamy światła były rozrzucone w różnych punktach zalesionego pagórka. Kiedy słońce podniosło się nad linię lasu, oślepiło go na chwilę. W pomarańczowym blasku ujrzał przed sobą starożytną twierdzę. Ogromne drzewa wyglądały jak wieże, poszarpana linia lasu jak blanki, świetlne refleksy jak tysiące jarzących się okien. Bez słowa ruszyli w tamtym kierunku. Kiedy w końcu dotarli na wzniesienie, skąd rozchodziły się błyski, znaleźli ogromny kryształ górski, który działał jak pryzmat. Podeszli bliżej, chcąc zbadać wyryte na nim runy, jednak  gdy chłopak ich dotknął, coś pod nimi trzasnęło i grunt usunął im się spod nóg.
Serce Hermiony pędziło jak oszalałe a żołądek podchodził do gardła na każdym zakręcie kamiennej rynny, nie tylko z powodu prędkości, ale też wspomnień. Ostatni raz, kiedy była w podobnej sytuacji, na końcu tunelu czekał na nich bazyliszek. Miała nadzieję, że nie spotkają tu kolejnej bestii – ten skarabeusz z przepowiedni wcale nie brzmiał pokrzepiająco...
Wylądowali na litej skale. Wokół niech rozbrzmiewało echo ich własnych głosów i kapania wody. Ciemności były nieprzeniknione dla ludzkiego oka. Draco pierwszy wyciągnął różdżkę, jednak jego zaklęcia nie wywołały żadnego efektu, najmniejszej nawet iskry. Różdżka Hermiony również odmówiła posłuszeństwa. Na szczęście w jej wyposażeniu na tę podróż dominowały przedmioty mugolskie. Miała ze sobą latarkę, którą oświetliła drogę w głąb góry.
***
Po powrocie nie miała ochoty nikomu opowiadać, co się stało wtedy w grocie. Nie wiedziała, jak do tego wszystkiego doszło. Czuła się, jakby nie była wtedy sobą. Nie kierowała się rozumem jak zwykle, ale poddała chwili. To było jej szaleństwo, intymna chwila zapomnienia. Hermiona nie czuła potrzeby opowiadania o tym również dyrektorowi, ten jednak nalegał i drążył.
- I zupełnie nic nie znaleźliście? Żadnej wskazówki? Zaklęcia? Nic? – Jego niebieskie źrenice prześwietlały ją. Czuła się jak na przesłuchaniu. Harry i Ron dopytywali się, gdzie i z kim była, a ona nie wiedziała, co ma powiedzieć. Dyrektor niby nie zabronił jej mówić im prawdy, ale chciała najpierw porozmawiać z Draco. Potrzebowała tego. Tam, w jaskini, nie padły między nimi żadne wyznania, żadne obietnice. Niewypowiedzianą umową zostawili to na później. 
- Już mówiłam, że poza ogromnym, marmurowym posągiem skarabeusza i źródełkiem nie było nic. Żadnych napisów, żadnych run, lita skała.
- Może chodzi o tę wodę... Piliście ją? Wzięłaś może próbkę?
- Mam jeszcze trochę w butelce. Piliśmy ją, nie zabrałam aż takiego zapasu swojej wody, a poza tym Draco nie ufał mugolskim wynalazkom. Nie chciał pić mojej butelkowanej wody i pierwszy spróbował tej ze źródła. Potem i ja piłam... Ale nie zauważyłam żadnego efektu. – Jedynym eliksirem, jaki znała i mógłby znajdować się w tej wodzie, a którego nie dałoby się zauważyć, było Veritaserum. Nie sądziła jednak, że wpływ na ich zachowanie miała ta woda lub jakikolwiek eliksir. Jej zdaniem to to miejsce i jego odosobnienie oraz obawa o własne życie spowodowały, że zaczęli ze sobą rozmawiać i współpracować.
- Więc co jeszcze robiliście? 
- Na początku szukaliśmy wyjścia i przy okazji badaliśmy jaskinię, ale kiedy nic nie znaleźliśmy, postanowiliśmy odpocząć. Potem rozmawialiśmy, kłóciliśmy się, oberzeliśmy posąg. Wyjście znaleźliśmy dopiero następnego dnia. – Nie potrafiła mu powiedzieć wszystkiego. Właściwie sama nie wiedziała, jak to się stało. W jednej chwili zawzięcie się o coś kłócili, by w następnej całować się z pasją i zrywać z siebie ubrania. – To wszystko. Czy teraz odpowie mi pan, dlaczego Draco również nie składa raportu? – Hermiona już od kilku godzin miała złe przeczucia. Chciała się spotkać z Malfoyem. Chciała, żeby porozmawiali i podjęli wspólną decyzję, czy chcą spróbować, czy mają o tym zapomnieć. Nie widziała jednak chłopaka na śniadaniu, a kiedy zapytała o niego dyrektora, ten ją zbył i kazał stawić się po południu, by złożyć zeznania lub, jak kto woli, raport. 
- Został wezwany zaraz po waszym powrocie, powinien niedługo wrócić... – W tym momencie w kominku buchnęły szmaragdowe płomienie i wyszedł z nich Severus Snape. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest wściekły. Nie przejmując się wcale jej obecnością, zaczął wrzeszczeć na Dumbledore'a. Hermiona nie wiedziała, jak ma się zachować, ale po prostu musiała się dowiedzieć, jakie konsekwencje spotkały chłopaka za tę jedną noc.
- Wiedziałeś dobrze, że ma być spotkanie kręgu, że Draco zostanie wezwany, a mimo to wysłałeś go na misję! Wiedząc, że nie poczuje wezwania! To twoja wina, że Czarny Pan się na niego jeszcze bardziej wściekł i wysłał w trybie natychmiastowym na misję rekrutacyjną do wampirów! – Dziewczynie zrobiło się słabo. Snape mówił kiedyś, że nikt jeszcze nie wrócił z kryjówki wampirów. Nie mogła dłużej tam zostać. Nie chciała się rozpłakać. Wyszła cicho z gabinetu, a potem z zamku. Musiała zaczerpnąć świeżego powietrza. Poszła nad jezioro i usiadła nad jego brzegiem, obserwując Hogwart w świetle zachodzącego słońca. W kilkudziesięciu oknach paliły się światła. Ta twierdza była zupełnie inna od tamtej, z której wrócili zaledwie wczoraj, a jednak tak podobna... Po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Nie powstrzymywała ich. Nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić, nie wiedziała, co ma myśleć o tym wszystkim. Co ma myśleć o Draco. Kiedyś był jej wrogiem, potem stał się sprzymierzeńcem, a teraz kochankiem, ale czy było między nimi coś więcej? Czy czuła do niego coś poza pożądaniem? Nie wiedziała i obawiała się, że już nigdy nie będzie miała szansy się przekonać.
***
Hermiona leżała na łóżku w pokoju jej i Ginny na Grimmauld Place. Nad nią stał Mistrz Eliksirów i dyrektor. Czuła się słabo. Zemdlała, kiedy Snape przyniósł kolejną wiadomość: Narcyza poinformowała go, że więź rodzinna przestała działać. Kobieta była zrozpaczona, bo najczęstszą przyczyną zerwania magii łączącej rodziny czystej krwi jest śmierć. Właściwie nie rozumiała, co się stało. Dlaczego aż tak się przejęła. W końcu nie widziała Draco, odkąd wrócili z tamtej misji. Starała się o nim nie myśleć więcej niż zwykle, ale tak bardzo chciała z nim porozmawiać o ich wspólnej nocy. Chciała wiedzieć, czy dla niego znaczyła ona tyle samo, co dla niej. Nie dostała jednak takiej szansy. 
- Co się stało? Czy jestem chora? Co prawda, ostatnio byłam trochę przemęczona, ale to tylko stres, przejdzie. – Tak naprawdę nie potrafiła ostatnio zachowywać się normalnie, starała się nie okazywać, jaka jest przybita i rozdrażniona, ale jej przyjaciele zbyt często pytali, czy wszystko w porządku. Nie udało jej się ich oszukać. Ciągle nie wiedzieli, z kim była na misji, ale zdawali sobie sprawę, że to z jej powodu się zmieniła. 
- Obawiam się, że nie przejdzie, panno Granger – Snape, jak zwykle, nie pokazywał po sobie żadnych emocji, jego czarne oczy wpatrywały się w nią beznamiętnie. – Jest pani w drugim miesiącu ciąży. – W ciąży? Ostatnio było jej często niedobrze, owszem, ale w ciąży? W ciąży z... Draco. – Miała wrażenie, że za chwilę ponownie zemdleje. To nie mogła być prawda, a jednak... Mogła. Nie, to nie była prawda, to było bez sensu... Ta przepowiednia... Mieli tam szukać diademu... Mieli...  Nagle głowie zaświtała jej niepokojąca myśl. Co, jeśli brakuje jej części prawdy?  Spojrzała na dyrektora. Jego niebieskie oczy wydawały się spokojne, ale starcza twarz zdradzała napięcie. Nie zaskoczenie, lecz niepewność.
- Chcę poznać treść przepowiedni w oryginale. – Coś kazało jej szukać dalej. Podpowiadało, że musi dowiedzieć się wszystkiego.
- To nie jest... – Tym razem to ona nie dała mu dojść do słowa. Nie ufała mu już tak jak dawniej. Nie po tym, jak nie zgodził się wysłać nikogo na poszukiwania Draco. Nie po tym, jak stwierdził, że i tak ma za mało ludzi i nie będzie poświęcał ich na bezsensowne wyprawy. Nie po tym, jak powiedział jej, patrząc z chłodem w oczach, że on nie żyje.
- Owszem, jest konieczne i żądam natychmiastowego pokazania mi oryginalnego tekstu. – Nie spodziewała się, że tym razem mężczyzna tak szybko ustąpi, a jednak. 
Chwilę później dziewczyna podniosła załzawiony wzrok znad słownika. Siła jej oskarżycielskiego spojrzenia spowodowała, że Dumbledore aż się cofnął. 
- Wiedział pan! Wiedział, a mimo to nas tam wysłał! Wiedział pan i pozwolił Draco narażać się na niebezpieczeństwo. Pozwolił nam... –  Tłumaczenie brzmiało inaczej niż tekst, który czytała kilka miesięcy wcześniej. Inaczej niż ten, który przyniósł jej Malfoy. Smok miał odejść. Najgorsza jednak była końcówka: ich dziecko przywróci magicznemu światu mądrość i spokój – ICH dziecko. Wysłał ich tam, dokładnie wiedząc... Wysłał ich tam specjalnie... Tylko po to... Hermiona była wściekła. Znowu zrobiło jej się niedobrze. Nie potrafiła dłużej patrzeć na tego człowieka.
- To był jedyny sposób. To mógł być sposób na zakończenie wojny. Na uratowanie nas wszystkich. – Dla Hermiony to były tylko nic nieznaczące słowa.  Nie było tam nic o Voldemorcie. Była to po prostu kolejna przepowiednia o dziecku. Dumbledore szukał sobie nowego wybrańca, nowej marionetki, którą mógłby sterować. 
- Wysłał go pan na pewną śmierć, a mnie... Proszę stąd wyjść, nie chcę pana widzieć! Wyjść! – Dziewczyna krzyczała, za wszelką cenę chcąc powstrzymując łzy, ale nie potrafiła już dłużej. Kiedy za dyrektorem zamknęły się drzwi, już miała się rozpłakać na dobre, kiedy poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. 
- Proszę się tak nie denerwować. Zaszkodzi pani dziecku... – Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć, więc kiwnęła tylko głową i czekała, aż wyjdzie, by móc w samotności wypłakać wszystkie żale. Mistrz Eliksirów jednak nadal tam stał, nadal trzymał rękę na jej ramieniu. Czuła, jak powoli się uspokaja. Nie wiedziała, czy to jego wpływ. Czy użył legilimencji żeby ją uspokoić, czy po prostu była ciekawa, po co został i ochłonęła. Spojrzała na niego.
- Kiedyś powiedział mi, że nazwie syna Corvus, na cześć mojego ubioru. Bardzo możliwe, że wtedy żartował, ale w rodzinie jego matki od zawsze nadawano dzieciom imiona związane z gwiazdami. – Wydawałoby się, że ten człowiek nie posiada żadnych emocji, że jest zimny jak głaz, jednak kiedy mówił o chłopaku... Jego głosy był lekko zdławiony. Nigdy wcześniej nie widziała go takim.
- Więc to będzie? – Chciała wiedzieć. To będzie jej dziecko. Tylko jej, bo jeśli Narcyza Malfoy się nie myli, ono nigdy nie pozna swojego ojca. Będzie więc musiała kochać je za nich oboje. 
- Chłopiec. – Wyszedł, zostawiając ją samą. Zostawiając jej świat w rozsypce. 
***
Po tamtych wydarzeniach Dumbledore chciał umieścić Hermionę w miejscu, gdzie miała rzekomo być bezpieczna, ale ona wiedziała, że chciał ją odseparować od przyjaciół. Nie chciał, żeby wiedzieli o dziecku, o tym, jak perfidnie ją potraktował. O tym, że gdyby nie jego działania, Draco może by żył. Nie pozwoliła mu jednak postawić na swoim, opowiedziała wszystkim, co się wydarzyło. Powiedziała o dziecku, opowiedziała o misji, na którą wysłał ich dyrektor. Jej przyjaciele nie zaakceptowali do końca ślizgona, nie wiedzieli, dlaczego przystąpił do Zakonu, ale nie rozumieli, jak można było narazić go na bezsensowną śmierć. Sama Hermiona nie pogodziła się z tym, że chłopak nie żyje. Postanowiła, że nie uwierzy w jego śmierć, póki nie znajdzie jego grobu lub jakiegokolwiek naocznego świadka śmierci Draco. Znała teorię więzi rodzinnej, ale były wyjątki, musiały istnieć jakieś inne okoliczności, w których zaklęcia zostają zerwane. Wiele razy prosiła Dumbledore'a, żeby pozwolił jej samej wyruszyć, żeby dał jej jakieś wskazówki, jeśli nie chce wysłać nikogo innego. W końcu jednak zawsze dawała się przekonać, że ciąża to nie jest dobry stan na poszukiwania. Nie wiedziała, dlaczego tak rozpaczliwie chce spróbować. Ginny wiele razy mówiła jej, że się po prostu zakochała, ale to nie było tylko to. Była zbyt racjonalna, by kierować się tylko uczuciami. Przez cały okres ciąży wiele razy się nad tym zastanawiała. Każdy wyczuwalny ruch dziecka przypominał jej, co przeżyła, ale i co straciła. Przypominał jej kolor jego oczu, uśmiech, zapach. Mieli dla siebie tylko tę jedną noc, ale dla niej musiało to wystarczyć.
***
Bitwa zbliżała się wielkimi krokami. W Zakonie panowała coraz bardziej napięta atmosfera, nie tylko z tego powodu, ale i przez Hermionę. Wszyscy wiedzieli, że próbowała się skontaktować z państwem Malfoy. Wysłała do niech nawet kilka listów z prośbą o podanie szczegółów misji. Chciała mieć jakieś wskazówki, by móc wyruszyć, gdy tylko dziecko podrośnie. W odpowiedzi jednak dostała tylko stek oszczerstw, stwierdzenie, że to na pewno nie jest dziecko ich syna i nie chcą mieć z nim nic wspólnego. Dziewczyna nie poddała się jednak. Nie mogła się poddać. 
W końcu nadszedł ten dzień. Przyjaciele nie pozwolili Hermionie walczyć ze względu na dziecko. Ona jednak nie potrafiła wytrzymać zamknięta w czterech ścianach i gdy tylko dostała wiadomość, że Voldemort został pokonany, przeniosła się na teren Hogwartu. Chodziła po pobojowisku z kilkutygodniowym niemowlęciem na ręku. Wszyscy mówili jej, że to niebezpieczne, że to szaleństwo. Kazali wracać w spokojne miejsce. Ona jednak musiała to zrobić. Musiała sprawdzić, czy nie ma tam Draco, czy nie jest ranny lub umierający. A jeśli tak właśnie było, musiała mu pokazać ich syna. Chciała mu powiedzieć... Tak wiele rzeczy. Chciała z nim być.
Wszędzie leżały ciała zabitych i rannych, których jeszcze nie przeniesiono do szpitala. Dziewczyna szukała kogokolwiek, kto wiedziałby, co się stało z Malfoyem. Nie było go wśród zabitych, których mijała, ani wśród rannych. Nie było go wśród żywych. Voldemort wezwał do walki z Zakonem wszystkich, którzy kiedykolwiek byli pod jego wpływem. Wszystkich, na których rzucił najbłahsze zaklęcie. Ginny stanęła przeciwko własnej rodzinie. Nawet Harry ledwo się oparł mocy czarnoksiężnika. Jego słudzy przybyli z najdalszych zakątków świata. Draco wśród nich nie było, jednak Hermiona ciągle nie mogła uwierzyć w straszną prawdę, którą powtarzali wszyscy wokół. On nie żyje. On nie żyje... Na przekór temu ciągle tliła się w niej iskierka nadziei, że może nie tylko więź z rodziną została zerwana, ale i z Voldemortem... W pewnym momencie dostrzegła czarny płaszcz i wymykające się spod kaptura blond włosy. Śmierciożerca półleżał oparty o drzewo. Hermiona mocniej ścisnęła różdżkę i podeszła. Zsunęła kaptur z długich, jasnych włosów i spojrzała w oczy Narcyzy, tak podobne do oczu jej syna.
- Czy Draco? – Tylko tyle zdołała wydusić, widząc, jak słaba jest kobieta.
- Nie widziałam go. Przyszłam tylko dla niego. Nie wierzę że on nie żyje. Nie uwierzę. – Ledwo słyszała jej drżący głos. – Czy to mój wnuk? Lucjusz nie pozwolił mi go zobaczyć. Jak ma na imię?
- Corvus. – Po bladych policzkach spłynęły łzy, mieszając się z krwią cieknącą z kącika ust.
- Mój mąż nie chciał uznać tego dziecka, a mimo to zachowałaś tradycję naszego rodu. Nasz syn nic nam nie powiedział... Może nie zdążył. Dasz mi go potrzymać? – Kobieta delikatnie ujęła zawiniętego w kocyk niemowlaka i uśmiechnęła się do niego. Palcem leciutko pogłaskała zmarszczone we śnie czółko chłopca. – Jest tak podobny do mojego syna... – Kobieta przez chwilę milczała, ale kiedy znowu się odezwała, jej głos był nabrzmiały magią. Dziewczyna czuła jej wibrację wokół nich. – Ja, Narcyza Malfoy, uznaję cię, Corvusie Granger Malfoy, za prawowitego dziedzica rodu Malfoyów... – Oddała dziecko jego matce, by chwilę później zemdleć. Hermiona zawołała do niej sanitariuszy, krążących po błoniach, a potem długo jeszcze chodziła wśród ciał. Sprawdziła wszystkich zabitych, zarówno z Zakonu, jak i śmierciożerców, ale ojca jej dziecka nie było wśród nich. Kiedy szpital się zapełnił, pomagała przy rannych i każdego wypytywała, ale nikt nie potrafił jej powiedzieć, gdzie ma szukać Draco. Nikt nie mógł lub nie chciał jej pomóc. Wiedziała że Snape mógłby jej coś powiedzieć, ale Dumbledore mu zabronił, a sam też milczał. Nienawidziła go za to, że nie dał jej nawet szansy spróbować. Nienawidziła go również za to, że nie dał szansy jej dziecku na normalną, pełną rodzinę, na poznanie własnego ojca. 
*** 
Miała już dosyć. Przez wiele lat dawała sobie wmówić, że jest jeszcze za wcześnie. Wszyscy wokół wynajdowali ciągle nowe wymówki. Słuchała ich bardzo długo – za długo – gdy próbowali ją powstrzymać, ale miała już dosyć. Zbyt wiele czasu straciła. 
- To szaleństwo, Hermiono, nie idź tam. Nie możesz – Ginny po raz kolejny zaczęła wywód. Jak tylko się dowiedziała, że Hermiona znowu chce spróbować, zjawiła się natychmiast. Tym razem zastała jednak kobietę już spakowaną i gotową do drogi. 
- Corvus jest już prawie dorosły, zaopiekujecie się nim. Poza tym, w razie czego, ma jeszcze babcię. Ja muszę, po prostu muszę to sprawdzić. Coś mówi mi, że on żyje. – Dzień wcześniej szukała czegoś w bibliotece, strąciła jakąś książkę i wypadła z niej kartka, a na niej lekko wyblakłym atramentem napisane dobrze jej znane słowa, te same, które przekreśliły jej szczęście, a zarazem dały jej go więcej, niż się spodziewała. Uznała to za znak. Nie wiedziała, jak to się stało, że współrzędne starożytnej twierdzy zatarły się w jej pamięci. Teraz odnalazła je i tam właśnie postanowiła zacząć szukać.
- To, że nie było go na polu bitwy, wcale nie oznacza, że nie umarł wcześniej, kiedy więzi zostały zerwane. – W trakcie ich rozmowy zjawił się również Harry. Przyjaciel spojrzał na jej zaciętą twarz i posłał pokrzepiający uśmiech, a potem objął swoją żonę.
- Pozwól jej iść, Ginny. To jej wybór. – Ginny nie była zadowolona, ale w końcu zrezygnowała. – Mogę najwyżej zaproponować ci swoje towarzystwo. 
- Dziękuję, Harry, ale nie. Powiedzcie mojemu synowi, że kocham go najbardziej na świecie. I że wrócę. – Wybiegła przed dom i aportowała się z trzaskiem, by wylądować na wzgórzu nieopodal ogromnego górskiego kryształu. Okolica wyglądała podobnie jak szesnaście lat wcześniej, dzika i niedostępna, a kryształ ciągle lśnił tysiącami refleksów. Kiedy podeszła do niego, by go dotknąć jak poprzednio, ziemia się pod nią nie osunęła, nic się nie stało. Kiedy przejechała dłonią po ledwo widocznych runach, poczuła tylko jakby przebiła barierę jakiegoś zaklęcia, ale poza tym nic. Nie potrafiła nawet stwierdzić, czy poprzednio było tak samo, bo to nie ona dotknęła wtedy kamienia. Czuła się trochę zrezygnowana, ale rozbiła obóz. Chciała jeszcze raz obejrzeć wschód słońca, chciała jeszcze raz to przeżyć. 
O brzasku stanęła na tym samym, porośniętym trawą pagórku. Patrzyła dokładnie w tę samą stronę. Kiedy poczuła za sobą czyjąś obecność, myślała, że to sen, nie odważyła się odwrócić. Dopiero kiedy ujął jej dłoń, popatrzyła w jego twarz oświetloną blaskiem poranka. Uśmiechnął się lekko i poprowadził do kryształu, nie wypuszczając z uścisku jej ręki. Kryształ wpuścił ich do jaskini i dopiero tam objęli się mocno. Po długim czasie byli w stanie opowiedzieć sobie, co się wydarzyło.
- Kiedy więź przestała działać, sądziłem, że rodzice nie żyją, że on ich zabił, bo nie wracałem – a nie mogłem wtedy wrócić. Byłem ranny i bardzo długo nieprzytomny, a kiedy w końcu odzyskałem świadomość, więzi już nie było. Chciałem zapomnieć o tamtym życiu. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że Potter zabił Voldemorta. Nie sądziłem, że ktoś może chcieć mojego powrotu... Wracałem jednak tutaj co rok, wracałem i sprawdzałem zaklęcia, które miały mnie poinformować, jeśli się zjawisz. Już zacząłem tracić nadzieję...
- Ja chciałam przyjść wiele razy, ale nie mogłam. Wróć ze mną. Masz dla kogo.
***
Albus Dumbledore był już na tyle stary, że przeżył wszystkich swoich przyjaciół i wrogów. Odwiedzało go czasem kilka osób, ale już nie był tak potężny, jak kiedyś, a to wszystko przez nią. Nie wiedział, po co ciągle trzyma ten wycinek i zdjęcie. Zdjęcie kobiety, przez którą wszyscy się od niego odwrócili. Przez którą został zapomniany. Samotny i zrzędliwy, nie mógł sobie nigdy darować, że jej się udało. Na zdjęciu stała uśmiechnięta, pod rękę ze swoim mężem, przed nimi ich najstarszy syn – duma rodu – i czwórka młodszych dzieci. Artykuł mówił o tym, co miało się stać dzięki niemu. Tylko że to nie ona powinna stać za plecami ministra, nie Hermiona miała tam być, tylko on, Albus Dumbledore, miał zachować swoją pozycję i zaprowadzić pokój... ale ona wszystko zepsuła. Teraz to ona jest najmądrzejsza, to do niej przychodzą po radę...

Corvus Granger Malfoy nowym ministrem magii. 
Pierwszy minister, który zyskał pełne poparcie zarówno środowisk czystokrwistych, jak i czarodziejów wywodzących się z mugolskich rodzin. Dziedzic jednego z najstarszych rodów Anglii, posiadający inteligencję swojej matki, którą niezmiennie nazywają najmądrzejszą od czasów Roweny. Po swoim ojcu odziedziczył najlepsze cechy charakteru. Rodzice wspierali go podczas kampanii wyborczej. Zyskał również uznanie szefa biura aurorów i weterana wojennego Harry'ego Pottera. Społeczność czarodziejów darzy go pełnym zaufaniem i wiarą, że przywróci porządek...

Ble, ble, ble, brednie. Rzucił pożółkły pergamin do kominka, powinien zrobić to już dawno. Wypił whisky prosto z butelki. Czas o nich zapomnieć... Tak, jak oni zapomnieli o nim.

27 komentarzy:

  1. Super :)
    bardzo podobała mi się ta miniaturka, aż nie mogę uwierzyć, że Albus mógł poświęcić tak kogoś, ale cieszę się, że Draco przeżył i skończyło się szczęśliwie :)
    Buziaki :*
    Renia G.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Cieszę się że ci się podoba można powiedzieć, że to moja pierwsza opublikowana miniatura :-D

      Usuń
  2. Świetna :D bardzo mi się spodobała :) pomysł jest po prostu super, czytałam z zapartym tchem. Ta ostatnia scena z Albusem jest po prostu mistrzowska ;D wciąż nie mogę uwierzyć że chciał tak poświęcić Draco... :/ tak się zastanawiam, czy w tej jaskini działała jakaś magia, czy to przeznaczenie, działanie wody, a może jakieś zaklęcie Dumbledora?
    Miniaturka jest po prostu cudowna, lekka do czytania, generalnie lodzio-miodzio :D
    panna Valdez ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Możliwe, że kiedyś napiszę do tej miniatury coś w rodzaju kontynuacji lub raczej rozwinięcia. Wiem już że czegoś tu brakuje i to było jak najbardziej zamierzone. Muszę napisać co się działo w tej jaskini choćby dla samej siebie.

      Usuń
  3. Najlepsza miniaturka na świecie, Gratuluję!
    Lekka, niezwykła, jestem zachwycona, aż brak mi słów! Nie umiałam się oderwać.
    Wszystko przemyślane, godne polecenia.
    Brawa!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawa miniaturka, napisana dobrym, wyrobionym stylem. 10/10 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie się cieszę z każdej opinji a z tak pochlebnej szczególnie. Dziękuję

      Usuń
  5. Kiedy draczkotek? Co do miniaturki to jest dobrze napisana. Szkoda tylko , że Miona odnalazła Draco dopiero po 16 latach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedawno Venetiia napisała, że Draczkotek pojawi się w połowie czerwca. :)
      Co do miniaturki - bardzo oryginalna i ciekawa, jedna z lepszych, które się tu pojawiały. Trochę szkoda mi Dumbledora, tak się poświęcił, a wszyscy o nim zapomnieli :/

      Usuń
  6. Super miniaturka już dawno nic mnie tak nie wciągneło. Rewelacyjny styl szybko się czyta chętnie zajrzę na Twojego bloga.Cudne zakończenie.Pozdrawiam autorkę tej miniaturki
    Co do Venetii trochę szkoda że żegnasz się z Dramione ale rozumiem czas biegnie do przodu i mamy nowe zainteresownia dobrze że nie porzucasz pisania Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem dlaczego ale ta miniaturka bardzo mnie rozbawiła... Wpływ na to miały prawdopodobnie niektóre bardzo plastyczne, aczkolwiek nie do końca logiczne opisy np. "Wylądowali na jakimś pagórkowatym terenie w zupełnych ciemnościach". [Skoro było ciemno to jakim cudem bohaterowie zorientowali się, że teren jest pagórkowaty?]
    Nie rozumiem tych wszystkich pretensji do Dumbledora. Trzeba przyznać, że zapewnił Hermionie i Draco malowniczą scenerię dla poczęcia dziecka. Mógł przecież postąpić bardziej bezdusznie np. napoić ich eliksirem miłosnym i zamknąć w dormitorium. Efekt byłby taki sam.
    Bardzo podobał mi się ten fragment z Hermioną przechadzającą się po polu bitwy z dzieckiem na ręku. Skojarzył mi się z pewną piosenką biesiadną:
    "Godzina piąta, minut trzydzieści,
    Kiedy pobudka zagrała,
    Grupa rezerwy szła do cywila,
    Niejedna panna płakała.

    Niejednej pannie, żal się zrobiło
    I serce z bólu zadrżało,
    Ze jej kochanek szedł do cywila
    A jej się dziecko zostało.
    Ze jej kochanek szedł do cywila
    A jej się dziecko zostało

    Na dworcu głównym, w mieście Włocławku,
    Wszystkie się panny zebrały,
    Z kamieniem w ręku, z dzieckiem na ręku,
    Na rezerwistów czekały.
    Z kamieniem w ręku, z dzieckiem na ręku,
    Na rezerwistów czekały..."
    Natomiast nie przypadło mi do gustu imię dziecka Hermiony. Rozumiem, że chodziło o tradycję rodową, związaną z nadawaniem imion na cześć gwiazdozbiorów... Ale Corvus bardziej mi pasuje na nazwę jakiegoś granulatu nawozowego niż dla dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam odpowiedzoeć na ten komentarz w równie skocznym tonie, niestety mnie ta miniatura nastraja bardziej nostalgicznie.
      Zabawne opisy? Akurat przykład, który podałaś jest raczej łatwy do wyjaśnienia. Nawet kiedy jest ciemno, horyzont jest widoczny. Na podstawie jego kształtu, zapewniam Cię, bez problemu można rozpoznać czy jest się w górach, na równinach czy na terenie z mnogością pagórków.
      Jeśli chodzi o Dumbla to może po prostu brak zrozumienia czytanego tekstu z Twojej strony. On chciał spełnić tę przepowiednię. Chciał kolejnego Wybrańca dlatego wysłał ich właśnie w miejsce o którym mówiła przepowiednia. Nie sądzę że miałby ten sam efekt gdyby spoić ich eliksirem. Miałby kolejnego Voldemorta zamiast złotego dziecka. (czyżby nieznajomość podstaw Anonimie?)
      Piosenki biesiadnej nie będę komentować. Za to Corvusa mogę. Tak naprawdę przepatrując listę gwiazdozbiorów nie trafiłam na nic co by mi się bardziej spodobało a nie chciałam powtarzać pomysłu pani R. ani żadnego z imion już występujących w drzewie genealogicznym Malfoyów.
      Pozdrawiam drogi Anonimie

      Usuń
    2. Mnie natomiast melancholijnie nastraja twój komentarz, bo skoro takie opowiadanie wzbudza u ciebie nostalgię tzn. że nigdy nie trzymałaś w ręce naprawdę dobrej książki... Poza tym, odnoszę wrażenie, że nawet laureaci literackiej Nagrody Nobla mają więcej dystansu do swojej twórczości niż ty...

      Usuń
    3. Zgadzam się w 100%. Najeżyłaś się droga panno R. zupełnie bez powodu, bo opinia wcale nie była specjalnie negatywna. Miniaturka jedna ze słabszych, jakie się tu pojawiły i dziwią mnie te ochy i achy, ale co kto lubi.
      C

      Usuń
    4. Panną to ja już dawno nie jestem i większość osób które mnie znają to wie. Czy się najeżyłam? I czy nie mam dystansu? Jak już pisałam to moja pierwsza miniatura i wcale nie oczekiwałam że będzie jakaś wspaniała. Do tego kulturalnie odpowiedziałam na wątpliwości kolejnego Anonima a że było w tym trochę uszczypliwości to chyba wina tej piątej trzydzieści. Brrrrrr
      Zastanawiam mnie tylko dlaczego się nie podpisałyście drogie Panny Anonimy.
      Buziaki

      Usuń
    5. Z tymi podpisami to przesadzacie, kurcze! Czy zrobi to różnicę jak się pod piszę XYZ? Albo Hermiona Granger? Czy rapsodia1624?
      Zrobi to jakąś różnicę?! Przecież tu WSZYSCY są Anonimowi! Nick nie jest właśnie po to by nie podawać prawdziwego nazwiska?
      Tak więc zrobi to różnicę jak na końcu dopiszę Tort Tuskawkowy?! Tak?!
      W takim razie proszę o więcej uzasadnienia droga rapsodia89.

      Pozdrawiam i specjalnie dla ciebie:
      Tort Truskawkowy

      Usuń
    6. Tortem truskawkowym.
      Wybacz, lubię truskawki a twój podpis, jak sama mówisz dany z "łaski" budzi mój niesmak. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę że piszesz o rzeczach o jakich nie massz pojęcia.To odwaga, honor i kultura osobista.
      Nikt w internecie nie wymaga na takich stronach twoich danych osobowych, ale KULTURA OSOBISTA wymaga trzymania się tematu DZIEŁA a nie obrażania AUTORA (widzisz subtelną różnicę?) i druga rzecz, każda wypowiedź na forum wymaga odwagi podpisania się.... może nawet podpięłabym to pod dobre wychowanie. Szkoda, że potrafisz tylko rzucać kąśliwe i mało KULTURALNE uwagi w autorkę.
      Jeśli dręczy cie dziwne napięcie, to są od tego inne fora.
      możesz się tam udać, bo ani Venetiia ani Rapsodia nie przepadają za chamstwem. Nawet krytykować trzeba umieć, szkoda, że nikt cię nie uczył ładnego i nie-chamskiego wysławiania się, panno prowincjonalny tort truskawkowy.
      PS Wybacz, więcej nie odpiszę tutaj, bo obawiam się, że Venetiia stworzyła tę stronę w innych celach niż uczenie cię kultury osobistej i zasad funkcjonowania.
      Pozdrawiam
      Axel

      Usuń
    7. Wybacz Axel, ale jak na razie to twoja wypowiedź zawiera najwięcej chamstwa. Z całym szacunkiem, ale słowa - "panno prowincjonalny tort...", do specjalnie kulturalnych nie należą. Z tego co widziałam anonimy zwracały się do Rapsodii per "Droga Rapsodio", ewentualnie "Panno Rapsodio" - to tak źle? Rozumiem, że ocena, jakoby Rapsodia nie miała do siebie i swojej twórczości dystansu jest nieco uszczypliwa i w odczuciu osób, które Rapsodie znają - niesprawiedliwa, ale z własnego doświadczenia wiem, że z subiektywnymi odczuciami czytelników nie ma co dyskutować, bo i tak zaraz pojawia się argument o prawie do wyrażania opinii. Kulturalna dyskusja - zawsze. Wyzywanie kogoś od prowincjuszy, tylko dlatego, że ma inne poglądy i ośmielił się je wyrazić - to zachowanie poniżej krytyki i proszę o zaprzestanie takich praktyk.
      Pozdrawiam

      Venetiia

      Usuń
    8. Tak się wtrącę, może trochę nie w temacie - C, jeżeli to jest jedna ze słabszych miniaturek, to które są według ciebie tymi lepszymi?

      Lin

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna! Podoba mi się, że Herm czekała tyle lat... I że Narcyza uznała dziecko, i że... Oh, całe mi się podoba. A Albus po prostu zrobił to, co musiał, prawda? Prawda?
    Pozdrawiam,
    Lena

    OdpowiedzUsuń
  10. Najgenialniejsza miniaturka jaką czytałam od uhuhu bardzo dawna! <3 no cudo po prostu! Historia jak z bajki :* fajnie by było przeczytać więcej takich miniaturek, które wyszły spod twojej ręki, bo są naprawdę przemagiczne! *-* życzę ci dużo weny! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Gdzie mój Draczkotek co ??? Nie moge sie doczekac ostatniej czesci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrzucę go wraz z początkiem wakacji o ile autorka publikująca się zgodzi, by pojawiły się dwa teksty :)

      Usuń
  12. Świetna miniaturka. Zwłaszcza podobał mi się pomysł z młodym Malfoyem jako ministrem. :-).
    Ms.Malfoy31

    OdpowiedzUsuń
  13. Strasznie mi się podobało!
    Bardzo ciekawy pomysł. Zdecydownie na tak! ;D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetna ta miniaturka, aż się popłakałam :')

    OdpowiedzUsuń