piątek, 17 lipca 2015

Miniaturka Lady Manii - "Historia Remusa Lupina"

Witajcie!

Kolejny piątek - kolejna odsłona twórczości młodej autorki :)
Lady Mania z bloga Wyprawa po miłość, zapragnęła podzielić się z wami swoja miniaturką.
Kilka słów od autorki:

"Żeby miniaturkę milej się czytało podaję link do piosenki: https://www.youtube.com/watch?v=AJtDXIazrMo
I życzę miłej lektury :)"

Ode mnie jeszcze przypomnienie, że nie udostępniam już żadnych terminów publikacji, ale Stowarzyszenie Księcia Półkrwi na pewno chętnie Was przyjmie i opublikuje wasze prologi i miniaturki :)

Pozdrawiam!

Venetiia.

***

Miniaturka – „Historia Remusa Lupina”


Był słoneczny, wiosenny dzień. Zapach kwiatów roznosił się w całej wiosce, a promienie ciepłego słońca zachęcały to zabaw i spacerów. Hope Lupin szła razem ze swoim synem polną drogą ciesząc się piękną pogodą. W końcu zatrzymali się przy jednym z placów zabaw, a Hope usiadła na ławce otwierając najnowszego „Proroka Codziennego”. Już na pierwszej stronie widniał ogromny napis, przez który wstrzymała na chwilę oddech.

Zbieg z Azkabanu

Zeszłej nocy, jeden z więźniów - Fenrir Greyback uciekł z Azkaban. Wraz z nim z więzienia próbowało się wydostać jeszcze dwóch Śmierciożerców, których imion nie znamy. Ich udało się schwytać, lecz Greyback zdołał uciec i skryć się gdzieś w okolicach doliny Godryka. Jak wiemy jest on groźnym wilkołakiem, dlatego radzimy wszystkim trzymać się na baczności, bo zabił już wielu doświadczonych czarodziejów i mugoli. Aurorzy przeszukują każdy kąt w naszym kraju, lecz póki, co ich poszukiwania okazały się nieskuteczne. Jeżeli ktoś spotka go na swojej drodze (I cudem ujdzie z życiem) prosimy o jak najszybszy kontakt!

Hope wytrzeszczyła oczy. Niespełna rok temu to jej mąż skazał Fenrir’a Greyback’a na pobyt w Azkabanie. Jako jedyny dostrzegł w nim „wilcze cechy”. Po tamtym przesłuchaniu Greyback,owi udało się niestety uciec, lecz po niecałym miesiącu schwytali go Aurorzy i wsadzili do więzienia. Oczywiste jednak było to, że stało się to przez Lyalla Lupina. Hope wiedziała, co to dla nich oznacza. Muszą się ukryć i to jak najszybciej inaczej może spotkać ich coś naprawdę złego.
Szybko zwinęła gazetę i wcisnęła ją do torby.
- Remus! – krzyknęła. – Wracamy do domku!
Rozejrzała się po placu zabaw. Mogłaby przysiąc, że przed chwilą bawił się tam jej synek, lecz teraz, było tutaj zupełnie pusto.
- Remus! – krzyknęła jeszcze raz.
Przecież nie mógł odejść daleko, miał dopiero pięć lat i był chyba najgrzeczniejszym dzieckiem, jakie znała.
Ze strachem w oczach zaczęła biegać baz opamiętania nawołując swojego ukochanego synka. Nie było jednak żadnej odpowiedzi. Trzęsącymi się rękami wyjęła z torby telefon i jak najszybciej zadzwoniła do swojego męża.
- Lyall? Lyall? – szepnęła histerycznym tonem. – Greyback uciekł z więzienia, a Remus gdzieś zniknął. Błagam cię przyjedź tu szybko.
Chwilę poczekała na odpowiedź.
- Tak, jestem koło parku….Dobrze to czekam. – Odłożyła telefon i ciężko oddychając usiadła na ławce.
Co się z nim stało? Przecież nie mógł tak nagle zniknąć. A Greyback, nie odnalazłby ich tak szybko. Nie mogła stracić Remusa. Kochała go ponad życie, był jej jednym synkiem.
- Hope? – Pan Lupin przybiegł jak najszybciej. – Co się stało?
Pokazała mu artykuł z „Proroka” i opowiedziała o nagłym zniknięciu Remusa.
- Nie mógł zajść za daleko. Musimy go poszukać. – Pan Lupin chwycił żonę za rękę i oboje ruszyli w stronę pobliskiego parku.
Minęło zaledwie kilka minut, gdy nagle ktoś, a raczej coś dużego i włochatego przebiegło im drogę. Hope krzyknęła przerażona i skryła się za Lyall’em, lecz owa istota zniknęła już w cieniu drzew.
- Lyall’u boję się – szepnęła, gdy oboje dalej ruszyli drogą. – Czy myślisz, że to był…
- Tak – uciął krótko. – Ale Remus jest dzielny, na pewno nic mu nie jest.
Hope bardzo chciała wierzyć w te słowa, lecz gdy wyobrażała sobie swojego małego synka w uścisku tego potwora…łzy cisnęły jej się do oczu. Nie chciała o tym myśleć, ale spodziewała się najgorszego.
Nagle usłyszeli jakby ciche nawoływanie.
- Słyszałaś? – Pan Lupin zatrzymał się nasłuchując.
- Remus! – Wszędzie by poznała ten głos. Z pewnością należał do jej syna, lecz nie był taki pogodny i radosny jak zazwyczaj.
Kierowana przeczuciem ruszyła na oślep przez park, który już teraz stawał się coraz gęstszy i przypominał dżunglę. Głos stawały się coraz wyraźniejszy i głośniejszy. Hope biegła nie zważając na głośne protesty swojego męża by zwolniła. Musiała odnaleźć Remusa, teraz, gdy była tak blisko nie mogła odpuścić.
Nagle zatrzymała się. Całkiem zaschło jej w ustach, a oczy zaszkliły się od łez. Na mchu i trawie leżał Remus. Był cały we krwi, która sączyła się z głębokich ran na ramieniu. Na twarzy miał mnóstwo zadrapań, widocznie musiał się bronić.
Hope zakryła dłonią usta. Nie wierzyła w to, co widziała, to było po prostu niemożliwe. Jej jedyny, najukochańszy synek. Uklęknęła przy nim i pochyliła głowę dając upust emocjom.
Zakryła dłońmi twarz głośno łkając. Nie mogła nic poradzić. Była zwykłą mugolką i nawet nie wiedziała, co robić, gdy zostanie się pogryzionym przez wilkołaka. Nagle poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Zapłakana odwróciła się zobaczyła, swojego męża. Nie płakał, ale widać było na jego twarzy strach i rozpacz. Zabrali Remusa do Św. Munga, gdzie zajęli się nim specjaliści, lecz jego rodzice wiedzieli, że od teraz wszystko się zmieni. Ich życie nie będzie już takie jak dawniej, ale mimo to nie przestawali kochać swojego malutkiego synka, który od teraz nie był już zwykłym chłopcem.


13 komentarzy:

  1. Od jakiegoś czasu coraz większą przyjemność sprawia mi czytanie autorek, które piszą coś poza Dramione i na podstawie kanonu próbują naszkicować rzeczywistość świata przed narodzinami Harry'ego. Twoja miniaturka ujęła mnie tym, jaka była zwięzła, a jak wiele informacji dała. Przedstawiony w niej świat z powodzeniem mógłby być stworzony przez Rowling. Kilka drobnych błędów nie rzuca się w oczy aż tak, więc spokojnie - każda z nas je robi. Ciekawi mnie jedno, skąd się wzięło imię mamy Remusa. Mogłabyś mi zdradzić?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za tak miłe słowa :) Za błędy naprawdę przepraszam.
      A imię mamie Remusa nadała sama Rowling, ale ja myślę, że nie przypadkowo :) W końcu Hope zawsze miała nadzieję, że wszystko będzie dobrze :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Za błędy nie przepraszaj, nikt nie jest nieomylny. Dlatego dobrze mieć betę. Nie miałam pojęcia o tym, ze to imię wymyśliła Rowling, musisz mieć wiec racje, ze miała w tym jakiś cel.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. To coś zupełnie nowego i podobało mi się ;) Chętnie przeczytałabym coś jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) I w takim razie serdecznie zapraszam na bloga: http://dorcas-wyprawa-po-milosc.blogspot.com/

      Usuń
  3. Ładnie napisane :) Naprawdę zgrabnie Ci to wyszło. Przelałaś tam wiele emocji, tak trzymać! Poza tym zajrzałam na twojego bloga, też jestem ogromną fanką Doriusza!
    Życzę weny i pozdrawiam :)
    Łapa

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobra historia! Podoba mi się :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Historia ekstra, na początku myślałam że będzie słodko i milutko, a tu taki niedobry wilkołak pokrzyżował słodkie plany :) Strasznie szkoda ich synka i mimo iż to było dość krótkie to w sumie bardzo uczuciowe i piękne. Dobrze się czyta, pisz dalej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajna miniaturka, dobrze się czytało :) jedyne co mnie zdziwiło - dlaczego Greyback się przemienił w wilkołaka? Przecież był środek dnia... Fenrir powinien być w ludzkiej postaci, przynajmniej z tego co wiem (?) oprócz tego super, treściwa, ale też wzruszająca miniaturka :) wpadnę na twojego bloga ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo spodobała mi się miniaturka i chętnie przeczytałabym również inne twoje dzieła. Niby krótkie, lecz ładne i uczuciowe.
    Pozdrawiam ♥
    PS. Dzięki za piosenkę, bo rzeczywiście milej się z nią czytało ;)

    OdpowiedzUsuń