niedziela, 13 września 2015

Miniaturka Lexie - "Rozprawa"

Witajcie,


Choroba zamiast mijać - wykańcza coraz bardziej, stąd wszelkie problemy i opóźnienia, za które bardzo Was przepraszam.
Miniaturka Lexie Barton pod tytułem "Rozprawa" zostaje oddana do waszej oceny i zaopiniowania z niemałym opóźnieniem, ale w związku z tym na pewno postaracie się zostawić pod nią jak najwięcej komentarzy, prawda? :) 
W każdym razie ja bardzo Was o to proszę!
Pozdrawiam!


Venetiia N.

PS. APEL - Jeśli jeszcze jakaś autorka ma ochotę dodać tu swoją pracę/prolog/drabble/wiersz/miniaturkę/rozdział - to ma czas do 02.10 na nadesłanie mi tekstu (adres: venetiia.noks@gmail.com). Po tym okresie blog zostaje oficjalnie zawieszony, a DŚ zostanie przeniesiony na inny adres, a na tym blogu nie pojawi się już żadna inna publikacja.  


***

Rozprawa.


Hermiona rozejrzała się po dość małym pomieszczeniu i rzuciła teczkę na biurko. Wreszcie, po tylu latach, mogła zacząć spełniać się zawodowo.
Po ukończeniu studiów w Stanach stała się jedną z najbardziej pożądanych pracownic dla kancelarii adwokackich, dzięki czemu nie musiała martwić się o pieniądze. Nadal posiadała spadek po dziadkach od strony mamy oraz niewielką sumę, którą sama zaoszczędziła.
Jako jedyna ze Złotej Trójki wróciła po wygraniu Bitwy o Hogwart do szkoły. Ba, powróciła do niej już w wakacje, ponieważ – w przeciwieństwie do chłopców – nie miała gdzie wracać. Na Rona czekała rodzina, wspólnie opłakiwali śmierć Freda oraz cieszyli się zwycięstwem. Natomiast na Harrego czekał cały świat. I ten świat miał sprowadzić Wybrańca na samo dno.
Wszyscy usilnie próbowali utrzymać kontakt, przynajmniej na początku – Hermiona i Ginny na każdym wyjściu do Hogmseade wymykały się potajemnie do Londynu, aby móc się spotkać ze swymi „miłościami życia”, jak ze śmiechem nazywały szkolących się na aurorów przyjaciół. Wkrótce jednak sielanka zakończyła się – zapraszany na coraz większą ilość bankietów Harry stał się idealnym aurorem oraz przykładem dla ambitnych czarodziejów, jednak w życiu prywatnym staczał się coraz niżej. Koszmar wojny odbijał się na nim coraz bardziej, gdy wielokrotnie w wywiadach przypominał sobie szczegóły własnych przeżyć. Zaczął pić, ignorował prośby Hermiony oraz Ginny i często wychodził na „kolacje biznesowe” z różnymi kobietami. Nikt do końca nigdy nie wiedział, jakiego biznesu miały dotyczyć spotkania Pottera, skoro ten był aurorem i jego pieniędzmi zajmował się zatrudniony do tego specjalnie człowiek, jednak żadne z przyjaciół nie chciało go umoralniać.
Związek Harrego Jamesa Pottera i Ginevry Molly Weasley rozpadł się pół roku po pokonaniu Voldemorta, gdy w przerwie świątecznej ruda odwiedziła swojego chłopaka i po raz kolejny zastała go w stanie upojenia alkoholowego. Czarę goryczy przelał fakt, że chłopak pomylił jej imię i zwrócił się do ukochanej per „Virginio”.
Rozstanie Hermiony i Rona nie było niczym wyjątkowym – kilka tygodni po rozejściu się przyjaciół, Ron zrozumiał jak wielkim błędem był jego związek z Hermioną i w spokojnej rozmowie wyjaśnił jej swoją decyzję. Na początku bolało, jednak dziewczyna zdała sobie sprawę, że rudzielec miał rację oznajmiając jej koniec. Zdała sobie sprawę, że Ronald nigdy nie był jej prawdziwą miłością, skoro bez najmniejszego skurczu serca była w stanie dalej się z nim kolegować i nie wypominać sobie nawzajem przeszłości. Razem stanowili zagadkę dla prasy - w szczególności dla Pansy Parkinson, która próbowała chyba stać się kolejną Ritą Skeeter – czy są dalej parą. Często się spotykali w Hogsmeade, czy też – już w trakcie studiów Hermiony – gdy panna Granger miała wolne i odwiedzała przyjaciół w Londynie. Jednocześnie Ron prowadził urozmaicone życie towarzyskie i często można było go spotkać z różnymi pracownicami Ministerstwa na kolacjach. Prorok Codzienny w dziale plotkarskim krytykował Hermionę za naiwność minimum kilka razy w miesiącu.
Najbliższym współpracownikiem Granger był Nicolas Cave, który nie dał jej żadnej taryfy ulgowej dla początkujących i od razu przydzielił jej sprawę jakiegoś lekarza. W ciągu pierwszego tygodnia Hermiona próbowała pojąć z jakiej racji rodzice chłopca w ogóle oskarżają jakiegoś lekarza o śmierć dziecka, skoro przywieźli je ledwo żywe do Munga i spodziewali się cudu. Chłopiec w momencie trafienia na stół operacyjny ledwie oddychał po pogryzieniu przez wilkołaka. Przypadek jeden z wielu, ofiary wilkołaków ciężko było ratować jeśli za późno trafiły do szpitala.
Gdyby nie niezawodne poczucie humoru Ginewry Weasley, Hermiona już dawno rzuciłaby sprawę w kąt. Jej klient, owy oskarżony lekarz, nie raczył pojawić się na żadnym z zaplanowanych spotkań, Hermiona nawet nie była w stanie przypomnieć sobie jego nazwiska, jednak płacił tak sowicie, że Kancelaria nie chciała z niego zrezygnować. W tym czasie Ginny często odwiedzała Hermionę w pracy, jednocześnie poznając się z Nicolasem.

Po dwóch tygodniach upierdliwy lekarz pojawił się w Kancelarii.
- Granger, już jest – wesoły głos Nicka wyrwał dziewczynę z zamyślenia i wywołał na jej twarzy uśmiech. Nicolas był wysokim, postawnym brunetem o zielonych oczach. Do tego kochał książki i muzykę oraz miał niesamowite poczucie humoru ; obserwowanie zachowania jego i Ginny często bawiły Hermionę, ponieważ tamta dwójka różniła się pod każdym względem, a jednocześnie niesamowicie uzupełniała. Była Gryfonka była pewna, że kwestią czasu jest, aby zaczęli się spotykać.
- Niech wejdzie.
Głowa Nicka zniknęła a już po chwili w drzwiach stanął owy lekarz-morderca dziecka.
- Dzień dobry – powiedział chłodno mężczyzna.
- Witam, niech pan usiądzie. – Hermiona starała się wyglądać profesjonalnie, gdy wstała i wskazała ręką, aby usiadł. Nie wiedziała dlaczego, jednak nagle jej biuro, takie przecież przytulne, zaczęło zdawać się zbyt biedne dla tego mężczyzny. Ciemne biurko pod dużym oknem, pełne papierów oraz pootwieranych książek, ogromna szafa zapełniona księgami o prawie zarówno czarodziejów jak i mugoli stojąca po prawej stronie biurka oraz regał z segregatorami po lewej sprawiały, że stojąca między nimi Hermiona poczuła, jakby miała się udusić. Jej klient przez moment wahał się, czy zasiąść przy biurku, czy też na sofie stojącej obok regału, na której uwielbiała leżeć Ginny.
„ Ten gabinet jest za mały na naszą dwójkę” – pomyślała w popłochu pani mecenas i uśmiechnęła się nerwowo. Nie miała pojęcia, dlaczego taki facet został lekarzem – wysoki, drobny, z umięśnionymi rękami, co widać było nawet mimo jego błękitnej koszuli. Jasnobrązowe spodnie trzymały się na wąskich biodrach chyba jedynie dzięki ciemnemu paskowi, który panna Granger miała ochotę rozpiąć. Wstrząsnęła głową, pragnąc wyrzucić z myśli widok swoich dłoni bawiących się klamrą. Twarz doktora wykrzywiła się w drwiącym uśmiechu, jakby przyzwyczajony był do takich reakcji wśród kobiet. Z jego stalowych oczu biło zmęczenie, jednak nie szpeciło go to.
Przeczesał blond włosy opadające na czoło i zmierzył wzrokiem kobietę, która miała go bronić w czasie najbliższej rozprawy. Rozbawiło go jej zdenerwowanie, wszystkie kobiety reagowały podobnie. Chociaż... ona nie zaczęła się jąkać. Obstawiał, że ma na imię Adeline albo Rosabel, jakoś tak rzadko spotykanie.
- Sofa, czy przy biurku?
- Słucham? – ocknęła się z zapatrzenia i zaczerwieniła uroczo. Miała na jego gust zdecydowanie za szczupłą twarz, jakby w krótkim czasie straciła sporo kilogramów. Bursztynowe oczy płonęły dziwnym blaskiem a usta drgały nerwowo. Nie była wybitną pięknością, jednak nie można było nazwać jej brzydką. Ciało, skryte pod urzędową garsonką, również zdawało się być całkiem zachęcające, a ciemnobrązowe włosy upięte klamrą aż same się prosiły o uwolnienie i przeciągnięcie po nich dłonią.
- Pytałem, gdzie mam usiąść – mruknął.
- Gdzie będzie panu wygodniej.
Wybrał krzesło przy biurku, sądząc że tak będzie łatwiej kobiecie się skupić. Usiadła naprzeciwko niego i z zawrotną prędkością zaczęła zamykać wszystkie książki. Odsunęła je na bok, zebrała papiery i otworzyła czarny segregator, zawzięcie szukając zapewne jego akt. Z rozbawieniem przyglądał się konsternacji na jej twarzy, gdy po raz kolejny minęła jego nazwisko nawet nie zwróciwszy na nie uwagi.
- Malfoy – podsunął, nie chcąc upokarzać jej jeszcze bardziej. Jednocześnie pomyślał, że jeśli uda się jej go obronić, to będzie to cud. Nie rozumiał, dlaczego jego przełożony uparł się akurat na tę Kancelarię i nawet go nie poinformował o tym, kto ma się zająć jego sprawą. Żałował jedynie, że uroczej pani prawnik też nikt nie poinformował o kliencie.
- Coś z nim nie tak? – odpowiedziała chłodno, nie odrywając wzroku od segregatora. Ponownie przerzuciła jego aktówki, a on westchnął zniecierpliwiony, gdy nie zwróciła najmniejszej uwagi na jego nazwisko.
- Malfoy – powtórzył z irytacją.
Co za głąb, zaciął się? – pomyślała zdenerwowana Hermiona i przeniosła wzrok na gościa. Dopiero po chwili zaczęło docierać do niej, że – nie daj Merlinie – on może próbować podsunąć jej swoje nazwisko. Uważnie zaczęła lustrować jego twarz i z przerażeniem zdała sobie sprawę, że patrzy w oczy swojego szkolnego wroga.
- Och, dlaczego? – jęknęła. – Proszę przenieść się do pokoju obok, Malfoy. Twoją sprawą zajmie się Nicolas Cave.
Zmarszczył brwi, słysząc z jaką pogardą wymawia jego nazwisko. Oczywiście, wiedział, że opinia jaką zgotowali mu rodzice po przegranej wojnie nie była zbyt dobra, jednak większość czarodziejów zaakceptowała fakt, że on wcale nie był zły. Najwidoczniej pani prawnik była osobą niezwykle uprzedzoną.
- Tak pani zareagowała, że zaczynam sądzić, iż się poznaliśmy i nie zrobiłem najlepszego wrażenia.
- Bo się poznaliśmy, Malfoy – warknęła ze złością. On stropił się i wojowniczo wysunął odrobinę do przodu dolną szczękę. Był niemal pewien, że brunetka jest jedną z jego „głupich błędów przeszłości”, czyli dziewczyn na jedną noc, w czym gustował zaledwie rok wcześniej. Zaklął szpetnie i spojrzał z rozdrażnieniem na kobietę, chcąc dać jej wykład na temat traktowania klientów. Ona jednak go ubiegła, mówiąc – Ty mnie nie poznajesz…
- Wybacz – rzucił sarkastycznie. – Ciężko spamiętać każdą osobę, jaką się zna.
- Wydawało mi się, że mnie nie zapomnisz – odszczeknęła Hermiona złośliwie.
- A powinienem? Może mam z tobą dziecko? Albo wzięliśmy po pijaku ślub? – Jego głos ociekał teraz drwiną.
- Widzę, że ciekawie spędzałeś czas po oczyszczeniu ze wszelkich zarzutów.
Milczał, nie chcąc przyznawać jej racji, był na to zbyt dumny. Sam jednak zdawał sobie sprawę, że jego przygody z kobietami nie były zbyt mądre. Pani prawnik westchnęła ciężko.
- Skoro mnie nie pamiętasz, to ułatwię ci zadanie, Malfoy. Rozmawiasz właśnie z Hermioną Granger, której tak bardzo nienawidziłeś przez wiele długich lat.




Zamieszanie, prośby, groźby i błagania o zmianę prawnika oraz przekazanie klienta innemu adwokatowi trwały tydzień. Hermiona rwała sobie włosy z głowy, Draco klął na każdego, kto wszedł mu w drogę, a ich przyjaciele na zmianę bledli oraz czerwienili się, słuchając niewybrednych epitetów zdenerwowanych dwudziestopięciolatków. Szefostwo nie wyraziło zgody na zmianę adwokata i w te sposób byli uczniowie Hogwartu utknęli razem.



- Tęskniłaś, Granger?
Donośny głos Dracona Malfoya rozległ się w mieszkaniu Hermiony, która ze złością rzuciła ścierką w stojącego w drzwiach mężczyznę. Sprawa, którą prowadziła dziewczyna przeciągała się, więc owa dwójka spędzała ze sobą coraz więcej czasu. Wywiązała się między nimi nić porozumienia, gdy okazało się, że kochają te same książki i słuchają jednakowej muzyki, jednak wciąż z zaskakującym zacięciem kłócili się o najdrobniejsze szczegóły. Często zdarzało się tak, że któreś z nich odwiedzało drugie w domu bądź spotykali się w restauracjach, ponieważ nie starczało czasu aby przedyskutować wszystkie sprawy związane z rozprawami sądowymi. Teoretycznie mieli zaplanowane wszystko bardzo dokładnie, jednak często się zdarzało, że z tematów prawnych schodzili na politykę, sztukę i własne pasje, więc potrzebowali częstszych bądź dłuższych spotkań.
- Jesteś agresywna, Granger – zauważył mężczyzna, patrząc z niesmakiem na ścierkę, która uderzyła w ścianę koło jego głowy i leżała na podłodze.
- Ale ratuję twój tyłek w sądzie, Malfoy, więc odczep się.
- Coś nowego?
- Stuart, ojciec tego biednego dziecka, robi wszystko, żeby przeciągnąć sprawę. Naprawdę, nie wiem, skąd oni wynajdują te wszystkie haki na ciebie… Wiedzą, że nie wygrają, więc mają nadzieję chociaż, że zszargają ci opinię – mruknęła ze złością Hermiona i odwróciła się przodem do rozmówcy. Draco, ubrany w ciemną koszulę i równie ciemne spodnie opadł na krzesło i schował twarz w dłoniach.
- Już im się to udało – stwierdził. – Kolejni rodzice nie pozwolili dziś, abym przyjął ich córkę, ponieważ jestem mordercą. Do tego doszły ludzi słuchy, że wcześniej nie przebierałem w kobietach, więc młodsze dziewczyny, które już bez rodziców trafiają do szpitala, albo chcą się przede mną obnażać, albo uciekają z krzykiem z mojego gabinetu, bo boją się, że je będę molestował.
Cisza, która nastała w kuchni po słowach blondyna była gęsta, nieprzyjemna oraz niezręczna.
- Nigdy nie sądziłam, że przejmiesz się czymś takim, Malfoy.
- Ludzie się zmieniają. – Podniósł głowę i spojrzał z żalem na Hermionę. – Teraz chyba jedynie ty, ostatnia osoba, o której mógłbym tak powiedzieć, jesteś moim wsparciem. Nawet Blaise czasem dowierza plotkom i niepewnie pyta o jakieś dziewczyny, których nawet nie znam. Pansy natomiast jak ognia unika ze mną tematu o pracy, bojąc się, że będzie zmuszona napisać złośliwy artykuł do Proroka na mój temat. Za to Teodor z zafascynowaniem czyta te wszystkie badziewia, w których opisują, jakim jestem potworem i jest to dla niego temat do żartów.
- Draco… - jęknęła Hermiona i usiadła po drugiej stronie stołu. – Wygram sprawę i, jeśli oczywiście chcesz, pomogę ci wygrać kolejną, w której oskarżysz Stuartów o pomówienia.
- To bez sensu – skrzywił się i zasępił. Zdawał sobie sprawę, że w razie takiej sytuacji na jaw mogłyby wyjść jego wszystkie głupie romanse i jeszcze bardziej zniszczyć mu opinię. Nagle jednak twarz młodego lekarza rozjaśniła się, a na usta wypłynął mu złośliwy uśmiech. – Hermiono…
- Słucham?
- Po raz pierwszy chyba nie użyłaś mojego nazwiska.




Boże Narodzenie upłynęło szybko i dość ponuro. Malfoy, pozbawiony rodziny ze względu na ich pobyt w Azkabanie oraz Hermiona, która rodziców nigdy nie odnalazła zostali zaproszeni do znajomych, przez co spędzili święta w kilku miejscach, cały czas podróżując, witając się oraz żegnając niemalże z każdym. Nie przeszkodziło im to jednak w regularnej wymianie listów, w których – poza sprawami dotyczącymi kolejnej rozprawy Malfoya – pełno było opisów zabawnych sytuacji jakie miały miejsca, recenzji książek czy też wzmianek o pogodzie oraz planach na kolejne dni.
Udało im się wspólnie spędzić Sylwestra, co zdumiało zarówno Granger, Malfoya jak i ich przyjaciół. Okazało się, że impreza, o której obydwoje rozpisywali się, mówiąc z jaką niecierpliwością na nią czekają jest tym samym wydarzeniem, czego nie zauważyli. O godzinie dwudziestej zderzyli się w drzwiach, patrząc na siebie w najwyższym zdumieniu.
- Granger?
- Draco?
- Miałaś być w Anielskim Pałacu.
- To jest Anielski Pałac. – Hermiona uśmiechnęła się lekko. – Ty miałeś być na balu Watsonów.
- Tutaj jest bal Watsonów…
Przez chwilę milczeli, rozglądając się na boki, po czym – gdy w końcu zrozumieli jak zabawnie muszą wyglądać – roześmiali się.
- Jak minęły święta, pani mecenas? – zapytał Draco, uśmiechając się złośliwie.
- Jakbyś nie wiedział – parsknęła Hermiona i przyjęła kieliszek z szampanem, który podarował jej Malfoy. – Prawie przewróciłeś tego biednego kelnera. Mogłeś poczekać, aż odstawi tacę, na pewno jest ciężka. Zamiast tego musiałeś porwać te dwa kieliszki, co?
- Pokusa była zbyt wielka – odparł niskim głosem i poruszał sugestywnie brwiami.
- O, Malfoy dziś znów w formie! – Wesoły głos Teodora Notta sprawił, że oboje podskoczyli. – Co stary, znów wyrywasz? – Teodor poklepał przyjaciela po plecach po czym wyciągnął rękę do Hermiony. – Proszę na niego uważać, to uwodziciel jakich mało. Natomiast ja… Ja jestem wierny, przystojny, bogaty i inteligentny, a nazywam się Teodor Nott. Może wolałaby pani, abym to ja odprowadził ją do stolika?
Hermiona roześmiała się widząc zdezorientowane spojrzenie Dracona oraz ciekawość namalowaną na twarzy Notta. Zarejestrowała również, że ten drugi nie dostrzegł w niej kujonicy, jaką była w Hogwarcie, więc ze złośliwym uśmiechem uścisnęła mu rękę i powiedziała konspiracyjnie.
- Miło mi, Hermiona Granger. Jeśli nadal masz ochotę prowadzić mnie do stolika, który stoi tuż obok nas, to bardzo chętnie.
Zdumienie, jakie odmalowało się na twarzy Teodora sprawiło, że brunetka zaczęła żałować, że nie ma przy sobie mugolskiego aparatu. Malfoy prychnął jedynie i pokręcił głową nad głupotą przyjaciela.
- Graaaangeer? – zapytał przeciągle Nott i nadal w osłupieniu wpatrywał się w kobietę.
- Hermiono, siadasz?! – Ron nie pozwolił, aby Teodor, teraz szanowany chemik, dał z siebie dalej robić głupka i przerwał zabawny moment swym nawoływaniem.
- Panowie wybaczą – mruknęła z rozbawieniem Granger i samotnie odeszła do swojego stolika.
- O stary… - mruknął Nott, kręcąc głową. – Ale się wyrobiła… Szkoda tylko, że znów siedzi z Weasleyem.
Po tych słowach przyjaciel odszedł, zostawiając Malfoya z nieprzyjemnym uczuciem w żołądku, które odżywało za każdym razem, gdy jego wzrok napotykał roześmianą Hermionę tańczącą bądź siedzącą z Ronem.




Draco szykował się na rozprawę i ze zdenerwowaniem próbował zawiązać krawat. Dłonie jednak trzęsły mu się lekko, gdyż miał świadomość, że albo uda im się zakończyć sprawę raz na zawsze, albo na jaw wyjdą jego kolejne sprawy z przeszłości. Państwo Stuart nie wspomnieli jeszcze o kilku niezręcznych momentach, przez które nie mogli wygrać, jednak mieli szansę jeszcze bardziej pogrążyć go jako człowieka. Dopiero zaczął odbudowywać swoją opinię w szpitalu, jednak miał świadomość, że cała jego praca może pójść na marne, jeśli złośliwe małżeństwo znów dojdzie do głosu.
- Pansy, pomóż mi z krawatem! – zawołał ze złością i opuścił ręce. Przyjaciółka, zaręczona z jakimś mężczyzną, którego oczywiście Malfoy nie polubił, ponieważ nie był on dość dobry dla panny Parkinson, wbiegła do pokoju i w ciągu kilku sekund uporała się z poprawnym ułożeniem denerwującego materiału.
- Uspokój się – powiedziała ciepło. – Wszystko będzie dobrze, Granger nie pozwoli sobie na porażkę.
Granger… Na samą myśl o niej w żołądku Dracona zaciskały się tajemnicze węzły, które utrudniały normalne funkcjonowanie. Nie mógł jeść, wszystko smakowało jak tektura, nie mógł się na niczym skupić, ponieważ jego myśli co chwila błądziły przy niej i przy zbliżającej się rozprawie, a w nocy nie mógł spać, ponieważ wtedy najczęściej dopadał go głód. Często też, siedząc razem z Hermioną, zdawał sobie sprawę, że coraz częściej łapie zarówno siebie, jak i ją, na szukaniu w sobie wzajemnie oparcia oraz kontaktu. Kobieta informowała go niemalże o każdej błahostce, która mogłaby być związana z rozprawą, po czym ponownie przesiadywali razem długie godziny rozmawiając o niczym i o wszystkim, natomiast on sam potrafił niemal codziennie zaglądać do jej gabinetu, aby tylko zapytać, czy coś się nie zmieniło.
Coraz częściej też zdarzał im się kontakt fizyczny, polegający przeważnie na przypadkowym otarciu się o drugą osobę, czy też muśnięciu dłoni. Dracona przechodziły wówczas przyjemne dreszcze, w niczym nie przypominające uczucia zwycięstwa po zaliczeniu kolejnej dziewczyny. Podświadomie czuł, że to coś głębszego i wartego czekania.
Gotowy teleportował się bezpośrednio przed budynek sądu, gdzie spotkał już opanowaną Granger. Podszedł do niej powoli, mierząc wzrokiem zbyt szczupłą jak na jego gust sylwetkę i chciał się przywitać, jednak żadne słowo nie wyszło z jego ust. Przez moment patrzyli sobie w oczy po czym równocześnie kiwnęli głowami i udali się do środka budynku. Jeszcze tylko w drzwiach, gdy puszczał ją przodem, jego dłoń niechcący otarła się o plecy Hermiony, a między nimi przeskoczyła kolejna iskra.


Rozprawa trwała zaledwie półtorej godziny i sprawa została definitywnie zamknięta. Zadowoleni Draco i Hermiona wyszli z Sali Rozpraw i oficjalnie wymienili uśmiechy, złożyli sobie wzajemnie gratulacje i uścisnęli dłonie, a następnie każde z nich ruszyło w swoją stronę. Żadne nie przejęło się pogróżkami krzyczanymi przez pana Stuarta.



Następny dzień po rozprawie był wyjątkowo paskudny. Upływające osiem godzin pracy w Kancelarii jeszcze nigdy się tak Hermionie nie dłużyło. Nikt nie wpadł do jej gabinetu poza Nicolasem, który jedynie poinformował ją, że wychodzi wcześniej, ponieważ umówił się z Ginny na obiad. Żadna sofa nie pukała w szybę jej okna i nie przynosiła listów z pytaniami oraz opisami zabawnych historyjek wyciągniętych ze szpitalnego życia. Hermiona nie miała na co, ani na kogo czekać i chyba po raz pierwszy w całym swoim życiu oraz karierze marzył jej się powrót do mieszkania i spędzenie reszty dnia z książką. Planowała pogrążyć się ponurym nastroju i próbowała sobie wmówić, że to wcale nie dlatego iż wie, że nie ma szans na zbyt szybkie ponowne ujrzenie Malfoya. Pogoda za oknem również nie sprzyjała optymistycznym myślom – deszcz zacinał i uderzał głośno w szyby. Przez to cały śnieg, niegdyś biały teraz bury, spływał na ulicę zamieniając ją w szarą, brzydką papkę. Nic nie zachęcało do wyjścia i cieszenia się życiem.
Kolejne sprawy, którymi miała zająć się Hermiona wydawały się równie nudne co historia magii prowadzona przez profesora Binnsa w Hogwarcie i pannie Granger oczy same zamykały się nad aktami kolejnych klientów. Gdy zostało zaledwie pięć minut do wybicia szesnastej, Hermiona zamknęła wszystkie segregatory, odstawiła je na półki i zaczęła wkładać swój ukochany, ciepły czarny płaszcz, jednak nim zapięła wszystkie guziki drzwi gabinetu z hukiem uderzyły o ścianę i do pomieszczenia wpadł Draco Malfoy. Serce byłej Gryfonki na moment zamarło, gdy wpatrywała się w szoku w jego zaczerwienione od zimna policzki, mokre jasne włosy opadające na twarz oraz bukiet kwiatów, które wyglądały okropnie i z których woda kapała na jej świeżo umytą podłogę.
- Bałem się, że nie zdążę – wydyszał Malfoy i bez skrępowania zaczął zdejmować z siebie mokrą kurtkę. Kwiaty odłożył na stolik. – Miały być w ramach podziękowań, jednak wątpię, żeby zadowoliła cię taka wiązanka przemokniętych… w sumie sam nie wiem, co to jest.
- Nie masz mi za co dziękować.
- Wygrałaś moją sprawę.
- Razem ją wygraliśmy, pamiętasz? – przypomniała z łagodnym uśmiechem. Usta Malfoya wykrzywiły się zabawnie w reakcji, gdy przypomniał sobie, jak sam siedział przy książkach i sprawdzał dokładnie każde zagadnienie. – To nie była taka trudna sprawa.
- Jednak, w ramach tego podziękowania… Bądź dobrą kobietą i przygotuj się na dziewiętnastą. Zabieram cię na kolację.
- To zaproszenie, czy rozkaz?
- Bardzo zabawne, Granger. Do zobaczenia. – Malfoy nie dał jej nawet możliwości, tylko złapał swoją kurtkę i jak wpadł tak samo wypadł z gabinetu.



Okiem Dracona.



Hermiona była moim największym – i prawdopodobnie jedynym – szczęściem. Byłem głupi, sądząc że Arnold Stuart krzyczał jedynie w złości, że jeszcze za to wszystko mu zapłacę i że się ze mną rozprawi.
Ja i Hermiona cieszyliśmy się sobą przez niecały rok. A raczej, ja cieszyłem się Hermioną przez niecały rok. Będąc w pracy, po raz kolejny plułem sobie w brodę, że nie zamieniłem się na zmiany i nie wrócę wcześniej do – teraz już naszego – mieszkania. Hermiona zaplanowała cudowną kolację na cześć zaręczyn Ginny i Nicolasa, którzy… no cóż, wpadli.
Nigdy nie byłem sentymentalną osobą. Nigdy nie pisałem ani nie czułem potrzeby wyrażania uczuć, jednak radość Hermiony, która cieszyła się z ciąży przyjaciółki jest warta opisania. Nawet nie sądziłem, że tak bardzo kochała dzieci i że tak mocno pragnęła mieć własne. Chcieliśmy jednak wszystko sobie poukładać, nauczyć się w pełnej zgodzie żyć wspólnie – tak, po mieszkaniu nadal latały ścierki, gdy rzuciłem do niej głupim tekstem. Jednak dzieci były marzeniem Hermiony. Pragnęła mieć dwójkę, chłopca i dziewczynkę, z czego chłopiec miał być starszy. Byłem pewien, że podczas kolacji i kolejnej rozmowy o ciąży Ginny, Hermiona znów poinformuje mnie o jakiejś nowince na temat planowanej przez niej przyszłości. Kochałem jej zorganizowanie oraz umiejętność optymistycznego patrzenia w przyszłość. I to w przyszłość, którą mieliśmy mieć razem.
Miałem kończyć zmianę za niecałą godzinę, gdy na korytarzu zrobiło się zamieszanie.
- Draco, odsuń się, idź stąd! – krzyczał do mnie jeden ze szpitalnych znajomych, gdy w pełnym biegu przytrzymywał różdżkę przy pędzącym wózku z ciałem młodej dziewczyny. Świat zawirował, a ja rozpoznałem w jej podrapanej twarzy moją Hermionę. Po jednym spojrzeniu na jej ciało wiedziałem, że szanse są niewielkie, jednak… zawsze były.
Hermiona nie przeżyła. Zmarła w skutek pogryzienia przez wilkołaka. Do tej pory nie odkryto, który z wilkołaków ją pogryzł oraz jak to się dokładnie stało, zwłaszcza, że w mieszkaniu nie było żadnych śladów. Jedynie Arnold Stuart na wieść, że straciłem najcenniejszą osobę w moim życiu dobrowolnie zgłosił się do samego ministerstwa i tam dokładnie opowiedział jak przekupił jednego z wilkołaków do zabicia mojej Hermiony. Nazwiska jednak nie wydał, mimo iż dostał osiem lat w Azkabanie.
Nie chciałem tego opisywać, gdy zmarła.
Ba, ja nigdy nie chciałem tego opisywać, ani nawet wspominać! Dzień jej śmierci oraz dzień pogrzebu to najczarniejsze dni, jakie przeżyłem. I zapewne nie pisałbym, jednak… Przeglądałem dziś Hermiony rzeczy, w końcu od jej śmierci minął ponad miesiąc.
W szafie, na samym dnie stało pudełeczko a w nim para maleńkich, niebieskich bucików z doczepioną do nich kartką:
Gratuluję kochanie, będziesz tatą!”

22 komentarze:

  1. O Merlinie...
    A zapowiadało się tak pięknie i romantycznie. Takie zakończenie! Nie wierzę ;(

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju, jakie cudowne *.* Aż się popłakałam. Jedna z lepszych miniaturek jakie czytałam.
    PS. Mam pytanie - w jakim formacie mogę wysyłać Ci tekst?

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiadało się tak cudownie. Nie mogę uwierzyć, że tak to zakończyłaś. Genialna miniaturka ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. piękne... i strasznie smutne :'c mało się nie poryczałam ;(

    OdpowiedzUsuń
  5. Miniaturka bardzo fajna, jedyne co od siebie bym zmieniła to podczas czytania wymyśliłam sobie że dziecko Hermiony i Draco powinno się urodzić ale to takie moje a pomimo to wszystko bardzo fajnie lekko się czyta i pisz więcej a ja z chęcią przeczytam więcej twoich opowiadań ;)
    Pozdrawiam,
    Julka

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna miniaturka, pod koniec się popłakałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. jeny :( przykre, ale miniaturka wspaniała

    OdpowiedzUsuń
  8. Zazwyczaj nie komentuję publikowanych tutaj prac, ale... urzekłaś mnie i po prostu musiałam. Mimo że początek nie zapowiadał się dobrze, to muszę być ze sobą szczera i wspomnieć, że odwaliłaś kawał dobrej roboty. Te uczucia... Najlepsza była końcówka i w dużej mierze to zmusiło mnie do skomentowania. :)
    Więc pisz dalej! I życzę sukcesów w pisaniu! :)
    Pozdrawiam,
    Cassie :)

    wieczne-pioro-cassie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A możemy zapytać Cassie czemu nie komentujesz, skoro sama coś tu opublikowałaś i oczekiwałaś komentarzy? :>

      Usuń
    2. Wiem, zachowuję się jak hipokrytka... Ale niektóre teksty nie przypadają mi do gustu, a te które mi przypadły, po prostu obserwuję. Bo szczerze mówiąc, można mieć tutaj ponad dwadzieścia komentarzy, a nagle na blogu masz trzy... Co prawda wiem, że to trochę nie fair, ale nie zmienię już swoich przyzwyczajeń, za co oczywiście przepraszam wszystkie początkujące autorki! :)

      Usuń
  9. Miniaturka piękna, wzruszająca. Pełna emocji i naprawdę profesjonalna. Życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękna miniaturka, popłakałam się na końcu...

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetna miniaturka, bardzo wzruszające zakończenie.
    Ms.Malfoy31

    OdpowiedzUsuń
  12. O nie! Jak mogłaś? I to jeszcze Draco miał zostać tatusiem... :'( Smutne. A ten głupi Stuart powinien dostać dożywocie.
    Evanesco

    OdpowiedzUsuń
  13. O Boże ;( Jakie to piękne! Koniec taki wzruszający. Zakochałam się. Naprawdę świetna historia!
    Pozdrowienia dla autorki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i cieszę się, że się podobało ;)
      też pozdrawiam :)
      www.w-rekach-losu.blogspot.com

      Usuń
  14. Cudowna miniaturka.
    Szkoda ze skonczyla sie tak smutno ;-(.

    Zapraszam do siebie na miloscDramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeju! Najlepsza miniaturka jaką czytalam! Naprawde :( Poplakalam sie...
    xdagmarax.blogspot.com
    opowiescizlotejtrojcy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestę płaczusię 😭 Płaczę i nie mogę przestać...

    OdpowiedzUsuń
  17. Gratuluję wspaniałej miniaturki. Jest to mój pierwszy komentarz i chciałabym napisać,że nigdy nie czytałam czegoś takiego. Dzięki za to Dramione i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń